Zmień fonty Zmień rozmiar
Strona główna Teksty PASTE Sznurki Galeria Forum Informacje Chat: Discord Kalendarz Mapa Szukaj / użytkownika Rejestracja
  
Opowiadania: Xstreem "Podróżnik", cz.1  
Autor: Xstreem
Opublikowano: 2010/7/12
Przeczytano: 892 raz(y)
Rozmiar 9.35 KB
0

(+0|-0)
 
Podróżnik
cz.1

Światło z dużej prostej lampy oświecało różne mapy położone na dużym metalowym stole. Wokół stołu stały cztery postacie. Wszyscy byli ubrani w mundury które odzwierciedlały ich specjalizację.
Pierwszy generał ( te osobistości nimi były) to wilczur niemiecki o poważnej minie i bez prawego oka, jego mundur jest koloru leśnej zieleni – dowódca wojsk lądowych. Drugi to ciemnoniebieski smok w czarnych okularach i w niebieskim mundurze – dowódca lotnictwa. Trzeci to wydra bez ucha. Ma ciemnofioletowy mundur – to admirał. Czwarty jest lisem który zamiast nogi ma mechaniczną protezę, zdobył ją jeszcze w czasie wojny zwanej później ostatnią. Jego mundur jest stalowego koloru – widać pancerniak. Rozmawiają o czymś za sobą. W prawym końcu sali przez chwilę robi się jasno, ktoś wszedł przez drzwi. Wielki czarny niedźwiedź w długim skórzanym czarnym płaszczu podchodzi do generalicji. Jego pysk to istna wystawa blizn.
-Kiedy?- odzywa się głośno osobnik w płaszczu, widać ich zwierzchnik.
-To jest kwestia ok. roku. Koncentracja wojsk jest już w toku...- odpowiedział jeden z generałów, czarny niedźwiedź daje znak ręką aby tamten przestał.
-Jeszcze rok...- niedźwiedź popatrzył się na mapę- Jeszcze rok...

