Zmień fonty Zmień rozmiar
Strona główna Teksty PASTE Sznurki Galeria Forum Informacje Chat: Discord Kalendarz Mapa Szukaj / użytkownika Rejestracja
  
Opowiadania: Qest "Nowa szansa" cz. 0 (wstęp)  
Autor: Panter
Opublikowano: 2009/5/3
Przeczytano: 1228 raz(y)
Rozmiar 8.65 KB
1

(+1|-0)
 
UWAGA!
To dopiero wstęp, akcja z furry rozkręci dopiero w pierwszej, drugiej części.
Sorry. Ale komenty i sugestie b. mile widziane. wciąż szukam natchnienia na C.D., więc… wiecie co robić!!

Nowa szansa

Prolog


Nazywam się Maxymilian Newborn. Urodziłem się czwartego lutego 2010r. w obecnym sektorze zamkniętym #6, a dawnej Polsce.
W dniu moich drugich urodzin Rosja, widząc dokonania technologiczne polaków w dziedzinie energetyki alternatywnej, a w szczególności reaktorów plazmowych napędzanych promieniowaniem kryształów solarnych, postanowiła zmyć krwią zniewagę, jaką było pokazanie im „figi” przez Europę zachodnią i szybko rozwijająca się potęga Polski, jako elektrowni współczesnej cywilizacji.
Na pierwszy ogień poszła Białoruś, a zaraz potem mieli zaatakować Ukrainę, a później samą Polskę. Okazało się jednak, że wraz ze wzrostem znaczenia swojego kraju, rząd RP uruchomił tajny program szkolenia żołnierzy sił specjalnych, wyposażonych w sprzęt, o którym Amerykanie mogli słyszeć jedynie jako o wstępnych projektach swoich naukowców. Niecałe trzy godziny od pierwszego uderzenia, oddziały jednostki noszącej kryptonim Huzar, rozpoczęły akcję „Zwierciadło”.
Siły radzieckie zostały zmuszone do wycofania się w przeciągu trzydziestu dni od opuszczenia bazy przez Huzar-ów.
Cały kraj został otoczony kordonem, złożonym przez wojska większości krajów NATO, wspieranych przez naszych komandosów. Plan zakładał utrzymanie ścisłej blokady komunikacyjnej, wstrzymującej wszelkie transporty do Rosji, zarówno żywności, jak i surowców, czy nawet sygnałów radiowych. To ostatnie było możliwe dzięki budowie czegoś w rodzaju siatki Faradaya nad całym terytorium wroga za pomocą miliardów mechanicznych ważek, których promieniowanie elektromagnetyczne zakłócało komunikację radiową w całym kraju na cały spektrum radiowym. Rosjanie, przerażeni tak dokładnym odcięciem od zewnętrznego świata powinni podpisać pakt kapitulacyjny w przeciągu miesiąca, góra dwóch.
O, naiwni…
Okazało się, że rząd rosyjski nie ma zamiaru ukorzyć się przed „podłym zdrajcą systemu i sługą kapitalistycznego wampira”. Niemal całe zapasy żywności zostały przetransportowane do bazy wojskowej zbudowanej niczym małe miasteczko, gdzie pod osłoną wojska przebywały osoby o dostatecznie dobrych kontaktach, by wpłynąć na losowanie , którzy przedstawiciele rządu mają tam być schronieni. W cały kraju zapanowały chaos, głód i anarchia. Inflacja doprowadziła do tego, że za bochenek chleba płaciło się w miliardach rubli, lub zawsze wartościowej walucie, ciałem bądź amunicją. Wkrótce potem wybuchła wojna domowa i pojawiły się pierwsze donosy o kanibalizmie. Grupka naukowców usiłowała zwalczyć klęskę głodu, uniezależniając organizm ludzki od dostaw pożywienia. Udało im się wyhodować zmutowany szczep wirusa HIV, którego nazwali Solanum vanderhaveni, od nazwiska jego stwórcy, Jana Vanderhavena, który był członkiem i założycielem owej grupy, dawniej pracującej dla wojska.
Okazało się jednak, że wirus faktycznie uniezależnił ludzi od pokarmu, lecz jednocześnie wywołał ogromną żądzę świeżego, ludzkiego mięsa, jednocześnie powodując rozwlekłe uszkodzenia całego układu nerwowego. Ofiara w ciągu kilkunastu godzin od zarażenia ulegała śmierci pozornej, a kilka godzin później reanimowała. Osobniki takie wykazywały się spadkiem koordynacji ruchowej, znacznym wyostrzeniem zmysłów węchu, wzroku i słuchu. Płyny ustrojowe przekształciły się w żel, naszpikowany wirusem. Ofiary nie odczuwały bólu ani zmęczenia. Jedyną formą walki z nimi było uszkodzenie mózgu, gdzie stężenie wirusa było największe.
Po jakimś czasie zaatakowana została również wojskowa ostoja rządu Rosji. Ofiarom Solanum udało przedrzeć się przez zabezpieczenia i zaczęły atakować żołnierzy, a później i polityków, oraz obsługę reaktora atomowego, który zawierał ilość specjalnie wzbogacanego paliwa, standardowo wykorzystywanego przy budowie głowic nuklearnych, wystarczającą na zasilenie Manhattanu przez trzydzieści lat. Jeden z techników, pogryziony przez zarażonych, ostatkiem sił dostał się do automatycznej sterowni, gdzie rozpoczął procedurę usuwania chłodziwa stosu atomowego, która miała trwać 24 godziny, a następnie wysłał ostrzeżenie jedyną dostępną częstotliwością radiową, która miała być zarezerwowana na wypadek podjęcia rozmów pokojowych.
Rządy UE zareagowały natychmiast.
Wszczęto procedurę ewakuacji ludności z terenów zagrożonych przez wybuch, tj. ok. 65% ówczesnej powierzchni Europy. Ludzie byli ewakuowani do kompleksów schronów przeciwatomowych, oraz na statki miasta. Reszta miała być przesiedlona na tereny „bezpieczne”.
Trzecia zakładała przeniesienie jedynie ludności położonej najbliżej od centrum eksplozji. Dwie wcześniejsze, wszystkich znajdujących się w odległości zagrożonej jedynie opadem radioaktywnym.
Okazało się, że matka natura miała własne plany.
Wybuch pochłonął niemal całą Rosję, a cała Europa została skażona promieniowaniem, lub zniszczona przez falę uderzeniową. Chmura pyłu okryła nieco ponad ósmą część globu ziemskiego, wywołując nuklearną zimę, jednocześnie doprowadzając do ogromnych zmian klimatycznych i anomalii.
Nastąpiło przesunięcie obu biegunów magnetycznych Ziemi. Niemal całą Ameryką Północną, Azją i Afryką wstrząsały coraz liczniejsze huragany. Klimat Ameryki Południowej uległ ochłodzeniu o średnio 15 stopni Celsjusza, a oba bieguny rozrosły się o jakieś 90%. Jednocześnie wymarła ogromna liczba gatunków zwierząt i roślin, a śmiertelność od nowotworu wzrosła trzykrotnie.
Wybuch nastąpił 23 grudnia 2012r.


