Zmień fonty Zmień rozmiar
Strona główna Teksty PASTE Sznurki Galeria Forum Informacje Chat: Discord Kalendarz Mapa Szukaj / użytkownika Rejestracja
  
Opowiadania: Dźwiedź - Dłuższa przerwa w pracy  
Autor: Dźwiedź
Opublikowano: 2013/2/22
Przeczytano: 842 raz(y)
Rozmiar 34.29 KB
2

(+3|-1)
 
Tak więc po raz pierwszy podjąłem się wyzwania spłodzenia opowiadania całkowicie w klimatach furry. Na chwilę obecną jest to tylko prolog. Więcej napiszę, gdy poukładam sobie wszystko w głowie.

Gdybym mógł wybrać jedną rzecz, której najbardziej nienawidzę na świecie na pewno byłoby nim poranne wstawanie. Jak dla mnie noc jest zawsze za krótka a świt przychodzi za szybko. Czasami podejrzewam sam siebie o nieskończone pokłady porannego lenistwa... zwłaszcza zimą, zwłaszcza gdy mam wolne.
Budzik zadzwonił już trzeci raz i już trzeci raz przestawiłem go o piętnaście minut. Zawsze łudzę się, że za ten kwadrans będę gotowy by wstać, że obudzę się rześki i wypoczęty. Tak naprawdę jednak wiem, że to na nic. Cały dzień będę ziewał, chyba że wezmę się za robotę... Ale dziś mi się nie chce... Dziś zaczynam swój zimowy urlop. Jest jednak coś co nie daje mi spokoju, coś miałem zrobić... Coś ważnego. Ale proszę bogowie dajcie mi jeszcze jeden kwadrans drzemki!
Coś ciepłego i mięciutkiego opiera się o moje ramie, potrząsa mną lekko. Jakiś przyjemny głos szepce do mnie abym wstał bo jest już późno, efekt jest jednak odwrotny od zamierzonego. Jedyne co osiągnęła ta obca siła to moje powolne zakopywanie się w głąb kołdry. Potrząsanie staje się coraz bardziej natarczywe a i w szepty wkrada się nuta zniecierpliwienia. Jestem uparty... Krew tysięcy niedźwiedzich przodków każe mi za wszelką cenę pozostać w ciepłej gawrze w którą powoli zmienia się moje łóżko.
I w tym momencie na mym uchu zatrzaskuje się czyjaś szczęka a w bark wbija się pięć haków! Nagły impuls bólu wyrywa mnie ze snu! Zrywam się nagle z przeraźliwym rykiem i toczę dzikim wzrokiem wokół w poszukiwaniu oponenta. Jedyne co rejestruję to perlisty śmiech i trzask drzwi. Powoli wstaję, i znów ryczę gdy moja stopa natrafia na stalowy naramiennik, który polerowałem przed snem.
W sumie cały mój pokój zawalony jest podobnymi rzeczami. Po całej podłodze walają się folgi, kawałki kolczug, wszelakiego rodzaju hełmy czy rękawice klepsydrowe. Na ścianach wiszą miecze a po kątach straszą topory. Kiedyś za stół służyły mi dwie beczki i migdałowa tarcza, ale stwierdziłem, że trochę za bardzo „zarastam” swoją pracą i hobby jednocześnie. No i kategorycznie powinienem przestać zabierać pracę z warsztatu do domu. Co z tego, że warsztatem jest piwnica!? Nie powinienem i już. Mój pokój jest już wystarczająco zagracony. Gdzie nie spojrzę nieporządek. Tam gdzie nie leży blacha królują książki. Czytam po kilka tytułów naraz... Bo nie umiem się zdecydować czego potrzebuję w tej chwili. Traktaty szermiercze, powieści historyczne i fantasy. Horrory i opracowania wierzeń z całego świata... Wiem że trochę monotematyczne to moje hobby, ale nie potrafię inaczej.
