Zmień fonty Zmień rozmiar
Strona główna Teksty PASTE Sznurki Galeria Forum Informacje Chat: Discord Kalendarz Mapa Szukaj / użytkownika Rejestracja
  
Opowiadania: Sgt.Safari "Droga Szczura"  
Autor: Sgt.Safari
Opublikowano: 2009/4/3
Przeczytano: 968 raz(y)
Rozmiar 31.53 KB
0

(+0|-0)
 
Droga Szczura

C
zarno-brązowe futro Chit’Shin’Seka, błyszczało w promieniach palącego, afrykańskiego słońca. Było nieznośnie gorąco, ale mnisi umysł ledwie to odczuwał. Głowę wypełniały mu dźwięki i zapachy sawanny - żyrafy, słonie, antylopy. I lwy. Wyraźnie czuł zapach lwów, dlatego był czujny i skupiony. Wiedział, że nawet ze swoim szczurzym refleksem i wytrzymałością oraz znajomością sztuk walki, miałby nikłe szanse w walce z dorosłym królem zwierząt, jeżeli ten wziąłby go z zaskoczenia. Jednak nie było wyboru. Droga Szczura przywiodła go do Serengeti.
Omiótł wzrokiem sawannę. Według spotkanego po drodze dziwnego mandryla z kijem, była to Lwia Ziemia. Bardzo adekwatna nazwa, pomyślał szczurak. Dwie rzeczy szczególnie przykuwały jego uwagę - duża skała o kształcie zbliżonym do litery ,,K” i ciemne miejsce leżące na południe od niej. To drugie promieniowało Amokiem. Musiał trzymać się od niego z daleka. Zło wołało go. Rzucało mu wyzwanie. Otrząsnął się jednak.
- Nie. Ty masz unikać Amoku. Pamiętaj o naukach sensei Chifuki – powiedział.
Raptem usłyszał szelest na lewo od siebie. Odwrócił się szybko i przyjął postawę bojową. Pociągnął swoim ruchliwym nosem, jednak wiatr wiał mu w plecy, więc nie mógł wyczuć zapachu. Oczyścił umysł i cierpliwie czekał. Atak nastąpił niespodziewanie. Złocisty kształt wyskoczył z trawy. Nie przewidział tylko, że mnich będzie na to gotowy. Złapał lwicę za łapę, przesunął ciężar ciała i rzucił nią w drugą, która postanowiła pójść z nim na czołówkę. Obie kocice zwaliły się ciężko na ziemię. Szczurak spojrzał na nie ze współczuciem. Rzut Ważki. Jeden z najskuteczniejszych w jego repertuarze.
Sięgnął do płóciennej torby, którą miał przewieszoną przez ramię i wydobył małą fiolkę pełną gęstego, fioletowego płynu. Podszedł do lwic, kapnął każdej po dwie krople do pyska i odsunął się. Po chwili wstały. Patrzyły na niego na poły z respektem, na poły ze zdziwieniem. Chit’Shin’Sek nienawidził takich reakcji. Hardo oddał spojrzenie. Jednakże rozumiał je. Miały powody żeby mu się przyglądać. Bądź co bądź, olbrzymi szczur chodzący na dwóch nogach, znający sztuki walki i noszący ubranie nie był czymś powszechnym. Większa z lwic zebrała się na odwagę i podeszła bliżej. Nie chowała jednak pazurów. Miała jasne (można wręcz powiedzieć, że blond) futro i śliczne niebieskie oczy.
- Kim jesteś i skąd przybywasz, podróżniku? – zapytała przyjemnym, gładkim głosem
- Nazywam się Chit’Shin’Sek. Wędrowny mnich z dojo Ważki i ostatni szczurak.
Lwica oddała ukłon.
- Nala. Królowa Lwiej Ziemi. To jest Ananza. – Wskazała na swoją kompankę. Widać było, że jest między nimi spora różnica wieku. – Uczę ją polować. Co cię sprowadza na nasze ziemie, Chit...eee... – zacięła się.
Chit’Shin’Sek uśmiechnął się.
- Mówcie mi Nezumi. Będzie wam łatwiej. Moje imię jest trudne do wymówienia dla nieszczuraka. Sprowadziła mnie tu moja droga ku oświeceniu.
Ananza stanęła obok Nali.
- Jak udało ci się odeprzeć nasz atak? – spytała, przechylając głowę z ciekawością.
- Dzięki sztuce Jasnej Dłoni Kashimaru, która jest połączeniem sił ciała, umysłu i ducha. To co zrobiłem tobie, a przypuszczam, że ciebie złapałem, było rzutem Ważki. Chodzi o to, żeby wykorzystać masę przeciwnika przeciwko niemu i obezwładnić go bez czynienia trwałej krzywdy. Mój sensei – mistrz Chifuki – nauczał, że spokojny umysł pokona wszystko. Wieczna Wędrówka – filozofia, którą wyznaję - jest uosobieniem tej nauki. Nie uczymy się jak walczyć, lecz jak się bronić na drodze do lepszego bytu.
Lwice rzuciły sobie wiele mówiące spojrzenie. No tak. Drugi Rafiki. Jakby jeden świr na sawannie nie wystarczał. Ale mimo wszystko trzeba go ugościć.
- Możesz zaprezentować któryś ze swoich ciosów? – spytała Nala.
Nezumi pokręcił głową.
- Niestety nie, wasza wysokość. Sensei zakazał nam walki bez powodu. Jesteśmy siewcami pokoju, a nie wojny. Ale może potraficie rozwiać moje wątpliwości? Co to za ciemne miejsce o tam? – Wskazał palcem, zakończonym pazurem, w stronę zacienionego obszaru. Lwice podążyły wzrokiem wzdłuż jego ręki.
- Cmentarzysko Słoni. Bardzo złe miejsce. Leży już poza granicami Lwiej Ziemi. – odparła Nala. – Chodź z nami. Idziemy do domu. – zaproponowała.
- Do domu? – zapytał mnich.
- Na Lwią Skałę. – Ananza wskazała łbem drugi element krajobrazu, na który Nezumi zwrócił uwagę wcześniej. Ruszyli spokojny spacerkiem w jej stronę.