Cała ludzkość musiała opuścić skażoną planetę. Ocalony przemysł skupił się przede wszystkim na opracowaniu technologii, która pozwoliłaby przetrwać ludzkości w przestrzeni kosmicznej. Dwa lata później odkryto pierwiastek, który otrzymał nazwę kodową Rn55. Jego masa atomowa przekraczała masę ołowiu stukrotnie. Był to jednak pierwiastek nietrwały, który ulegał rozpadowi po około dziesięciu nanosekundach. Jednak dzięki zastosowaniu technologii sztucznych wiązań elektromagnetycznych udało się ustabilizować pierwiastek i wykorzystać go jako stałe źródło grawitacji… i napędu, pozwalającego na przekroczeniu prędkości światła.
Przy odpowiedniej masie, Rn55 powodował znaczne anomalie czasowe, podobne do tych w czarnych dziurach. Im większa była masa pierwiastka, tym bardziej obiekt, który posiadał wciąż tą samą energię, zwiększał swoją prędkość. Jednocześnie, pozwoliło to na uniknięcie efektu, który jest kluczowym czynnikiem paradoksu bliźniąt, tj. różnicy upływu czasu, zależnie od perspektywy.
W dwa lata później zakończono budowę Arki Ocalenia. Był to olbrzymi pojazd, napędzany przy pomocy Rn55 i reaktorów plazmowych, polskiego projektu. Wtedy pojawił się problem.
Na Arce mogło się zmieścić około piętnastu tysięcy ludzi. Wówczas żyło nas blisko 3 miliardy, stłoczonych głównie na terenie USA i Meksyku. Wybuchły kolejne zamieszki i choć budowano już kolejne Arki, nie można było zwlekać. Znad starego kontynentu wciąż nadciągała radioaktywna chmura, która mogła uśmiercić wszystkich. Odbyło się losowanie. Udział brać mógł każdy, komu udało się zdobyć 500 dolarów na los, obligujący cztery osoby do wstępu na Arkę. Nam się nie udało. Nasz los nie znalazł się na liście wyróżnionych. Moim rodzicom udało się jednak ubłagać w dzień startu trójkę znajomych, którzy mieli więcej szczęścia, aby wzięli mnie ze sobą.
Nie chciałem Ich opuszczać. Krzyczałem, płakałem i biłem wszystko i wszystkich dookoła ze wszystkich sił, aż w końcu ojciec musiał mnie ogłuszyć. Nie było innego wyjścia. Statek odlatywał za kilkanaście minut, a wciąż trzeba było przedostać się przez tłum usiłujący wepchać się „na chama” na lot i przejść kontrolę losów. Na pokład wbiegliśmy w momencie, gdy zamykano śluzy zewnętrzne. Każda grupka miała zająć swoją kajutę i pozostać tam, przypięta do siedzisk na czas startu. Ocknąłem się, gdy Arka odrywała się od ziemi. Jedyne, co zdążyłem pomyśleć, zanim przeciążenie znów pozbawiło mnie przytomności, było:
Żegnajcie…




Koniec Prologu
 
Powrót do kategorii | Powrót do strony głównej artykułów
Komentarze są własnością ich autorów. Twórcy niniejszego serwisu nie ponoszą odpowiedzialności za ich treść.
0
(+0|-0)
Opowiadania: Qest "Nowa szansa" cz. 0 (wstęp)
Wysłano: 30.10.2016 16:05
Masz niesamowity styl pisania
Narodziła się we mnie nadzieja, że Polska fantastyka jeszcze nie zginęła
:milosck: