Zmień fonty Zmień rozmiar
Strona główna Teksty PASTE Sznurki Galeria Forum Informacje Chat: Discord Kalendarz Mapa Szukaj / użytkownika Rejestracja
  
Opowiadania: Anadonus "Konsekwencje"  
Autor: Anadonus
Opublikowano: 2009/4/26
Przeczytano: 1518 raz(y)
Rozmiar 14.52 KB
0

(+0|-0)
 
Uwaga - jest napisane w typowym języku, więc jeśli nie tolerujesz "dramatycznych" i/lub agresywnych (słownie) opowiadań - odpuść sobie.

Tygrys wszedł do swojej kwatery, gwałtownie zamykając drzwi, a pierwsze swoje kroki skierował w stronę łoża pod boczną ścianą. Usiadł zmęczony, wyciągnął się leniwie i rozłożył bezradnie, podkładając pod łeb swoje łapy. Promienie wyjątkowo jasnego w tym dniu słońca oświetlały jego tors, sprawiając, że białe futro mieniło się w jego świetle. Nie był jakoś specjalnie umięśniony, ale miał atletyczną budowę ciała, która - jak na tygrysa - prezentowała się wyjątkowo dobrze... tak twierdził. Zamknął swoje ślepia i w niekontrolowanym grymasie prezentującym raczej poddenerwowanie niż cokolwiek innego, warknął sam do siebie "wolne, wreszcie". Mimo że weekend zapowiadał się zupełnie bezplanowo, to sam fakt, iż był formą odpoczynku od codziennej pracy sprawiał, że odbierany był przez tygrysa pozytywnie. Położył jedną łapę na torsie i głaskał samego siebie, uśmiechając się chytrze. W pewnym sensie był usatysfakcjonowany, jednak... złudzenie to zniknęło kompletnie, kiedy tylko przez jego myśl przeszły wspomnienia tak niedawnych zdarzeń. Oczami wyobraźni czuł łapę, która z wręcz precyzją i delikatnością sunęła poprzez jego pierś, brzuch... i niżej. Wbrew pozorom myśli te nie napawały go tak, jak wcześniej - satysfakcją - raczej tęsknotą lub wręcz głodem (emocjonalnym). Kiedy tak rozmyślał, zamyślony podniósł ogon ku górze, który w typowo kocich ruchach wyginął się to w prawo, to w lewo, niejednostajnie i niepewnie. W tym momencie słońce zaszło, zmywając z jego sierści świetliście błyszczącą poświatę. Jego mina nabrała powagi, a z jego smutnych oczu można by wyczytać narastający niepokój.

"Jedynym sposobem, by się pozbyć pokusy, to... zaspokoić ją." - w jego łbie zabrzmiały słowa, których początkowo się wypierał, jednak z każdą chwilą nabierały one coraz głębszej prawdy. "W końcu to były JEGO słowa, nie mam powodu, by się im sprzeciwiać" - pomyślał. Wahał się, czy jest jakiś sposób, żeby przywrócić sprawy do poprzedniego stanu. Zaprzeczał sobie, wypierał się tych myśli, choć w głębi chciał - tak bardzo chciał poczuć... tę radość.

Wstał, tym razem udał się w stronę źródła z którego spływała nieustannie woda. Zrzucił z siebie rozpiętą, pomiętą koszulę i spodnie i wszedł pod strumień chłodnej wody, która spływała po jego złoto-pomarańczowym futrze, miejscami urozmaiconym czarnymi paskami, bądź tak jak na brzuchu - całkowicie białym. Sądził, że prysznic zmyje z niego wszelkie myśli, pozwoli mu wszystko na spokojnie przeanalizować, jednak one nieustannie pulsowały w jego skroniach, razem ze wzburzoną krwią. (...)

Uczucie czystości pozwoliło mu się zrelaksować i rozluźnić, kiedy siedział przy stole i skulony przy pucharze dobrego wina próbował odpędzić wszelkie myśli. Po pewnym czasie alkohol zaczął działać w typowy dla siebie sposób. Chwiejnym krokiem tygrys skierował się raz jeszcze w stronę łoża, jakby przez mgłę dostrzegając realność. Właściwie zbyt dużo nie myślał - po prostu poczuł, jak jego powieki wbrew woli stają się cięższe i powoli opadają. Runął na łóżko bezradny, jakby stracił przytomność, błyskawicznie pogrążając się we śnie.

