Zmień fonty Zmień rozmiar
Strona główna Teksty PASTE Sznurki Galeria Forum Informacje Chat: Discord Kalendarz Mapa Szukaj / użytkownika Rejestracja
  
Opowiadania: Vonderey "Zakon" - Rozdział 5  
Autor: Vonderey
Opublikowano: 2010/1/17
Przeczytano: 882 raz(y)
Rozmiar 4.71 KB
0

(+0|-0)
 
Myśli z prędkością światła przenikały lisi umysł. Czuł się dobrze, spokojnie, czuł jakie ma szczęście. Miał tyle rzeczy do przemyślenia… Nawet nie wiedział od czego zacząć, co ma zrobić, co z nim będzie dalej, w końcu w wirze chaotycznych myśli zasnął.

Nie miał żadnych snów, jego podświadomość podsuwała mu tylko spokojną, stonowaną ciemność, ale nie mrok, po prostu czerń, brak światła.

Obudził się po dwóch godzinach, było jeszcze jasno ale instynktownie czuł, że zbliża się zachód. Przetarł łapą ślepia i ziewnął przeciągle, rozciągnął mięśnie prężąc się na łóżku po czym usiadł na nich, przeciągnął się porządnie jeszcze raz i wstał.

Lis czuł, że burczy mu w brzuchu. Przeczesał pazurkami ogon, poprawił grzywkę, umył pysk i wyszedł zamykając za sobą drzwi.

Na korytarzu było jeszcze dość spokojnie chociaż część braci zaczęła już wychodzić z pokoi i schodzić na kolację. Kiedy Adrio stał i zastanawiał się w którą stronę pójść żeby trafić na odpowiednie schody przeszedł obok niego długowłosy, czarny wilk. Lis dogonił go.

- Przepraszam, którędy na parter? - zapytał lis.

- Ach, brat chyba nowy jest? - powiedział wilk wesołym głosem i zatrzymał się przy nim.

- Tak, właściwie dzisiaj dołączyłem do Zakonu.

- Hmm… W takim razie witaj, ja nazywam się Netestero a ty?

- Adrio. Miło mi.

Podali sobie łapy i przytulili się symbolicznie.

- Wracając do parteru, też schodzę na kolację, zaprowadzę cię. Nikt nie oprowadzał cię po zamku?

- Nie. Widziałem tylko to, co musiałem zobaczyć.

- Musisz to nadrobić. Powłóczysz się trochę, parę razy się zgubisz i zaraz poczujesz się tu dobrze. Zamek jest zbudowany tak, żeby wszędzie było w miarę blisko, ale wiąże się to też z tym, że łatwo się zgubić. Na razie chodźmy na kolacje bo słońce już zachodzi.

Ruszyli z miejsca i spokojnym krokiem nadal rozmawiając skierowali się w stronę Sali jadalnej na parterze.

- Muszę trochę uważać z tym zwiedzaniem - zaśmiał się Adrio. - Już raz zostałem obezwładniony przez drzwi.

Wilk roześmiał się tak, że grzywa zsunęła się zza ucha i przysłoniła mu ślepia. Musiał ją poprawić podnosząc czarną sierść pazurkiem i zahaczając ją za sterczące ucho.

- Mnie też zaatakowały jak zapomniałem zapukać, dzieckiem byłem jak tu przyszedłem, ale bliznę po uderzeniu o kant parapetu mam do taj pory…

Lis zasyczał głośno wyobrażając sobie jak to wyglądało.

- Ja na szczęście mam tylko siniaki na grzbiecie.

- Siniaki to nie problem, łatwo się wydrapie, wygłaszcze i wymasuje, nie będzie długo boleć.

- Co nie zmienia faktu, że jutro obudzę się połamany…

- Niekoniecznie, jeszcze się przekonasz.

Wilk zaśmiał się i zwinnie minął dwóch mnichów którzy szybkim krokiem szli w przeciwnym kierunku. Adrio uskoczył w bok i zaraz dogonił Netestero.