Wychodzę z azylu ostrożnie, tak by nie pokaleczyć łap na tym torze przeszkód. Chwilowo pomijam łazienkę gdyż mój organizm mówi mi, że ważniejsze od kąpieli jest teraz śniadanie. A Niedźwiedzie rzadko odmawiają swym ciałom tej przyjemności. Nie ma co ukrywać po prostu uwielbiam jeść. Zwłaszcza gdy z kuchni dochodzą mnie zapachy jedzenia. Nie mówię tu o aromacie jajecznicy, czy parzonej kawy, te zapachy wyczuwają wszyscy. Mnie ciągnie do kuchni woń świeżego chleba posmarowanego masłem utartym z czosnkiem. Zapach zimnego mleka i obsuszanej kiełbasy. Zamykam oczy kierując się jedynie węchem, lecz poza śniadaniem wyniuchałem też mego porannego oprawcę. Sprytnie zamaskował swą woń moim podkoszulkiem, Teraz siedzi przede mną uśmiechając się złośliwie.
Katarzyna Anna Ziółkowska. Złośliwe nastoletnie diablątko które od jakiegoś czasu u mnie zamieszkuje. Kasia jest Irbisem, o jasnoszarym futrze i niebieskich oczach w których można utonąć. Dodatkowo jest drobniutka i czasami zdaje mi się, że składa się wyłącznie z ogona i grzywy czarnych włosów w które teraz wkradły się błękitne pasemka. W tym momencie wygląda wyjątkowo krucho ubrana w mój T-SHIRT sięgający jej gdzieś do kolan, rozwalona na moim krześle w którym wygląda jak przedszkolak i popijając z mojego kubka kawę. Biedactwo musi podnosić go obiema rękami gdyż jestem od niej dobrze ponad pół metra wyższy... I Cięższy jakieś trzy razy. Majta w powietrzu swymi stópkami i świdruje mnie wzrokiem szczerząc swe śliczne kiełki.
-No wiesz! Wychodzisz w samych gaciach do damy!-Krzyczy na mnie z udawanym oburzeniem w głosie. -Ubieraj się natychmiast prostaku!
-Młoda... Nie wkurwiaj mnie od samego rana! -Odpowiadam krzykiem, choć niepotrzebnie wplatam w wypowiedź wulgaryzmy. -Oddawaj moją koszulkę!
-Chcesz!? No to już Ci ją daję!
Zaczyna ją z siebie zdejmować, co jest o tyle komiczne, że po drodze zaplątuje się w nią prawie spadając z krzesła. Udało się jej również prawie nie rozlać kawy. Tak czy inaczej podciągnęła ją na tyle wysoko, że już prawie widać jej piersi. W tym momencie oczywiście kapituluję i wychodzę z kuchni z zamkniętymi oczami. Bo tak się jakoś złożyło, że Kasia jest moją siostrą. Co prawda przyrodnią, ale jednak siostrą i dlatego właśnie jedynymi uczuciami jakimi nią darzę jest braterska miłość i chęć opieki. Ostatnio moje małe kocię zaczyna dorastać. Przestaje być dziewczynką a powoli przekształca się w... Jeszcze nie kobietę ale jest jej do tego coraz bliżej. Czuje to ona, czuję to ja... I czuje to męska część osiedla. Upilnowanie jej staje się niemal niemożliwe, w dodatku co jakiś czas robi mi takie scenki rodem z kiepskich pornoli. I cały czas się zastanawiam czy tylko się droczy czy robi to na poważnie. Jestem strasznie kiepski w tych sprawach.
-Oj no chodź! Już będę grzeczna! -Dobiega z Kuchni. -Zrobiłam Ci tosty! I kawę!
Wracam więc do kuchni asekuracyjnie zakrywając pysk dłońmi i patrząc w jej stronę przez palce. Poranny atak jednak minął i widzę tylko jak wyciera blat nucąc pod nosem jakąś melodię, końcówka jej ogona drga lekko w rytm melodii. Jem więc śniadanie co jakiś czas patrząc na jej pląsy. Po posiłku pomagam jej ogarnąć kuchnię, potem ruszam wziąć prysznic i kieruje się znów do pokoju, coby odziać się jak należy.