Obudził się gwałtownie czując rozpierającą satysfakcje, choć nie bardzo pamiętał jaką fabułę przybrały jego marzenia senne. Niespecjalnie miało to znaczenie, gdyż jego łeb pękał w tym momencie, a ciężko było przyznać, co było właściwą przyczyną - wczorajsze wino, czy niestandardowe myśli? W tym dniu godziny mijały nadzwyczaj szybko, co sprawiło, że szybko jutrzenka czy południe przybrało formę zmierzchu. To wypad ze znajomymi do baru, to tradycyjne wyjście do kina, wizyta na siłowni... czegokolwiek nie robił, raz na jakiś czas prześladowało go fatum, niedające mu spokoju. Jednak przełamał się, postanowił wzbudzić jeszcze raz pewien żar, utkał - wydawałoby się - doskonały plan, do realizacji którego przystąpił zaraz po tym, jak uwolnił się od znajomych. Udał się w znaną stronę - stronę, w której bywał tyle razy. Z każdym ciężkim krokiem czuł się coraz bardziej spięty i niepewny. Wreszcie dotarł pod bramę jaskini, po czym pociągnął za spust dzwonu zawieszonego po jej zewnętrznej stronie. Wtem echo dźwięku rozchodzącego się po komnatach legowiska dotarły do jego uszu, następnie dało się usłyszeć przygłuszone parsknięcie, wyrażające podirytowanie.

