Zmień fonty Zmień rozmiar
Strona główna Teksty PASTE Sznurki Galeria Forum Informacje Chat: Discord Kalendarz Mapa Szukaj / użytkownika Rejestracja
  
Opowiadania: trajt "Na szlaku Aragonii" - cz. III  
Autor: trajt
Opublikowano: 2012/4/17
Przeczytano: 576 raz(y)
Rozmiar 8.69 KB
2

(+2|-0)
 
Narcyz, Fiodor i Bruno leżeli jak gdyby nigdy nic na trawie niedaleko ciężarówki, pykając machorki. Wszyscy trzej mieli na sobie mundury Frankistów, nie różniących się niczym od mundurów Republikanów z wyjątkiem naszywki z symbolem Falangi.
-Ładna ta Hiszpania jak nie ma tego całego zamieszania.- odparł uśmiechnięty Narcyz.
-Nie śmiem, nawet zaprzeczać.- stwierdził Fiodor.- A jak ty uważasz Bruno?
-Może być.- jenot ziewnął mocno.- Byleby tylko nie dostać kulkę w łeb.
-I to jest żołnierskie podejście.- oświadczył Narcyz.-Nie dać się zabić, a przeżyć za wszelką cenę.
-Aż dziw bierze, że ten kraj nie został przeorany do końca, przez artylerię.- jenot grzebał sobie w nosie.
-Dobra panowie!- kocur wstał, otrzepując plecy z pyłu.- Musimy jechać dalej.
-Dobra, dobra, to gdzie leży ta Saragossa ?- Narcyz wyciągnął z kieszeni spodni mapę i przyłożył do maski wozu.- zna ktoś hiszpański?
-Pokaż, no.-Bruno podszedł, spojrzał na papier. Parę razy odwrócił go do góry nogami, znów spojrzał i rzekł:
-Mapa jest po portugalsku.
-Co?- lis doznał lekkiego wstrząsu.- Jak w Hiszpanii można dostać mapę po portugalsku? To absurd!
-Jak ta cała wojna. Kto ci dał ten papier?
-Porucznik.
-Tfu.- jenot splunął gładko.- Ten stary pchlarz dawno powinien trafić do wariatkowa! Sam się zna na geografii jak ja na uczciwej grze w kart, a to już jest zwykły mit.
-Czyli nie wiemy, gdzie jesteśmy i dokąd jechać?- Fiodor z opanowaniem sprawdzał opony.
-Po części tak ,ale jest pewne wyjście z tej sytuacji.
-Umrzemy z pragnienia, a sępy rozszarpią nasze resztki?- spytał ponuro Narcyz.
-Ty zawszę byłeś takim pesymistą?- jenot spoglądał ku niemu z lekkim zakłopotaniem.
-Jeżeli masz na myśli całe moje dotychczasowe życie, to nie.
-Chłopaki nie kłóćmy się, tylko jedzmy!- kocur zajął miejsce kierowcy.
Przyjaciele wsiedli do ciężarówki. Narcyz siedział pomiędzy Fiodorem, a Bruno. Jazda nie była zbyt przyjemna. Dookoła tylko piaszczyste wzgórza nieco zarośnięte trawą, tylko czasem zdarzało się ujrzeć uschnięte drzewa. Jednak bardziej od cudnych krajobrazów całą tróje zastanawiała jedna myśl- w jaki sposób dotrzeć do parszywej Saragossy?
-Jaki mamy plan?- Narcyz się niecierpliwił.
-Jedziemy przed siebie.- powiedział Fiodor, rozglądają się po okolicy.- Gdzie powinien być drogowskaz.
-Tutaj jedynym drogowskazem są wyłącznie piaski i pojedyncze krzaki.
-Słuchaj Bruno, to jak ciebie złapali na granicy?- lis chciał zabić nudę, nawet najpospolitszą rozmową.
-Widzisz Narcyz, gdy już jesteś pełen radochy że w końcu przejedziesz przez punkt żabojadów i nic ci nie zrobią, to złapią cię zawszę na głupim pytaniu.
-Jakim?
-Czy znasz wzrost Napoleona?
-Ja bym powiedział, że kurdupel.
-Więc tak powiedziałem, a oni mi kazali zawracać, bo obraziłem ich bohatera.
-Zawszę się tak kończy odmitologizowanie czyjejś magi.- powiedział Fiodor.
-Jakby w Polsce, Piłsudskiego chcieli z Wawelu usunąć, to nie ma zmiłuj się !- krzyknął Bruno.- Zaraz by banda Narodowców zrzuciła na drabin i poszła na szturm!
-Może zejdziemy na chwilę od polityki, bo tutaj, aż się od niej roi?- stwierdził Narcyz.
-Dobra myśl.- pochwalił kocur, ale Bruno nie był tym zachwycony.
-Ale panowie! Jak mamy jeden temat nie kończmy go!
-Może skończymy, bo Narcyz zaczął gwizdać.- kocur zmienił bieg.
-Hej! Ja nie gwiżdże!- lis się odgrażał.- Myślałem, że to Bruno!
-Może silnik złapał trochę piachu?
-Ale, co tak gwiżdże?
Wtem niedaleko ciężarówki pocisk wrył się w ziemię, wyrzucając w powietrze jej cząstki.
-Co?!- Narcyz złapał się za głowę z przerażenia.
-Pocisk!- krzyknął Fiodor.
-Co?!
-Krzyknął,, pocisk" !- zawołał w ucho lisa Bruno.
-To wiem, ale co za wariat strzela w naszą ciężarówki ?!
Ciężarówka z trudem wymijała kolejne pociski, lecz tylko silne nerwy Fiodora jako kierowca dawał cień szansy na przeżycie. Coraz bliższy wydawało się widmo śmierci, zaglądające w oczy całej trójki. Oprócz Narcyza, który cały czas przestraszony zasłaniał oczy dłońmi, krzycząc ni to z przerażeni ni z bólu jaki odczuwał, kiedy poczuł, że ogon był gnieciony pod siedziskiem Bruna.
-JEDZIESZ! JEDZIESZ! JEDZIESZ! JEDZIESZ!- popędzał kocura jenot.
Droga przestała stwarzać jakakolwiek przeszkodę, ponieważ po prostu jej nie było, a jedynie piaski stwarzały istne wyboje.
-NIE MOGĘ NA TO PATRZEĆ!-krzyczał Narcyz.
-JA TEŻ NIE, ALE MUSZĘ!-
W tej chwili przed nimi wyrosło urwisko. Przeciwległego stoku ciężko było dostrzec, gdyż odbijało się od niego światło.
-O, kurwa.- zdołał rzec pod nosem Fiodor, kiedy ciężarówka wystrzelił jak z procy i zaczęła spadać.

