Zmień fonty Zmień rozmiar
Strona główna Teksty PASTE Sznurki Galeria Forum Informacje Chat: Discord Kalendarz Mapa Szukaj / użytkownika Rejestracja
  
Opowiadania: Qest "Nowa szansa" cz.13  
Autor: Panter
Opublikowano: 2009/5/24
Przeczytano: 1158 raz(y)
Rozmiar 15.30 KB
0

(+0|-0)
 
Część trzynasta
Z podziękowaniami i dedykacją dla Zawy. Za korektę, wsparcie… i Kowalskiego :3

- Auaa…- zajęczałam cicho. Całe ciało miałam obolałe, a na potylicy wyczułam guza, rozmiarami dorównującemu dojrzałej śliwce.
- Niech no ja dorwę tego pchlarza, a jaja mu odgryzę razem z penisem, przeżuję, a następnie wypluję i wsadzę mu to do pyska drugą stroną.- warknęłam cicho. Wspomnienie widoku rannego, bezbronnego Maxa leżącego na stole operacyjnym doprowadzał mnie do białej gorączki, bo nie mogłam mu pomóc.
W tedy jednak musiałam na chwilę przestać się zamartwiać.
- Gdzie ja właściwie jestem?- pomyślałam.
Leżałam na brudnej posadzce wykonanej z jakiegoś tworzywa sztucznego. Na samym środku pomieszczenia znajdował się odpływ wody, a z sufitu zwisał goły przewód światłowodowy.
Do ściany przymocowany został częściowo skorodowany, ciężki, żelazny łańcuch, który łączył się z obręczą na mojej lewej łapie.
- Świetnie, doskonale. Żeby tu chociaż było krzesło, albo koc, bo zaraz chyba zapalenia nerek dostanę.- owszem, zrzędziłam jak stara suka, ale po tylu latach nienagannego zachowania, coś mi się od życia należało, prawda?
Po chwili zastukał mechanizm zamka i drzwi się otworzyły. Do celi weszły dwa wilczury. Czarny, sądząc po srebrnym łańcuchu na szyi, musiał być kimś ważnym wśród piratów, a drugi…
Na jego widok skoczyłam do drzwi, chcąc zabić go gołymi rękoma, jednak łańcuch był za krótki, sięgał ledwo do połowy pomieszczenia.
- Aron! Ty parchaty worku owsików! Co ty tu z nimi robisz? krzyczałam wściekła, chociaż podświadomie wiedziałam, co zaraz powie.
- Gram w doshi, a jak myślisz, bera?- bera to jedno z najbardziej obelżywych słów w naszym języku. Oznacza samicę, która sprzedaje swoje ciało i czerpie z tego przyjemność- Współpracuję z tymi, którzy lepiej płacą. Za samą informację o położeniu naszego statku oferowali równowartość całej mojej dwudziestoletniej pensji. A za pomoc w schwytaniu cię dostałem drugie tyle.- dodał z obleśnym uśmiechem na pysku.
- Dlaczego? Jak mogłeś nas zdradzić? Dla forsy? Dla paru marnych kredytów? Nie wierzę, że ktokolwiek z załogi mógłby nam coś takiego zrobić!
- Oj przymknij się i zachowuj jak grzeczna samica.- powiedział znudzony, po czym uderzył mnie w pysk wierzchem dłoni. Uderzenie posłało mnie na posadzkę.
Klęczałam chwilę, masując obolałe miejsce.
- Czego chcecie?- zapytałam warkliwie pirata.
- Nic wielkiego.- odparł- Będziesz dla nas wychwytywać z Aerii wszelkie rozkazy kheidrańskich flot, jakie tylko się pojawią.
- Chyba się w łeb walnąłeś za mocno. Niemal niewykonalne jest wyłapanie wiadomości przeznaczonej dla kogoś innego, a ty myślisz o odczytywaniu wszystkich? Naprawdę musiałeś sobie poważnie niedotlenić mózg.
Na te słowa Czarny tylko wykrzywił pysk w grymasie.
- Wobec tego będziesz bita, głodzona i wykorzystywana jako bera do czasu, aż się nauczysz.- warknął, po czym obaj wyszli, zostawiając mnie samą.
Wątpiłam, żeby faktycznie mówił prawdę. Zbyt mocno potrzebowali mentalki, by unikać statków bojowcy Kheidry. Odkąd ukradli te jednostki cywilne, byli poszukiwani przez połowę łowców głów w galaktyce.
Nie mniej jednak, bałam się. To byli szaleńcy, zdolni do wszystkiego.
Miałam ochotę się rozpłakać.
- Max…- szepnęłam cicho, zrozpaczona.
***
- Kiedy odbijacie?- zapytał pirata Aron.
