Zmień fonty Zmień rozmiar
Strona główna Teksty PASTE Sznurki Galeria Forum Informacje Chat: Discord Kalendarz Mapa Szukaj / użytkownika Rejestracja
  
Opowiadania: Canis "Sny..." cz.6  
Autor: Canis
Opublikowano: 2009/8/16
Przeczytano: 1387 raz(y)
Rozmiar 15.02 KB
1

(+1|-0)
 
- W końcu! Długo się opierałeś.
Paweł westchnął ciężko.
- Posłuchaj, to naprawdę nie był najlepszy moment na to, żebym hmmm... 'Odpłynął'. Ostatnia moja wizyta w Astralu skończyła się tym, że zostałem wywieziony do szpitala, z podejrzeniem o śpiączkę. Cudem się tylko wyrwałem, drugi raz by to nie przeszło. Poza tym, zawołałaś mnie akurat wtedy, kiedy byłem wśród ludzi! - Powiedział z wyrzutem.
- Przecież ty jesteś człowiekiem. Ty zawsze będziesz wśród ludzi.
- Dobrze wiesz, że nie o to mi chodzi!
- Więc niby o co?
- O to, że była tam cała masa ludu. Gdybym zemdlał na środku pokoju, to wzbudziłoby to niezdrową sensację, tak?
- A tobie niby wolno mnie tu ściągać na przymus?
Nie odpowiedział. Spuścił głowę, zaczął przyglądać się swoim stopom. Ciągle przypominały typowe, pokryte srebrzystym futrem, tylne wilcze łapy. Były jednym z efektów tego co zrobił Riordian.
- Nieważne... - Mruknęła Rayla przerywając niezręczną ciszę. - Przeczytaj.
Rzuciła w jego stronę wielką książkę w twardej oprawie. Zerknął na tytuł. Co prawda nie był nawet w stanie poznać rodzaju znaków, jakimi był napisany, ale jego znaczenie samo przeniknęło do jego mózgu. Napis głosił: "Historia ras - wierzenia, zwyczaje, pochodzenie".
- Co to jest?
- To się nazywa książka. Otwórz na 312 stronie.
- Wiem co to znaczy książka i nie lubię, gdy robi się ze mnie idiotę...
- Czytaj. - Ucięła Rayla.
Numeracja stron nie była zapisana systemem ani arabskim, ani rzymskim, ale znaczenie dziwnych klinów na rogach wydawały mu się w tej chwili wręcz oczywiste. gdy doszedł do odpowiedniej strony, w oczy rzucił mu się spory szkic, przedstawiający bladą, łysą, zgarbioną postać o długich na piędź zębach i wściekłych oczkach. Prawdopodobnie miał przedstawiać człowieka.
- Haryat, demo... Nie zamierzam tego czytać, - Zatrzasnął książkę. - ale zgadywać mogę. Według waszych wierzeń, napadamy o północy, gryziemy, a pogryziony staje się nam podobny, tak?
- Gratuluję dedukcji. Więc to prawda? Bo jak inaczej...
- Po pierwsze, nie zaczynamy zdania od „więc”, po drugie, analogiczne historyjki krążą u nas od wieków... "Zły wilkołak, który atakuje o pełni księżyca". Straszą u nas wami dzieci. Żadna książka jak widać, nie jest prawdą objawioną. Chyba nie jesteś na tyle naiwna...
Rayla fuknęła obrażona.
- Hej... To chyba dobrze, że nie jestem tym, za kogo mnie miałaś. Zresztą, kim byśmy byli dla siebie, gdybyśmy wierzyli w te opowieści? Potworami, nie?
- W sumie masz rację... - Mruknęła niezadowolona, ale z wyraźną ulgą. - Nienawidzę, kiedy inni mają rację, ale tym razem to dobrze, że byłam w błędzie.
- Chyba za dużo czasu spędzasz z Ishką.
- Chyba tak. - Zaśmiała się. - No wiesz, ona zawsze mówi prawdy objawione.
- Sam znam parę takich osób. Ze mną włącznie.
- Przesadzasz...
- No, przesadzam.
Powiedział to pełnym tak bezczelnej niewinności głosem, że Rayla znów się roześmiała.
- Robisz to specjalnie. - Powiedziała z udawanym wyrzutem.
- Częściowo tak, ale raczej podświadomie. Skrzywienie zawodowe. - Na jego twarzy zagościł nieprzyjemny grymas.
- Ciekawe... Więc czym się zajmujesz?
- Wyobraź sobie ośrodek, do którego musi uczęszczać każdy między szóstym, a osiemnastym rokiem życia. Około 6-7 godzin dziennie, w kilkunastoosobowych grupach, a potem do domu... Takie coś nazywa się u nas szkoła i okropnie wypacza psychikę. - Uśmiechnął się. - Wyobrażasz to sobie?
- Biedactwa! - Powiedziała z wyraźną złośliwością. - Jak wy możecie tam wytrzymać?
- Rzecz w tym, że nie możemy.
- Paweł! - Usłyszał cichy wołanie w swojej głowie.
- Nie... - Jęknął, patrząc na swoją prześwitującą częściowo dłoń. - Nie chcę. Dajcie mi spokój.
- Do kogo mówisz?
- Wygląda na to, że mnie wołają... Obawiam się, że zbyt długo nie dam rady się opierać.
- W takim razie... - Wstała i wyciągnęła do niego rękę. - ... do góry. Idę z tobą.
- No dobrze... - Powiedział, podnosząc się. - Zobaczymy, czy Szara będzie zachwycona.