Pierwszym elementem odzienia na który trafiam są moje ulubione szarawary. Kiedyś koloru śliwkowego dziś mocno już sprane i połatane w wielu miejscach, za to przewiewne i wygodne. Do tego czarny bezrękawnik i już mogę śmiało uznać, że jestem ubrany. Teraz sortuje te wszystkie żelazne śmieci na dwie kupy. Te naprawione odkładam na stół uprzednio związując je rzemieniami, nieruszone zaś wrzucam do płóciennego wora. Z tymi oto dwiema paczkami zmierzam do mojego ukochanego warsztatu.
Piwnica dosłownie zasypana zbrojami i bronią z przełomów wieku. Mam tam gladiusy, celtyckie włócznie i szpady. greckie tarcze obok słowiańskich nosali. Szyszaki przy pałaszach, szabel nawet nie liczę. Ba! Nawet mam husarskie skrzydła i bagnety z pierwszej wojny światowej.
No i moją osobistą dumę, wielgachne palenisko, które stawiałem jeszcze z ojcem. Ogromny piec w którym jestem wstanie osiągnąć temperaturę topnienia stali. Dwa gigantyczne miechy napędzane jedynie siłą mięśni a przymocowane na stałe do komór. Potwór ten jest w stanie na jedno posiedzenie pożreć nawet dwadzieścia kilo węgla drzewnego, a ja karmię go hojnie. Zaraz przy palenisku mam swoje kowadła na których formuję swoje wyroby. Cała jedna ściana pokryta jest stelażami na których wiszą rzędy młotów, cęgów i kleszczy. Przez chwilę napawam się widokiem tych narzędzi. Jedne Dostałem od ojca, inne podarował mi cechowy mistrz. Kolejne zaś wykułem sam. Jestem naprawdę dumny z mojego miejsca pracy.
Dziś „Wulkan” jednak jest wygasły i wiem, że nie uruchomię go jeszcze przez dwa tygodnie. No dobra sam się oszukuje, ale przynajmniej nie wezmę żadnych nowych zamówień... Chyba. Ale przez weekend nie uruchomię go na pewno, mam zupełnie inne plany.
Jutro wyruszamy wraz z Kasią i kilkorgiem przyjaciół na turniej do Byczyny! Bite trzy dni walki, wszelkich prób siły i zręczności a także popisów żonglerskich i tańca. Wieczory zaś umilać będą nam bardowie z całej Polski i okolic. Osobiście mam tam też parę umów do zawarcia i rzeczy do sprzedania. Jedne są już zaklepane, inne wiozę od tak na handel. Uwielbiam takie zloty. Po pierwsze mogę się wyszumieć, a po drugie zarobić troszkę grosiwa. Mam parę wydatków...Jak choćby remont łazienki, opłaty bieżące czy moją cudowną siostrzyczkę. Nie uwierzycie ile wydatków może wygenerować dorastająca nastolatka. Pakuję więc prywatny sprzęt naszej drużyny, a także specjalnie oznaczone paczki na sprzedaż przeglądając, czy aby wszystko na pewno jest w odpowiednim stanie. Niestety jak zawsze mam kilka rzeczy do poprawy, ale na szczęście tylko przy mojej zbroi. Nigdy nie mam czasu tak naprawdę zająć się swoimi rzeczami, bo cały czas poprawiam uzbrojenie reszty drużyny. Teraz pewnie też nie zdążę, a to za sprawą przybycia pierwszego gościa.

Słyszę jej samochód jeszcze na nim na dobre pojawi się w okolicy mojego domu. Jedynie Marta potrafi tak prowadzić auto. Tak brawurowo... Niebezpiecznie i nieodpowiedzialnie. Ale dzięki niej sąsiedzi nauczyli się jednej rzeczy. Absolutnie żaden z nich nie zastawia mi wyjazdu. W ogóle nikt nie stawia auta przy mojej bramie. Sam tego nie robię!
