Zmień fonty Zmień rozmiar
Strona główna Teksty PASTE Sznurki Galeria Forum Informacje Chat: Discord Kalendarz Mapa Szukaj / użytkownika Rejestracja
  
Opowiadania: Qest "Nowa szansa" cz.10 [+18]<- tak dla pewności  
Autor: Panter
Opublikowano: 2009/5/18
Przeczytano: 1232 raz(y)
Rozmiar 13.52 KB
0

(+0|-0)
 
Część dziesiąta

- To dziś.- powiedziałam wesoło- Dzisiaj dokujemy do Arki!
- Faktycznie, masz rację, ale nadal nie rozumiem, co cię tak cieszy?- zdziwił się Aron, pewien wilczek, który starał się o pozycję mojego alfy. Na Obieżyświacie służył jako obstawa militarna grupy badawczej. W końcu, była to misja badawcza, więc ktoś musi pilnować mózgowców.
- Choćbym ci wytłumaczyła i tak nie zrozumiesz.
- Aaaj tam. Nadal się wciekasz o tą lisicę z kuchni? Przecież to tylko pojedyncza przygoda…
- Ja też byłam taką pojedynczą przygodą?- zapytałam wściekła.
- Ależ tygrysiczko, chyba nie myślisz…- zamilkł.
- Aha!- pomyślałam- Więc jednak masz w tym wilczym móżdżku coś poza yiffem.
- Czekaj chwilę… byłam? Rzucasz Mnie?- zapytał.
- Nie. Nie rzucam.- odpowiedziałam, odwracając się do niego, jednocześnie gestem otwierając drzwi - Wyrzucam! Jak starą szmatę, którą uczuciowo jesteś!- po tych słowach wypchnęłam go z pomieszczenia i zamknęłam kabinę.
Rzuciłam się na legowisko. Słyszałam, jak walił we wrota jeszcze przez kilka minut, złorzecząc mi i całej rodzinie, pięć pokoleń wstecz.
- W końcu!- krzyknęłam- Wolna! Przeszłość została za mną.- powiedziałam zadowolona.
Załatwiłam już wszystko. Mogłam się przygotować.
Wszyscy z załogi otrzymali obowiązek przywitania gości, najlepiej, jak to było możliwe. Głównie polegało to na nastawieniu robotów sprzątających na pełne obroty i wyszykowanie galowych strojów.
Uwielbiałam swój mundur mentalki. Fioletowy płaszcz do kostek, zdobiony srebrnymi ornamentami i takąż odznaką, przedstawiającą łapę na tle sierpu księżyca.
Do tego obowiązkowe dla mojej kasty, sandały z białej skóry, wiązane rzemieniem na wysokości połowy łydek.
- Tego nie znoszę.- szepnęłam, zakładając buty.
- Chyba wszystko.- oceniłam, patrząc w lustro na ścianie- Dharr by to! Obroża i bręcz!
Obróżka wykonana z pasków pomarańczowej i czarnej skóry. Znak mojej rodziny.
- A teraz… atrybut mentalki.
No i obręcz na czoło. Misternie wykonana, czysta miedź lśniła niemal jak złoto o zachodzie słońca. Dawniej miała wzmacniać zdolności mentalek, teraz wykorzystywana jako coś w rodzaju odznaki. Dla podkreślenia pozycji.
Znów przyjrzałam się swojemu odbiciu.
- Klasa.- szepnęłam z uśmiechem, cytując jedno z powiedzeń, które przekazał mi Max.
Spotykaliśmy się w Aerii jeszcze dwa razy, jednak nie działo się nic ponad wymianę wspomnień i mały pocałunek.
Mimowolnie sięgnęłam po blokera. Nie mogłam sobie pozwolić na żadną wpadkę, nie jako mentalka. Niedopuszczalne było, żebym śmierdziała feromonami, jakbym miała chcicę.
Syrop smakował paskudnie, ale cóż zrobić.
- Ruja pojutrze. Muszę się kontrolować.
***
- Taaa, jednak się udało.- powiedziałem, patrząc na cyrk, jaki się zebrał w hali przylegającej do śluzy przeznaczonej dla Obieżyświata.
- Też nie mogę w to uwierzyć.- dorzucił swoje Thomas- Za kilka godzin spotkamy się twarzą w twarz z prawdziwymi obcymi!
- Ciesz się, że to nie małe, zielone ludziki.- odrzekł Zet.
- A co za różnica?- to była Mo- Jeżeli mają ci wywiercić drugi pępek, to i tak to zrobią.