***

- No weź, spróbuj jeszcze raz.
- Wątpię, żeby to miało jeszcze sens, ale niech będzie... - Szara zaczerpnęła powietrza w płuca i zawołała jeszcze raz Pawła, wkładając w to ogromną ilość mocy. Jej zdziwienie było ogromne, gdy zauważyła, że na to wezwanie Paweł przybył natychmiast. Razem z Raylą.
-Och... - Pod Idą ugięły się kolana. Szara złapała ją w pół drogi do ziemi i postawiła z powrotem na nogach.
- Stąd w ten sposób nie uciekniesz koleżanko. Hmmm... Więc tak teraz wygląda twoje ciało astralne? - Częściowo spytała, a częściowo stwierdziła, omiatając Pawła wzrokiem. - Nie powiem, nie jest takie złe.
- Yhy, dzięki. Ida, Nie bój się, to tylko ja. Paweł. Wyglądam, jak wyglądam, ale to już nie moja wina.
- Dobrze, to jeszcze rozumiem... - Powiedziała odzyskując głos. - Ale kim jest ona?
- Slaan by to wziął...To i moje pomysły. Nazywam się Rayla i jestem... No cóż, u was nie ma określenia na takich jak ja, ale najbliższe prawdy będzie powiedzenie, że jestem wilkołakiem.
- Ale jak...
- Problem w tym, że nikt nie wie. Po prostu nawiązaliśmy niechcący kontakt i od czasu do czasu 'wpadamy' na siebie.
- Wpadacie? - Spytała Ida lekko histerycznym tonem. - To dlaczego on zemdlał na moich oczach? To mi nie wyglądało na 'przypadek'.
- To co innego. Miałam do niego sprawę...
- Jaką?
- Zadajesz strasznie dużo niewygodnych pytań, jak na tak drobną osobę, wiesz? - W głosie Rayli dało wyczuć się nutkę groźby. - Masz szczęście, że trafiłaś akurat na mnie. Znam wiele osób, które nie mają takiej cierpliwości do innych jak ja.
- "Boże, niech one się w końcu zamkną..." - Przebiegło Pawłowi przez myśl. - "Jeszcze chwila, a skoczą sobie do gardeł."
- Hej! - Powiedziały obie z wyrzutem. - Jeszcze chwila, a pożałujesz swoich myśli. - Kontynuowała Rayla. - Jak możesz! - Krzyk Idy przebił się przez jej groźbę.
- Znakomicie! Zamiast kłócić się między sobą, wyładujcie się na mnie. Z pewnością wam ulży.
Ida nie przerywała swojej litanii zarzutów, natomiast oczy Rayli błysnęły złowieszczo. W jej dłoni pojawia się niewielka, płomienna kula, którą rzuciła w Pawła. Zaatakowany machnął ręką, jakby odgarniał zasłonę, a kula zmieniła tor lotu i poszybowała w ciemność. Szarej oczy rozszerzyły się w zdumieniu. Idę po prostu zatkało
- Nie rób tego więcej. Proszę.
Rayla wyglądała na wściekłą, ale nie użyła mocy po raz drugi. Zamiast tego prychnęła z niezadowoleniem i odwróciła się ostentacyjnie plecami do wszystkich.
- Hmmm... Szara, zabierz stąd Idę.
- Słuchaj...
- Nieważne, zbierz ją.
- Ale...
- To też nieważne. Zobaczymy się później.
Szara położyła dłoń na ramieniu Idy. - Jakby co, to wołaj. - Zdążyła jeszcze powiedzieć, zanim rozwiały się obie w nicość.