Wilczyca o futrze koloru jesiennych liści i odziana w jasny, materiałowy płaszcz wysiada ze swego jadowicie żółtego Mini, którego kolor mógłby wpędzić w kompleksy kanarka i macha mi na przywitanie łapką. Podchodzi do furtki zmysłowo kręcąc biodrami oraz machając zadziornie ogonem. Jej półprzymknięte, miodowe oczy patrzą wprost na mnie a na wargach dyskretnie pociągniętych mahoniową szminką wykwita obiecujący uśmiech. Gdy jesteśmy już blisko siebie nagle zaplata swe ramiona na mym karku pociągając mój łeb w dół składając na ustach długi pocałunek. Jej palce zatapiają się z moją sierść tworząc przyjemny, choć jak dla mnie nieco zbyt nachalny uścisk.
-Arturze... stanowczo za rzadko się widujemy. -Szepce do mego ucha gdy już oderwała ode mnie swe wargi. -Zaczynam myśleć, że mnie unikasz
-Marto... Ależ skąd... jestem po prostu bardzo zajętym... niedźwiedziem. -Mówię to patrząc gdzieś w dal byleby uciec od jej prześlicznych migdałowych oczu. Moja znajoma wadera potrafi zwrócić na siebie męską uwagę, zwłaszcza zimą. O tej porze roku wszystkie wilczyce są bardziej pociągające, ale wszystkie one i tak bledną przy niej.
-No tak... Całymi dniami tylko gniesz i kujesz ten metal swymi silnymi łapami -Tu przesuwa samymi opuszkami po mych przedramionach mrucząc cicho. -Zacisnąłbyś je na czymś innym niż młot czy cęgi...
-Naprawdę... Chyba nie powinnaś...
-Czego nie powinnam Arturze?
-Bałamucić mi brata podła jędzo! -Kaśka niczym piorun skacze na niczego nie spodziewającą się Waderę. Przez chwilę po moim zasypanym śniegiem trawniku przetacza się się rudawo-czarno-brązowo-szara burza to wyjąc to sycząc, i złorzecząc. Nie pozostaje mi nic innego jak tylko dyskretne przepatrywanie okolicy. Na szczęście sąsiedzi są wyrozumiali. Zrozumieli kuźnię to pojmą i to. Choć w sumie to nawet miło na to popatrzeć.
W międzyczasie brutalne natarcie Irbisa traci swój impet na rzecz systematycznej obrony wilka. Marta jest trochę większa, na pewno silniejsza i lepiej wytrenowana od mojej biednej Kasieńki. Ostatecznie to jej kły zaciskają się na szyjce kociaka, który jeszcze dodatkowo znów zaplątał się w moją podkoszulkę... Chyba muszę zacząć je chować. Obie przestają walczyć i teraz mruczą do siebie przytulone na śniegu. Przed moim domem. Całe zadowolone z siebie. Potem wchodzą do przedpokoju szczebiocząc w najlepsze a ostatnie, co zauważam zanim zamkną mi drzwi przed nosem są ich splecione dłonie i złośliwe uśmiechy skierowane w moją stronę. Diablątko i diablica... Jeśli moje kociątko dalej będzie pobierać nauki od mojej najlepszej przyjaciółki to będzie ze mną źle... Bardzo źle.
Nie mam zamiaru wchodzić teraz do domu. Dwie panny to dla mnie w tej chwili stanowczo za wiele. Poczekam na przyjazd chłopaków by wyrównać siły. Dziewczyny doskonale sobie poradzą w tej chwili beze mnie. Będą plotkować, przeglądać kolorowe gazetki, pić kawę przegryzając ją ciastkmi i w ogóle robić wszystkie te babskie rzeczy o których nie mam zielonego pojęcia. Ja mam co robić! Mam swoją własną zbroję do połatania...

Ogólnie moja zbroja wygląda tak jakby ktoś już wiele razy ją łatał, naprawiał i przebudowywał. Wydaje się jakby każdy jej kawałek zrobiony był w innej części globu, a potem ktoś na siłę połączył ją w jeden twór. No cóż... tak jest w istocie. Jest ona moim pierwszym dziełem, poskładanym z resztek które odkupywałem za bezcen jeszcze jako piętnastolatek. Potem przez dziesięć lat nieustannie poprawiałem ją, przekuwałem i nitowałem, aż w końcu powstał ten osobliwy bękart.