*

-Gut.GUT!- niemiecki oficer nie ukrywał radości, gdy widział zniknięcie pojazdu w głębi skalistej przepaści. Nie potrzebował latarki, miał za dobry wzrok.- Bardzo dobrze! Bardzo dobrze!
-Hail Hitla!- zasalutował szeregowiec.
-Hail Hitla! Jakie wieści?- spytał flegmatycznie acz ostro oficer. Był rasowym owczarkiem niemieckim w porównaniu ze szczurem- szeregowcem, a tacy byli również rasowymi Aryjczykami.
-Cel sam się zniszczył! Nikt nie przeżył!-wyrecytował równo raport żołnierz.
-Bardzo dobrze! Tak trzymać! Zrozumiano?!
-Jawol ! Hail Hitla!
-Hail Hitla!
Żołnierz odszedł, a oficer z opanowaniem godnym pruskich junkrów poszedł do swojego namiotu. Był szczęśliwy z próby generalnej – w końcu udało mu się zmienić zwykłą przeciwlotniczą osiemdziesiątka ósemka w najzwyklejsze działko przeciw pancerne. Lecz przy samym przyjściu czar prysł...
-Witam kapitanie Honric.-przywitał Niemca piękna niemiecczyzną stary ocelot.
-Pułkownik Conorena. Hail Franco! - podniósł ciągle wyprostowana lewa rękę.
-Hail Franco. Wie pan, panie Honric po raz widzę pana rozpromienionego.
-A owszem.- owczarek powiesił o krzesło płaszcz.- Dzisiaj kolejny eksperyment się powiódł, to bardzo mnie cieszy, a jeszcze bardziej ucieszy führera.
Zatrzymał wzrok na olbrzymim obrazie największego- w jego mniemaniu- Aryjczyka. Niski, pomarszczony o zaczesanych do przodu włosach i angielskich wąsikach zwykły bury kocur o znacznie wyrazistych cechach lwa, stał dumnie w czarnym garniturze z widoczna opaską ze swastyką na lewym ramieniu. Pod spodem widział napis nagryzmolony czerwona farbą:

,,Najlepszemu żołnierzowi wśród Niemców i najlepszemu Niemcowi wśród żołnierzy.
Adolf Hitler- wódz III Rzeszy "

-Największy wódz Niemiec od czasów Bismarcka i Hindenburga!
-Pan tak twierdzi.- odparł sucho Hiszpan.
-Tak myślą wszyscy Niemcy! Każda Niemka chciała by takiego ojca, męża i syna jak Hitler!- kapitan Honric cały czas nie potrafił spokojnie mówić, a do tego stracił humor.- Był, jest i będzie największym Niemcem!
-Musi pan tak krzyczeć?
-A pan w ogóle po co tu przyszedł! PO CO!
-Otrzymałem właśnie telegram od dowództwa.
-I ?
-Nie są zachwyceni pańskimi wyczynami.- westchnął Conorena.- Pańskie tak zwane ,, eksperymenty" nie podobają się żadnemu Hiszpanowi w tym mnie.
- Zarzucacie nam, że nie wygrywamy dla was bitew? Że nie możemy zająć Saragossy?- owczarek coraz bardziej kumulował w sobie gniew.- Zarzucacie nam TCHÓRZOSTWO?!
-Zarzucamy wam tylko tyle- ocelot, wciąż zachowywał stoicki spokój-że nie respektujecie praw międzynarodowych, które wyraźnie zakazują mordowanie ludności cywilnej. Przykładem jest Guernica.
-Bolszewickie gniazdo. - Niemiec zapalił papierosa.- Wy Hiszpanie, wciąż macie te swoje religijne zabobony, kiedy trzeba ....
-Dzisiaj zniszczył pan bardzo ważną ciężarówkę, przewożąca bardo znaczące dokumenty.
-Nie!- kapitał patrzył z niedowierzaniem.- NIE!
-Ależ tak. Przez pańską nachalność została utracona szansa zdobycia wrogich planów.
Owczarek nic nie odpowiedział. Wściekle rzucił ostre spojrzenie na ocelota i wyszedł, kląć germańskimi przekleństwami.
-Nic dziwnego, że przegrali z Polakami Śląsk i Wielkopolskę- odparł Conorena, odwracając się do Hitlera- a jeszcze mają takiego nieudolnego wodza.
 
Powrót do kategorii | Powrót do strony głównej artykułów
Komentarze są własnością ich autorów. Twórcy niniejszego serwisu nie ponoszą odpowiedzialności za ich treść.