Zmień fonty Zmień rozmiar
Strona główna Teksty PASTE Sznurki Galeria Forum Informacje Chat: Discord Kalendarz Mapa Szukaj / użytkownika Rejestracja
  
Opowiadania: Aracnan "Rapsodia Piekieł - cz.2 - Inicjacja"  
Autor: Aracnan
Opublikowano: 2010/5/26
Przeczytano: 1097 raz(y)
Rozmiar 12.87 KB
0

(+0|-0)
 
Oznaczenie PEGI – 18+. Przemoc, narkotyki, erotyka, wulgarny język, rasizm.


- Kurwa, pieprzeni komandosi, szybciej to się nie dało? - Tymi jakże miłymi słowami zostaliśmy przyjęci w tymczasowej placówce Tech-magów. Dwa kontenery ze sprzętem, na wpół zmontowany generator Źródła i stylowy dywanik z martwych Spaczonych wokoło. Choleryczny tech-mag, prawdopodobnie dowódca, wziął oddech, by kontynuować przemowę powitalną, jednak gdy zobaczył Strażnika, postanowił darować sobie uhonorowanie nas i dołączył do reszty, ustawiających obecnie tech-magiczne bariery.
Rzeczywistość nie jest kamieniem. Rzeczywistość jest wodą.
No, właściwie jest raczej płynem nienewtonowskim, ale nie wnikajmy w szczegóły.
Tech-magia operuje na Glifach – czymś w rodzaju matryc energetycznych, ustalających lokalną rzeczywistość na podstawie zaimplementowanych w glif parametrów. Zawsze mi się to kojarzyło z informatyką – Glif to zespół komend, programujących komputer-rzeczywistość.
Wokół obozowiska rozbłysły glify, otaczające nas półkulą. Po chwili znikły, zostawiając kopułę sześciokątnych tarcz.
-Idiotyzm – parsknąłem. - Wy chyba nie wychodziliście z Cytadeli, co?
Choleryczny Szarogęby odwrócił się w moją stronę. Na plakietce miał napisane swoje imię: Kern.
-A tobie o co chodzi? - Kątem oka zauważyłem jak Strażnik, wcześniej rozmawiający z sierżantem, podszedł do nas. Nie dość blisko, by rozmawiać, ale dość, żeby słuchać. Ach, no tak. Ma nas obserwować... Kij z tym. Uniosłem lewą rękę, i włączyłem D'nexa. Szybki skan i identyfikacja algorytmów.
-Standardowe tarcze. Wzmocnione. Bez heurystyki entropicznej rozpadną się zaraz jak spaczburza w nas dmuchnie. Nie wiedzieliście o tym? - pokręciłem głową.
-Spaczburza? Kiedy? – Kern zbladł. Wtedy do rozmowy włączył się Czarny:
-Za pół godziny. Może za całą. Nie zdążycie wykonać matryc. Masz jakiś pomysł? - spojrzał na mnie.
-Możliwe. - przyklęknąłem na ziemi, wyciągając z torby dwa kawałki khaldunitu – srebrny i zielony.
Okultyzm różni się od tech-magii w zasadzie wszystkim. W tech-magii są zasady na wszystko. W okultyzmie jedyną zasadą jest brak zasad. Jeśli Glify programują rzeczywistość, to ryty i wola wypaczają ją, zmieniając zgodnie z tym, co okultysta chciał osiągnąć.
Skręt umysłu w ścieżki nieznane większości... Szepty wieczności, moc pulsująca wraz z tętnem... Nie da się tego opisać. Czarując, czujesz się jak bóg. Chyba.
Khaldunit utracił barwę, zaś wszystkie moje zmysły nakazały czujność, instynktownie wyczuwając niebezpieczeństwo. To nic, że sam je wywołałem.
Powietrze za osłonami zaczęło się zmieniać. Stało się... elastyczne, namacalne. Płynne. Owinęło się wokół tarcz opalizującą warstwą, niczym plama benzyny w kałuży.
-Wytrzyma? - Kern wątpiąco patrzył na moje dzieło.
-Raczej tak. Nigdy nie robiłem tak dużej osłony, ale raz udało mi się zatrzymać piątkę... i zamknij gębę, bo ci coś wleci.
Tech-mag z kłapnięciem wykonał polecenie, zanim zorientował się co robi. Ech...
-Czym ty jesteś?
-A nie widać? - parsknąłem. Jak zwykle. Zaraz mnie nazwą spaczonym i zaczną stos układać. Chociaż może w Cytadelach używają palników?
-Gratulacje. Niewielu potrafiłoby wytworzyć i utrzymać barierę przeciw spaczburzy, zwłaszcza tak silnej. Na jakim ona była obszarze?
Tu mnie zagiął.
-Nie liczyłem. Coś około ośmiu, dziesięciu metrów sześciennych. Więcej nie sprawdzałem.
-A w jakich warunkach była tworzona?
-Na środku Pustkowi, z zaskoczenia. Coś jeszcze? - warknąłem. Wiem, że miałem być miły, ale gość mnie wnerwiał.
Czarna Straż. Osobista gwardia najważniejszych person Cytadel, oddział specjalny wśród specjalnych, najlepszy trening, najlepsi ludzie, najlepszy sprzęt... bla, bla, bla. Nigdy nie wierzyłem w ten propagandowy bełkot, ale... Ech. Kogo ja chcę oszukać? Czarni są najlepsi. I kij z przywilejami, ale będąc jednym z nich, wiedziałbym, że jestem jednym z najlepszych. Ale, oczywiście, to niemożliwe. Jestem anthro, jakby kto zapomniał. A tak niefortunnie się składa, że najlepsze, co anthro mogą osiągnąć w armii, to stopień sierżanta Białych. Biała Straż, czyli normalne wojsko. Jak widać, równość gatunkowa jest w pełni rozkwitu.
Oczywiście, nie mogłem narzekać. Jako wojskowy i tak byłem lepszej kategorii niż większość cywili. A jako obywatel Cytadeli miałem o wiele łatwiejsze życie niż na Pustkowiach.
Strażnik, flegmatycznie ignorując mój wybuch, pokręcił głową. Sukinsyn.
-Kończymy pogaduszki! Zaraz przylezie kolejna fala! - Kern razem z resztą Szarogębych zaczęli montować generator, bariery i działka. My mieliśmy w planach większą zabawę.

