Zmień fonty Zmień rozmiar
Strona główna Teksty PASTE Sznurki Galeria Forum Informacje Chat: Discord Kalendarz Mapa Szukaj / użytkownika Rejestracja
  
Opowiadania: Qest "Nowa szansa" cz.16  
Autor: Panter
Opublikowano: 2009/7/19
Przeczytano: 1295 raz(y)
Rozmiar 21.68 KB
0

(+0|-0)
 
Z wielkimi podziękowaniami dla Zawy :-Dk

Część szesnasta
- KURWA!!- wył z bólu Wafel- Jak ja tylko dorwę tego popaprańca, to tak skopię mu jaja, że jego wnuki to poczują!
- Easy man, bo zaraz pikawa ci puknie i, zamiast oko za oko, będzie opłata za pogrzeb.- starał się ostudzić dowódcę jeden z podwładnych- Trzymaj kompres.- dodał, rzucając niebieski woreczek z żelem.
- Nie mów mi, co mam robić, bo zaraz sam będziesz potrzebował tego okładu! Łaaaaaj! Cholera! Zimne!
- Eh. Ziemianie.- mruknął zniesmaczony lew- Coś ciekawego?- zwrócił się do kotki i szczura.
- Tylko jedno.- powiedziała Yoni- Jakim cudem udało mu się wyminąć pocisk i jeszcze pociąć tego Czarnego?
- Ma rację.- dodał szczur przyglądając się prowizorycznej wyrzutni- Pocisk leciał z taką prędkością, że nawet kheidranin miałby spore trudności z unikiem. A to nagłe przyspieszenie?- odwrócił się do pozostałej dwójki- Przez chwilę poruszał się tak szybko, że mógłby dwa razy prześcignąć zawodowych biegaczy.
- Ja chyba wiem.- powiedział przysłuchujący się im kapral- Mógł mieć wszczepy bojowe. Przez krótką chwilę pozwalają one znacznie zwiększyć wydolność organizmu.
- Naprawdę używacie takiej technologii?- zdziwił się szczur.
- No jasne! A coście myśleli? Sami pewnie nie wpadliście na ten pomysł, mam rację?- zapytał z miną, którą uważał za inteligentną, a nadawała mu jedynie wyraz twarzy debila po lobotomii.
- Na Kheidrze została zakazana.- wyjaśnił z niesmakiem lew - Wybuchło przez nią kilka krwawych konfliktów. Kheidranie zabijali się nawzajem, żeby odebrać trupom wszczepy. Obecnie dozwolone jest jedynie uzupełnianie braków narządów, lub kończyn.
- Yhym, tak. Jasne. Przepraszam.- odpowiedział zawstydzony żołnierz.
- No, skoro już sobie wszyscy pogadali…- zaczął Wafel- to może wzięlibyśmy się wszyscy do roboty, co? Podobno mamy znaleźć jakąś kheidrankę, ale mi obecnie najbardziej zależy na tym gnojku, który potraktował mnie jak podczas bójki w barze, tak więc ruszać się i zatrzymać go, zanim sam go dorwę i przerobię na damskie futro!- wykrzyczał odrzucając kompres.
***
Biegłem w kierunku, który wydawał mi się odpowiedni. Nie wiem, dlaczego akurat do głównych maszynowni, ale był to równie sensowny wybór, jak każdy inny.
Czarni nie mieli dokąd uciec, bo wszystkie pojazdy-kleszcze zostały zajęte przez nas, więc mogli zwiewać jedynie tam, gdzie aktualnie było najmniej zbrojnych, czyli do wnętrza statku, zajęci statkami piratów.
- Równie dobrze mógłbym próbować udowodnić, że lewy silnik ma smak wiśniowego budyniu.- mruknąłem przez zaciśnięte zęby- Przecież to się kupy nie trzyma! Po jaką cholerę mieliby pakować się w krzyżowy ogień?
- Zupełnie jak ja?- przeszło mi przez myśl, gdy zauważyłem grupę wilków, celujących do mnie z wszelkiego rodzaju broni palnych, od pistoletów, przez strzelby, na karabinie kończąc.
- SZLAG!- krzyknąłem, uskakując przed pierwszą kanonadą w pierwsze otwarte drzwi- Cholerni pchlarze!
Poczułem coś ciepłego spływającego po moim ramieniu. Rana na lewej ręce znowu się otworzyła, piekła jak sam diabeł.