- Wejść. - ze środka komnat rozległ się niski i - można by powiedzieć - odrobinę ponury, znajomy głos, który niemal natychmiastowo ukoił nerwy tygrysa. Chwycił za luźno zawieszoną narzutę opadającą na wejście do jaskini i wszedł bliżej. Początkowo było tu zbyt ciemno, żeby cokolwiek zobaczyć, jednak jego oczy szybko przyzwyczaiły się do warunków tutaj panujących. Będąc w tym pomieszczeniu, jedyne określenie, jakie się mu nasuwało na myśl, to "azyl".
- Witaj, Bruerenorze. Dawno się nie widzieliśmy... - wydobył z siebie nerwowo tygrys, uśmiechając się niezdarnie.
- Racja. - wilk otworzył szeroko oczy tłumiąc wszelkie oznaki zaskoczenia, po czym wstał i postawił kilka kroków w stronę tygrysa, tak, że stał teraz przed nim na wyciągnięcie łapy - Czego sobie odemnie życzysz, Heliodorze? - rzekł ciepłym głosem, wydawał się być nieznacznie starszy i większy od tygrysa.
- Cóż... powiem wprost, ja chciałem... - westchnał i wstrzymał głos na chwilę, jednak kontynuował, kiedy zobaczył uważny wzrok Bruna skierowany wprost na niego - ...odbudować relację, która kiedyś nas łączyła. - wykrztusił z siebie.
Wilk wyszczerzył kły z nietypowym zadowoleniem i rozłożył łapy powoli podchodząc do niego - Chodź tu, tygrysie... uwielbiam twoją bezpośredniość. - szepnął wilk, zachowując miły ton głosu.
Tygrys "wszedł" mu w ramiona i położył łeb na jego ramieniu. W momencie kiedy poczuł jego troskliwy, ciepły dotyk wtulił się w niego bardziej, i kiedy czuł jego bliskość niekontrolowanie z oczu spłynęły mu łzy. - Ja... tak bardzo się bałem, tak bardzo... tęskniłem. - odszepnął chwiejnym głosem, jednak próbując zachować spokój po chwili dodał - Chciałem Cię prosić o jeszcze jedną szansę... - od środka zaczęło go zalewać niesamowite ciepło, w miarę jak wyczuł zapach sierści Bruerenora.
- ...odmawiam. - odparł chłodno i poważnie wilk, gwałtownie odsuwając od siebie tygrysa pod ścianę, zaraz przy wyjściu. W tym momencie Heliodor poczuł, jak emocje, które wywoływały wcześniejsze poczucie bezpieczeństwa rozbijają się niczym kruche szkło - na tysiące kawałków i otwierając szeroko ślepia nie mógł pojąć tego, co przed chwilą zaszło. - Twoje uczucia są dla mnie obojętne, a sam jesteś nieważny. W czym niby jesteś lepszy od kogokolwiek? Zasługujesz co najwyżej na moją pogardę. - warknął, wkuwając surowy wzrok w sparaliżowanego i bezradnego tygrysa, który zranił go niczym naostrzony nóż.
Tygrys, gubiąc się w myślach i szukając chaotycznie słów nieopatrznie wyrwał - Jak śmiesz mnie tak traktować? - warknął głośniej jakby doszedł częściowo do siebie, jednak ciągle zachowując bezradny akcent.
- Śmiesz twierdzić, że zasługujesz na coś więcej? Brzydzi mnie twój słomiany zapał i twoje podszywane zaangażowanie, a twój kruchy charakter przyprawia mnie o mdłości. - każde słowo bolało niczym cios bicza.
- Przestań... dobrze wiesz, że zależy mi na Tobie, tak bardzo... - zdesperowany tygrys zaciskał kły, by nie parsknął płaczem.
- "Nie jesteś mi już do niczego potrzebny, przykro mi", to były twoje "pożegnalne" słowa - po tym, jak wilk je wyrecytował, tygrys przypomniał sobie dokładnie tę sytuację. - Nie zraniły mnie one, ale z samego względu tak arogancki brak szacunku do mnie, lub złamanie obietnicy powinny zakończyć się "pokutą".
Chwilę stał omamiony próbując wydobyć z siebie sensowny łańcuch wyrazów. - Tak, były. Ale przyznaję, popełniłem błąd i teraz niezwykle za niego żałuję, nie widzisz? - z jego ślepi leciały łzy, a jego łapy nerwowo drżały.
- ZAWIODŁEŚ mnie. Poniesiesz tego konsekwencje. Nic mi z twojego żalu, czas nie zostanie przez ciebie cofnięty, a ty jesteś u mnie stracony. - wzrok Bruerenora był niezwykle gniewny, a jego głos szorstki i bezemocjonalny.
Dawne słowa wilka, które do tej pory były niezrozumiałe posiadły wreszcie sens... kiedy tygrys w niego wtulony pewnie szepnął "Obiecuję, nigdy Cię nie zawiodę", ten odparł "Przynajmniej nie więcej, niż jeden raz" - Czy nie poniosłem już wystarczającej kary?! ... proszę, przestań już... - tygrys opuścił nisko łeb razem z uszami, a jego głos gwałtownie ścichł.
- Nie ty, śmieciu, decydujesz, jaką karę ci wymierzę... Nie potrzeba mi twoich nieustabilizowanych uczuć, które gasną w mgnieniu oka, rzygać mi się chce, gdy o nich myślę. - opanowanie, choć gniewnie powiedział, po czym chwycił go za pierś, symulując troskliwy dotyk, jednak odsunął go gwałtownie pod ścianę. - Stoisz mi na drodze, dzieciaku.
Heliodor jeszcze raz czując ciepło jego łapy zamarł sparaliżowany, lecz potem nie wytrzymał napięcia, jakie burzyło się w nim i uderzył wilka otwartą łapą w pysk. Bruno stał chwilę nieruchomy, jednak spojrzał z powrotem na tygrysa surowym wzrokiem, kiedy kropla krwi spłynęła mu po policzku. - Stałeś się egoistycznym sadystą, jesteś potworem! - ryknął gniewnie tygrys.
Bruno chwycił go za gardło i przyparł mocno do ściany. - Gówno mnie obchodzi twoje prawienie morali, ostatecznie to ty mnie doprowadziłeś do takiego stanu. Z resztą tylko względem ciebie jestem takim egoistą, jako jedyny w pełni na to zasłużyłeś. Jesteś naprawdę żałosny i niekonsekwentny. - wilk wręcz krzyknął i szczerząc zaciśnięte zęby gniewnie spoglądał na wystraszonego tygrysa.
- ...ty mnie kiedyś darzyłeś prawdziwym uczuciem, wierzyłeś mi... - jęknął tygrys - więc dlaczego tak brutalnie się na mnie mścisz?!
Wilk chwilę milczał, myśląc. Parsknął z pogardą i warkną - Wierzyłem ci, a ty mnie zawiodłeś. Pokładałem w tobie nadzieję, a ty ją po prostu usunąłeś... - tygrys raz jeszcze zacisnął kły, a na myśl przychodziło mu tylko jedno słowo, "przepraszam". Jednak Bruerenor dodał - ...byłem głupi, poniosłem konsekwencje, bo zaufałem tobie. Teraz nadszedł czas na zemstę i TY ponosisz konsekwencje, które JA wyznaczam.
Heliodor rzekł bez chwili zastanowienia - Jednak dalej jesteś mściwym egoistą. - W tym momencie wilk go puścił i przyłożył łapę do krwawiącej rany, nieustannie przeszywająco gniewnym wzrokiem patrząc na zdezorientowanego tygrysa. - Naprawdę miałem szczere intencje, chciałem poczuć twoją dumę i... ale ty po prostu nie wierzysz... - wyszeptał Heliodor opuszczając wzrok.
- Już ci powiedziałem, gówno mnie obchodzą twoje prawienia morałów. A twój gorliwy żar jest kwestią kilku dni, potem wygasa i znów byłbym ci "niepotrzebny". Wypierasz się tego tylko ze względu na chwilę, bo czujesz do mnie coś innego, ale ty się nie zmienisz, będziesz kłamał, jak na to przystało. W końcu nie powiesz wprost prawdy, że "Wszystko kiedyś staje się niepotrzebne, więc się to wreszcie usuwa", bądź "gówna się wydala". Szczerze ci życzę, żebyś z takim podejściem został znienawidzony przez wszelkie istnienie. A teraz wyjdź z mojego legowiska. - Tygrys w milczeniu bez jakiejkolwiek nadziei tęsknie popatrzył na Bruerenora, który zaciskając kły trzymał się za ranę na pysku. To był TEN SAM samiec, który kiedyś był taki... niezwykły dla Heliodora. To nie on się zmienił, on tylko zareagował na prawdziwe jego JA.
- WON! - ryknął głośniej, niż kiedykolwiek Heliodor go słyszał. Wilk miał drugą łapę wystawioną w stronę wyjścia, a jego ciągle surowy, gniewny wzrok wydawał się poganiać poniżonego tygrysa.
W milczeniu wyszedł ciągle oglądając się, widząc już teraz tylko czarną jamę. - Nie tak go sobie wyobrażałem - powiedział w myślach sam do siebie. Z rozbitymi nadziejami i w zdruzgotanym stanie moralnym, duchowym, czy jakimkolwiek innym udał się do swojej "siedziby".


