Zmień fonty Zmień rozmiar
Strona główna Teksty PASTE Sznurki Galeria Forum Informacje Chat: Discord Kalendarz Mapa Szukaj / użytkownika Rejestracja
  
Opowiadania: Sgt.Safari "W święta zwierzęta..."  
Autor: Sgt.Safari
Opublikowano: 2009/6/13
Przeczytano: 1139 raz(y)
Rozmiar 6.99 KB
0

(+0|-0)
 
W święta zwierzęta...

Wszystkim domowym zwierzakom,
które nigdy się do mnie nie odezwały.

Dochodziła północ, a Sławek wciąż nie mógł zasnąć, jak zwykle, gdy zjadł zbyt sutą kolację. No, ale dziś była wigilia, więc objedzenie się po uszy było nie tylko prawem ale wręcz obowiązkiem.
Dla zabicia czasu czytał ,,Folwark Zwierzęcy”. Lampka nad łóżkiem wyłaniała niektóre fragmenty pokoju, inne pogrążając w głębokim cieniu. Przez okno w pochyłym suficie widać było szare niebo zasnute chmurami, a gdyby spojrzeć bardziej w dół, jedno z pól należących do rodziny Sławka ciągnące się aż do gminnego lasu.
Książka była szalenie wciągająca, ale powieki same opadały jak kurtyny po przedstawieniu. Może w końcu zasnę – pomyślał chłopak. Odłożył książkę na stolik koło łóżka i zgasił światło. Przyłożył ciężką głowę do poduszki. Ale sen nie nadchodził. Ciągle skradał się gdzieś chyłkiem, ale jakoś nie miał ochoty dopaść Sławka.
Nagle chłopak usłyszał jakiś hałas na podwórzu.
Ojciec się szwenda po nocy? – pomyślał.
Zza ściany dobiegło długie, zadowolone z siebie chrapnięcie.
Nie, to nie on – sam sobie odpowiedział. – Złodziej nie, Kurta by szczekał. No chyba, że go uśpili albo coś. Lepiej to sprawdzić.
Po cichu wstał, ubrał się, zabrał latarkę i zszedł na dół. Drzwi były zamknięte na klucz, ale tkwił on w zamku, więc nie musiał go szukać. Zapalił latarkę i wyszedł przed dom.
Podwórze było ledwie widoczne. Gdzieś pod sporą wiatą majaczyły sylwetki traktora i kombajnu, które w mroku wyglądały jak olbrzymie gady z zamierzchłej przeszłości. Wtem coś przemknęło między kołami Bizona. Sławek skierował tam latarkę, ale było za późno. Cokolwiek to było, zdołało się ukryć lub uciec.
Chłopak zaczął powoli iść w tamtą stronę, kiedy jego uwagę przykuły wąskie smugi żółtego światła sączące się spomiędzy desek stodoły. Dochodził stamtąd również jakby gwar cichych rozmów. Sławek wyłączył latarkę. Podkradł się do stodoły i przyłożył oko do dziury po sęku.

***
Kurta zastrzygł uchem. Ktoś się zbliżał. Rudy, najlepszy byk rozpłodowiec z stadzie kończył właśnie swoją przemowę. Pies odwrócił się i chyłkiem wymknął ze stodoły. Ostrożnie wyjrzał zza rogu. Nie mylił się. Stał tam człowiek i ich podglądał. Oj, nieładnie. Jedną noc w roku mogą sobie pogadać, a ten się będzie wtrącał. Niedoczekanie.
Wrócił do stodoły i dał znak żeby zwierzęta się przygotowały. Scenariusz na taką ewentualność był gotowy od dawna i przekazywany między kolejnymi pokoleniami zwierząt na farmie. Nadal udawały, że prowadzą wiec, ale tak naprawdę zajmowały strategiczne pozycje. Świnie po prawej, krowy po lewej, mniejsze zwierzęta – koty, szczury, króliki, drób, usadowiły się między nimi lub na belach słomy. Teraz trzeba było go zagonić do środka. Tym miał się zająć Kurta i byk.

