Zmień fonty Zmień rozmiar
Strona główna Teksty PASTE Sznurki Galeria Forum Informacje Chat: Discord Kalendarz Mapa Szukaj / użytkownika Rejestracja
  
Opowiadania: Aracnan "Dragonlands [+18 M/M]"  
Autor: Aracnan
Opublikowano: 2011/3/27
Przeczytano: 1810 raz(y)
Rozmiar 16.70 KB
3

(+3|-0)
 
Vincent rzucił swój olbrzymi plecak koło łóżka, i ciężko na nim zasiadł. Lekko podskoczył by sprawdzić jego miękkość - nadawało się idealnie. Moszcząc się, rzucił do swego kuzyna wesołym tonem:
- A czemu cię nie było tyle czasu w Enklawie? Coraz rzadziej się tam pojawiasz! Nuda straszliwa!
Miedziany smok leniwie usiadł na parapecie okna i patrzył na rozgwieżdżone niebo.
- Heh, racja. Ale po prostu nie potrafię tam długo usiedzieć. Jak sam powiedziałeś, nuda. Książki, wykłady, rauty, bale... - lekceważąco machnął szponem - ileż można? Na szlaku przynajmniej coś się dzieje.
- Ojciec nigdzie mi nie pozwala wyjeżdżać- naciągnął koszulę na srebrne ciało i poprawił ją
- Och, wiesz, w końcu jesteś srebrny – mruknął starszy gad – jesteś zbyt cenny.
- To nawet nie o to chodzi. Ojciec uważa, że jestem za mało odpowiedzialny. To pierwsza wyprawa na którą mnie puścił. Dobrze że cię spotkaliśmy!
- Mój ojciec też mi tak mówił, kiedy byłem w twoim wieku - zachichotał - pamiętasz, jaka była afera, kiedy wróciłem?
-Mhm. Kazali mi iść do biblioteki, kiedy z tobą rozmawiali... a i tak ich słyszałem.
-No, nie było to nic miłego. - mruknął bard, jakby coś sobie przypomniał.
Młody lekko zadziwił się zachowaniem kuzyna, gdyż znał go jako wesołego i nieprzejmującego się niczym buntownika. Zapytał się:
- A o co chodziło?
Dira jakby trochę się zmieszał
-Nieważne.. - urwał. Nigdy nie okłamał Vincenta, i nigdy tego nie zrobi. - Vinc, nie pytaj się o to, proszę. Wiesz, że ci nie odmówię niczego, ale teraz... po prostu poczekaj z tym pytaniem, dobrze?
- Hmmm... - mruknął Vincent zdziwiony. - A kiedy idziemy polować na wilkołaka? I będziemy mogli go zabrać do enklawy czy nam nie pozwolą? Twoim zdaniem ojciec będzie zadowolony? - młody pytał podekscytowany na samą myśl o polowaniu
-Hmm... Jutro lub za dwa dni, musisz się zapytać barona, moim zdaniem będzie bardzo zadowolony – wyjął z płaskiego pudełeczka skręt i zapalił. Zapachniało miętą i cynamonem.
-Co to? To jest... - Vincent pociągnął nosem – to jest merth! Palili to tacy ludzie, co handlowali z ojcem! - Urwał na moment – mogę spróbować? To jest podobno nieszkodliwe.
-Mhm. - Dira podał skręta kuzynowi – nieprzyzwyczajonych drapie w gardle. I nie wypal tego szybko, bo będziesz chrypiał do rana i mi Snaar głowę urwie – jego głos się nie zmienił – wypalił tego tyle, że chrypkę miał permanentną. Vincent, oniemiały, zaciągnął się aromatycznym dymem... i niemal natychmiast go wykaszlał. Bard zachichotał i zaczął czochrać go po głowie. Po dwóch wdechach Młody oddał mu skręta. Czuł się bardziej pobudzony, jakby wypił kawę. Nie chciało mu się już spać. Miedziany smok zakończył proces czochrania srebrnego brata, po czym przesiadł się własne łózko. zdjął sandały, karwasze i spodnie, po czym nagi położył się na materacu. Był przyzwyczajony do niewygód, ale miło było wyciągnąć się na czymś miękkim dla odmiany - Czekaj... Kiedy ja ostatnio byłem w Enklawie? Pół roku temu? Co mnie ominęło?