***

Na Lwiej Skale panowało rozleniwienie. Lwiątka baraszkowały w trawie, a starsi członkowie stada wylegiwali się w cieniu niskich drzewek. Nala i Ananza zostały przywitane skinięciami głów i krótkimi mruknięciami, za to Chit’Shin’Sek wywołał niejaką sensację. Najpierw obskoczyły go lwiątka. Przyglądały mu się, zadawały pytania, próbowały łapać za ogon, zanim nie zostały odpędzone przez swoje matki. Potem z jednej ze skał podniósł się spory lew. Podszedł powoli do przybysza i lwic, które go przyprowadziły.
Nala odłączyła się od Ananzy i Chit’Shin’Seka, i stanęła u jego boku. Wytłumaczyła mu kim jest nieznajomy. To, że prawie połamał im karki, dyskretnie przemilczała. W czasie drogi na Lwią Skałę zdążyła polubić szczuraka. To tyle jeśli idzie o wojnę podjazdową między gryzoniami i kotami.
Lew spojrzał na niego życzliwie, po czym odezwał się miłym, charyzmatycznym głosem.
- Witaj Nezumi. Nie zrozumiałem wszystkich fragmentów opowieści mojej żony, ale miło mi gościć wśród nas tak światłego wędrowca. Jestem Simba, król Lwiej Ziemi.
Mnich zgiął się w ukłonie.
- Dziękuję panie. I mnie jest miło zatrzymać się w tak wspaniałym kraju. Chciałem jednak sprostować jedną rzecz – moja podróż ku oświeceniu jeszcze się nie skończyła. I nie skończy się, dopóki nie przejdę Drogi Szczura – tradycyjnej wyprawy przez świat, którą muszę przebyć szerząc pokój i nauczając zasad Wiecznej Wędrówki.
Simba potarł łapą pysk.
- No cóż. To też jakaś filozofia życia. Ananza zajmij się naszym gościem. Pokaż mu okolicę czy coś. I zabierzcie Kigana. Wydaje się być bardziej przybity niż zwykle. Vala i Lon znowu się do niego przyczepiali. Naprawdę nie wiem co mogę z nim zrobić. – Simba westchnął i wrócił na miejsce, które zajmował wcześniej. Niespodziewanie poderwał się z rykiem bólu i zaczął się miotać, próbując dosięgnąć czegoś w zadzie. Nezumi doskoczył do niego i złapał za pewien punkt na karku. Simba znieruchomiał. Mnich obejrzał jego sierść. W skórze zadu tkwił wcale okazały cierń. Wyciągnął go delikatnie. Na futrze zalśniło kilka kropel krwi. Jeszcze raz ścisnął kark Simby i lew się obudził. Wstał powoli i spojrzał na Chit’Shin’Seka. Ten bez słowa zaprezentował mu kolec. Simba rozejrzał się. Zza skały doleciał ich stłumiony chichot. Lew podkradł się do kamienia i skoczył za niego. Siedziało tam dwoje młodych płci obojga i śmiało się do rozpuku. Kiedy jednak zobaczyli króla umilkli i z okrzykiem ,,CHODU!” rzucili się do ucieczki. Simba wyszedł zza skały ze zrezygnowaną miną.
Nezumi i Ananza uśmiechnęli się do siebie i podeszli do nieokazałego lwa leżącego w pewnym oddaleniu od innych. Był mały, a sierść miał bardzo jasną. Grzywa ledwo zaczynała mu kiełkować, jednak było widać, że będzie prawie czarna. Tym, co rzucało się w oczy najbardziej, był brak części przedniej łapy, która u humanoida byłaby dłonią i krótszy ogon, bez „pędzelka”.
Lew leżał na skale, w pełnym słońcu i wyglądał jak uosobienie nieszczęścia. Kiedy zauważył przybyszów uniósł łeb. Miał ciemnoniebieskie oczy, w których krył się smutek i rezygnacja. Jednak, na widok przyjaciółki, uśmiechnął się.
- Cześć, Ananza – powiedział – Kogo przyprowadziłaś? - Rzucił szczurakowi szybkie, zlęknione spojrzenie.
- Witaj, Kigan. To jest Nezumi. Wędrowny mnich.
Nezumi ukłonił się. Tak witali się w dojo i weszło mu to w nawyk. Lew wstał i przeciągnął się. Siła jego ki uderzyła mnicha jak pocisk z Barretta. Zatoczył się, ale równowagę utrzymał z trudem. Oba lwy wyglądały na zaniepokojone.
- Co ci jest? – zapytała Ananza.
- Nic, nic. Spokojnie to pewnie od słońca – odparł szczurak. – W kraju, z którego pochodzę, zazwyczaj jest chłodniej.
- Idziemy do wodopoju? – rzucił pomysł Kigan. Nezumi chciał zasugerować wycieczkę na Cmentarzysko Słoni, ale stłumił w sobie to pragnienie. Był zmęczony po podróży i Amok dobrze to czuł. Próbował skłonić go do uległości, ale on się nie poddawał.
Krótka przechadzka dobrze mi zrobi, pomyślał. I może dowiem się czegoś o tym małym. Tak silną emanację ki czułem tylko od mojego mistrza. Kigan musiał dużo przejść. Mam obowiązek przekazać mu nauki sensei Chifuki i filozofię Wiecznej Wędrówki On sam wymyśli sztukę walki odpowiednią dla siebie.
- Możemy. Czy to daleko? – powiedział na głos.
- Nie. Dojdziemy tam szybko.
Zeszli z głazów otaczających Lwią Skałę i udali się ścieżką do wodopoju.

