Zmień fonty Zmień rozmiar
Strona główna Teksty PASTE Sznurki Galeria Forum Informacje Chat: Discord Kalendarz Mapa Szukaj / użytkownika Rejestracja
  
Opowiadania: Qest "Nowa szansa" cz. 4 [+18]  
Autor: Panter
Opublikowano: 2009/5/8
Przeczytano: 1212 raz(y)
Rozmiar 10.27 KB
0

(+0|-0)
 
Wielkie podziękowania dla Verdana, za pomoc z jednym z „detali”.
Część czwarta

Statek badawczy Kheidry Obieżyświat.
Obudziłam się w fatalnym nastroju. Jak zawsze po lekach na sen.
-Do dharra, muszę znaleźć lepszy sposób, bo inaczej w końcu kogoś zabiję tylko za to, że próbował mnie obudzić na śniadanie.- pomyślałam- Najpierw jednak muszę ukatrupić Mherra; Kleszcz jeden mówił, że ten środek nie powoduje skutków ubocznych, a jednak, nie dość, że zawsze budzę się jakbym wypiła kilka litrów nektaru, to jeszcze dręczą mnie wizje.
-Ta ostatnia była wyjątkowa- jakiś dziwny samiec, prawie bez futra, a w dodatku nie mający ogona ani uszu! I te łapy, jakieś takie, dziwne, koślawe, jakby. Jedynie oczy miał normalne. Po co ja w ogóle z nim rozmawiałam? Na moce, czy mi odbija?- zawsze byłam bardzo podatna na działanie lekarstw i alkoholu. Jednak nigdy nie miałam wizji aż tak wyrazistej!
-Niema co się nad tym zastanawiać. Wizja i tyle.
Bransoleta leżąca na szafce przy łóżku zaczęła pulsować błękitnym światłem. Wstałam i założyłam ją na rękę. Czujniki DNA po potwierdzeniu profilu użytkownika aktywowały urządzenie. Projektor holograficzny wyświetlił komunikat:
Cattie Vans, członek załogi Obieżyświata #59;
Dr. Mherr Newerram;
Bardzo proszę o zgłoszenie się do mojego gabinetu celem odbioru środka blokującego wydzielanie feromonów.
- Dziwne. To już?- spojrzałam na kalendarz bransolety. Faktycznie, za trzy dni zaczynał mi się nowy cykl rui.
-Dharr by to. Ta podróż tylko mi szkodzi.
Po krótkim użalaniu się nad sobą, uznałam, że należy w końcu wziąć się garść. Przeszłam do łazienki i kazałam SI napełnić wannę do kąpieli. Maszyna od razu zaczęła wykonywać polecenie. Zrzuciłam lekką koszulę nocną w której spałam i weszłam. Temperatura była idealna, komputer szybko się uczył. Płyn zafalował lekko gdy się w nim zanurzyłam. Woda obmyła całe moje ciało, za wyjątkiem głowy, przez co całe futerko przylgnęło do skóry. Rozkoszowałam się ciepłem kąpieli.
Wiadomość od Mherra przypomniała mi, jak długo nie miałam już samca.
-Jeżeli nie znajdę sobie kogoś chociaż na jeden yiff jeszcze przed rują, to po prostu rzucę się na pierwszego lepszego członka załogi i go zgwałcę!- w tym zdaniu nie było kłamstwa. Podczas rui wszystkie samice na pokładzie muszą brać odpowiednie wspomagacze, bo inaczej woń naszych feromonów wywołała by istną orgię. Nikt by się nie uchował.
Nieoczekiwanie do mojego umysłu wkradł się obraz tego samca, jak mu tam, Maxa.
-Pff, czemu nie mogę przestać o nim myśleć?- to było naprawdę irytujące. Poważna mistrzyni szkoły umysłu nie może odrzucić od siebie myśli o jakimś wyimaginowanym wybryku natury.
Chociaż, jeżeli wziąć to od strony ogona…
Faktycznie, miał w sobie coś takie, co ją pociągało. Niemal promieniował ukrytą w słaby ciele pozycją alfy i wyższą mocą, która jest tak ceniona w klanach starszych rodów. Odpychał wyglądem, ale jednocześnie w jakiś nieznany sposób magnetyzował…