Ochronę korpusu stanowi brygantyna, rodzaj powiedzmy kamizelki z utwardzanej skóry, która od wewnętrznej strony wyłożona jest drobnymi, zachodzącymi na siebie blaszkami. Jest to dość lekki pancerz który stosunkowo dobrze chroni nawet przed silnymi ciosami. Zaraz do brygantyny przytroczone są naramienniki obydwa zupełnie inne. Lewy znacznie masywniejszy wchodzi lekko na obojczyk oraz łopatkę. Dodatkowo mam przy nim dobudowane stalowe folgi sięgające aż do łokcia. Prawy, znacznie mniejszy ma kształt odwróconej łzy i zakrywa jedynie staw. Resztę przedramienia ochrania rękaw z kolczugi. Do zestawu lewej ręki mam również wspaniale zabudowany nałokietnik. Za to poniżej Łokcia nie mam tam już żadnej osłony za wyjątkiem długiej tak zwanej rękawicy kolczej, z wyglądu przypomina nieco skórzaną rękawicę spawalniczą za to sięga daleko za nadgarstek i dodatkowo wzmocnioną pierścieniami kolczugi . Prawą rękę zaś w całości ochraniam bizantami. To takie wąskie, płaskie prostokąty z blach przynitowane do skórzanych troków. Chronią dobrze przed cięciami i bronią obuchową, za to znacznie gorzej przed kłuciem włóczni lub strzałami. Nogi chronię specjalnym zestawem,czyli Nabiordnikami, nakolankami i nagolennicami. Każda pojedyncza część wykuta jest z jednego kawałka blachy stalowej i połączona z resztą nitami w miejscach zgięć. Przypominają mi trochę pończochy... Wyjątkowo twarde, niewygodne i skrzypiące pończochy. No i jeszcze perełka... Mój hełm. Jest dwuczęściowy, co stanowi rzadkość u odtwórców. Niektórzy zawistni twierdzą, że przez to mniej bezpieczny. Składa się z stalowego podbródka sięgającego aż na wysokość górnej szczęki a opierającego się na klatce piersiowej. Górną zaś jest kapalin, hełm wyglądem najbardziej przypominający stalowy kapelusz z szerokim rondem u szczytu zakończony płaskim stożkiem. Gdy połączyć te części w jeden zestaw otrzymuje się hełm zapewniający doskonałą widoczność. Gdy zaś przeciwnik zbytnio nam dokuczy możemy podnieść ramiona nieco wyżej i już mamy tak zwaną „żółwią skorupę” przez którą nie przedrze się nawet najsprytniejszy cios! Za to w ogóle nic się nie widzi.
Moje Dziecko jest jednak w bardzo złym stanie. Brakuje w nim nitów, hełm jest powgniatany a w brygantynie zauważyłem spory ubytek. Zza przerwanej skóry żałośnie wystaje kilka pogiętych blaszek. No i jeszcze ta przeklęta rdza! Nienawidzę tego cholerstwa! Nie jest to nic, z czym nie dałbym sobie rady.

Gdy po jakichś dwóch godzinach nitowania, wyklepywania, polerowania i klęcia na czym świat stoi wracam do mieszkania, gdzie wszędzie czuję zapach Marty. Ciężką woń wadery w rui dodatkowo podkreślaną przez wiśniowe cygaretki, które pali namiętnie. Uwielbiam ją między innymi za te cygaretki właśnie. Sam sporo palę, szczególnie gdy czytam i miło jest mieć choć jedną znajomą z którą można w spokoju napawać się dobrym tytoniem. No i nie oszukujmy się Marta potrafi palić z wdziękiem. Odpala jedynie zapałkami a ustnik ledwie muska wargami. Zaciąga się niespiesznie powoli zamykając oczy i otwiera je dopiero gdy z jej ust wypłynie cały dym. Na końcu zawsze uśmiecha się leniwie, jak gdyby skosztowała ulubionych łakoci.