- Rwa! Trzeba ich czymś zająć, bo przerobią mnie na pasztet drobiowy.
Klitka pełniła rolę podręcznego magazynu. Na półkach stało kilkanaście sporych słoi i butli. Kilka z nich miała wypisane numery inwentarzowe dla materiałów niebezpiecznych.
- O proszę. Tutaj na pewno znajdzie się coś dla tych natrętów. Popatrzmy… Au!- postrzelone ramię dawało o sobie znać przy każdym niemal ruchu.
- Zajmę się tobą później, jak tylko znajdę punkt medyczny.- pomyślałem, uciskając dłonią ranę.
Większość napisów na opakowaniach nic mi nie mówiła. Były pooznaczane jedynie naklejkami z numerem w kodzie szesnastkowym. Jeden za to momentalnie przyciągnął mój wzrok.
Około litrowy słój wypełniony białymi granulkami w jakieś oleistej substancji, definitywnie pochodzącymi z innego pojemnika. Całość była opisana grubym markerem jako: UWAGA! ST. Na.
- Święta wcześnie w tym roku.- powiedziałem, zdejmując plecak. Wyciągnąłem czerwony, plastikowy pręt z zawleczką. Flara potasowa.
Normalnie wytwarza jaskrawy płomień i dym, ale szybka modyfikacja przy pomocy skalpela ze skrzynki na narzędzia, którą znalazłem obok, zmieniła ją w mikro moździerz.
Albo pistolet na kulki z płonącego fosforu. Jak kto woli.
- Ladies and gentelman, it’s Mambo number five.- powiedziałem, celując zza winkla do czujki pożarowej tuż przed wilkami.
Szarpnięcie. Rozpoczyna się reakcja, w której ładunek rozgrzewa się do temperatury, która zwęgla ciało. Powstające gazy wypychają z rury palący się oślepiającym płomieniem pocisk.
Chybiłem.
Przeszło mi przez myśl, że jestem trupem, bo Czarni już brali mnie na cel.
Myślałem, że ze szczęścia wybuchnę płaczem, słysząc dźwięk pękającej uszczelki zaworu pożarowego.
Piratów niemal zalała pionowa fala wody pod ciśnieniem tak wysokim, że przyparła ich do ziemi.
Moja kolej, pchlarze.
- Bombs away!- rzuciłem słojem w jednego z pchlarzy i wskoczyłem ponownie do pokoiku.
Huk reagującego sodu uderzył mnie po uszach tak mocno, że przez moment nie miałem zielonego pojęcia, co się dzieje, tak mną zamroczyło.
Wstałem po chwili i sprawdziłem, co z piratami.
Określę to tak:
- Krwiście.- szepnąłem zdumiony.
Substancja walnęła tak mocno, że wybuch zgniótł Czarnych na podroby i wywalił niewielką dziurę w suficie.
Mój żołądek okazał się bardziej czuły ode mnie. Stałem około minuty, trzymając się ściany i wstrząsany torsjami, zwracałem kolację z wtorku.
- Urfa… weś zie w garść. Oddychaj głęboko. Uspokój się. Niedługo będziesz miał więcej lepszych okazji na popełnienie samobójstwa.
Pomogło. Co prawda, jeszcze chwilę trwało, zanim zdołałem sobie przypomnieć, jak się chodzi, ale w końcu znowu biegłem.
***
- Argos? Jak idzie?- zapytał Czarny.
- Poszłoby szybciej, gdyby nie ciągłe zaczepki ze strony twojej załogi, Averest.- odparł niski wilk trzymający przenośny terminal- Ale poza tym dobrze. Powinienem skończyć za kilka chwil. Mój algorytm rozpracował już kod programowania maszynerii w osiemdziesięciu procentach. Jak tylko zsynchronizuję konwerter, wezmę się za generator.
- Cieszę się. Nie zostało nam wiele czasu…- powiedział dowódca piratów, patrząc na dopiero co zablokowaną śluzę, zza której dochodziły głosy techników, starających dostać Siudo pomieszczenia.
- Zdążymy.- zapewnił haker- A o wejście się nie martw. Kazałem kilku samcom przeciąć przewody zasilające podnośniki, więc jedyny sposób dostania się tutaj wymaga palnika plazmowego.