- Wkrótce, nie dłużej jak za godzinę. Musimy najpierw naładować baterie. Podłączyliśmy się do ich systemów zasilania. Walczą, więc nie mamy pełnej wydajności.- odrzekł.
- To już nie mój problem, tak długo, dopóki jesteście w stanie wywieść mnie w jakieś bezpieczne miejsce, z dala od Kheidry. Tfu!- splunął.
- Cierpliwości.- powiedział pirat. Był bardziej opanowany od zdrajcy z Obieżyświata- Tutaj nic ni grozi z ręki kheidran.
- To świetnie, ale pomówmy teraz o interesach, a dokładnie o mojej działce. Dwadzieścia tysięcy w gotówce i biletach bankowych.
- Jesteś taki nieopanowany. Owszem, dostaniesz swoją nagrodę, bez obaw.- mówiąc to, włożył rękę do kieszeni płaszcza.
- Taaa? A kiedy to?
- Teraz.
Dźwięk lasera zabrzmiał w pustym korytarzu jak wystrzał z rury wydechowej.
Aron upadł na posadzkę, z pyskiem wykrzywiony przez grymas bólu. W jego piersi ział czterocentymetrowej średnicy otwór.
Pirat zrzucił przedziurawiony płaszcz na zwłoki niedoszłego milionera.
- Nagroda, dharr twoja mać, należy się tym, którzy na nią pracowali. Nie należy zadawać się ze zdrajcami. Dharr wie, kiedy wbiją ci nóż plecy.- powiedział do zwłok i przeszedł dalej, do jednej z kajut.
W korytarzu, poza ciałem, pozostał jedynie lekki zapach palonego mięsa i krwi.
****
- Posłuchaj mnie, Lun.- zaczął Wafel- Do którego sracza łazisz za potrzebą?
- Że jak? Co to za pytanie?- zdziwił się szeregowiec.
- Odpowiadaj, jak się ciebie przełożony pyta!- krzyknął zmiennik mojego przyrodniaka, repetując karabin.
- Do męskiego, sir.- odpowiedział przestraszony młodzik.
- A sprawdzałeś, czy ci czasem kuśka ostatnio od fapania nie odpadła?
- Sir?
- Bo mam wrażenie, że przede mną nie siedzi żołnierz, ALE LITTLE, FUCKING SISSY, KTÓRA LEJE W PIELUCHĘ NA SAMO WSPOMNIENIE SŁOWA KURWA! WIĘC JEŻELI W CIĄGU SEKUNDY NIE ZOBACZĘ TWOJEJ ZASMARKANEJ BUŹKI PRZYKLEJONEJ DO CELOWNKA BRONI, TO JAK WŁASNĄ MATKĘ KOCHAM, A KACA NIENAWIDZĘ, WYJEBIĘ CIĘ ZA TĘ BARYKADĘ PROSTO POD ŁAPY TYCH ZAKURWIONYCH STOSÓW FUTRA, ŻEBY MIELI NA CZYM WYLECZYĆ SWOJE BLUEBALLS!!! POJĄŁEŚ, DO CIĘŻKIEJ CHOLERY??
- TAK JEST!- zawył cieniutko wymoczek i wrócił do ostrzeliwani a przeciwnika. Co prawda, szybciej trafiłby szóstkę w totka, ale przynajmniej wilczki nie będą tak chętnie się wychylać. Nie wiadomo, w którym momencie dostaną zabłąkanym rykoszetem żółtodzioba.
- Jedno muszę ci przyznać.- powiedział jeden z kaprali- Jak chcesz, to w motywowaniu ludzi możesz stawać w szranki z szarżującym bykiem.
- Wrodzony talent.- odrzekł- I szkolenie u kapitana Semensona. Kawał sukinsyna. Czasem się zastanawialiśmy w koszarach, skąd wzięła się pani Semenson.
- To pewnie diabeł przyszedł po jego duszę i się sobie spodobali. Padnij!- krzyknął ktoś inny, widząc lecący w ich stronę granat. Ten jednak, na szczęście, wybuchł kilka metrów dalej.
- Szlag!- zawoła Wafel- Jeżeli zaraz nie wykurzymy tych pchlarzy z tej sali, to powystrzeliwują nas jak kaczki na strzelnicy.
- A co chcesz zrobić? Trzymamy się tylko dzięki dobrej pozycji. Ich jest co najmniej o połowę za dużo.
- Wiem. Cholera, czasami marzę o tym, żeby być bohaterem jakiegoś filmu akcji z końca XX wieku.
***
-A ja nie.- przeszło mi przez głowę, gdy czołgałem się przewodem wentylacyjnym, jakieś trzy metry nad nimi- Wystarczy mi, jeżeli po tym wszystkim będę mógł się wyspać.
Po chwili byłem kilkanaście metrów za plecami Czarnych, którzy atakowali mesę z grupą Wafla w środku. Szybkimi, wypracowanymi ruchami odkręciłem kratę, którą następie powoli i po cichu wyciągnąłem.
- Teraz się zacznie zabawa.- mruknąłem, sięgając do torby.