Po tym zdarzeniu Heliodor bał się okazywać jakichkolwiek uczuć, obawiał się kontaktu z ludźmi, coraz rzadziej uczęszczał do jakichkolwiek miejsc publicznych. Kontakty ze społeczeństwem stały się dla niego absurdem, a sam zmienił się w samotnika. Kwestią kilku dni było, aby stał się kompletnie apatyczny. W jego łbie wtórował ciągle gniewny i chłodny głos "Szczerze ci życzę, żebyś z takim podejściem został znienawidzony przez wszelkie istnienie..."


Tydzień po tym zdarzeniu.
Niedźwiedź wychylił nos spod gazety i donośnym basem wyrecytował cytat z artykułu "Samobójstwo w biały dzień" - "W lesie, nieopodal akademii odnaleziono ciało tygrysa w młodym wieku, zawieszone na drzewie. Śledztwo donosi, że był to akt samobójstwa, jednak okoliczności i powody zbrodni są ciągle niejasne (...). W ostatnich miesiącach liczba samobójstw gwałtownie rośnie...". Przynajmniej mniej tłoczno w tym mieście się robi. Nazywał się Heliodor jakiśtam, podobno mieszkał niedaleko stąd, znasz gościa? - spytał leniwym głosem.
- Heliodor? Niee. - fałszywie zaprzeczył wilk siedzący na fotelu nieopodal niedźwiedzia w zupełnie ciemnym pokoju. - To jest takie proste. Ci, którzy nie radzą sobie z emocjami w życiu są zbyt słabi, żeby przetrwać. Natura wykształciła specjalny mechanizm regulujący przyrost demograficzny, który ostatecznie prowadzi do dziesiątkowania osobników słabych nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Jak ktoś nieustabilizowany emocjonalnie narazi się na właśnie taki twór tego mechanizmu - gniew, ponosi tego konsekwencje, które - sam widzisz - do czego prowadzą, prawda? - udając filozoficznego mędrca, wilk monotonnie sapnął.
- Znowu pierdolisz od rzeczy... - odparł pogardliwie niedźwiedź.
- Racja, chyba mnie pojebało. Podaj whiskey.