- Życzę im powodzenia.
***
- Szlagszlagszlag! Piecze!- syczałem przez zęby. Talk odkażający działa świetnie na wszelkie rany, ale diablo boli.
Znajdowałem się w kolejnym opuszczonym punkcie medycznym. Wilki zrabowały niemal wszystko, po podłodze walały się smętne pozostałości wyposażenia, przy czym jedyną użyteczną dla mnie rzeczą był proszek anty-bakteryjny, przyspieszający gojenie.
- Dosyć tych kosmetyków.- pomyślałem, rzucając puszkę w kąt. Jeszcze taśma medyczna. Alternatywa dla bandaży.
Właśnie kończyłem opatrunki, kiedy usłyszałem Wafla:
- Przecież te trupy nie pojawiły się same z siebie! Ten obresraniec musi być blisko.
- Wybacz chłopie, ale nie będę czekał na wylewne przyjęcie.- szepnąłem, stając na stole. Rękoma wypchnąłem kratkę wentylacji.
- Here we go again. Bla.- wsunąłem się do przewodu i zasunąłem żelastwo- A teraz jak, kurna, karaluch w nocy. Cicho, jak ninja, po ciemku i w brudzie. Czy prośba o odrobinę normalnego, spokojnego, pozbawionego tego typu urozmaiceń życia to tak dużo? Z chęcią się z kimś zamienię, jeśli trzeba.
Czołgałem się ciasnym tunelem przez kilka minut, szukając jakiegokolwiek wyjścia z tej kiszki. Gdy zobaczyłem światło prześwitujące przez kratkę, myślałem, że spotkałem anioła.
- Puszczaj, cholero!- szepnąłem, szamocząc się z mocowaniem żelastwa- Nie mam całego dnia! Jeżeli jeszcze obowiązuje jakakolwiek logika, to powinienem zaraz spotkać się twarzą w twarz z jakimś naprawdę porządnie… uh… sfiksowanym… ar… wariatem!- walnąłem w końcu w pordzewiałą śrubę kolbą pistoletu. Przy okazji wyjaśniło się, czemu tak opornie szło.
- Oż ty cholerooooo!- zawołałem, czując, jak spod łap wymyka mi się segment przewodu, na którym wówczas klęczałem.
- I cudowny telemark!- pomyślałem, lądując na nogach. A jednak nie- Oho. To teraz jeszcze jak się stąd ruszyć…- pierwsza próba- Ożeż ty! Rwa!- miałem wrażenie, że ktoś przewiercił mi kolana.
- Ahi, sprawdź, co to było!- usłyszałem wydany po kheidrańsku rozkaz, a zaraz potem zbliżające się kroki.
- Shit!- pomyślałem i nie zważając na ból schowałem się za jakąś maszyną i patrzyłem.
Na moje oko, to ten młodzik mógł mieć najwyżej szesnaście lat, ale szrama wielkości mojej dłoni dodawała mu kilka lat, choć w połączeniu z czerwonymi i czarnymi pasami futra na całym ciele wyglądał jak krzyżówka papugi z wilczurem.
- A mówili mi, że kiedy ktoś na Ziemi nosił irokeza, to wyglądał na dziwaka.- pomyślałem.
Nie mogłem czekać. Szczeniak mógł tu zaraz kogoś zawołać. Zaszedłem go po cichu zza pleców, po czym szepnąłem do ucha: -Wybacz, młody.
Odwrócił się jak porażony, tylko po to, żeby pocałować na dobranoc moją pięść- Pozdrów ode mnie Morfeusza.- powiedziałem cicho, masując pięść. A na filmach wydaje się to takie łatwe.
- Dobra, to dzie ja spadłem?- rozejrzałem się po pomieszczeniu. Pomieszczenie generatora. Mój teren.
- No, toście se wybrali grób. Albo i nie.- pomyślałem, słysząc, że idą następni.
Nóż za pas, pistolet w łapę. Czułem energię płynącą w drugiej. Prawie przestała swędzieć, więc, kto wie? Może wszystko będzie dobrze.
- Pieprzyć to!- zawołałem, posyłając w wychodzących zza rogu maszyny wilków pocisk mocy. Dwaj z głowy.
Poszło gładko. Szkoda tylko, że za rogiem byli następni.