Zamyślił się kładąc się na łóżku. Próbował sobie przypomnieć co mogło ominąć jego kuzyna.
- W sumie niewiele się działo. Matka i Ojciec wyjechali gdzieś w interesach więc Snaar się mną opiekował. Raz podpaliłem ceremonialną szatę dziadka - zamyślił się szukając jeszcze jakże istotnych informacji o jego kawałach.- A i przemalowałem gabinet ojca ta świecącą farbą którą spiżowi przywieźli kiedyś z północy. A tak po za tym to chyba nic ważnego....
-Mhm. żadnych nudnych balów i uczt, mam nadzieję? Strasznie mnie wkurzały. Zwłaszcza jak mieliśmy "gości" - prychnął – Złoci, srebrni, miedziani... przeświadczeni o własnej wyższości nad resztą... Jak ty to wytrzymujesz?
Vincent podrapał się po głowie i położył sobie Psikusa na brzuchu.
- Nie jest źle, zawsze można z kimś pogadać, ooo i czasem przywożą ze sobą swoje dzieci, to wtedy jest z kim się bawić. A po za tym na ucztach jest mnóstwo okazji do żartów i w ogóle fajne są. No i jedzenie jest wtedy najlepsze! - pokiwał głową jak gdyby odkrył właśnie największą życiową mądrość.
- Taaaak... to jest najważniejsze... Zaraz - podniósł łeb - ile ty masz lat? siedemnaście?
-Szesnaście- poprawił kuzyna- Psikus ma 8! - dodał wesoło i pogłaskał swojego zwierzaka
-Mhm... - Smok się zamyślił - a na żadnej imprezce... nikogo ci nie przedstawiali? Mam na myśli dziewczyny. Wiesz, w twoim wieku... - zawiesił głos. Jak mu to powiedzieć?
Vincent nie rozumiał, co jego brat miał na myśli, więc czekał nucąc pod nosem wesołą melodyjkę aż ten wyjaśni o co mu chodzi
-Ech... - *w co ja się wplątałem?* - nie poznałeś żadnej nowej znajomej? Takiej, że twoi rodzice mówili "zwróć na nią szczególną uwagę"?
Młody zastanowił się
- Kiedyś ojciec przedstawił mi Elizabeth Saraderis, też była srebrna, jak ja. W sumie fajnie się z nią rozmawiało, ale przestała się do mnie odzywać kiedy przykleiłem ją nieumyślnie do krzesła. Nie wiem czemu nie zrozumiała żartu - młody wzruszył ramionami i zaśmiał się- No, ale innym dzieciakom, które wtedy z nami były spodobało się, jak nie mogła wstać z krzesła!
-A..ha... - No tak, to wiele wyjaśniało. Dira postanowił wziąć sprawę od innej strony
-Żadna ci się jak dotąd nie spodobała?
- Nie no, podobają się. Oczywiście, nie wszystkie - zaśmiał się - Ale wiesz, mało smoczyc w moim wieku odwiedza Enklawę, ale co to właściwie ma do wilkołaka? To ma jakiś związek z polowaniem?
- Do wilkołaka... nic. do polowania...-zaśmiał się- powiedzmy. Odwrócił się w stronę kuzyna i podniósł łeb: chciał popatrzeć na reakcję Vincenta. z łobuzerskim uśmiechem zapytał - Ale chyba nie jesteś prawiczkiem?
Vincent mimowolnie zarumienił się na twarzy. Nie odpowiedział bezpośrednio tylko odburknął w stronę brata:
- Mówiłem że mało kobiet przyjeżdża do Enklawy, a sam wiesz ze nie mogę jej opuszczać.
Jego lekko urażona młoda męska duma kazała mu odwrócić się plecami do kuzyna, co też uczynił
- Heeej... nie bocz się - śmiał się smok - to się da naprawić...