Paweł odwrócił się w stronę Rayli. To co zobaczył lekko go zszokowało
Rayla łkała.
Westchnął cicho, przeklinając w duchu swoje miękkie serce. Po prostu nie potrafił być zły na żadną kobietę dłużej niż pół minuty. Zwłaszcza na taką jak Rayla. Spojrzał jej prosto w oczy. Wyglądała nieco żałośnie z zlepionym od łez futrem i zatkanym nosem. Patrząc tak na nią uśmiechnął się mimowolnie. Co ciekawe jego uśmiech nie wywoła spodziewanego napadu 'słusznego gniewu'. Rayla przetarła oczy wewnętrzną stroną nadgarstka, po czym odwzajemniła uśmiech.
Wiele razy zastanawiał się później, jak do tego doszło. Zadziałał pod wpływem chwili? Instynktu? Może to coś w niej sprawiło, że to zrobił? Może ona to zaplanowała? Nieważne, grunt, że się stało.
Przyciągnął ją do siebie i pocałował. Rayla nie opierała się. Czuł jej dotyk, czuł jej ciepło, czuł jej słodki, trudny do określenia zapach. Czuł, że ona też tego chciała.
W głowie zahuczało mu od myśli. Nie był w stanie rozdzielić, które należały do niego, a które do niej, nie dbał o to. Nie dbał o nic, poza tym, by ona była przy nim.
Po chwili zdającej się zarazem sekundą i wiecznością, oderwali się od siebie. Paweł po raz pierwszy nie wiedział, jak się zachować, co z sobą począć. Odgarnął powoli włosy z czoła, by zyskać nieco na czasie.
Problem rozwiązała Rayla.
Rzuciła się mu na szyję i przylgnęła do niego.
- Przepraszam. Naprawdę przepraszam... - Szepnęła mu na ucho.
- Ciiii...
Z jej oczu spłynęła już tylko jedna łza, która zaraz zginęła w futrze.