***

Po drodze Nezumi dowiedział się wiele o życiu Kigana. Szli wolno, ze względu na łapę lwa, tak więc mógł opowiedzieć o wszystkim. O tym jak stracił rodziców, łapę i kitę, kiedy był jeszcze mały. Jak przygarnęła go matka Ananzy. O złośliwościach Vali i Lona – dwóch najbardziej wrednych i bezczelnych lwów w stadzie Simby, i że jego jedyną prawdziwą przyjaciółką jest Ananza.
Nezumi czuł podziw dla malca. Przeszedł w swoim krótkim życiu tyle, że każdego normalnego doprowadziło by to do samobójstwa. Wiedział, że musi z nim porozmawiać. Musiał pokazać mu dobrą drogę. Wystarczy żeby raz puściły mu nerwy i może dojść do nieszczęścia. Lew nie zdawał sobie sprawy z siły, która w nim drzemała.
Ananzę poznał zdecydowanie gorzej. Jej starszego brata – Naldo - ludzie zabrali do Zoo. Dowiedziała się, że uciekł stamtąd, ale został zastrzelony w piwnicy jakiegoś domu. Kigan starał się jak mógł zastąpić jej brata, ale ona ciągle za nim tęskniła. Później jej przyjaciółka – Runa odeszła niedługo po przybyciu człowieka zwanego Ashem.
W pewnym momencie przerwała swoją opowieść i zapytała:
- Kigan? Czy Vala i Lon znowu ci dokuczali?
Lew spuścił głowę. Cała radość z niego uleciała. Głos zamienił się w szept.
- Tak. Ananza, ja... ja już nie ma siły. Są ode mnie więksi i jest ich dwoje, a ja nie mogę nawet uciekać. Nikt mi nie pomoże bo jestem przybłędą. Nie wiem co mam robić. Ja... już dłużej nie chcę tak żyć.
Nezumi musiał sprostować swoje spostrzeżenia. Kigan był bliżej granicy szaleństwa niż mu się wydawało. Wyglądało na to, że jedynie Ananza trzyma go przy normalności. Ale jeżeli jej przy nim zabraknie... to witaj Amoku i żegnaj Kiganie. Szczurak zatrzymał się. Nie ma co zwlekać; każda chwila jest cenna.
- Ananza. Wszystko co tutaj usłyszysz musi pozostać między naszą trójką. Rozumiesz? Nie pytaj o powody, po prostu przysięgnij.
Lwica przytaknęła.
- Zrobię to. Ale co chcesz takiego tajnego powiedzieć?
Chit’Shin’Sek westchnął i uniósł łeb młodego lwa. Popatrzył mu w oczy.
- Kiganie. Masz w sobie wielką moc. Mogę cię nauczyć jak z niej korzystać. Mogę cię nauczyć jak podążać Wieczną Wędrówką. Musisz tylko przyrzec, że nie wykorzystasz swojej ki – wewnętrznej siły – do złych celów.
Ananza popatrzyła na szczuraka.
- Nauczysz go tak walczyć, tak jak ty umiesz?
Mnich pokręcił głową.
- Nie; to niemożliwe. Do tego trzeba mieć pozycję wyprostowaną, stopy i dłonie bardziej chwytne od waszych łap. Sam będzie musiał coś opracować.
Ale przejdźmy do sedna, bo nasz przyjaciel wygląda na lekko skołowanego. Kigan. Masz w sobie potężne ki. To moc wykorzystywana przez mnichów. Dzięki niej możemy robić rzeczy niedostępne zwykłym śmiertelnikom - bardzo szybko biegać, wysoko skakać, zadawać potężne ciosy. Jednak nie jest to magia. To coś w rodzaju energii życiowej. Większość mnichów wytwarza ją poprzez medytacje i ćwiczenia. Ty jednak zgromadziłeś ją naturalnie. Doświadczyłeś w życiu wiele zła, więc twój umysł postanowił, że ma tylko dwa wyjścia – albo oszaleć, albo znaleźć sposób na bezpieczne przechowywanie tego wszystkiego dopóki nie znajdzie sposobu na pozbycie się. Wybrał tę drugą opcję. Twoje ki rosło przez lata, ale teraz jesteś nim przeładowany. Twoja rozpacz nie ma gdzie się podziać. Jeżeli kiedyś straciłbyś panowanie nad sobą, zacząłby się niekontrolowany wyciek, a to mogłoby być tragiczne w skutkach tak dla ciebie, jak dla otoczenia. Za to, że jeszcze do tego nie doszło podziękuj Ananzie. To dzięki niej nie oszalałeś.
Musisz się nauczyć co robić z tą energią. Jak ją wykorzystać w bezpieczny sposób, dla pomagania innym i sobie. Czy chcesz tego? Chcesz poznać nauki, które sensei Chifuki przekazał niegdyś mnie? Chcesz kroczyć drogą Wiecznej Wędrówki?
Kigan spojrzał mu głęboko w oczy. Szczurak nie zauważył złośliwego błysku na ich dnie.
- Bardzo tego chcę. O tak. Bardzo. Będę podążał za twoim naukami. Przysięgam.
- Postanowione więc. Jutro zaczynamy szkolenie. Nie przekażę ci całej mojej wiedzy bo to by za długo trwało, a ja muszę ruszać w dalszą podróż, ale poznasz podstawy filozofii dojo Ważki. Resztę odkryjesz sam. Tak jak ja.

