Zmień fonty Zmień rozmiar
Strona główna Teksty PASTE Sznurki Galeria Forum Informacje Chat: Discord Kalendarz Mapa Szukaj / użytkownika Rejestracja
  
Opowiadania: Vellot - "Wojna, czyli jak to się zaczęło" część 1  
Autor: Vellot
Opublikowano: 2010/1/26
Przeczytano: 957 raz(y)
Rozmiar 6.03 KB
0

(+0|-0)
 
To był listopad.
Pogoda dawała znać o sobie. Ciągłe deszcze, czasami ze śniegiem, przenikliwe mrozy i coraz krótsze dnie, nie sprzyjały nauce. Wprawdzie można by pomyśleć, że wychodzenie z domu w takiej atmosferze musiałoby się ograniczać tylko do spraw koniecznych, a siedzenie na miękkim fotelu, przy kominku, z kubkiem gorącej czekolady i podręcznikiem stawało by się całkiem atrakcyjną rozrywką.

Jednak nie dla Yves'a.
Choć ta pantera na pozór nie była zależna od zmian pogodowych, to jednak w zimie jego sprawność myślowa jakoś się ograniczała. Oczywiście, nie dawał tego znać po sobie. Wypijał hektolitry kawy, starał się jak najwięcej spać, co zmuszało go do jeszcze bardziej niż zwykle skrupulatnego organizowania sobie czasu, zdrowo się odżywiał, uprawiał sport i tak dalej. Był prymusem od zawsze, a opuszczenie się w nauce w tak ważnym okresie życia jak studia, byłoby dla niego prawdziwą porażką. Dla jego rodziny zresztą też, która dużo od niego wymagała. W końcu Yves pochodził z niezwykle szlachetnego i poważanego francuskiego rodu. Nie mógł ich zawieść. Po prostu nie mógł.

Pewnego dnia Yves obudził się w swoim pokoju w akademiku i po spojrzeniu na zegarek wpadł w lekką panikę. Była już ósma czterdzieści dziewięć. Poprzedniego dnia zapomniał nastawić budzik, a nie było nikogo kto by mógł go obudzić (wynajmował pokój jednoosobowy, z reguły nie lubił towarzystwa, a w szczególności tej większościowej i tej gorszej populacji amerykańskich studentów). Miał jedenaście minut na wyszykowanie się. Za żadne skarby nie mógł się tego dnia spóźnić, miał niezwykle ważny egzamin.
Ubierał się w pośpiechu, prawdopodobnie zapomniał o bieliźnie, co później sprawiało mu lekki dyskomfort, nie zjadł śniadania, umył tylko zęby, potem jeszcze trzy minuty szukał torby, która leżała tuż przed jego oczami, zawieszona na krześle. Gdy już wszystko miał w miarę gotowe, udał się pędem do gmachu uczelni.

Gdy już był na miejscu odetchnął z ulgą. Okazało się, że ma jeszcze pół godziny do rozpoczęcia zajęć. Jedyne co go jeszcze trapiło to to, dlaczego jego budzik był przestawiony. Jednak na razie dał temu spokój. Wrócił do akademika żeby założyć bieliznę (trochę mu się tyłek odmroził) i poszedł do kawiarenki uniwersyteckiej.
Siedząc przy stoliku, sączył powoli kawę i przeglądał notatki słuchając bluesa leniwie wydobywającego się z głośników. Z tego swoistego „stanu”, wydobył go delikatny, kobiecy głos:
-Czy mogę się przysiąść?
Niewysoka, szczupła pantera śnieżna, o brązowych falowanych włosach spoglądała na Yves'a swoimi błękitnymi jak ocean oczami.
-Oczywiście, proszę- Usiadła. Po tym jak dziewczyna złożyła zamówienie, nastała chwila ciszy. Ona swoim zachowaniem dość wyraźnie zdradzała zainteresowanie jego osobą, jednak ten był gdzieś daleko w korzyściach komparatywnych, industrializacji i koniunkturze, jakby w ogóle jej nie widział.
-Ej, czy to ty jesteś Yves Vellot?
-Tak, to ja
-No tak! Byłam tydzień temu na twoim recitalu fortepianowym. Jestem pod wrażeniem twojej muzyki, masz talent!
-Dziękuję, miło to słyszeć
-Studiujesz muzykę?
-Nie, ekonomię. Moi rodzice byli za tym żebym poszedł na muzykę, jednak ja wolałem coś bardziej realnego.
-Rozumiem cię. Też chciałam na początku pójść na ten kierunek, jednak w końcu zdecydowałam się filologię romańską
-Ou, très intéressant
Uśmiech dziewczyny mocno zauroczył panterę. Jakoś tak wewnętrznie poczuł że coś ich łączy, i nie jest to tylko znajomość języka francuskiego.
-Ah! Ja głupia się nawet nie przedstawiłam. Lily jestem
-Miło mi cię poznać, Lily
-Cóż, z nazwiska, akcentu i znajomości francuskiego wnioskuję że jesteś francuzem
-Exactement. Kiedy miałem jedenaście lat z rodzicami przeprowadziłem się do Minnesoty.
-Czy tęsknisz za Francją?
-Raczej nie, jeździmy tam kilka razy w roku. Jesteśmy mocno związani z naszą ojczyzną. Do Stanów Zjednoczonych przeprowadziliśmy się, bo moja matka odziedziczyła dużą rezydencję na południu tego stanu.
-To fascynujące. Uwielbiam Francję pod każdym jej względem. Staram się jeździć tam najczęściej jak się da i...
-Przepraszam cię, ale muszę już lecieć, mam dzisiaj ważny egzamin. Co ty na to, żebyśmy podyskutowali o tym przy kolacji?
-Z przyjemnością!
-Świetnie! Może być dziewiętnasta, w Don Arrigoni?
-Mój ulubiony lokal, jasne
-No to jesteśmy umówieni. Do zobaczenia
I po sekundzie już go nie było.