Szczupak za jeden z terminali generatora uratował mi futro. Obaj wystrzelili jeszcze kilka pocisków, po czym zabrzmiał dźwięk mechanizmu trafiającego w pustą przestrzeń.
- Żryj to.- powiedziałem, posyłając kule w jednego z piratów. Pistoletowa seria zrobiła jednemu dwa nowe otwory do oddychania, a drugiemu operację plastyczną pyska.
- W długą.- jak pomyślałem, tak zrobiłem . Kilka metrów dalej znalazłem drabinkę prowadzącą na szczyt generatora. Technicy używali jej żeby dostać się do zbiorników z chłodziwem.
- Noo, Cattie, gdzie jesteś?- szepnąłem. Rozglądałem się ze szczytu maszyny, szukając miejsca, gdzie mogłaby być.
- Cholera. Sobie miejsce wybrali. Przecież to pomieszczenie jest większe od hali, gdzie śpią niezatrudnieni.- pomyślałem.
Coś się nie zgadzało. Nie wiedziałem co, ale miałem wrażenie, jakbym chodził po własnym grobie. Nagle usłyszałem jej głos. Blisko. Z kimś się szamotała. Pobiegłem w kierunku, z którego dochodził.
Zatrzymałem się na krańcu jednego z przewodów zasilających.
Stała kilka metrów niżej, ze związanymi nadgarstkami, trzymana przez dwóch wilków, którzy starali się zaciągnąć ją do jakiegoś magazynku.
- Szlag. Zostawcie ją, skurwysyny!- krzyknąłem, szukając kolejnej drabiny. Nie zareagowali, generator zbyt głośno chodził.
- Rwa! Stać!- krzyczałem, zjeżdżając drabiną. Tamci byli już w środku, zatrzasnęli wrota.
- Cattie!- wrzasnąłem. Sekundę później jeszcze raz. Tym razem z bólu.
Bólu, jaki wywołuje kula przechodząca przez udo. Upadłem ciężko na posadzkę. Wiłem się, próbując powstrzymać krwawienie.
- Szlag! Kto tym razem?!- zawołałem.
- Może ja.- odrzekł spokojnie Czarny, stając tuż przede mną. Nosił starty płaszcz i srebrny łańcuch na szyi. Jednak patrząc na niego, odniosłem wrażenie, że coś tu nie gra, że w tym utworze jest jakiś fałszywy dźwięk.
- Pozwól, że się przedstawię… Averest Hamey Yosu. Najmłodszy i zarazem ostatni członek rodu Yosu.
- Możesz sobie być nawet księciem Persji.- odpowiedziałem, z trudem stając na łapach- Zostaw Cattie w spokoju i wynoście się z tego statku!
Wilk tylko parsknął cicho.
- Zabawny jesteś. Mógłbym cię oszczędzić jako swoją zabawkę.
- Wat?- spytałem. Ten facet naprawdę był jakiś dziwny. Zauważyłem, że ubranie które nosił, było dobrej jakości, choć zszargane do nieprzyzwoitości- Jaką cholerną zabawkę?!
Spojrzał na mnie zdziwiony- To coś złego, że staram się zapewnić sobie godziwą rozrywkę na długie loty, gdy oczekujemy na jakąś grubszą sztukę?
- Skoro masz Cattie, to do czego ja ci jestem jeszcze potrzebny?
- No wiesz…- uśmiechnął się kątem ust- Niektórzy mają nieco inne… potrzeby.
- Noo, to teraz mi zonka zrobiłeś.- odpowiedziałem, przeładowując pistolet- Osiem kul. Musi starczyć.- pomyślałem.
- Na twoim miejscu odłożyłbym tą zabawkę…
- Ta. A kto mnie zmusi?- spytałem, szybko unosząc broń- Ty i jaka armia?
Żadnej odpowiedzi. Po prostu doskoczył i złapał mnie za nadgarstek z taką siłą, że o mało co, a by mi wycisnął szpik z kości.
Wrzasnąłem z bólu i upuściłem spluwę.
Widzisz…- szepnął, zrzucając z ramion płaszcz- Twoja sytuacja nie przedstawia się najlepiej. Jesteś słaby, zmęczony, ranny, a do tego… głupi i prostacki.
- Mógłbym cię pozbawić życia JEDNĄ PRZEKLĘTĄ KULĄ- wrzasnął, przystawiając mi do wykrzywionego w bólu pyska pistolet-Ale, jako że uwielbiam dobre przedstawienia… pozwolę ci nacieszyć się życiem i chyba… taaaak, obedrę cię ze skóry.- zakończył z obleśnym uśmiechem.