***

Nieubłaganie nadszedł ranek. Kigan, Ananza i Nezumi spotkali się w umówionym miejscu – na skraju klifu Lwiej Skały. Mnich ostro sprzeciwił się pójściu na trening we trójkę.
- Wybacz Ananzo – powiedział – ale w naukach mogą brać udział tylko sensei i jego uczeń. Takie są zasady; to nic osobistego. Poza tym ty z Nalą też ćwiczysz bez Kigana, więc nie bądź uparta. Znacie tu jakieś odludne miejsce?
W końcu lwica skapitulowała.
Uczeń zaprowadził Chit’Shin’Seka do otoczonego głazami parowu. Nie było tam nikogo.
Odtąd chodzili tam codziennie. Kigan uczył się jak kontrolować swoje ki i poznawał filozofię Wiecznej Wędrówki. Dowiadywał się jak skierować energię do leczenia swoich ran, dalekiego skakania i szybkiego biegania. Te dwie ostatnie umiejętności przydawały mu się w ucieczkach przed Valą i Lonem. Jedyną osobą, która nie była zadowolona z ćwiczeń, była Ananza. Uważała, że traci kontakt z Kiganem. Ale nawet ona zauważała zmiany jakie w nim zachodziły. Stał się pewniejszy siebie, odważniejszy. Pierwszy raz chodził wśród stada z uniesioną głową.
Podczas jednego z treningów Kigan zapytał:
- Sensei? Jak tu trafiłeś? Jak poznałeś sensei Chifukę?
Nezumi rzucił mu długie spojrzenie.
- Kiganie. To długa historia. I dziwna. Czy na pewno chcesz jej wysłuchać?
- Oczywiście sensei! Po to zapytałem. A „Szlachetna Droga” mówi, że trzeba odpowiadać na pytania.
Szczurak roześmiał się.
- Tak mój uczniu, masz rację. No więc dobrze. Wszystko zaczęło się dwadzieścia lat temu w chińskiej filii rosyjskiego koncernu NeoGen. Próbowali skrzyżować człowieka i szczura żeby stworzyć superżołnierza. Niestety, a może na szczęście, wszystkie krzyżówki ginęły. Oprócz mnie. Byłem ich jedynym udanym eksperymentem. Nauczyli mnie języka ludzi, a dzięki mojemu szczurzemu dziedzictwu znałem też język zwierząt.
Pewnego dnia udało mi się uciec. Wiedziałem, że będą mnie ścigać, a ludzie mnie nie ukryją. Byłem zbyt inny od nich. Udałem się więc w olbrzymie góry - Himalaje, do Tybetu. Daleko od jakichkolwiek siedzib ludzkich. Mieszkałem w jaskini. Ale któregoś dnia, kiedy szukałem jedzenia, zaskoczyła mnie burza śnieżna. Myślałem, że zbliża się mój koniec i zemdlałem. Kiedy się obudziłem, poczułem, że jest mi ciepło, i że leżę w jakimś pomieszczeniu. Był to klasztor sensei Chifuki – dojo Ważki. Leżałem na posłaniu ze słomy, a dookoła mnie siedzieli mnisi. Medytowali i przekazywali mi część swojej energii życiowej.
Znaleźli mnie wkrótce po burzy i przynieśli do swojej szkoły. Przygarnęli mnie. Nie obchodziło ich, że jestem inny. Ćwiczyłem z nimi, uczyłem się, tak jak teraz ja uczę ciebie, poznawałem tajniki „Jasnej Dłoni Kashimaru”.