Teraz widzę ją jak pół siedzi, pół leży w moim ulubionym fotelu. Owinięta moim szlafrokiem, z wciąż wilgotnym futerkiem i nogami przerzuconymi przez oparcie. Pomiędzy palcami prawej dłoni wykwita jej smużka dymu a powieki ma przymknięte. Przez krótką chwilę walczę z pokusą, aby podejść do niej i przeciągnąć dłonią po jej karku... A potem nie wiem skubnąć zębami w szyję czy może raczej w uszko. Ona się odwróci, pociągnie do siebie i zatoniemy w długim pocałunku. Ale potem spływa na mnie zimne opanowanie. Za bardzo zależy mi na przyjaźni Marty, aby próbować zmienić nasze relacje.
Tymczasem wilczyca skończyła palić i tylko patrzy w moją stronę. Prostuje się powoli zarzucając swą mokrą, rudą grzywą a potem jakby od niechcenia przesuwa po niej swymi smukłymi łapkami. W międzyczasie udało jej się wyprężyć całe ciało i usiąść na wprost mnie w lekkim rozkroku. W odróżnieniu od Kasi wadera doskonale wie jak świadomie przyciągać męskie i nie tylko męskie spojrzenia. Jest w tym naprawdę dobra. Jak dla mnie za dobra.
Teraz węszy zawadiacko marszcząc nosek, Porusza głową to w jedną, to w druga stronę coraz to bardziej i bardziej pobudzona. Co jakiś czas też strzyże uszami łowiąc każdy, nawet najcichszy dźwięk. W jej gardle bardzo cicho wzbiera pomruk, bardzo specyficzny pomruk.
-Arturze... Mam nadzieję, że nie przeszkadza Ci że wzięłam kąpiel? -Mówi z lekką chrypą tym wygodniej moszcząc się w fotelu. Poła zbyt obszernego odzienia spływa nieco w dół odsłaniając kształtne ramię. -Te całe harce z Młodą bardzo mnie zmęczyły. Potrzebowałam odświeżenia.
-Nie no ależ skąd słońce. Sam miałem właśnie brać kąpiel. -Znowu czuje się jakbym grał w kiepskim pornolu. Najpierw mała teraz ona...
-Będziesz musiał jednak chwilkę poczekać. Z tego co słyszę Kasia właśnie okupuje łazienkę. Ale nie przejmuj się, na pewno nie pozwolę Ci się nudzić. -Dość dwuznacznie przesunęła językiem po kiełkach akcentując ostatnie zdanie.
-W to akurat nie wątpię. -Siadam na kanapie w dość sporej odległości i dosłownie czuję jej wzrok na swoim karku. Sięgam do małej skrzyneczki znajdującej się na stole i zaczynam dość nerwowo nabijać fajkę. Gdy jestem speszony lubię puścić sobie dymka. -I jak? Gotowa na turniej?
-Oczywiście że tak, uszyłam sobie nawet nową suknię. Dla Twojej siostry też mam jedną. Są po prostu prześliczne.
-Bardzo chętnie je zobaczę. Na pewno są oszałamiające. -Widzę jak jej oczka świecą, a w głos wdzierają nuty ekscytacji. Ledwo może usiedzieć na miejscu. Udało mi się przenieść jej zainteresowanie z mojej osoby na bezpieczniejsze tory.
-Poczekaj tutaj! Już po nie lecę! Mam je w aucie! -Mówiąc to dosłownie wyskakuje z fotela wybijając się z niego wszystkimi kończynami.
-Nie ma mowy! Zostajesz tutaj i nigdzie nie wyłazisz... Masz jeszcze mokre futro i pewnie nic pod szlafrokiem. Nie będziesz mi się zaziębiać ani tym bardziej szczuć sąsiadów.
-Ale nie podejrzysz dobrze? -Teraz już zupełnie brzmi jak mała dziewczynka. Gdyby mogła wlazłaby mi na kolana i kazała przysiąc na mały palec że togo nie zrobię.