Minęło parę miesięcy.
Wiele się przez ten czas wydarzyło. Egzaminy, nauka, imprezy, nowi ludzie, nowe doświadczenia, a także nowa miłość.
Tak.
Po tamtym spotkaniu w restauracji, były kolejne, aż w końcu między Yves'em a Lily zrodziło się uczucie. Gorące i prawdziwe. Prawdziwa miłość.

Niestety, życie jest takie, że lubi prawić niespodzianki.
Wstając co rano z łóżka nie możesz być pewien, że nie wpadniesz tego dnia pod samochód, że nie zdradzi cię partner, czy że nie poślizgniesz się na mydle w łazience, uderzysz głową w sedes i nie umrzesz.
Na całe szczęście większość z nas nie żyje z panicznym lękiem przed niepowodzeniem, a jak już takie się nadarzy, to potrafimy sobie z nim radzić.

Gdyby tamtego dnia budzik Yves'a nie był przestawiony, nie wstał by za wcześnie.
Gdyby nie przyszedł za wcześnie do szkoły, nie poznał by Lily.
Gdyby jego matka nie odziedziczyła domu w Stanach, też by jej nie poznał.
Gdyby jego rodzice się nie poznali, nie urodził by się, przez co też by jej nie poznał.

Ale jego rodzice się poznali, on się urodził, przeprowadził do Stanów i poznał ją.
To wszystko doprowadziło do tego dnia, kiedy postanowił poznać swoją dziewczynę z rodzicami.
 
Powrót do kategorii | Powrót do strony głównej artykułów
Komentarze są własnością ich autorów. Twórcy niniejszego serwisu nie ponoszą odpowiedzialności za ich treść.
0
(+0|-0)
Opowiadania: Vellot - "Wojna, czyli jak to się zaczęło" część 1
Wysłano: 27.01.2010 19:15
Historia rodziców mojej fursony.
Szczere opinie mile widziane.

0
(+0|-0)
Opowiadania: Vellot - "Wojna, czyli jak to się zaczęło" część 1
Wysłano: 27.01.2010 20:49
Smok Futrzasty
Anthro
Takie trochę "nie rozkręcone" ,ale chętnie przeczytam część drugą :3

0
(+0|-0)
Opowiadania: Vellot - "Wojna, czyli jak to się zaczęło" część 1
Wysłano: 28.01.2010 16:42
Inna forma
Ja chce Druga czesc :D
A jak juz sie rozkrecisz to zrob za pare czesci jakies m/m x333

0
(+0|-0)
Opowiadania: Vellot - "Wojna, czyli jak to się zaczęło" część 1
Wysłano: 29.01.2010 7:09
Skunks
Anthro
Jedna uwaga: jeśli odmieniasz imię Yves to pisze się bez apostrofu, np. Yvesa, Yvesem, Yvesego, itp.

0
(+0|-0)
Opowiadania: Vellot - "Wojna, czyli jak to się zaczęło" część 1
Wysłano: 29.01.2010 8:43
Niezłe, ale rozmowa leży. Jest taka... wyprana z uczuć i czegokolwiek. Spróbuj dodać jakieś krótkie chociaż opisy tego, co postać robi, trochę to ożywi ich konwersację.
Interpunkcja też kwiczy o obelgę pod twoim adresem. Przecinki w złych miejscach, w dialogach brak kropek.
I końcówka mi się nie podoba. Taka jakaś niepotrzebna się wydaje. Myślałam, że to wstęp do tego, że ktoś umarł, a nie do "gdyby jego matka blablabla" :p

0
(+0|-0)
Opowiadania: Vellot - "Wojna, czyli jak to się zaczęło" część 1
Wysłano: 30.01.2010 14:58
Wilk
Anthro
Dobre opowiadanie mam nadzieję że będzie cz.2 :-Dk

0
(+0|-0)
Opowiadania: Vellot - "Wojna, czyli jak to się zaczęło" część 1
Wysłano: 13.03.2010 16:38
Lis rudzielec
Zmiennokształtny
Mru, daj moar, bo mnie zainteresowało ;)