Któregoś dnia, w bibliotece znalazłem starożytny zwój opowiadający o pierwszych Kami. – przerwał na chwilę i spojrzał na ucznia – Kim są Kami?
Kigan odpowiedział szybko i pewnie.
- Są to wielkie duchy. Najpotężniejsze istoty w świecie duchów. Są czczeni jako bogowie. U nas Kami są Sekta i Stary Pielgrzym.
- Bardzo dobrze. A więc kontynuuję. Pierwszy Kami –Samu, jego brat - Motoga i siostra – Komai, zostali zesłani na ziemię żeby pomagać ludziom. Samu i Komai stali się duchami opiekuńczymi i służyli ludzkości radami i cudami.
Ale Motoga postanowił się zbuntować. Zgromadził armię ogrów i demonów Oni. Wtedy Samu wybrał piątkę ludzi, po jednym z każdego klanu. Nazwał ich Samurajami. Podążyli oni, wraz z nim, w głąb Siedziby Krwi – mieszkania Motogi i jego plugawej armii. Kiedyś znajdowało się tam imperium szczuraków, ale zostały one zniszczone.
Spodobała mi się nazwa tych istot, które były bardzo podobne do mnie, jak i imię pierwszego szczuraka - Chit’Shin’Seka. Ale wróćmy do opowieści. Samurajowie pokonali Motogę i zamknęli jego moc w Krwawym Puzderku. Ale zanim to zrobili, zdążył uwolnić gwiazdy Amoku Bestii, które są przyczyną wszelkiego zła na świecie. Samurajowie pokonali go za pomocą świętego kamienia – jadeitu. Żadna istota zarażona Amokiem Bestii nie przeżyje kontaktu z jadeitem.
Tak to moje życie trwało przez kilka lat. Ale wtedy świat zewnętrzny upomniał się o mnie. Najemnicy na usługach NeoGenu odnaleźli nasze dojo. Odbyła się rzeź. Nawet nasze moce nie był w stanie przeciwstawić się karabinom maszynowym i innej broni, którą posiadali. Wiedziałem, że szukają mnie. Uciekłem więc. Teraz podróżuję, przekazując nauki sensei Chifuki, tak żeby nie znikły po mojej śmierci i próbuję przebyć Drogę Szczura. Ja jeden przeżyłem z dojo Ważki. Teraz już znasz moją historię.
Jutro udaję się w dalszą drogę, ale powrócę tu kiedyś.
Nie mogę cię więcej nauczyć. Resztę musisz odkryć sam. Twoim zadaniem będzie doskonalenie się i pomaganie innym mieszkańcom Lwiej Ziemi. To przyniesie ci ulgę w wojnie z Amokiem i własną słabością. Ochroni cię przed szaleństwem. Jesteś gotów to zrobić?
Kigan przytaknął. Powrócili do ćwiczeń, które potrwały do wieczora.

***

Następnego dnia, tuż przed świtem Nezumi ruszył dalej. Najpierw jednak wręczył uczniowi kawałek jadeitu na rzemyku. Na szczęście, jak stwierdził. Kigan udał się do parowu i trenował w samotności, tak jak przez ostatnie tygodnie robił to ze szczurakiem. Dni powoli przeradzały się w tygodnie, tygodnie w miesiące a te z kolei w lata. Aż pewnego dnia...