- Nie męcz chłopaka!- zdenerwowała się Naree- Nie widzisz, że prawie w gacie robi? Chcesz żeby zafajdał sobie ten nowy kombinezon?
- Odwal się from my arse! To moja sprawa, co z nim robię.
- Skończcie te swoje mongolskie dialogi, bo robicie się nudni jak wykład na politechnice.- uciął kłótnię Wafel.
- Yo man! Puścili cię z wachty?- zaciekawiłem się.
- Nie, ale poprosiłem kumpla, żeby zajął moje miejsce.
- I zgodził się przegapić cały ten cyrk tak za frajer?- nie dała za wygraną Mo.
- Nie, obiecałem skołować mu pól litra.
- Bobofruta dostaniesz, nie pół litriv.- odrzekłem- Nadużywasz moich rezerw.
- Wódy, czy cierpliwości?- Zet wolał być dokładny.
- Obu. Dobra, dostaniesz, ale żeby mi to było ostatni raz, bo będę bimber na chlorze pędził.
- Zlituj się, kurde!- zawyła Nariee- Po ostatnich zabawach z wybielaczem miałam ważenie, że wyprułam sobie wątrobę!
- A tam, dajże spokój, pierwsze próby to były, a destylat jakiś taki mętny wyszedł, prawie jak błoto. Trzeba go było nieco uklarownić.- odrzekłem z uśmiechem.
- Ty, Max.- powiedział w końcu Zet- Ja nie chcę cię straszyć, ale za jakieś 10 minut dojdzie do połączenia, a ty masz być w paradzie cyrkowej.- zaśmiał się narkoman, odpalając papierosa z zakitranym w nim zielem.
- Łop, masz rację. Dzięki, że mnie obudziłeś. Trzymać się ludzie!- zawołałem i poszedłem na dół, do reszty oficjeli.
Miałem występować jako wsparcie techniczne dla translatora. Choć drugi kapitan twierdził, że miałem występować jako reprezentant załogi, z którym po raz pierwszy się połączyli. Gdyby nie to, że Cattie przekazała mi wiedzę o kheidre, to w życiu by nawet nie pomyśleli, o umieszczeniu w reprezentacji kogoś spoza dowództwa.
- Cholera, kto w ogóle wpadł na pomysł, aby popakować nas w mundury?- żaliłem się sam sobie.
Czarno-granatowy kombinezo i glany wypastowane, że można było się w nich przejrzeć.
I rzecz jasna, jeszcze opaska na prawym ramieniu. Przyszyty pasek żółtego tworzywa z wymalowanym kluczem nasadowym i śrubokrętem. Niezwykle alegoryczna kompozycja.
- Cholerna gala.- mruknąłem wchodząc do windy. Musiałem zjechać piętnaście pięter w dół.
Stres zaczął urządzać sobie potańcówkę w kiszkach. Sięgnąłem do kieszeni i wydobyłem z tamtąd paczkę fajek. Wziąłem jednego i zacząłem szukać zapalniczki.
Jasna sprawa, nie znalazłem. Została w uniformie technika. W kieszeni mieścił się jeszcze prezent, drobiazg, który zrobiłem dla Cattie.
Potrzebowałem nikotyny.
-Czas na sztuczkę.- pomyślałem.
Nieco mocy w palce, każ jej przekształcić się w ciepło, uwolnij pstryknięciem palcami, zapal.
- Szlag! Nie lubię tego. Mam wrażenie, że z każdy razem coś dziwnego dzieje mi się z ciałem.- mruknąłem, gdy już zażyłem niewielką dawkę nikoty.
Opuszki swędziały jak diabli, zupełnie jakby starały się rozrosnąć.
Nie miałem jednak czasu nad tym porozmyślać, bo zostały już tylko dwa piętra. Ostatni mach, wyrzucić i zdeptać peta. Dokładnie, żeby nikt nie wziął.
Dobiegłem do grupy przedstawicieli akurat, by usłyszeć, jak kapitan krzyczał na kogoś z łączności:
- Nie obchodzą mnie żadne niezidentyfikowane obiekty latające w promieniu kilkuset mil od nas! Nie możemy teraz przestać! Wszystko ma chodzić jak tip-top! A tera Won! Psujesz mój image.- powiedział, poprawiając krawat. Zauważył mnie.
- A! Nareszcie zjawił się nasz książę! Do szeregu!