- Wiem – odburknął Vincent. Jego kuzyn poruszył dość delikatny temat – i nie chodziło tu tylko o dziewictwo. Smok też to zauważył.
- Vincent? Nie gniewaj się.
- Nie gniewam się, tylko... – westchnął – Dira... mogę ci coś powiedzieć?
Smok usiadł na swoim łóżku. Jego kuzyn brzmiał zbyt poważnie.
- Co się stało?
- Ja... - Vincent również usiadł na swoim łóżku. Nie patrzył w stronę krewniaka – Wiesz... - westchnął kolejny raz – kobiety mnie nie interesują.
Zapadła krótka, ale bardzo niezręczna cisza.
- Aha. - Dira wzruszył ramionami i zapalił kolejnego skręta.
- Tylko tyle? - Vincent podniósł wzrok... i zaraz go opuścił. Nie chciał teraz patrzeć na swojego nagiego kuzyna.
- A co mam powiedzieć? - Bard potrząsnął skrzydłami – Jak dla mnie to możesz nawet z ludźmi sypiać, to nic nie zmienia. A faceci też są całkiem nieźli.
- Ale... ŻE CO?!
- A co, myślałeś że ja na samych babkach jeżdżę? - zaśmiał się Dira
- Nooo... tak.
- No to teraz wiesz jak jest. - Smok wydmuchnął dym nozdrzami – Odkąd...?
- Nie wiem. Od dwóch, trzech lat?
- Aha... - Bard zastanowił się chwila – czekaj.... przecież my...
- WIEM! - krzyknął czarownik zeskakując z łóżka. Zaczął krążyć po pokoju – łaziliśmy razem do łaźni, kąpaliśmy się razem i spaliśmy w jednym łóżku! A ja NIGDY nie dałem ci poznać, że... - urwał. Zaczęły łzawić mu oczy.
- Heeej... - Smok przyciągnął do siebie kuzyna – Vincent... spokojnie...
Młody przez chwilę udawał, że się szarpie, ale przestał. Było mu dobrze w smoczych ramionach. Dira głaskał go po głowie i tym swoim cudownie zachrypniętym głosem szeptał jakieś niezwykłe pieśni, znane tylko jemu, tak jak wtedy, kiedy Vincent był jeszcze mały i wstawał w nocy budzony przez koszmary. Po paru minutach czarownik uspokoił się całkowicie. No... prawie całkowicie.
- Dira?
- Hmm? - Bard kontynuował pieszczoty kuzyna
- Słuchaj – srebrny był już zdecydowany. Nie wiedział, czy ten przypływ odwagi zawdzięczał merth, magii pieśni Diry czy po prostu sobie, ale był gotowy. Wziął głęboki oddech i powiedział – podobasz mi się. Od zawsze. - Nie mógł zapomnieć, że znajduje się w tych ramionach, w których od tak dawna chciał się znaleźć. Zawsze, gdy tylko Dira wracał do Enklawy Vincent nie przegapił okazji by popatrzeć na imponujące ciało swojego kuzyna. Nie tylko ciało zresztą; także charakter, umysł i ogólnie całość Diry idealnie komponowały się z jego ciałem tworząc w umyśle Vincenta obraz kochanka doskonałego. To o nim myślał przed zaśnięciem, To o nim śnił. O tym, jak ten go przytula, pieści i całuje, jak się z nim kocha... Ale nigdy, aż do dzisiaj, nie dał najmniejszego znaku ani kuzynowi, ani nikomu. To wszystko powiedział siedząc na kolanach Diry i tuląc się do jego muskularnego torsu.
Dira milczał.
- Ja... przepraszam – Vincent nagle zawstydził się mocno. Chciał zejść z kolan kuzyna, ten go jednak przytrzymał. - Dira...?
- Spoko – Smok przytulił go mocniej – nie całkiem rozumiem, ale... spoko.
- Nie znienawidzisz mnie za to?
- Jasne że nie. - bard wyglądał na oburzonego samym pomysłem – nie obrażaj mnie co?
- Aha. Dzięki. - objął kuzyna mocniej