***

Chit’Shin’Sek stał u granic Lwiej Ziemi i patrząc na zasnute chmurami niebo, wspominał.
- Na tym samym wzgórzu spotkałem Nalę i Ananzę. To było tak dawno. Cztery lata. Ale ta ziemia wcale się nie zmieniła – wiedział jednak, że okłamuje sam siebie. Nad sawanną dało się wyczuć prądy smutku i strachu. Zupełnie jakby zdarzyła się, lub miała zdarzyć, jakaś tragedia. Szczurak ruszył prosto na Lwią Skałę.
Zdziwiło go zachowane lwic, które przywitały go zdenerwowanymi szeptami. Usłyszał jak mówią do siebie
- To on. Ten, który dał mu moc. Jak śmie tu wracać?
Postanowił spotkać się z Simbą. Jeżeli ktoś wiedział, czemu lwice traktują go w ten sposób, to tylko on. Na jego widok Simba podniósł się ciężko. Widać było, że się postarzał. Nadal jednak zachował, właściwą sobie, godność i charyzmę. Spojrzał na niego ze skały, na której stał i przemówił. W jego głosie słychać było pogardę.
- Czego tu szukasz, po tym, jak sprowadziłeś na nas groźbę wojny?
Nezumi zatrzymał się. Nie rozumiał słów króla. Gdyby nie reakcja lwic, wziąłby je za bredzenie staruszka. Teraz, jednak postanowił dowiedzieć się wszystkiego.
- Panie! Dlaczego mnie oskarżacie? Jaką wojnę wywołałem?
- Jeszcze masz czelność pytać? Ty dałeś Kiganowi moc. Pokazałeś mu jak walczyć i zwyciężać. Zabił Valę i Lona po czym uciekł. Pokonał Kisasjana i przejął władzę nad stadem Łotrów z Południowych Ziem. Teraz grozi nam! Na Pielgrzyma! On jest niepokonany! Przez ciebie. – Jego wywód przerwało przybycie zdyszanej lwicy, która obwieściła:
- Panie! Kigan i jego stado nadchodzą! Nie mamy wiele czasu!
Simba spojrzał w niebo i zaryczał. Na ten sygnał lwice podniosły się i ustawiły przed nim. Szczurak zrozumiał, że szykuje się rzeź. Musiał działać.
- Nie! – wszystkie głowy zwróciły się w jego stronę. – Nie pozwolę na to! Jeżeli uważacie, że to moja wina to udowodnię wam, że się mylicie! Pójdę do Kigana i przypomnę mu co jest jego obowiązkiem. Co mi obiecał. Królu, nic na tym nie stracisz. Jeżeli zginę, pozbędziesz się domniemanego zdrajcy. Rozmowa z Kiganem kupi wam trochę czasu na przygotowania, może nawet uda mi się namówić go do zmianę planów i bitwa się nie odbędzie. Tak czy inaczej wyjdziesz na swoje. Daj mi szansę.
Simba zastanowił się.
- Zgoda – odparł. – Idź. Może ci się udać, ale jeżeli znowu nas zdradzisz – zginiesz.
Nezumi obwiązał sobie łapy skórzanymi rzemieniami i pobiegł w kierunku wskazanym przez przybyłą lwicę.