***

- Paweł?
- Hmmm? - Mruknął niezbyt przytomnym głosem. Cały czas żył tamtą chwilą.
- Wiesz, mam jedną prośbę...
- Dla ciebie wszystko. - Uśmiechnął się przymilnie.
- Wróć dziś ze mną, dobrze?
Życzenie Rayli ściągnęło natychmiast Pawła na ziemię. I tak powinien już wracać. Mimo wszystko nie chciał się teraz z nią rozstawać. Zresztą powiedział, że przecież zrobi, o co prosi. Wyprostował się i spróbował zrobić kamienną minę. Nie wyszło mu, za nic nie mógł pozbyć się uśmiechu.
-"Trudno!"- Pomyślał. -"Najwyżej domyśli się więcej, niż bym chciał."
- Szara! - Krzyknął. Rayla patrzyła na niego, zastanawiając się co zamierza zrobić.
Zawołana pojawiła się po chwili. Obrzuciła oboje wzrokiem, rozpracowanie tego, co się stało po jej zniknięciu nie zajęło jej więcej niż sekundę. Przez jej twarz przebiegł delikatny cień dezaprobaty.
- Cóż mogę dla was zrobić? - Spytała nieco przesłodzonym głosem.
- Dobrze, że tak stawiasz sprawę. Chcę jednego dnia.
Oczy Szarej rozszerzyły się w zdumieniu.
- Coś ty powiedział?
- Jeden dzień. Tylko dzień, nie całą dobę. Do wieczora powinienem być z powrotem.
Rayla uśmiechnęła się delikatnie.
- Mówiąc krótko mam cię kryć? - Rzuciła Szara.
- Tak. Tylko proszę, kryj mnie lepiej niż swoją złość, dobrze? - Powiedział z ironią.
- Nie podoba mi się to.
- Oj, proszę. Tylko jeden dzień, dobrze?
- Tylko? Wiesz ile nerwów będzie mnie kosztowało krycie cię przez jeden dzień? Będę musiała ukryć twoje ciało, bo nie możesz leżeć u mnie w pokoju cały boży dzień, że nie wspomnę o okłamywaniu masy ludzi, począwszy od twoich rodziców na nauczycielach kończąc.
- Gdybym uważał, że nie dasz rady, to bym cię nawet nie prosił. - Paweł zmienił taktykę. - Na pewno sobie poradzisz. Poza tym tylko ty byłabyś w stanie mi pomóc, nikt inny nie byłby na tyle sprytny i inteligentny...
- Przestań mi słodzić. Niech będzie, ale o więcej nawet nie proś, jasne?
- Jak słońce.
Szara spojrzała w górę i pokręciła głową z dezaprobatą, poczym rozpłynęła się w powietrzu.
- No cóż... Formalności za nami. - Na twarzy Pawła zagościła ulga. - Więc jak, idziemy?
- Poczeeekaj, nie pali się. Zostańmy tu jeszcze przez chwilę.
Paweł zaśmiał się serdecznie.
- Wybacz, ale czasu wbrew pozorom nie jest tak dużo. Idziemy?
- Oooh... - Jęknęła. - Niech będzie. Możemy iść.
Wyciągnęła z kieszeni aktywator, odłamek kwarcu zwisał z jej dłoni na długim łańcuszku.
Paweł dotknął drobnego kryształu, obejrzał go dokładnie. Zacisnął na nim palce i wydał energię. Zaczął się do tego przyzwyczajać. Co prawda zaszumiało mu w uszach i zawirowało w głowie, ale nie zemdlał. Po prostu Astral ustąpił miejsca rzeczywistości należącej do Rayli.