 
Powrót do kategorii | Powrót do strony głównej artykułów
Komentarze są własnością ich autorów. Twórcy niniejszego serwisu nie ponoszą odpowiedzialności za ich treść.
0
(+0|-0)
Opowiadania: Anadonus "Konsekwencje"
Wysłano: 26.04.2009 9:50
Wilk
Anthro
Bardzo fajna opowieść :-)k pierwsza jaką przeczytałem na PF, od początku do końca.

Świetna robota. Mnie się podoba.

0
(+0|-0)
Opowiadania: Anadonus "Konsekwencje"
Wysłano: 26.04.2009 15:42
Skunks
Anthro
Ogólnie dobrze się czytało i wspaniała fabuła. Jednak jest kilka (lub więcej) błędów, przeważnie w części, gdzie wilk i tygrys rozmawiają.

Cytat:
- Wejść. - ze środka komnat rozległ się niski i - można by powiedzieć - odrobinę ponury, znajomy głos, który niemal natychmiastowo ukoił nerwy tygrysa.

Nie powinno być kropki po słowie "Wejść".

Cytat:
- Racja. - wilk otworzył szeroko oczy tłumiąc wszelkie oznaki zaskoczenia (...)

Słowo "wilk" w tym przypadku z dużej litery.

Cytat:
Wilk wyszczerzył kły z nietypowym zadowoleniem i rozłożył łapy powoli podchodząc do niego - Chodź tu, tygrysie... uwielbiam twoją bezpośredniość. - szepnął wilk, zachowując miły ton głosu.

Poprawnie zdanie poniżej.
Cytat:
Wilk wyszczerzył kły z nietypowym zadowoleniem i rozłożył łapy powoli podchodząc do niego.
- Chodź tu, tygrysie... uwielbiam twoją bezpośredniość - szepnął wilk, zachowując miły ton głosu.


Wyrażenie "parsknąć płaczem" nigdy nie słyszałem. Wiem, że jest "parsknąć śmiechem". Pasowałoby słowo "zapłakać".
Takie przeważnie błędy w tym tekście są.

0
(+0|-0)
Opowiadania: Anadonus "Konsekwencje"
Wysłano: 26.04.2009 19:20
jestę kapibarę
I tak przed zatwierdzeniem wywaliłem parę błędów w stylu "nie" napisane z czymś razem, by" pisane razem tam gdzie nie trzeba, literówki które na czerwono podkreśliło itp. Więc zostały tylko gramatyczne i stylistyczne...

0
(+0|-0)
Opowiadania: Anadonus "Konsekwencje"
Wysłano: 26.04.2009 21:11
PERMABAN
Lol z imion.
Niezłe, choć gryzły mi się wulgaryzmy z taką inteligencką gadką. I ten tygrys taki... Na początku niby kozak, twardziel, a później ciota do kwadratu ;d I robisz za dużo wtrąceń, czy to w nawiasach, czy myślnikach, czy czymkolwiek innym. W ostatniej wypowiedzi wilka już w ogóle. No i jak piszesz dialog to się zaczyna zdanie po myślniku wielką literą, jeśli wypowiedź zakończona jest kropką.
Cytat:
- Blabla. - Powiedział.

O tak ;d

No i nie pisze się w takim ciągu dialogów, każda wypowiedź od nowego akapitu.
Cytat:
Tygrys wstał gwałtownie.
- Blablabla! - Krzyknął.