***

Stado Kigana było mniejsze od stada Simby, ale lwy należące do niego wyglądały na zaprawione w bojach. Poznaczone bliznami ciała, ostrożne ruchy i zimne uśmiechy goszczące na ich pyskach, mówiły wszystko o umiejętnościach Łotrów. Nezumi stał wprost na ich drodze. Na czele stada biegł olbrzymi lew. Chit’Shin’Sek z trudem rozpoznał swojego dawnego ucznia. Jego łeb zdobiły dziwne rysunki, grzywa była gęsta i ciemna. Jedynie barwa jego futra i charakterystyczna opadająca na czoło grzywka pozostały bez zmian tak, jak i kaleka łapa.
Mnich wyczuł jego ki i aż gwizdnął z podziwu.
Daleką drogę przeszedł ten mały – pomyślał. – Ale czy na pewno w dobrym kierunku? Chciał go zawołać, ale lew go uprzedził - zatrzymał stado i podbiegł do niego. W jego oczach gorzało szaleństwo.
- Witaj sensei – wymówił to ostatnie słowo pogardliwie. – Miło cię widzieć. Ale dość już tych sentymentów. Usuń się z drogi. Przeszkadzasz mi.
- Nie ruszę się. Nie dopuszczę do rozlewu krwi. Za to ty powiesz mi dlaczego złamałeś przyrzeczenie i sprzeniewierzyłeś się moim naukom.
- Filozofia to bzdury dla słabych. Ja jestem silny. Wieczna Wędrówka zaprowadziła mnie tam, gdzie jeszcze żaden lew nie dotarł. I to mnie zmieniło. Teraz wszyscy, którzy kiedyś mną gardzili, zapłacą za swoje winy, sensei – Kigan roześmiał się. Był to śmiech, w szczękały miecze.
- Nie chcę ci zrobić krzywdy, ale jeżeli będę musiał, to nie zawaham się – odparł Nezumi.
Lew spojrzał na niego zdumiony i rozbawiony zarazem.
- Ty rzucasz mi wyzwanie? TY?! Dobry żart. Ale skoro tego chcesz... Nie mogę przeciwstawiać się mistrzowi. – Jego głos był ironiczno – kpiący i, zdaniem Chit’Shin’Seka, zbyt pewny siebie.
Kigan ryknął krótko. Lwice z jego stada ustawiły się w krąg dookoła nich. Nezumi przyjął pozycję bojową i obserwował lwa, oczekując ataku. Nie zdołał nawet zauważyć kiedy jego uczeń się poruszył, ale w ułamku sekundy leżał na ziemi, a lew stał nad nim.
- Zgadnij kto jest szybszy, szczurku.
Uczeń odskoczył od mnicha. Nezumi wstał. Wiedział, że Kigan długo trenował. Doprowadził swoje ki prawie do perfekcji. Jednak zauważył, że stał się zbyt pewny siebie. Mógł go zabić, ale zdecydował się jeszcze z nim pobawić. Poza tym nie miał takiego doświadczenia, jakie posiadał szczurak. Skoncentrował się. Lew znowu zaatakował. Tym razem, jednak przeciwnik był gotów. Błyskawicznie odskoczył, złapał go za łapę i podciął. Kigan przeleciał spory kawałek areny i potoczył się aż do lwic. Zerwał się i skoczył na Nezumiego. To był błąd. Szczurak odwrócił się do niego plecami i wykonał rzut Ważki. Kigan zmiótł stojące mu na drodze lwice jak kręgle. Chit’Shin’Sek uśmiechnął się półgębkiem.
- Szybkość nie ma znaczenia. Liczy się refleks. I doświadczenie. Jesteś większy ode mnie, dlatego ciężej upadasz. Ja cię tego nauczyłem, ale ty zapomniałeś. Wycofaj lwice. Przegrałeś Kiganie, mój uczniu.
- Ja nie przegrywam. Już nie – odparł lew, wstając. – Twoje nauki nie są mi już potrzebne. Jestem niepokonany, słyszysz?! Niepokonany! Największy, najszybszy, najsilniejszy! Budzę respekt! W końcu się ze mnie nie śmieją! Boją się mnie! Zawsze tego chciałem! Ani ty, ani nikt mi tego nie odbierze!
Nagle, spoza kręgu lwic, doleciał głos:
- Nawet ja?
Kigan odwrócił się zdumiony. Pamiętał ten głos. Pełen dobra, ciepła i radości życia. Teraz jednak zbolały i smutny.
- Ananza? – wykrztusił zdumiony.
- Tak. To ja – na arenę wkroczyła piękna lwica. Lew patrzył oniemiały.
-Kiganie, proszę cię, odpuść. To do niczego nie prowadzi. Spirala zła będzie się tylko nakręcać. Zrób to dla mnie. Odejdziemy stąd i założymy własne stado, gdzieś daleko, tam gdzie nikt nas nie zna i nigdy tu nie wrócimy. Zgoda?
- Taaa...NIEEEEE! – ryknął nagle lew. – Uczucia są dla słabych i pogardzanych. Ja już taki nie jestem. Dawny Kigan umarł!!!
- Ale można go wskrzesić. Razem damy radę. Możesz być tym Kiganem, którego kochałam. I ciągle kocham. Wiem, że on gdzieś tam jest, w środku.
- ZAMILCZ! Kłamiesz! Chcesz zrobić ze mnie durnia! Chcesz mnie ośmieszyć przed wszystkimi! Ale nie uda ci się to! – Z kikuta wyskoczyło, niczym brzeszczot sprężynowca, stalowe ostrze.