- Tttaaaaaaaa-jest!- odrzekłem i ustawiłem się obok dowódców wszystkich grup zawodowych Arki:
Medycy, żołnierze, technicy, naukowcy, łącznościowcy i kapitanat wraz z nawigacją.
- Same szyszki, prosto z sosny.- pomyślałem, widząc, jak większość z nich rzuca w moim kierunku spojrzeniami pełnymi wyższości. Jedynie Nadtechnik i Starszy chirurg Nowak skinęli mi z uśmiechem.
Odpowiedziałem tym samym. Kilka razy oni pomagali mi, czasami ja im dostarczałem małe co-nieco.
Bynajmniej nie miodek.
Obieżyświat znajdywał się mniej niż 500 metrów od nas. Śluzy połączą się za kilka sekund.
- Wszyscy trzymać się!- zabrzmiał z głośników głos któregoś technika oddelegowanego do kontroli połączenia statków- Zbliżają się nieco za szybko. Walną w nas jak merol w malucha!
- Polak?- przeszło mi przez myśl, nim impet uderzenia niemal zwalił mnie z nóg. Jakimś cudem udało mi się ustać. To szczęście miało jedynie ok. jednej czwartej załogi i reprezentacja techników i żołnierzy. Medyk zdołał złapać się ramienia „Stalorękiej”, więc uznaję to za cheating. Za to widoku kapitana leżącego jak pielgrzym, krzyżem, twarzą na ziemi nie zapomnę do końca życia.
- Ciśnienie po obu stronach wrót wyrównane.- znów zagrzmiały głośniki- Połączenie pewne. Sezamie, otwórz się!
Śluza zaczęła się otwierać. Mniej więcej w połowie wysokości, wyszliśmy na powitanie gościom.
Dziwny widok.
Szereg ludzi mundurach, kitlu i jedynym chyba garniturze na pokładzie, a naprzeciwko nim niewielkie… stadko? Sfora? Nie wiem, jak to nazwać.
W każdym razie, szli do nas. Był tam pies, przypominający owczarka niemieckiego, srebrnołuski smok, kot i kotka, wyglądające niemal ja bliźnięta, oraz Cattie.
Przez sekundę myślałem, że będę musiał zbierać szczękę z podłogi na jej widok.
Ograniczyłem się do spokojnego, stonowanego przełknięcia śliny, która paliła gardło jak zapalony napalm.
Nie mogłem oderwać oczu.
Szła wraz z grupą, z boku, kierując się niemal dokładnie w moją stronę. Przez chwilę spotkaliśmy się spojrzeniami.
Ciepłe, bursztynowe oczy tygrysicy-mentalki, a naprzeciw złote, kocie, odstraszające u człowieka.
W końcu obie delegacje zbliżyły się na wyciągnięcie ręki. Za plecami kheidrańskiego dowództwa stały kolejne szeregi załogi, mieli wejść na pokład zaraz po oficjalnym przywitaniu.
Pierwsze lody przełam nasz kapitan:
- Głównodowodzący Arką, major Patrick Herbs. Witamy na pokładzie.
- Przewodniczący misji badawczej Obieżyświata, Manower Preiss.- odpowiedział wilk, stojący na przedzie grupy- Dziękujemy za przyjęcie nas na pokładzie waszego statku. Mamy nadzieję, że nasze spotkanie okaże się owocne.- po tych słowach podał majorowi prawą dłoń.
- Spore podobieństwa zwyczajowe, czy też Cattie go poinstruowała na podstawie wspomnień?- pomyślałem.
- My również.- odrzekł Herbs- Pierwsze efekty są, rzecz jasna, słyszalne już teraz.
- Doceniamy starania z waszej strony pod względem ułatwienia komunikacji.- powiedział, kłaniając się lekko Preiss.
- Ale dosyć tego stania jak słupy. Zapraszam do kabin, na poczęstunek i rozmowy.- gestem wskazał na podjeżdżający wózek elektryczny, do którego obaj wsiedli i odjechali.
Obie załogi jakby na to czekały. Nastąpiło ogólne rozluźnienie, a część kheidran skorzystała z propozycji zwiedzenia naszego statku i odwrotnie.