- Heej... Ale jego możesz trzymać na smyczy? - Dira szturchnął ocierający się o niego namiocik piżamy kuzyna. - ...łaskocze... - Młody zarumienił się i cofnął biodra. Miedziany zaśmiał się bezgłośnie.
- Mmmm... Dira? - czarownik postanowił iść na całość. „Teraz albo nigdy” - pomyślał.
- No?
Vincent, przywołując całą swoją odwagę, usiadł okrakiem na kolanach kuzyna dociskając swoje biodra do jego. Ocierając swoim kroczem o krocze smoka, objął go za szyję i namiętnie pocałował szorstkie, łuskowate wargi kuzyna. Ten przez moment nie robił nic. W chwili, gdy Vincent myślał, że ten go zrzuci, bard oddał pocałunek. Mrużąc oczy, owinął wokół Vincetna własne skrzydła i ogon. Po krótkiej chwili liznął czarownika w wargi. Ten uchylił je lekko, tylko po to, by długi, gadzi język Diry mógł wśliznąć się do jego ust, badając zęby, dziąsła i podniebienie, a w końcu owinąć się wokół języka Młodego w szalonym tańcu namiętności i żądzy. Czarownik wyraźnie czuł, jak smocza męskość budzi się, i trącając jego własną, wzniosła się do swoich imponujących rozmiarów. Vincent kontynuując pocałunek, chciał sięgnąć po ten skarb, jednak Dira położył jego ręce na swoim torsie. Młody zaczął go głaskać i masować, powoli posuwając się w dół, przez brzuch na podbrzusze, i nie napotykając już przeszkód wziął smoczą lancę w dłonie. Była wielka, chociaż biorąc pod uwagę wzrost Diry – proporcjonalna. Tak jak jego całe ciało, tak i jego męskość była pokryta miedzianymi łuskami,w tym konkretnym miejscu delikatnymi i maleńkimi. Dira, mrużąc oczy z rozkoszy, również zaczął macać Vincenta. Nie przerywając pocałunku, delikatnie wymasował przez piżamę pierś i brzuch kuzyna, po czym, wciąż go nie rozbierając, sięgnął do jego dumy. Nie była wyjątkowo wielka, zwłaszcza w porównaniu z jego sprzętem, ale całkiem duża.
W końcu Dira oderwał się od ust Vincenta.
- Podobało ci się? - Jego szpony leniwie drapały plecy młodszego kuzyna.
- Taak.. - jęknął – Dira... proszę. Chcę... chce ciebie. Teraz.
- Jesteś pewien?
- Tak.
- Rozbierz się – liznął go w szyję. Vincent uśmiechnął się i wstał z jego kolan. Powoli zdjął z siebie koszulę ukazując zgrabne, szczupłe ciało, pokryte srebrnymi łuskami. Następnie zsunął spodnie ukazując się w całej okazałości.
- Podobam ci się? - zamruczał uwodzicielsko, podchodząc do miedzianego.
- Taak... - Przyciągnął go do siebie – Jak chcesz?
- Wszystko po kolei. Naucz mnie. - Znowu wbił się w jego wargi. Miedziany namiętnie oddał pocałunek po czym uniósł go i położył na łóżku. Przerwał by polizać go po szyi. Zszedł językiem niżej, na ramiona i pierś. Dopingowany coraz głośniejszymi jękami niespiesznie zajął się torsem, przejeżdżając językiem po liniach mięśni. Zatrzymał się dłuższą chwilę na sutkach, co zaowocowało spazmatycznymi jękami rozkoszy. Dira machnął zadowolony ogonem i wylizał brzuch Vincenta, by w końcu zając się kroczem. Postanowił się z nim lekko podrażnić, i zanim dotknął jego penisa, wypieścił jego okolice. Wśród zapachu piżma srebrnego kuzyna lizał delikatne łuski na podbrzuszu Vincenta, pieścił jego otwartą teraz szparę, by w końcu zacząć lizać trzon jego męskości.