Chyba że to gada ta sama postać, to wtedy:
Cytat:
- Blabla - powiedział. - Blablabla? - zapytał i coś tam zrobił.




Uff xd

0
(+0|-0)
Opowiadania: Anadonus "Konsekwencje"
Wysłano: 26.04.2009 21:29
Magiczny Gość
Zmiennokształtny
Cytat z "Padfoot":
- Wejść. - ze środka komnat rozległ się niski i - można by powiedzieć - odrobinę ponury, znajomy głos, który niemal natychmiastowo ukoił nerwy tygrysa.
Nie powinno być kropki po słowie "Wejść".


Może być. Kropkę stosuje się wtedy, kiedy chce się podkreślić moc danej wypowiedzi, albo jej definitywność. Zazwyczaj nie robi się kropki, bo nie każda wypowiedź ma ciężar spadającego kamienia. Ale jeśli już kropka jest, to to, co po myślniku, pisze się jak nowe zdanie, z wielkiej litery.

Stylowo nie najgorzej, ale sama treść mi się nie podoba, oklepane do bólu, a potem odwrócone i oklepane jeszcze raz.

0
(+0|-0)
Opowiadania: Anadonus "Konsekwencje"
Wysłano: 26.04.2009 22:14
Canis Lupus Albus
Anthro
Dobra, zawodowym pisarzem nie jestem, stosu książek nie czytam, a tak właściwie gówno wiem na temat tworzenia opowiadań. Marne usprawiedliwienie, ale chociaż okoliczność łagodząca.

Za wszystkie błędy stylistyczne, gramatyczne, ortograficzne, interpunkcyjne, językowe, fonetyczne, czy jakie tam są jeszcze w repertuarze gorliwie przepraszam, więcej grzechów nie pamiętam, za wszystkie serdecznie żałuję i obiecuję poprawę.

Mimo wszystko dzięki za krytykę.

0
(+0|-0)
Opowiadania: Anadonus "Konsekwencje"
Wysłano: 26.04.2009 22:25
Magiczny Gość
Zmiennokształtny
Z mojej strony to nie tyle krytyka tego, jak napisałeś, tylko- co za temat wybrałeś. Piszesz całkiem, warto się pokusić o coś z większym rozmachem.

0
(+0|-0)
Opowiadania: Anadonus "Konsekwencje"
Wysłano: 26.04.2009 22:35
Charyzmatyczny Nieznajomy z Imprezy
PERMABAN
emo :<

0
(+0|-0)
Opowiadania: Anadonus "Konsekwencje"
Wysłano: 26.04.2009 23:16
Smok Serwisowy
"prawienie morali" ;)
opowiadanie nawet fajne - da się przeczytać od początku do końca ( to już spory sukces jak na średnią forumową) ma nawet jakiś klimat (który może się podobać lub nie) i dialogi w sumie nie są jakieś makabryczne... spoko :)

0
(+0|-0)
Opowiadania: Anadonus "Konsekwencje"
Wysłano: 6.08.2009 1:13
Czarny kot / różowa fretka
Anthro
Pomijając błędy (nikt nie pisze idealnie) muszę powiedzieć, że średnio mi się podobało. Nie przypadła mi do gustu ani tematyka ani bohaterowie. Wybacz, ale takie jest moje zdanie.

0
(+0|-0)
Opowiadania: Anadonus "Konsekwencje"
Wysłano: 1.01.2010 14:03
Lis Pospolity
Zwierzę
Mi sie bardzo podoba, moze i ma pare bledow ale opowiadanie jest w sumie dla nas a nie na sprzedarz wiec nie ma co sie przejmowac :3 fabula swietna a do tekstu mozna sie wciagnac i naprawde go poczuc, jest napisane ladnie i emocjonalnie a nie sucho jak recenzja, naprawde mi sie podoba... Jak czytalem autentycznie bylo mi smutno a zeby autor spowodowal jakies emocje u czytelnika trzeba miec dar wiec dobrze ci radze - PISZ :)

Anonim
0
(+0|-0)
Opowiadania: Anadonus "Konsekwencje"
Wysłano: 27.06.2010 21:52
Opowiadanie całkiem ciekawe, lubię ten sposób przelewania emocji na kartkę :]