- Oskóruj sobie mordę, złamasie!- powiedziałem, patrząc mu w oczy. Wtedy to zobaczyłem.
Wszyscy inni piraci mieli czarne białka, ale ten tutaj miał po prostu kulki ze smoły. Wydawało mi się, że zżera mi mózg samym wzrokiem.
Ten Czarny nie był już nawet szalony. On dawno ominął szaleństwo i doszedł okrężną drogą do opętania.
- Interesująca propozycja, ale chyba nie skorzystam.- odpowiedział, po czym chwycił mnie obiema dłońmi za poły kombinezonu i rzucił mną o ścianę. Z bólu o mało nie zemdlałem.
- Szlag by cię…- tylko tyle udało mi się z siebie wydobyć- Szlag ciebie i twoje zachcianki. Pobaw się tym!- krzyknąłem, miotając w niego pociskiem mocy.
Widać było, że się tego nie spodziewał, ale opanował się szybko. Po prostu odsunął się kawałek.
- Ooo. Koteczek chce gryźć? Nieładnie.- uśmiechnął się obleśnie.
Tym razem nie zdzierżyłem. Stworzyłem mały, ale mocno skupiony ładunek i namieszałem w nim jak tylko mogłem: ciepło, światło i zwykłe uderzenie.
- Na zdrowie.- szepnąłem i rzuciłem niespodzianką.
Coś chyba jednak poszło nie tak, bo zamiast spodziewanej piłki otrzymałem raczej coś w rodzaju pioruna kulistego.
Ten cały Averest i tym razem uniknął ciosu, ale tym razem dostał niewielkim wyładowaniem prosto w pierś.
Z jego gardła wydostał się bolesny jęk zarzynanego zwierzęcia, od którego zabolały mnie zęby. Wył tak przez kilka sekund, zanim upadł na ziemię.
Leżał bezbronny, z poparzoną klatką piersiową i jęzorem wywalonym z pyska.
Stałem kilka metrów dalej, patrząc na niego i zastanawiając się, czy podejść i dobić gnoja, czy też po prostu zostawić go naszym.
- Chrzanić buca.- zadecydowałem. Pobiegłem po Cattie.
Na moment zamroczyło mnie jak kilku kolejkach, pojawiły się zawroty głowy, a ręka zaczęła swędzieć jakby ją mrówki oblazły. Oparłem się o ścianę i przez chwilę oddychałem głęboko.
- Jasny byk. Proszę… tylko nie teraz. Jeżeli ma mi sparaliżować rękę, to niech to się stanie dopiero, jak się wszystko uspokoi, zgoda?- rzuciłem zapytaniem w przestrzeń.
Nikt co prawda nie odpowiedział, ale poczułem się lżej na duchu. Gdy już byłem w stanie normalnie ustać na nogach, poszedłem dalej.
Szukać Cattie.
***
- Dotknij mnie jeszcze raz a odgryzę ci drugie ucho!- krzyknęłam.
W pysku nadal czułam krew i brudne futro z poprzedniego ugryzienia.
- Ty głupia suko! Zeżarłaś mi pieprzone ucho!- wydzierał się wilk.
- Uspokój się Hamis. To tylko zadrapanie. Będziesz miał fajną pamiątkę.- zadrwił drugi- A o jej groźby się nie martw. Trzymam ją mocno.
Skurwysyn wykręcał mi obie ręce za plecy. Bolało jak diabli, ale byłam tak wściekła, że nie zwracałam na to uwagi.
- Założysz się?- spytałam, po czym szybko odchyliłam głowę do tyłu. Zostałam wynagrodzona chrupnięciem przestawianej chrząstki.
- Furfa! Mói noz!- zawył trafiony.
- Moja szansa.- pomyślałam i złapałam go za czoło- Łap.- posłałam mu mentalny impuls do czaszki. Zwalił się na ziemię jak kłoda i z zakrwawionym pyskiem.
Pogryziony od razu złapał i szarpnął mnie za włosy tak, że upadłam na ziemię, a ten przygniótł mnie kolanami. Rzucałam się w próbie oswobodzenia- Leżeć suko!- zakomenderował i uderzył mnie w twarz otwartą dłonią.
Rozciął mi przy okazji twarz pazurem. Niewiele, ale dosyć, żebym to poczuła, a krew zaczęła płynąć z rany. Zamilkłam ogłuszona.