Srebrny smok jęczał i syczał z rozkoszy. Jego miedziany kuzyn pieścił go z wprawą, jakiej nie spodziewał się w najdzikszych marzeniach sennych. Uniósł łeb, patrząc, jak jego kochanek zaczął na przemian lizać i ssać jego główkę, po czym z powrotem opadł na poduszki. Przyjemność była niesamowita. Położył łapy na głowie miedzianego i głaskał go, by chociaż odrobinę się zrewanżować. Ten tylko obniżył łeb, biorąc niemal cała wielkość do ciepłego pyska i mrucząc, pieścił go dalej.
Vincent nie był doświadczony, nie potrafił wytrzymać długo. Z głośnym krzykiem zacisnął szpony na głowie kuzyna, szczytując. Dira poczuł drżenie członka Vincenta i chwilę po tym na jego podniebieniu rozprysła się pierwsza salwa słonego nasienia. Nie śpiesząc się, zaczął łykać gorący, gęsty płyn, i pieścił go dalej, by doszedł do końca. W końcu krzyk zamienił się w jęk, a ten w spazmatyczny oddech. Miedziany wyjął męskość Vincenta z pyska i starannie ją wylizał.
- Ooch... Diiraaa... - Srebrny smok przyciągnął go do siebie i gwałtownie pocałował, czując na języku smak własnego nasienia. Miedziany zamruczał, czując język kuzyna między swoimi wargami. Położył się delikatnie na nim, szponami lekko drapał szyję i kark srebrnego.
- Teraz ja? - Młodszy gad niepewnie spojrzał na sprzęt kuzyna
- A chcesz? - usiadł na pościeli. Srebrny smok zebrał palcem odrobinę przejrzystego płynu wyciekającego z miedzianej męskości wymieszanej z piżmem, zlizał
- Tak... - obniżył głowę, otworzył pysk...
Dira zmrużył oczy, gdy poczuł język Vincenta. Jego liźnięcia były trochę niepewne, ale widać że to chyba polubi. Po paru liźnięciach czarownik wessał członka do pyska i zaczął ssać. Smak piżma i pre był dziwny, ale szalenie podniecający, tak bardzo, że znowu mu stanął. Nachylił się mocno, chcąc tak jak jego kuzyn possać całego... po czym wypluł go szybko, krztusząc się.
- Jeszcze się nauczysz... - Dira poklepał go lekko. Vinc spojrzał na penisa kochanka, mokrego od jego śliny...
- Wejdziesz we mnie? - Nie czekając, położył się na plecach i uniósł biodra. Starszy smok tylko zamruczał.
- Myślałem, że nigdy nie zapytasz... - dosunął się do niego, uniósł mu nieco bardziej biodra i powoli krążył czubkiem męskości wokół jego dziurki. Srebrny smok tylko zajęczał z niecierpliwości. Miedziany powoli przyłożył główkę penisa do dziurki...
Vincent zajęczał głośno, gdy jego kuzyn wziął go. Trochę bolało, ale zaraz przyjemność wzięła górę – zwłaszcza jak jego miedziany kochanek zaczął go fapać i całować. Powoli wsuwał go coraz głębiej i głębiej, potęgując doznania srebrnego gada. Kiedy zaczął się ruszać, czarownik nie mógł się powstrzymać od jęku. Przyjemność dłoni, pocałunku, cudownie posuwisty ruch w jego wnętrzu... Już po chwili Vincent ponownie szczytował, białe krople zrosiły srebro łusek. Chwilę potem doszedł Dira, ciepło nasienia jeszcze bardziej powiększyły rozkosz młodszego smoka.
Leżeli w siebie wtuleni, obdarzając się pocałunkami, mokrzy od potu i piżma
- Dira...
- Tak? - starszy smok głaskał go plecach...
- To... nie koniec, prawda? My jeszcze... - umilkł.
Bard uśmiechnął się tylko i przytulił go.
- Oczywiście. Kiedy tylko zechcemy. A teraz śpij...
 