***

Powoli zbliżali się. Razem, ale osobno, kierowani jakąś dziwną, grupową nieświadomością, instynkt stadny, umysł roju... nakaz wpojony w Spaczone geny, nakazujący niszczenie wszystkiego, co nie zostało Spaczone... albo po prostu głód. Kto wie. Nikt, kto nie jest Spaczony, nie potrafi tego powiedzieć. Tych, którzy znają odpowiedź, nie możemy zrozumieć.
Zbliżali się. Na nogach, mackach, pełznąc, biegnąc i kulejąc. Wlekli swoje nabrzmiałe cielska, napęczniałe gruczoły niewiadomego przeznaczenia, unosząc czułki i zmutowane kończyny.
Spaczeni. Spaczeni w ciele, Spaczeni w umyśle. Spaczeni w duszy. Manifestacje Rozdarcia.
My mieliśmy broń. Karabiny, pistolety, strzelby, nawet dwie snajperki. Mieliśmy granaty i amunicję. Mieliśmy tech-magię i okultyzm. Oni mieli siebie. Mieli macki i szpony. Mieli kły i szczękoczułki. Mieli truciznę i kwasowy jad. Mieli wybuchowe ciała i roje malutkich plugastw w środku. Mieli moce Spaczenia, moce Rozdarcia.