Podszedłem do Cattie, chwyciłem ją za rękę i szybko zaprowadziłem do windy, którą pojechaliśmy na wyższe piętra.
Nie wytrzymaliśmy. Już w ciasnej klatce dźwigu zaczęliśmy się całować.
- Wyglądasz olśniewająco.- powiedziałem po chwili.
- A ty szykownie.- odpowiedziała- Do twarzy ci w tym stroju.
Kolejny pocałunek.
- Mam coś dla ciebie. Taki mały drobiazg, który zrobiłem.
Widać moje słowa wzbudziły jej ciekawość, bo wpatrywała się w ruchy mojej dłoni z żywym zaciekawieniem.
- Mam, znalazłem!- powiedziałem w końcu z poczuciem dumy w głosie.
-Co to?- spytała.
- Sama zobacz.- podałem jej paczuszkę.
Powoli otwierała pakunek wykonany z białego płótna i rzemienia.
Na widok zawartości wzięła głęboki wdech. Nie spodziewałem się aż takiej reakcji.
***
- To jest… piękne.
- Naprawdę ci się podoba?- zapytał z nutą zdziwienia w głosie- Nigdy nie miałem talentu plastycznego, ale pomyślałem, że, może, kto wie…
- Oczywiście! Jest śliczny.- zawołałam.
To był wisiorek. Wykonany ze srebrnej blaszki ślad łapy, jak żywo przypominający tygrysi, a na nim wygrawerowane:
Mer hamii, Sonee.
Bądź przy mnie, Wybranko.
- Dziękuję.- szepnęłam cicho ze łzami wzruszenia w oczach.
Rzuciłam mu się na szyję i pocałowałam go po raz kolejny. Potem przypięłam prezent do obróżki, którą miałam na szyi.
- Pięknie się na tobie komponuje.- stwierdził.
Wyprowadził mnie z windy prosto w jakiś korytarz. Nie było tu prawie nikogo, za wyjątkiem kilku osób na drugim jego końcu.
- To tu.- powiedział, otwierając jedną z kabin. Od innych różniła się jedynie wielkim napisem:
Nie wchodzić! Awaria przewodów! Grozi śmiercią!
- Jesteś pewien?- zapytałam lekko przestraszona.
- Nie bój się.- odrzekł z ciepłym uśmiechem na ustach- To dla kamuflażu, aby nikt tu nie wchodził. Zapraszam.- gestem wskazał na otwarte wrota.
Weszłam, stąpając niepewnie. Max następny, zamykając pomieszczenie. Pomimo kociego wzroku niewiele byłam w stanie dostrzec w panującym mroku.
- Poczekaj, znajdę włącznik!- zawołał, obmacując ścianę.
W końcu zabłysło światło. Było lekko przyciemnione czerwonymi nakładkami na lampy.
Całą kabinę zajmowały poduszki, łóżko wodne, hamaki i koce.
- Co to za miejsce?- spytałam zdziwiona.
- Okoliczne gniazdko miłosne.- odpowiedział, zdejmując wysokie, czarne buty.
- Gniazdko, powiadasz?- zaciekawiłam się, jednocześnie zdejmując płaszcz.
Po chwili oboje leżeliśmy na legowisku, splątani w namiętnym uścisku, szepcząc sobie świństewka do uszu i wymieniając pocałunki.
Trwało to tak kilkanaście minut.
- Weź mnie.- poprosiłam. Nie dane mi było długo czekać.
Pieszczoty stały bardziej podniecające, celowe, zmysłowe.
Był o krok od wejścia we mnie…
Gdy na całym statku zabrzmiał alarm.

Koniec części dziesiątej
 
Powrót do kategorii | Powrót do strony głównej artykułów
Komentarze są własnością ich autorów. Twórcy niniejszego serwisu nie ponoszą odpowiedzialności za ich treść.
0
(+0|-0)
Opowiadania: Qest "Nowa szansa" cz.10 [+18]<- tak dla pewności
Wysłano: 20.05.2009 17:13
Hiena
Zwierzę
.......
.......
.......

...... coo? ee? gdzie? jaki alarm? o___O

Ah :D Wracam do rzeczywistości. To wciąga coraz bardziej! ;)

0
(+0|-0)
Opowiadania: Qest "Nowa szansa" cz.10 [+18]<- tak dla pewności
Wysłano: 20.05.2009 23:23
Draconequus
Hybryda
Swoją opinie wyrażę jednym słowem(i dużą ilością wykrzykników): WIĘCEJ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!