- No, to skoro już sobie wszystko wyjaśniliśmy, to chyba się lepiej zapoznamy…- powiedział, oblizując pysk, jednocześnie wiążąc mnie za nadgarstki swoim pasem. Skóra wżynała mi się w skórę.
- Aragema jak widzę posłałaś spać, więc będzie więcej dla mnie.- zadrwił, łapiąc mnie mocno za jedną pierś i sięgając do zapięcia spodni.
- Łapy precz, popaprańcu!- krzyczałam.
- A-a-a! Co to, to nie! Najpierw rżniątko, później pieszczoty.- powiedział z obleśnym uśmiechem na twarzy- Na naszym statku nie ma wcale samic, więc sama rozumiesz, krew nie woda, a napięcie trzeba zneutralizować.- zadrwił.
- To do roboty, powiedział, wyciągając swojego członka. Czułam kwaśny odór dawno niemytego ciała bijący od pulsującego organu. Miałam ochotę zwymiotować prosto w jego twarz, ale nie miałam czym.
- No maleńka, czas na ssaAAAAAAaarg!- krzyk bólu uciął jego wypowiedź, a sam Czarny upadł bezwładnie na ziemię z pianą toczącą się z pyska. Na plecach miał paskudną oparzelinę.
- Cattie!- usłyszałam. Spojrzałam w kierunku drzwi, którymi mnie tu wprowadzili.
- Max!- zawołałam. W życiu nie cieszyłam się bardziej na czyjś widok.
- Dobry Boże…- szepnął i zaczął mnie rozwiązywać- Tak się cieszę… ja przepraszam Cattie, że ja…- nie dałam mu dokończyć, bo po prostu złapałam go i przytuliłam z całych sił- Nic nie mów.- powiedziałam cicho przez łzy- To nie twoja wina… Przyszedłeś, to się liczy.
Klęczał jeszcze chwilę, nie wiedząc co robić. W końcu jednak odwzajemnił uścisk.
Trwaliśmy tak kilka minut, po prostu siedząc i nic nie mówiąc. Po chwili zaczęliśmy się całować, długo, spokojnie. Powoli, ale namiętnie.
- Chodźmy już.- poprosiłam.
Nie protestował.
***
Zatrzymała się tuż za drzwiami.
- Co się stało?- zapytałem zdziwiony.
- Max, ja… chciałam ci podziękować.- odrzekła i znowu mnie pocałowała. Nie walczyłem z tym. Właśnie uratowałem osobę, na której mi najbardziej zależy i załatwiłem wielkiego, złego wilka.
Klasyczny, hollywoodzki happy end. Czy coś może pójść nie tak?
- Zaraz…- szepnąłem, przerywając pocałunek- Co?- nie rozumiała Cattie- Ktoś tu jest?
- Nie… a powinien. Nie ma ciała.- powiedziałem.
- Jakiego ciała?- dopytywała się- Czarnego, którego tu załatwiłem. Cattie…- Tak?- Kilkanaście metrów stąd powinny być wrota. Spróbuj znaleźć swoją załogę.
- Dlaczego? Co to ma znaczyć?- zawołała.
- Idź już, błagam cię, IDŹ!- krzyknąłem. Nie chciałem tego robić, ale nie miałem wyboru.
Stała przez chwilę, nic nie rozumiejąc, ale zaraz zostałem sam.
- Dobra. Wiem, że gdzieś tu jesteś, więc wyłaź spokojnie, żebym znowu mógł co nakopać!
- Jak sobie życzysz!- usłyszałem za sobą. Odskoczyłem w bok, ratując się przed nożem w plecach, ale uderzając z impetem o ścianę.
- Cholera.- zakląłem, czując, jak otwierają się wcześniejsze rany.
- Hek hek hek…- to był Averest. Dźwięk, który z siebie wydał przypominał mi skrzyżowanie śmiechu z rechotem umierającego.
- Myślałeś, że te światełka zdołają odwołać królewskiego potomka?- stał plecami do mnie, więc miałem doskonały widok na poparzony grzbiet, pokryty krwią i spalenizną.
Odwrócił się.
Z pyska toczył pianę pomieszaną z juchą, a oczy, wcześniej czarne, teraz były niemal całkiem czerwone. Przypominał teraz narkomana na kilkunastodniowym głodzie.
- Nice to see you again.- odparłem z drwiącym uśmieszkiem- Nowa fryzura?
Żadnej odpowiedzi. Po prostu zaatakował, jak dzikie zwierzę.