***

Nigdy nie widziałem aż tylu naraz. Słyszałem, że Spaczonych ciągnie do generatorów, ale nigdy nie byłem w podobnej sytuacji. Nawet gdy zbliżali się do miast, byli w mniejszych grupkach. No, ale za późno na cofnięcie się. Całe ciało, wytrenowane na Pustkowiach, wyło każdą komórką, ostrzegając przed niebezpieczeństwem. Serca zaczynało szybciej bić, adrenalina krążyła w żyłach...
Byłem gotowy.
Pierwsze pomioty zostały dosłownie skoszone. Za mało celów, za dużo strzelców. Marnotrawstwo amunicji. Nadchodzili kolejni, a mój kochany oddział, a niech ich cholera, zaczynali przeładowywać broń.
No, ale po to byłem ja.
Uderzyłem pięścią w ziemię, wbijając w nią swoją Wolę. Posłuchała.
Gleba i błoto uniosły się, i niczym morska fala spłynęły w Spaczonych, przewracając ich.
Chwila zwłoki.
Kolejne pociski, tym razem stosowane oszczędniej, trafiały w obrzydliwe cielska. Krew, ropa i inne, jeszcze gorsze płyny, spływały na jałową ziemię.
Wtedy uderzyła Spaczburza.
Czerwony wicher, niosący ze sobą entropię i chaos przemiany, uderzył w barierę. Ta zaczęła szybko opalizować, jak bańka mydlana tuż przed pęknięciem. Na szczęście wytrzymała. Tech-magiczne osłony jakoś trzymały, chociaż Spaczeni po prostu rozwalili te, które stały im na drodze. Wał ziemi, którzy łaskawie postawiłem im na drodze, również się rozsypał.
Odsłoniłem kły w drapieżnym grymasie. Dopiero się rozkręcam.
Między nimi a nami zaczęły tworzyć się małe osobliwości. Jeden Spaczony przewrócił się, bo kolano zmieniło mu sie w parę. Innemu z oczu wyrosły ciernie, oplątując go. Gasbag został poczęstowany kulką w nabrzmiały kałdun. Eksplodował, rozrywając otaczające go Daemity. Chmura trucizny, którą po sobie zostawił, załatwiła jeszcze kilku. Plwociny kwasu, jadu i lepkiej mazi zawracały, raniąc tych, którzy je wysłali. Ziemia pod nimi zmiękła, tak że musieli brodzić w rzadkim błocie. Chwilę później zestaliła się na nowo, więżąc całkiem sporo z nich.
Nadciągali kolejni.
Cholera.
Nie mogłem używać ciągle tego samego – Spaczburza by przerobiła mój czar na swoją modłę. Efekty długotrwałe też szybko zaczynałyby korodować.
Snajperki traciły na znaczeniu. Za to strzelby – wręcz przeciwnie.
Ja też muszę sięgnąć po cięższą artylerię. Mam nadzieję, że to przeżyję.
Nie wiem, czy wspominałem, ale okultyzm jest dość męczący dla organizmu. Ciało musi przesłać energię i Wolę. Słabe ciało to słaba magia. A jak wytrzymałość jest na wyczerpaniu... cóż. Miło było.
Bez ryzyka nie ma zabawy.
W samym centrum zbliżającej się grupy pojawiła się mała, czarna dziura. Zgadnijcie, jaki był efekt? Niestety, radosna rzeź nie trwała długo. Wytrzymałbym jeszcze minutę, ale pojawił się Mózg.
Kurwa.
Przynajmniej wiadomo, dlaczego atakowali grupą.
Walnąłem pięścią w D'Nexa, włączając zapamiętany algorytm. Arbiter da mi jakiś poziom osłony. Będę mógł skupić się na ataku.