Uchwyt z włókien węglowych mile układała się w dłoni. Przyłożyłem kolbę do ramienia, a przód kuszy wysunąłem za krawędź otworu, jednocześnie wpatrując się w soczewkę celownika optycznego.
Czerwony krzyżyk znalazł się dokładnie na potylicy wilka najbardziej oddalonego od reszty stadka.
- Ladies and gentelman, this is mumbo number five.- powiedziałem cicho, dotykając spustu.
Bełt poszybował do celu.
- Booyaka!- uśmiechnąłem się, widząc oklapłe ciało, przybite bełtem do plastykowego panelu ściany.
- Next!- mruknąłem, strzelając w następnego.
Szło dobrze, dopóki ktoś z naszych nie zauważył ubytków na tyłach wroga. To zwróciło uwagę jednego z wilków, który odwrócił się, by sprawdzić, co jest grane, akurat w momencie, gdy posłałem w jego stronę bełt.
Nie muszę chyba dodawać, że pocisk spudłował.
Późniejsze wydarzenia potoczyły się zupełnie jak w starych filmach o tym agencie, jam mu tam… no, mniejsza.
- Aba, hamek!- uwaga, z tyłu- wrzasnął pirat, alarmując resztę stada, która momentalnie wypatrzyła moją kryjówkę w szybie.
Mogłem zrobić dwie rzeczy: spróbować wycofać się w głąb przewodu wentylacyjnego, licząc, że metalowa konstrukcja wytrzyma ostrzał, lub ześlizgnąć się otworem i spaść na ziemię.
Kusza i torba uniemożliwiłyby mi ucieczkę na czas, wobec czego wychyliłem się i zeskoczyłem, w locie zarzucając kuszę na ramię, jednocześnie wyciągając granat z torby.
Jak, kurna, w cyrku, psia jego mać.
Od podłogi do wentylacji było dziesięć metrów, więc jakoś udało mi się wyrwać zawleczkę i rzucić cytrynkę tam, gdzie było najwięcej wilków.
Lądowanie miałem, doprawdy, kocie. Najpierw na łapy, uginając kolana do kucek, a na końcu wspierając się rękoma dla wytracenia impetu. W momencie wybuchu odskoczyłem w prawo za, rozwalony teraz, dystrybutor papierosów.
Cóż, nad skakaniem powinienem jeszcze ździebko popracować, bo wyrżnąłem jak długi o ścianę.
- Arh! Krzywa łamana zamknięta!- warknąłem- Ale i tak mam farta, że mnie jeszcze nie trafili…- mruknąłem, wychylając się zza osłony i w tym samym momencie schowałem się powrotem, bo poczęstowali mnie gęstą wiąchą z karabinów.
- No i dupa. Żeby chociaż były jakieś fajki, to możnaby poczekać.- pomyślałem, rozglądając się po petowym cmentarzysku. To był istny pogrom. W promieniu dwóch metrów walały się porozwalane paczki z wysypującym się ze stratowanych ruloników tytoniem.
- Co za marnotrawstwo.- mruknąłem. Nagle złowiłem wśród szczątków błysk niebieskiej folii.
- No bez jaj! Laguny?- powiedziałem z zachwytem, sięgając po skarb.
Faktycznie. Było to szesnaście papierosów w oklejonym błękitnym sreberkiem opakowaniu ze srebrnym napisem Laguna- od 2010r.
- Jedyna marka petów, którą wywieźli z Ziemi, warta miesięcznej pensji. Ktoś tam chyba musi nade mną czuwać.- po tych słowach rozdarłem paczuszkę, wyjąłem jedną rurkę i chwyciłem ją lekko w zęby.
- Ognia, ognia, oogonia dajcie, a jak nie, to spieeeeerdalajcie.- zaintonowałem wesoło, po czym pstryknąłem, a na palcu wskazującym pojawił się płomyk.
Zapaliłem. Zaciągnąłem się głęboko i westchnąłem z rozkoszy.
Po tylu latach trucia się arkowymi szlugami z papy dachowej, dym Laguny był niemalże słodki.
Zaciągnąłem się raz jeszcze i usłyszałem, jak w kierunku automatu zbliża się grupka Czarnych. Widać chcieli sprawdzić, czy jeszcze żyję, ewentualnie mnie dobić.
- Bring it on, sonofabitch.- mruknąłem, wstając po cichu i wyciągając wibronóż zza paska.
Wyskoczyłem na pchlarzy, gdy zrównali się z dystrybutorem. Było ich trzech.