To be continued

 
Powrót do kategorii | Powrót do strony głównej artykułów
Komentarze są własnością ich autorów. Twórcy niniejszego serwisu nie ponoszą odpowiedzialności za ich treść.
0
(+0|-0)
Opowiadania: Nowa szansa cz. 16
Wysłano: 19.07.2009 14:29
Śnieżny Lampart (krzyżówka)
Jolka-Wirówka
Przepraszam, że tak późno i w dodatku nie w całości, ale nie mam w ogóle natchnienia do tekstu :-(k
Jednak jak tylko coś się ruszy w tej materii, biorę się do pracy ze zdwojoną siłą :-Dk

0
(+0|-0)
Opowiadania: Nowa szansa cz. 16
Wysłano: 20.07.2009 15:56
Smok Futrzasty
Anthro
Więcej ^.=.^ .Czekam z niecierpliwością

0
(+0|-0)
Opowiadania: Qest "Nowa szansa" cz. 16
Wysłano: 27.08.2009 15:50
Kotołak
Anthro
No, to kiedy dalsza część?
Przeczytałem całą w jedno popołudnie i jest mi zdecydowanie za mało !

0
(+0|-0)
Opowiadania: Qest "Nowa szansa" cz.16
Wysłano: 7.12.2009 21:29
Inna forma
Błagam, zrob ciag dalszy ;(

0
(+0|-0)
Opowiadania: Qest "Nowa szansa" cz.16
Wysłano: 2.03.2010 0:57
Wilk
Anthro
CZekam na następna cześć pragnę przypomnieć że mamy już 2010 a ty pisałeś ostatnio w 2009 proszę dokończ.

0
(+0|-0)
Opowiadania: Qest "Nowa szansa" cz.16
Wysłano: 8.02.2011 3:58
Wilk
Anthro
Urwa mać, błagam chooopie dokończ to, chyba mnie szlak trafiiiiii... przez to czekanie... ponad 2 lata...

4
(+4|-0)
Opowiadania: Qest "Nowa szansa" cz.16
Wysłano: 2.04.2012 21:29
Wilk
Anthro
Mamy 2012 HELLOW? Czekam na kontynuację ok. 3 lat...
Będzie coś z tego?

0
(+0|-0)
Opowiadania: Qest "Nowa szansa" cz.16
Wysłano: 6.07.2016 8:11
Lew feral
Kogucik
Z przyjemnością przeczytał bym resztę. Pojawi się kiedyś?