Powrót do kategorii | Powrót do strony głównej artykułów
Komentarze są własnością ich autorów. Twórcy niniejszego serwisu nie ponoszą odpowiedzialności za ich treść.
0
(+0|-0)
Opowiadania: Dragonlands [+18 M/M]
Wysłano: 24.03.2011 19:51
Felis catus (czyli kot)
Smok
Oceniać, pokazać błędy, tłumaczyć.

BARDZO PROSZĘ.

0
(+0|-0)
Opowiadania: Dragonlands [+18 M/M]
Wysłano: 24.03.2011 22:11
Magiczny Gość
Zmiennokształtny
jak sam autor tak ocenia to, co napisał, to nie chce się czytać.

0
(+0|-0)
Opowiadania: Dragonlands [+18 M/M]
Wysłano: 24.03.2011 22:12
Felis catus (czyli kot)
Smok
Ocenia tak, bo nigdy nie jest zadowolony ze swoich dzieł.

Skromność czy brak pewności siebie? oto jest pytanie ;)

Anonim
0
(+0|-0)
Opowiadania: Aracnan "Dragonlands [+18 M/M]"
Wysłano: 28.03.2011 0:03
Może i nie lubię smoków ale kawałek był iście smakowity ;3. Znalazłem jedną literówkę ale nie chce mi się wypisywać.

A jeśli już miałbym się czepiać to... penetracja była zbyt krótka jak na resztę opowiadania ;).

0
(+0|-0)
Opowiadania: Aracnan "Dragonlands [+18 M/M]"
Wysłano: 29.03.2011 15:44
Kot
Zmiennokształtny
- Vincent rzucił swój olbrzymi plecak koło łóżka, i ciężko na nie zasiadł. - niepotrzebny przecinek
- Lekko podskoczył by sprawdzić jego miękkość, nadawało się idealnie. - dałbym przecinek przed "by" + wstawiony przecinek zamieniłbym na myślnik/średnik
- Moszcząc się rzucił do swego kuzyna wesołym tonem - przecinek po "się"
- A czemu Cię nie było tyle czasu w Enklawie - to nie jest list, zwroty "cię" itp. piszemy małą literą.
- Miedziany smok leniwie usiadł na parapecie okna i parzył na rozgwieżdżone niebo. - "patrzył" (zjadłeś literkę)
- Heh, racja. Ale po prostu nie potrafię tam długo usiedzieć. - W języku polskim nie ma czegoś takiego jak "heh", dałbym "Ech".
.
.
.
Wydaje mi się, że wymienione przeze mnie błędy... no... są błędami. ;3 IMO warto czasami przemielić tekst przez Worda. :) Opowiadanie doczytam innym razem. Jeżeli zachce mi się dokończyć korektę, prześlę ci ją jako PW. *cheers*

0
(+0|-0)
Opowiadania: Aracnan "Dragonlands [+18 M/M]"
Wysłano: 30.03.2011 17:15
Trickster
Anthro
A jeśli chodzi o echy, hehy i inne takie onomatopeiczne zwroty, to nie uważam ich za błędy. W pisarstwie często się takich potrzebuje, a coraz częściej widzę je w książkach na półeczkach Empiku - sam z takich zwrotów korzystam : P