Pierwszego skosiłem szybkim cięciem po gardle. Drugi próbował strzelić, ale chwyciłem za lufę jego karabinu i pchnąłem nim tak, że po uderzeniu kolbą wilczek połknął kilka swoich kłów. Odtrąciłem go na bok, miałem z nim spokój na pół minuty, zanim się pozbiera.
Ostatni widać miał lepszy refleks, bo na mój widok odskoczył i przyjął postawę strzelecką.
- Eat THIS!- krzyknąłem, posyłając Czarnego w powietrze podmuchem mocy.
Poprzedni już się podnosił, więc przygniotłem go potężnym kopniakiem z góry. Jednak, pomimo całej tej zręczności, to ciało ważyło trochę więcej niż stare.
- Wafel! Bierzcie ich!- wrzasnąłem, biegnąc schować się za przewrócony kontener na śmieci.
Nie wiem, czy rozpoznał jakimś cudem mnie, czy mój głos, albo mundur, ale zaczął wydawać rozkazy do ataku. Przerzedziłem kuszą populację przeciwników na tyle, że grupa Wafla bez problemu dała sobie radę z resztą.
Wilki zaczęły uciekać, rozbiegając się we wszystkich kierunkach, kilku również w moim. Jednego strąciłem celnym uderzeniem mocy, prosto w głowę. Część powaliłem kolejnym podmuchem, a dwóch, którzy próbowali pozbyć się mnie ze swojej drogi, zamieniłem w grzanki, posyłając sporego fireball’a, zupełnie jak grach.
- Who’s ya daddy?- zawołałem. Nagle zakręciło mi się w głowie. Złapałem się ściany, żeby nie upaść.
- A mówili mi przyjaciele, nie mieszaj ogórków z dżemem.- zażartowałem, trzymając się za łeb.
- Max, to ty, chłopie?- usłyszałem głos Wafla.
Stał jakieś dwa metry ode mnie, wyraźnie nie wiedząc, co ma zrobić.
- Yo, white brother.- powiedziałem.
- Jasna cholera… a ciebie co napadło?
- Spontaniczny atak futra.- odparłem z grymasem na pysku- Nie patrz tak na mnie i lepiej nie pytaj, jakim cudem.- poprosiłem- Sam nie mam pojęcia, choć podejrzewam, że maczała w tym łapy Cattie.
- Mówisz o tej tygrysicy?- upewniał się.
Coś mnie tknęło, gdy to powiedział. Jakby ktoś przejechał mi smyczkiem po gołym mózgu.
- Widziałeś ją?- zawołałem.
- Nie dalej jak kwadrans temu, czterech piratów wlokło dwójkę kheidran na jeden ze statków. Była tam jakaś tygrysica i pies.
- To ona! Gdzie ją zaciągnęli?
- Gdzieś bliżej rufy. Tam mają największy statek.- odparł.
Zamilkłem na chwilę, potrzebowałem kilku sekund na pozbieranie się.
W końcu, wyciągnąłem Lagunę, wziąłem jednego i poczęstowałem również Wafla.
- Wafel, potrzebuję informacji.
- Czego dokładnie?
- Sytuacja w okolicach tyłu statku, jak dużo Czarnych tam jest i gdzie jeszcze trwają walki.
Zastanowił się.
- Z ostatnich raportów wynika, że blisko trzystu, a walki toczą się na całym obszarze sektorów D, G, E, F i J.
- Otoczyli główny generator.- stwierdziłem, wyobrażając sobie rozkład sektorów- Możesz połączyć się z mostkiem?
- Jasne, ale po co?- zapytał, sięgając po radio.
- Zapytaj, czy wykryli jakieś nieścisłości w pomiarach mocy.
Po kilku sekundach miałem odpowiedź.
- Dosyć spora strata mocy, starają się ją naprawić. Podejrzewają, że…
- Piraci podłączyli się do naszego zasilania.- zgadłem. Z podniecenia trzymałem wysoko ogon, nastroszony jak miotłę do kurzu- Ładują swoje statki. Czyli mamy jeszcze szansę ją odzyskać.- powiedziałem- Ale sam nie dam rady… Wafel?
- Oddział trzeci jest z tobą.- powiedział z drapieżnym grymasem.
- Dzięki.- odrzekłem- Zbierz chłopaków, idziemy po wsparcie. Na poziomie śluzy powinna być jeszcze część grupy bojowej Obieżyświata, może oni też nam pomogą.
- Podpisuję się obiema rękami.- powiedział, po czym zawołał:
- No dobra, chłoptasie, przegrupować się! Biegniemy odbić zakładnika, więc ruszać się, już już JUŻ!
Patrzyłem, jak wydawał rozkazy piętnastoosobowej grupie facetów z ciężką bronią.
- Trzymaj się, Cattie.- szepnąłem- Nie zostawię cię.