Jeśli ktoś nie wie, jak Mózg wygląda, uprzejmie wyjaśniam – Jak przerośnięty, spleśniałozielony mózg naczelnego, któremu najwyraźniej wyprostowały się zwoje. I ma nóżki – takie małe, pajęcze, chitynowe nóżki. I potrafi wypaczać rzeczywistość. I kontrolować słabszych Spaczonych. I jest dość inteligentny. Jak szympans, albo gimnazjalista.
Oddział musiał radzić sobie sam. Domyślili się, że mam ochotę na „móżdżek”, a że granaty i kule nie robiły na nim wrażenia, zostawili go mnie. Wielkie dzięki.
Na początku nie było czarów. Tylko czyste, brutalne starcie Woli. Dopiero potem doszły bardziej „subtelne” techniki.
Czułem zaciskającą się na mnie moc. Nie przerywając koncentracji, zacząłem ją korodować. Zanim zaczęła być bolesna, rozpadła się. Odwdzięczyłem się, rozszarpując wokół niego przestrzeń. W najgorszym wypadku obdarłoby to go ze skóry, w najlepszym rozerwało na strzępy... ale skontrował. Uderzył mnie w pierś, popychając do tyłu. Nie wiem, co tam było, ale nie chciałem się z tym zderzyć. Wbiłem szpony nóg w ziemię, tworząc przed sobą tarczę ze ściśniętego powietrza. Błąd. Moja własna osłona zderzyła się ze mną, dodatkowo uciskając moje żebra. Zmieniłem taktykę, wypaczając jego efekt. Strumień mocy rozstąpił się, by zaraz się rozwiać w dość mocny, ale nieszkodliwy wiatr.
Zaczynało mnie to męczyć. Oddział też powoli się wycofywał. Trzeba skończyć to szybko.
Moja tarcza jeszcze się nie rozproszyła – to dało mi szansę. Cisnąłem ją w Mózg niczym olbrzymim dyskiem. Przy okazji przepołowiłem Upiorca, który akurat był obok.
Zacisnąłem pięść na ostatnim odłamku khaldunitu, jaki miałem. Czerwonym.
Tarcza-dysk, uderzona wolą Mózgu, zmieniła tor lotu, lecąc nad nim.
W tym samym momencie wezwałem błyskawicę.
Miałem cholernego fuksa. Akurat obok była burza. Spaczburza w dodatku. Mały bonusik – wiatr spaczył również piorun. Przenikając przez moją barierę, nabrała kolejnej cechy, kolidującej z tą, którą dostała od Spaczburzy. To tak jak mieszać ogień z lodem. Wyjdzie... cóż, nic miłego.
Khaldunit dodatkowo napędził moje zaklęcie.
Mózg nie miał podzielnej uwagi. Odbił moją tarczę, i wystawił się na cios.
Pół sekundy później był już chrupiący.
Nie byłem w lepszym stanie. Zaczęła już mi iść farba z nosa, i niemal słyszałem, jak mi neurony skwierczały. A wokoło było jeszcze sporo celów.
Szlag by to, bez ryzyka nie ma zabawy.
Wyciągnąłem sztylet, i przeciąłem sobie tętnicę na nadgarstku.
Dodatkowa ofiara, że tak powiem.
Ryk rozrywanej rzeczywistości był niesamowity, słyszany nawet przez resztę. Nigdy wcześniej nie korzystałem z własnej krwi, i do tej chwili nie wiedziałem, czy będę w stanie nad tym zapanować. Ale już było za późno – musiałem działać.
Rzeczywistość została rozszarpana. Rozbita na kawałki. A potem ułożona z powrotem. Tak, jak chciałem.
Po Spaczonych zostało wspomnienie. A ja ledwo żyłem.