- Co masz na myśli? - Zapytał Adrio.

- Zajrzyj do mnie po kolacji a się przekonasz. - Wilk klepnął lisa po ramieniu i skręcił go na schody.

Szybko zbiegli po białych, kamiennych stopniach, potem po kolejnych i jeszcze jednych trochę dłuższych i znaleźli się na parterze. Przeszli przez wielkie, szerokie wrota i znaleźli się w wielkiej, zastawionej stołami i zatłoczonej już Sali z lekko zaokrąglonym, wysokim stropem.
Na samym końcu Sali przy stole na podwyższeniu siedział Mistrz Kuisado, a po jego prawej i lewej stronie siedzieli Rako i jak się domyślał Adrio piękna lisica Varsa.

Zajęli miejsca a wilk skinął łbem i klepiąc lekko krzesło zaprosił lisa żeby usiadł obok niego. Bracia siedzący niedaleko Adria uśmiechali się do niego więc i on uśmiechnął się do nich nieśmiało mając nadzieję, że spod rudego futerka na pyszczku nie widać jak się czerwieni.
Przed każdym bratem ułożona była ładnie zastawa i sztućce a na środku każdego stołu duże kosze z pokrojonym na równe kromki, świeżym pachnącym chlebem.

Adrio lekko pociągnął nosem i nagle stał się jeszcze bardziej głodny. Zapachy z kuchni powodowały u niego burczenie w brzuchu i ślinotok.
Po chwili drzwi jadalni się zamknęły a setki braci, różnych gatunków, wielkości i umaszczenia siedziały już przy stołach.

Mistrz Kuisado wstał i wszyscy zamilkli nie wydając z siebie nawet najcichszego dźwięku, żadnego szurnięcia krzeseł, żadnego pomruku. Zaległa cisza.
 
Powrót do kategorii | Powrót do strony głównej artykułów
Komentarze są własnością ich autorów. Twórcy niniejszego serwisu nie ponoszą odpowiedzialności za ich treść.
0
(+0|-0)
Opowiadania: Vonderey - "Zakon" - Rozdział 5
Wysłano: 17.01.2010 22:24
Lis Pospolity
Zwierzę
No i już 5 rozdział. mam nadzieje że szybko trafią tu kolejne :3

0
(+0|-0)
Opowiadania: Vonderey - "Zakon" - Rozdział 5
Wysłano: 17.01.2010 23:00
Smok Futrzasty
Anthro
Przeczytałem wszystko od początku i muszę powiedzieć, że bardzo fajny klimacik ma to opowiadanie :3 Chętnie przeczytam pozostałe części, które mam nadzieję pojawią się wkrótce ^.=.^

0
(+0|-0)
Opowiadania: Vonderey - "Zakon" - Rozdział 5
Wysłano: 17.01.2010 23:05
Lis Pospolity
Zwierzę
Pewnie za 2-3 dni pojawi sie kolejny rozdział, już napisałem ino nie chce mi się teraz poprawiać, zreszta nie mam za bardzo czasu, u Akiego siedze :P

0
(+0|-0)
Opowiadania: Vonderey - "Zakon" - Rozdział 5
Wysłano: 18.01.2010 12:29
Wilk
Anthro
1. Jeśli ty nie masz stylu czy talentu to ja będę robocopem 2. Z niecierpliwością czekam na kolejne rozdziały. Powodzenia w pisaniu to jest bardzo dobre opowiadanie czytałem z czystą przyjemnością :-Dk .

0
(+0|-0)
Opowiadania: Vonderey - "Zakon" - Rozdział 5
Wysłano: 18.01.2010 12:36
Lis Pospolity
Zwierzę
Dziękuję, ale poczytaj lepiej opowiadania Canisa albo Shadowa, oni NAPRADE mają talent :3 ja sie dopiero ucze :P