Koniec części trzynastej
 
Powrót do kategorii | Powrót do strony głównej artykułów
Komentarze są własnością ich autorów. Twórcy niniejszego serwisu nie ponoszą odpowiedzialności za ich treść.
0
(+0|-0)
Opowiadania: Qest "Nowa szansa" cz.13
Wysłano: 24.05.2009 10:32
Smok Futrzasty
Anthro
Akcja i ostre napierda****e rodem z kapitana bomby x3. Podoba mi się coraz bardziej.

0
(+0|-0)
Opowiadania: Qest "Nowa szansa" cz.13
Wysłano: 24.05.2009 18:07
Hiena
Zwierzę
Bujakaaa! Qest zdejmie was z krzeseł ;)

Dzięki za dedykację :-ojjk:

0
(+0|-0)
Opowiadania: Qest "Nowa szansa" cz.13
Wysłano: 24.05.2009 18:21
Draconequus
Hybryda
Co mogę powiedzieć czekam na część 14.

0
(+0|-0)
Opowiadania: Qest "Nowa szansa" cz.13
Wysłano: 11.06.2009 19:57
wilczyca z domieszką smoka
Anthro
przewertowałam wszystko od samego początku i chwała ci! Bardzo ładny styl pisania, stylistycznie się gubię gdzieniegdzie, ale da się połapać. Przyzwyczaiłam się nawet do dziwnego języka którym operujesz, bro. Czekam na kolejną część i zastanawiam się nad zilustrowaniem paru fragmentów, które mi się spodobały : D

0
(+0|-0)
Opowiadania: Qest "Nowa szansa" cz.13
Wysłano: 1.03.2010 23:57
Wilk
Anthro
Wartka akcja, broń, miłość, ♥♥♥♥♥♥♥♥, tępe CH♥♥♥♥, kusza na lam pardzie to są rzeczy których wymagam od dobrej strzelanki z tymi elementami i nie zapominajmy o trzecim wyrazie na M...