Nezumi doskoczył i ugryzł lwa w zad. Szczurze siekacze z łatwością wbiły się głęboko w skórę Kigana. Z rany trysnęła ciemna i rzadka krew, która wyparowała po zetknięciu z ziemią. Mnich westchnął w duchu. Jego przypuszczenia potwierdziły się. Teraz wiedział co musi zrobić, choć wcale nie cieszyła go ta perspektywa. Lew rzucał się na wszystkie strony próbując pozbyć się szczuraka. Nezumi zwolnił chwyt i pozwolił, by Kigan wyrzucił go w powietrze. Wykonał salto i usiadł na jego grzbiecie. Złapał go dwoma palcami za kark i mocno ścisnął, odcinając dopływ krwi do mózgu. Lew zwalił się na ziemię bez ruchu. Przestał oddychać. Umarł. Chit’Shin’Sek podszedł do Ananzy. Spojrzał na otaczające go lwice.
- Odejdźcie stąd. Wracajcie na Południowe Ziemie. Zabiłem waszego przywódcę, więc teraz ja wami rządzę. Uciekajcie. I nie wracajcie tu ze złymi zamiarami – Lwice karnie odwróciły się i pobiegły.
Ananza zrobiła krok w stronę Kigana, ale szczurak zatrzymał ją gestem.
- Odsuń się i patrz. – Lwica posłusznie dała krok w tył.
Nezumi obserwował martwego lwa uważnie. Wyjął z sakiewki kawałek papieru wielkości kartki z notatnika i zaczął odmawiać zapisaną na nim modlitwę.
Kigan wstał. Przeciągnął się aż strzeliły mu wszystkie stawy. Ryknął, ale był to ryk niepodobny do lwiego. Taki głos mógłby wydawać z siebie jakiś prehistoryczny gad. Brzmiała w nim taka wściekłość, nienawiść i ból, że Nezumi aż się wzdrygnął. Ananza zemdlała.
Bardzo dobrze, pomyślał szczurak. Niech lepiej nie widzi tego co tu się będzie działo. Kigan skoczył zamierzając się na niego potężnym mieczem. Nezumi wypowiedział ostatnie słowo modlitwy, i wykonując unik przed wściekłym atakiem lwa, dotknął kartką jego czoła. Papier przylgnął do niego. Kigan znieruchomiał. Można by go wziąć za posąg gdyby nie lekkie, nerwowe ruchy koniuszka ogona i oczu. Mnich wyciągnął z sakwy dwa kawałki jadeitu, wielkości mniej więcej kciuka, dwie pałeczki kadzidła, metalową maskę i bambusowy flet. Zapalił kadzidło i, mamrocząc mantry, włożył kamienie we wgłębienia na czole maski. Podszedł do unieruchomionego Kigana i przyłożył mu maskę do pyska. Zmieniła kształt przystosowując się do kształtu jego głowy. Nezumi odsunął się i zagrał na flecie krótką melodię. Jadeit błysnął lekko. Lew skurczył się. Po chwili na ziemi leżało lwiątko bez łapy i z krótkim ogonem. Kigan wyglądał zupełnie tak, jak wtedy, kiedy się poznali. W powietrze wystrzeliła kulka przygasłego światła i poszybowała w stronę Cmentarzyska Słoni. Maska powróciła do swojego kształtu i upadła na ziemię. Jadeit wypalił się. Lew wstał chwiejnie, ale wtedy magia Jadeitowego Egzorcyzmu dokończyła swoje dzieło.
Kigan uniósł kaleką łapę i zauważył, że zielenieje. Pojął intencje mistrza i nie próbował się bronić. Wiedział, że zasłużył na karę, mimo wszystko był szczęśliwy pierwszy raz od bardzo dawna. Uśmiechnął się i zaryczał głosem wypełnionym wdzięcznością, ulgą i niewysłowioną dumą. Wówczas jego pysk skostniał. W miejscu gdzie przed chwilą stał Kigan, teraz ryczał jego jadeitowy posąg.
Ananza otworzyła oczy i dźwignęła się z ziemi. Popatrzyła na Kigana i Nezumiego. Nie do końca rozumiała co się stało, ale też nie chciała tego wiedzieć. Podeszła do posągu. Potarła pyskiem zimny kamienny łeb lwa, a w jej oczach zalśniły łzy.
Nezumi objął ją pocieszająco.
- Ananzo. Rozumiem co teraz czujesz, ale musisz mi uwierzyć, że nie zrobiłbym tego, gdybym miał inne wyjście, ale nie miałem bo on był zarażony gwiazdą Amoku. Iskra obłędu paliła się w nim już w momencie kiedy go poznałem, a gwiazda tylko zamieniła ją w pożar. Myślałem, że dzięki moim naukom poradzi sobie ze swoją nienawiścią, ale się myliłem.
Mimo to, muszę oddać mu honor. Był niezwykłym lwem. Tak potężnym i zarazem tak słabym. Niech Kami zaopiekują się jego biedną duszą. – Chit’Shin’Sek westchnął - Wracajmy do domu.
Ruszyli powoli w stronę Lwiej Skały. Ananza spojrzała za siebie, a na spieczoną ziemię afrykańskiej sawanny upadła, lśniąca niczym diament, kropla. Po chwili dołączyły do niej kolejne, ale te spadały już z nieba.

Sgt. Safari 2007
 
Powrót do kategorii | Powrót do strony głównej artykułów
Komentarze są własnością ich autorów. Twórcy niniejszego serwisu nie ponoszą odpowiedzialności za ich treść.