***

Dwadzieścia minut później wszystko się ułożyło. Ranni zostali opatrzeni, martwi czekali na prom powrotny. Żywi mogli się zameldować.
Godzinę później generator i reszta sprzętu została rozstawiona, i mogliśmy się zbierać.
Już w promie Jenkins – kto inny – zadał oczywiste pytanie
-Psze pana! Kto zdał?
Strażnik, który, zgodnie z obietnicą, nie zrobił tego pięknego dnia nic, zastanowił się chwilę.
-Ty, Jenkins. Gustav, Helmut, Monika i sierżant Smith.
Popatrzył teraz na mnie. Co chciał?
-Kai, ty idziesz do Ezo
O kurwa.
Jestem w piekle.
 
Powrót do kategorii | Powrót do strony głównej artykułów
Komentarze są własnością ich autorów. Twórcy niniejszego serwisu nie ponoszą odpowiedzialności za ich treść.
0
(+0|-0)
Opowiadania: Aracnan "Rapsodia Piekieł - cz.2 - Inicjacja"
Wysłano: 1.06.2010 15:38
Cat-boy
Anthro
Nieźle :-D Czekam niecierpliwie na kolejną część, tym bardziej, że mam pewne podejrzenia co do nich :-D Fajna praca, świat też niezły :-D I smok jako główny bohater, hm :-D

0
(+0|-0)
Opowiadania: Aracnan "Rapsodia Piekieł - cz.2 - Inicjacja"
Wysłano: 2.06.2010 12:29
Felis catus (czyli kot)
Smok
Podejrzenia.... jassne... ;p
Raczej pewność.
I przyznaj się, wolałbyś kotołaka zamiast smoka :D

0
(+0|-0)
Opowiadania: Aracnan "Rapsodia Piekieł - cz.2 - Inicjacja"
Wysłano: 2.06.2010 14:44
jestę kapibarę
A mi się podoba. Trochę język za chwiejny, sytuacja straszliwie rozległa (napisałeś dwa rozdziały a działo się tyle co powinno we wstępie). Czekam na dalszy ciąg.

0
(+0|-0)
Opowiadania: Aracnan "Rapsodia Piekieł - cz.2 - Inicjacja"
Wysłano: 2.06.2010 16:17
Felis catus (czyli kot)
Smok
Chciałeś chyba napisać - a mi się NIE podoba ;p

0
(+0|-0)
Opowiadania: Aracnan "Rapsodia Piekieł - cz.2 - Inicjacja"
Wysłano: 2.06.2010 16:45
Smok Futrzasty
Anthro
Fajny klimacik :3 . Z chęcią przeczytam kolejne części.

0
(+0|-0)
Opowiadania: Aracnan "Rapsodia Piekieł - cz.2 - Inicjacja"
Wysłano: 2.06.2010 17:48
Felis catus (czyli kot)
Smok
Dzięki Ulf. Na ciebie zawsze mogę liczyć :D

0
(+0|-0)
Opowiadania: Aracnan "Rapsodia Piekieł - cz.2 - Inicjacja"
Wysłano: 2.06.2010 17:54
jestę kapibarę
Cytat z "Arcanan":
Chciałeś chyba napisać - a mi się NIE podoba ;p


Chciałem napisać to co napisałem.
Czyli "podoba mi się, ale", i zastrzeżenia.

0
(+0|-0)
Opowiadania: Aracnan "Rapsodia Piekieł - cz.2 - Inicjacja"
Wysłano: 2.06.2010 18:04
Felis catus (czyli kot)
Smok
A, to przepraszam i dziękuję. Co do chwiejności języka - mógłbyś wyjaśnić?

I mam się bardziej streszczać, czy po prostu, pisać dłuższe rozdziały?

Anonim
0
(+0|-0)
Opowiadania: Aracnan "Rapsodia Piekieł - cz.2 - Inicjacja"
Wysłano: 4.06.2010 12:57
Mam już wgląd czego się spodziewać na twojej sesji ;).

Świat rzeczywiście rodem z WH40k + Morrowind, mroczny jak cholera (Upiorna Brama w wersji SF).

Aha, opinia :). Przyjemnie się czyta, nie przynudzasz. Czasami trochę chaotycznie napisane (entery) ale nie jest to specjalnie wkurzające.

Pisz więcej, z chęcią przeczytam, masz do tego smykałkę ;).

0
(+0|-0)
Opowiadania: Aracnan "Rapsodia Piekieł - cz.2 - Inicjacja"
Wysłano: 2.08.2010 11:37
Srebrnołuski Smok Europejski
Zmiennokształtny
Dobra, część druga mojej wypowiedzi:

Zalety:
- Nadal lekko się czyta, więc jest dobrze.
- Widzę już troszkę więcej rozbudowanych opisów, ale coraz więcej pojedynczych słów i kropek, tak więc stoi jak stało w ogólnym rozrachunku.

Wady:
- Nadal dla mnie za mało opisów, akcja dynamiczna, nun problem, ale warto było by objaśnić czytelnikom, jak przykładowo chociaż wygląda Spaczony - grałem już w tyle gierek typu Dead Space więc jestem w stanie sobie wyobrazić, ale to wciąż kłuje w me ślepia.

Ocena wciąż 6/10

Czekam na dalsze części, choćby z czystej ciekawości.