Ręka jakby sama z siebie powędrowała pod wodę, wzdłuż tułowia, po krzywiźnie biodra, aż do okrytej niewielką kępką delikatnego, białego tutaj, futerka, intymności. Druga skierowała się z kolei wprost ku jednej z wypukłości na klatce piersiowej. Środkowy i wskazujący palce prawej dłoni zaczęły delikatnie poruszać się wzdłuż wejścia, a te u lewej, leciutko krążyć wokół wypustka ja piersi, powoli zbliżając się do środka kręgu, jednocześnie zwiększając siłę nacisku.
Mój kwiat zaczął wypuszczać słodki, lekko słonawy, gęsty nektar, który tak chwalił sobie jeden z poprzednich partnerów. W końcu, powoli, lekko się otworzyłam i włożyłam palce, spokojnie zagłębiając się i wynurzając z własnej seksualności. Kciuk palec wskazujący drugiej ręki zaczęły szczypać mój sutek. Podniecona, przygryzłam dolną wargę, niemal przebijając ją kłami aż do krwi.
Palce poruszały się coraz szybciej i szybciej, ciepła woda działała na mnie jak afrodyzjak. Moja muszelka wydzielała coraz więcej i więcej soków. Czułam, że szczyt jest coraz bliżej i nie zdołam go w żaden sposób spowolnić, ani zatrzymać. Nie miałam zresztą nawet takiego zamiaru.
Ekstaza przyszła pomimo wszystkiego, niespodziewanie. Wytrysnął ze mnie gęsty, biały nektar o dosyć dla naszej rasy dziwnym, bo brzoskwiniowym, zapachu. Całe ciało wygięłam w łuk w potężnym spazmie uniesienia, a z mojego gardła wydobył się głośny jęk rozkoszy.
Opadłam do wody wyczerpana niemal do cna.
- Ayii, Stworzycielko- Matko, to było niesamowite.- tak potężnego orgazmu nie miała już od kilku lat. Nie sądziła, że jeszcze kiedyś będzie w stanie odczuć coś tak wspaniałego.
- Jak to w ogóle jest możliwe.- szepnęłam osłabiona- No jak? To dzięki niemu?- zastanawiałam się. Przez cały czas miałam przed oczami jego postać. Jego wysokie ciało, z dosyć mocno odznaczającymi się mięśniami, wyrobionymi od ciężkiej pracy.
- No dobrze Cat, starczy tych marzeń.- powiedziałam sobie- Czas zbierać Siudo pracy. Być może znów kapitan będzie chciał skontaktować się ze starszyzną.
Wyszłam więc z wanny wprost do kabiny suszącej. Urządzenie to pozwalało usunąć całą wilgoć z futra za pomocą specjalnych kryształów, które wyciągały cząsteczki wody i łączyły je w większe skupiska 10-15 jerów od ciała. Gdy byłam już całkiem sucha, przeszłam do garderoby, gdzie ubrałam się w błękitno-biały kombinezon ze złotymi insygniami mentalki. Byłam z tego znaku naprawdę dumna. Pierwsza uczennica na roku, w dodatku udało mi się zdać próby już za pierwszym razem, co dotychczas nie udało się nikomu innemu.
Wychodząc z pokoju, szybko wysondowałam myśli kilku kheidran, którzy mieszkali najbliżej mnie. Na szczęście nie usłyszeli mojego krzyku, ani nie wyczuli feromonów, które potrafiły zdradzić nawet najostrożniejszych kochanków.
Po chwili byłam już pod gabinetem Mherra. Zapukałam.
- Proszę, wejdź Cat.
- Dharr! Jak on to robi, że zawsze wie, że to ja?- była to niestety jedna ze słodkich tajemnic medyka.
- Witaj, kępo psich kłaków.- rzuciłam od progu z toną słodyczy w głosie.
- Skąd u Ciebie cała ta złość w duszy, droga mistrzyni Vans?- zapytał poetycko, z błyskiem w oku. Wiedział, jak bardzo nienawidziłam, gdy drwił sobie zwracając Siudo mnie w ten sposób.
- Nie zaczynaj, kundlu jeden!- krzyknęłam poważnie podirytowana- Doskonale wiedziałeś, że środek który mi dałeś wywołuje kaca i halucynacje.- popatrzył na mnie z wyrazem szczerego zdumienia na pysku, po czym rzekł:
- Kaca, owszem, byłem w pełni świadomy, zrobiłem to, by dać ci nauczkę za żart z samiczą bielizną w pralni, ale o halucynacjach nic nie wiem.
- Jesteś pewien? Nie żartujesz sobie?- spytałam z lekką obawą w głosie.
- Jestem lekarzem. Nie wyrządziłbym ci świadomie poważnej krzywdy.- odrzekł- Jednakże środek, który ci dałem, był dawniej wykorzystywany jako środek wspomagający zdolność wchodzenia w Ariee. Z czasem przestano go stosować, gdyż odkryto lepsze metody, między innymi medytację z kryształami ciemnego błękitu, o czym powinnaś wiedzieć.- odrzekł.
- Nie mam obowiązku znać wszelkich używek, jakich kiedyś się używało, a poza tym, książki i teksty tego typu są dostępne wyłącznie dla mistrzów. Ja zostałam zwerbowana do załogi na kilka dni po próbach, więc nie miałam czasu, aby się z nimi zapoznać.
- Rozumiem. Nie mniej jednak, muszę poznać całą sytuację, aby wystawić poprawną diagnozę. Bądź więc tak dobra i opowiedz te wizje ze szczegółami.
Cóż miałam robić? Opowiedziałam, ze wszystkimi szczegółami. Zajęło mi to blisko godzinę. Mherr nagromadził przez ten czas cały stos notatek. Gdy skończyłam, zapytał mnie:
- Czy istnieje możliwość, że faktycznie doszło do połączenia mentalnego?- odpowiedziałam bez namysłu:
- Mizernie mała. Nawiązanie połączenia wymaga odpowiednio silnego bodźca, najlepiej formie mocy.
- Ale jednak istnieje?- zapytał ponownie.
- Tak.
- Ciekawe… możliwe, że lek, który zażyłaś faktycznie spowodował nawiązanie łączności z tym dziwnym samcem…- lekarz myślał na głos.
- Ale jak ON połączył się ze mną? Przecież nie był mentalem, wyczułabym to!- zdenerwowałam się.
- Pamiętaj, że sama pytałaś go o oto i czy coś zażywał, a jego odpowiedź wskazuje na to, że to faktycznie mogło mieć miejsce.
Byłam w kropce. Nie wiedziałam, co mam zrobić z tą wiadomością. Od rozmyślań oderwał mnie jednak komunikator. Widząc to, medyk położył na biurku pudełeczko z blokerem feromonalnym. Pożegnałam się z Mherrem, zabrałam lek i szybko wyszłam na korytarz, gdzie aktywowałam urządzenie. Bransoleta wyświetliła niewielki hologram twarzy kapitana.
- Melduję się.
- Ah, doskonale. Pani Vanse, proszę, aby stawiła się pani na mostku tak szybko, jak to tylko możliwe.- usłyszałam.
- Czy coś się stało?- zapytałam.
- Choć może zabrzmieć to dziwnie, otrzymaliśmy jednym z pasm radiowych, zazwyczaj używanym do kontaktów z planetą, wiadomość, którą aktualnie staramy się rozkodować.
- Skąd to całe zamieszanie? Może to jakiś stary przekaz, który uległ zniekształceniu?- wyraziłam swoją opinię.
- Co to, to nie. Sygnał jest jeszcze świeży, został nadany kilka semer temu. Jest to wiadomość szyfrowana naszymi kluczami kodowymi, a jednocześnie zapisana zupełnie innym językiem.
Serce we mnie zamarło. Od razu wiedziałam, co usłyszę za moment.
- Cattie, wygląda na to, że spotkaliśmy jakąś inteligentną formę życia poza planetą! Udaj się natychmiast na mostek, musimy skontaktować się z radą starszych.- po tych słowach komunikator wygasł.
Oparłam się o ścianę. A więc to prawda. Wtedy to zrozumiałam.
Ten sygnał pochodził od niego, lub jemu podobnych.
On istniał.
Max istniał naprawdę!


Koniec części czwartej
 
Powrót do kategorii | Powrót do strony głównej artykułów
Komentarze są własnością ich autorów. Twórcy niniejszego serwisu nie ponoszą odpowiedzialności za ich treść.