***
- Co do cholery? – mruknął Sławek. – To chyba ten karp. Nieświeży był. Przecież to niemożliwe, żeby zwierzęta mówiły.
Przypomniał sobie książkę, którą czytał wcześniej. W wiosce dzwony kościoła zaczęły wzywać ludzi na pasterkę. Punkt północ. Wigilia. O szlag...
- No i co, szpiegu? – powiedział ktoś głębokim basem.
Sławek wolno się odwrócił. Stał za nim Rudy i Kurta. Wpatrywali się w niego złym wzrokiem. Byk nisko zwiesił łeb, pies wyszczerzył kły.
- Hej...chłopaki...- wydukał Sławek. – Ja tak tylko...
- Zamknij pysk – warknął Kurta. – Do środka, tam się będziesz tłumaczył. Już! – skoczył na chłopaka i kłapnął mu zębami tuż przy nodze. Sławek podskoczył i pognał do stodoły. Wszedł do środka przez małe drzwi, które zaraz ktoś zamknął.
- Na środek – rozkazał Rudy, który wlazł przez główne wrota.
Kiedy chłopak szedł między belami, czuł na sobie spojrzenie setek oczu. I wiedział, że nie jest to spojrzenie przyjazne. Przypomniał sobie, jak babcia kiedyś go ostrzegała, że zwierzęta może i mówią w wigilię, ale pod żadnym pozorem nie wolno ich słuchać, bo może się stać coś złego. Co konkretnie, nie powiedziała, a chłopak uznał, że wolałby tego nie sprawdzać. Było już jednak za późno.
Zatrzymał się na środku stodoły, a zwierzęta otoczyły go zwartym kołem. Czuł ich oddechy, pot i zapach sierści lub piór. Jedna ze świń trzymała w ryju starą lampę naftową, która teraz oświetlała krąg upiornym blaskiem.
- Masz nam coś do powiedzenia? – zapytała jakaś inna.
- Ja... – odparł Sławek.
Nie dokończył zdania – stara koza uderzyła go w pośladki. Przewrócił się na podłogę z betonowej wylewki. Odwrócił się na plecy, ale wtedy potężny, trzystukilowy wieprz postawił mu racicę na piersi, prawie łamiąc mu żebra.
- Milcz, głupi człowieku – wycharczała świnia. – Nie obchodzi nas nic, co masz do powiedzenia. Podsłuchiwałeś nasz wigilijny wiec. Nie możesz nikomu zdradzić, co tu słyszałeś.
- Macie moje słowo, nie pisnę ani słówka – dokończył kulawo.
- Nie obchodzą nas twoje przysięgi! Złamałeś prawo nocy wigilijnej! – ryknął byk.
Za głośno – pomyślał Sławek. – Tata to usłyszał, i pewnie już tu biegnie ze strzelbą.
Wtedy poczuł drugą racicę na swojej piersi. Ciężar wieprza wypychał mu powietrze z płuc, chłopak poczuł, że się dusi. Zaczął się rzucać, ale nie był w stanie wyrać się spod kopyt.
Rudy dał krok do przodu, odwrócił się tyłem i stanął nad Sławkiem. Chłopak zobaczył nad sobą zad byka. Bysior ryknął i wierzgnął tylnymi nogami. Grzmotnął nimi w przypartą do betonu twarz Sławka, zamieniając ją w krwawą miazgę.
Zwierzęta popatrzyły po sobie.
Kurta przyniósł schowaną wcześniej w kącie dubeltówkę. Wsunął w lufę wystrzelony nabój i zamknął ją. Wsunął kolbę w dłoń Sławka. Zwłoki wyglądały teraz tak, jakby chłopak popełnił samobójstwo, odstrzeliwując sobie głowę.
- Czemu to się musi się tak odbywać? – zapytał, patrząc smutno na zewłok, który niegdyś był jego panem.
- Dura lex, sed lex, mój mały – odparł Rudy, wycierając kopyta w słomę. – Kończmy, już dawno po północy. Dobranoc i do zobaczenia na przyszłej wigilii.
Bracia mniejsi w milczeniu zaczęli rozchodzić się do swoich legowisk, a z kościoła niósł się gromki śpiew wiernych:
,,Bydlęta klękają...”

Geez, wiem, że rychło w czas, ale długo szukałem tego kawałka. Ogólnie, moment olśnienia przy wigilijnej kolacji :P

 
Powrót do kategorii | Powrót do strony głównej artykułów
Komentarze są własnością ich autorów. Twórcy niniejszego serwisu nie ponoszą odpowiedzialności za ich treść.
0
(+0|-0)
Opowiadania: Sgt.Safari "W święta zwierzęta..."
Wysłano: 13.06.2009 22:45
Śnieżny Lampart (krzyżówka)
Jolka-Wirówka
D8
Dlatego nie mam zwierząt w domu...
A tak btw, to tekst jednocześnie diablo creepy & awsome!
Więcej takich! Szczególnie tuż przed pójściem spać ;-)k

0
(+0|-0)
Opowiadania: Sgt.Safari "W święta zwierzęta..."
Wysłano: 13.06.2009 23:38
Szczur.
Anthro
<patrzy podejżliwie na chomika śpiącego w akwarium>
fajne, wiecej, takich, jeszcze kilka a założe chomikowi kaganiec :O

Anonim
0
(+0|-0)
Opowiadania: Sgt.Safari "W święta zwierzęta..."
Wysłano: 31.07.2009 19:29
Ciary mi przeszły po plecach. ; / Takie to zimne i bezpośrednie. :-)k

Anonim
0
(+0|-0)
Opowiadania: Sgt.Safari "W święta zwierzęta..."
Wysłano: 17.08.2009 10:17
Brawo ! Mało jest takich opowiadań, które zrobiłyby na mnie takie wrażenie ...