*

Stara rozklekotana ciężarówka wjechała na stary zardzewiały przystanek. Gromadka dzieci jak zwykle kiedy podjeżdżał jakiś większy wóz podbiega do niego. Każde z małych futrzaków myśli że coś mu się dostanie. Tym razem wysiadają tylko dwie postacie: kierowca, stary Lipski, niski kret o gęstych wąsach i jakiś osobnik w szarym wojskowym płaszczu, z karabinem i dużym plecakiem na ramieniu.
-Dziękuje za wybranie firmy „Lipski i s-ka”! Życzę bardzo miłego pobytu!- mówi rozweselony kret do osobnika w płaszczu. Jest wyraźnie zadowolony. W końcu nie przy każdym przejeździe zarabia jednorazowo 50 000 zielonych. Osobnik w wojskowej czapeczce i zawiniętej wokół twarzy szarozielonej chuście podnosi tylko rękę w znaku podziękowania.
-Dobra, przyszłości narodu, zaprowadźcie mnie do rynku.- odezwał się bezbarwnym głosem przybysz do dzieci. Cała grupa ruszyła z miejsca.
-Witaj Nadziejo, wróciłem...- powiedział cicho zamaskowany osobnik. Miasto bardzo się zmieniło. Wszędzie można zobaczyć stare bloki, które w większości są już opuszczone. Większość mieszkańców żyje i mieszka wokół dróg które przecinają miasto.W małych domkach szeregowych. Prawie jak na Dzikim Zachodzie. Zieleni jest mało, ale jak już jest są to głównie iglaki lub skarłowaciałe dwulistne. Krzaki i trawy mają kolor żółty i też nie ma ich za dużo. Ale taki krajobraz też trudno nazwać pustynnym. Ot taki powojenny, smutny, szarawy pomieszany z różnymi odcieniami żółci. Cały korowód po 10 minutach drogi między straganami, sklepikami i od czasu do czasu jeżdżącymi pojazdami dotarł w końcu do centrum. Duży plac w którym na środku znajdowała się od dawno nie działająca fontanna. Tajemniczy osobnik kupił trochę słodyczy przy jednym ze straganów i rozdał dzieciom. Powoli zaczął sobie przypominać plan miasta, jego wszystkie zakamarki, gdzie kto mieszkał. Niestety była to wiedza przedwojenna. Jeszcze chwilę pochodził po rynku po czym skierował się do knajpy „ Pod Grubym Benekiem”. W knajpie panował półmrok, który skutecznie zakrywał kusz i pajęczyny. Gruby Benek był grubą, skąpą ale uczciwą owcą. Nieznajomy podszedł do lady.
-Daj jakieś piwo.-
-W porządku, proponuje „Domowe”-
-Ok-. Jakiś bywalec wyczuł okazję do darmowego drinka. Zobaczył że to jest przyjezdny i postanowił zaryzykować.
-Słuchaj stary, widzę że wróciłeś! I się z tego cieszę! Może byś postawił staremu druhu?- lis, stały bywalec bez ogona, ale za to ze złotymi kłami już nie raz naciągał na takie chwyty przejezdnych. Nie raz dostał także przez to w zęby. Ale tym razem się jemu udało, zresztą nie tylko jemu.
-Stawiam kolejkę wszystkim tu obecnym! Na mój koszt!- ryknął w stronę barmana. Jakieś 6 futrzaków pobiegło w kierunku lady. Po 2 godzinkach obcy zapytał się, gdzie może znaleźć Pawła Pałaca. Ktoś z pijących na jego koszt mu odpowiedział. Dowiedział się że Paweł żyje sam przy starym kościele, w dużym jednorodzinnym domku. Dowiedział się także, że mieszka sam. Ostatnia informacja spowodowała że obcy wybiegł. Po drodze wpadł tylko do budynku burmistrza który pełnił także rolę komisariatu i punktu informacji, następnie popędził do domku na wzgórzu gdzie znajdował się kościół stary ale wciąż czynny i dom Pałaca.
Pawła, szarego wysokiego wilka o mądrym spojrzeniu, wyrwały ze snu uderzenia o drzwi. Wziął jakiś nuż z kuchni i poszedł otworzyć drzwi.
-Kto?- za nim otworzy drzwi woli się najpierw zapytać komu, swoją droga dobry zwyczaj.
-Jak to kto? To ja! Maksymilian! Twój brat!- drzwi otworzyły się ze skrzypnięciem. Paweł wszędzie poznał by ten głos! Przytulili się do siebie, a potem weszli do środka. Wilk zaczął płakać. Nie robił tego od śmierci matki. Poszli do kuchni. Wszędzie panował bałagan, lekki syf.
-Gdzie ty byłeś... gnoju... tyle lat?- mówił przez łzy wilk o zielonych oczach.-Zostawiłeś nas nawet ty. Wiesz jak się dogadywałem ze starą? Codziennie na siebie warczeliśmy. A ciebie brak. A rok temu umarła... A ty niewiadome gdzie się szlajałeś!- znów się rozpłakał.
-Mama umarła?-Maksowi serce zaczęło się trząść- Rok temu...- i on zaczął płakać. - I mnie przy tym nie było!- Po kilku minutach wzięli się w garść.
-No to gdzie byłeś...- znów zaczął wilk.
-Jak mnie wzięli na front, wiesz dzień po tym jak dostaliśmy wiadomość że okręt z ojcem zatonął i nikt nie przeżył, pojechałem do Francji gdzie walczyliśmy do puki nie zastosowali broni biologicznej. Następnie już wtedy kiedy zaczęły się przemiany i uchwalono doktrynę Wladislava-Willisa byliśmy w Hiszpanii, potem była tylko rozpaczliwa ewakuacja na Bałkany za pomocą wodolotów transportowych i użyto broni masowego rażenia. Wtedy niestety okazało się że już nie ma z kim walczyć ani przeciwko komu. Chwytałem się wtedy różnych rzeczy aby przeżyć i tu dotrzeć a teraz jestem. Tak to z grubsza wyglądało.-
-Przez prawie 8 lat... A co z twarzą dlaczego jesteś cały zamaskowany?- dalej dopytywał się wilk.
-A widziałeś jak wygląda ofiara kwasu bojowego LX-102b?- Paweł widział kiedyś rannych weteranów którzy przypominali żywe trupy z filmów, naprawdę paskudny widok, wiecie brak nosa, policzków, ogona i całkowicie spalone futro.
-Niestety tak- odpowiedział jego brat.
-No to sam sobie odpowiedziałeś...- Ale Paweł znowu się rozkleił. Kiedy Maks próbował go pocieszyć dostał w pysk, tak że się przewrócił.
-Sorry, po tym wszystkim musiałem to zrobić.-
-W porzo, rozumiem ciebie.- Po tylu latach nie odzywania się, w zasadzie wypięcia się na rodzinę... Wilk znów wziął się w garść. Max wstał z ziemi. Bolała go szczęka.
-Teraz powiedz mi co u ciebie?-
-Nic Sławek wyszedł za mąż, Kamil ten szczur, zapił się na śmierć, a poza tym marazm i brak perspektyw...- Nastała cisza. Ściemniło się. Pogadali jeszcze trochę.
-Słuchaj jest już późno, masz wolną piwnicę?-
-Tak, a po co ci?-
-Chciałbym się przespać, a mam zbyt obrzydliwą mordę aby cię straszyć, więc?-
-Jak sam chcesz. Piwnica jest twoja.- dał bratu klucze. Nigdy za bardzo się z nim o nic nie wykłócał, Max od zawsze należał do jednostek trochę szurniętych i miewał często dziwne pomysły. Jak na przykład ten z zaciągnięciem się do wojska.
-Słuchaj ty też się wyśpi. Jutro mamy dużo do zrobienia.- stwierdził na odchodnym.
-Co ty mówisz? Co mamy do zrobienia?- zdziwił się Paweł.
-Pamiętasz jak ci obiecałem wziąć cię kiedyś do uczestniczenia w prawdziwej przygodzie?-
-Tak, ale było to chyba 11 lat temu.-
-To się szykuj, jutro dopełnię tej przysięgi.- Powiedział to i schował się w piwnicy. *


Nadzieja kładła się do snu. Tylko jeszcze w łóżkach mieszkańcy rozmawiali o tym dziwnym weteranie. W końcu musiał nim być, doszli do wniosku. Poza tym coś musiał mieć z twarzą, ale to normalka po wojnie. Burmistrz Winnski zastanawiał się czy nie będą z tej wizyty jakieś kłopoty. Stary kot o pręgowanym umaszczeniu ostatnio miał dużo problemów. Najpierw dostrzeżono łowców niewolników, za których zresztą wystawiono nagrodę ( Nadzieja nie tolerowała takich sposobów zarobku jak również bandytyzmu i złodziejstwa) , rozruchy w mieście wywołane przez znudzoną młodzież ( dwie młode hieny lumpy zaczęły napadać normalnych obywateli), a teraz jeszcze ta wizyta... Co to będzie?
 
Powrót do kategorii | Powrót do strony głównej artykułów
Komentarze są własnością ich autorów. Twórcy niniejszego serwisu nie ponoszą odpowiedzialności za ich treść.