***

- Cześć.
Ishka syknęła wściekle i naciągnęła koc aż pod brodę
- Nie mógłbyś choć raz pojawić się tu w jakiś mniej bezpośredni sposób?
- Chyba raczej nie. - Powiedział gapiąc się bezczelnie. - Pozwól, że spytam, ale czy siedzenie w pokoju nago nie jest niemoralne?
- A czy pojawianie się nagle i bez zapowiedzi w cudzym pokoju jest zgodne z protokołem?
Paweł zarechotał.
- Nie odpowiada się pytaniem na pytanie.
- Moglibyście zakończyć szermierkę słowną? - Spytała Rayla. - Moje rzeczy są w szafie, po prawej stronie. Podacie mi jakieś ciuchy?
Paweł otworzył szafę i zajrzał do środka. Po prawej stronie znajdowała się cała gama spodni z materiału przypominającego dżins, masa koszulek i kilka spódnic. - Multum kombinacji... - Mruknął pod nosem, przeglądając kolejne rzeczy i pomagając sobie przy tym odrobinę mocą. - Co powiesz na to?
Gdy machnął ręką, z szafy wyfrunęły ciemne, przetarte nieco na udach jeansy i czarna koszulka na ramiączka, po czym wylądowały na pryczy Rayli.
- Proste, wygodne i praktyczne. Może być. - Powiedziała biorąc ubrania. Odwróciła się do nich plecami zaczęła ubierać.
- Yyyy... Rayla?
- Słucham Ishka.
- On się na ciebie gapi.
- Więc?
Ishka wyglądała jakby ktoś trzasnął ją w twarz. Po chwili ochłonęła i uśmiechnęła się triumfująco.
- Więc coś sobie już wyjaśniliście... Tak?
- W przeciwieństwie do ciebie i Riordiana, tak. - Odwróciła się i obrzuciła Ishkę pogardliwym wzrokiem, dopinając skórzaną obrożę. - Lepiej się ubierz, za chwilę będzie kontrola. Paweł, schowaj się gdzieś, wolałabym nie wywołać alarmu.
- A później? Jak niby wyjdę z tego pokoju?
- Nie bój się, nikt nie zwróci na ciebie uwagi. Zmieścisz się w szafie?
- Paweł spojrzał wymownie w górę i wszedł do szafy. Nie domknął jej do końca, żeby mieć na wszystko oko. Dziwnie się czuł przecięty dwiema półkami i stertą ubrań.
- Nie bój się, przeglądy są dosyć pobieżne.
Po chwili ktoś załomotał w stalowe drzwi, następnie nie czekając na zaproszenie wszedł do środka. Był to wysoki irbis w purpurowej, przypominającej habit szacie ze złotymi wykończeniami i kapturem odrzuconym na plecy. Jego strój uparcie rzucał się Pawłowi na myśl. Z czymś mu się kojarzył, ale nie było teraz czasu na roztrząsanie wszystkiego.
- Gdzie jest przełożony Lykos? - Spytała Ishka. - To on zazwyczaj robił przegląd w tym sektorze.
- Wszystkiego dowiecie się w swoim czasie - Odpowiedział suchym głosem.
- Konkretnie kiedy? - Spytała Rayla.
- Konkretnie dzisiaj. Macie coś do zgłoszenia?
- Nie.
- Znakomicie! - Mruknął, po czym wyszedł trzaskając drzwiami.
- Kto to był? - Spytał Paweł wychodząc z szafy.
- To był właśnie Nex. Zastanawia mnie, co on tu robił. Zwykle Stary robił u nas kontrolę. - Mruknęła Rayla w zadumie.
- Masz na myśli tego... Lykosa, tak?
- Tak, właśnie jego... Chodźmy, musisz zobaczyć parę rzeczy w ośrodku. Ishka, idziesz?
- A co, mam sama tu siedzieć? Idziemy wszyscy.
 
Powrót do kategorii | Powrót do strony głównej artykułów
Komentarze są własnością ich autorów. Twórcy niniejszego serwisu nie ponoszą odpowiedzialności za ich treść.
0
(+0|-0)
Artykuły: "Sny..."cz.6
Wysłano: 13.08.2009 20:55
Warchoł
Anthro
Mam dziwne wrażenie, że coś tu nie gra... Oceńcie sami.

Byłbym zapomniał... Polujcie na easter egg'a.

0
(+0|-0)
Artykuły: "Sny..."cz.6
Wysłano: 18.08.2009 15:21
Żeberka
Zmiennokształtny
Za dużo dialogów za mało opisów. Łatwo się pogubić w tym wszystkim, szczególnie, że sceneria często się zmienia z chwili na chwilę. Ale ogólnie miłe, i napisz coś więcej ;).

0
(+0|-0)
Opowiadania: Canis "Sny..." cz.6
Wysłano: 1.01.2010 1:26
Lis Pospolity
Zwierzę
Dajcie mi kolejna czesc bo zwariuje!

0
(+0|-0)
Opowiadania: Canis "Sny..." cz.6
Wysłano: 27.02.2010 21:36
Wilk
Anthro
A mnie ♥♥♥♥ strzeli jeśli nie przeczytam kolejnej części :milosck: boskie to jest i ja się tam nie zgubiłem .

0
(+0|-0)
Opowiadania: Canis "Sny..." cz.6
Wysłano: 21.02.2015 17:13
Wilk
Zmiennokształtny
jak nazywa sie 7 część bo znaleźć nie mogę

0
(+0|-0)
Opowiadania: Canis "Sny..." cz.6
Wysłano: 1.12.2015 14:23
wilk syberyjski
Anthro
Ogólnie sam czekam na następną cześć ja idiota mimo, że wiem że nigdy ona się nie pojawi. Nadzieja matką głupców. dlaczego? do Canis odszedł z forum w 2009 i już nie wrócił, a szkoda.
jeśli chodzi o samą w sobie powieść jest super.