-Pewnie że nie. Przecież nie popsuje sobie niespodzianki.

Wychodzę więc z domu biorąc po drodze kluczyki od jej auta. Chłodne powietrze uderza mnie w pysk i odświeża. No i o dziwo trafiłem idealnie bo oto ciszę przedmieść przerywa głośny charkot silnika półciężarówki. Prowadzonej przez kolejnego uczestnika jutrzejszej wyprawy. Otwieram więc bramę wjazdową i przestawiam Mini Marty. Jak zawsze zresztą. Szary potwór wjeżdża na moją posiadłość przezornie stając tyłem do drzwi garażu, które przy okazji są najszybszym wejściem do kuźni. Z samochodu wysiadają dwie postaci. Jedną jest lis o sierści i włosach w kolorze słomy, wzrostem dorównujący Kasi. Drugim zaś niedźwiedź polarny dobrą głowę ode mnie wyższy.
Rafał i Mieszko to moi kumple. Rafała znam jeszcze z podstawówki i mogę z całą pewnością powiedzieć, że jest moim najlepszym przyjacielem. Jego entuzjazm i dobry humor jest strasznie zaraźliwy. Mieszka znam jakieś trzy lata i jak do tej pory nie mieliśmy między sobą większych zgrzytów. Choć osobiście uważam, że jego bezpośredniość bywa męcząca.
Lis rozpoczął pląsy w moją stronę by dosłownie skoczyć na mnie i uściskać. Jest jedynym facetem, któremu pozwalam na takie zachowanie ale cóż gdy zna się kogoś osiemnaście lat traktuje się go raczej jak brata niż kolegę.
-Stary jak się cieszę, że Cię widzę. -Szczebiocze do mnie Rafał jego uszy leżą na czaszce a ogon majta jakby za chwilę miał się urwać. -Ze dwa miesiące się nie widzieliśmy. Gadaj co u Ciebie!?
-U mnie stara bida, nituje, zaklepuje, kuje i naprawiam. Lepiej gadaj jak tam w tej całej Irlandii.
-Wcale nie jest tak zielona jak się o niej śpiewa. Za to faktycznie sporo tam rudych panien. No i bardzo mocne ale. Spodobałoby Ci się tam.
-O tak... piwo i rudzielce to jest doprawdy to, czego potrzebuję. Mi wystarczy tak jedna ruda która już przyjechała i wraz z Młodą zamienia mi życie w ero-piekło.
-W takim razie pozwolisz, że paniami zajmę się ja! Tak je obie wymiętoszę że jedyne o czym będą myśleć to wygodne łoże. -Rafał przybiera jeden z tych szelmowskich wyrazów pyska i wymija mnie strosząc swoje pszeniczne futerko. No to drogie panie mają przechlapane. I bardzo dobrze, same się o to prosiły!
Mieszko w tym czasie zdążył wypalić papierosa i dopiero teraz podchodzi się do mnie przywitać. Podaje mi rękę i jak zawsze przez chwilę siłuje się ze mną dodatkowo świdrując mnie oczami czarnymi jak węgiel. Mimo iż codziennie pracuję przy kowadle dosłownie czuję jakbym wsadził palce w imadło. Ale ten niedźwiedź już taki jest. Diablo silny, świetnie wysportowany i nienaturalnie wytrzymały. Uważany jest za jednego z najtwardszych rekonstruktorów historycznych w Polsce. No i nie odpuszcza, chyba całe jego życie ogranicza się do trenowania siebie i innych.
-Niech Ci będzie, żeś trochę w końcu zmężniał. Jeszcze tak z pięć lat i może coś z Ciebie będzie. Ale nie przejmuj się, przywiozłem Ci coś na wzmocnienie. -Wyszczerza do mnie garnitur zębów, niektóre z nich są popękane, ale wszystkie ostre. Gdybym go nie znał, pomyślałbym że na mnie warczy. Efekt dodatkowo potęguje spora siatka blizn przecinająca cały jego pysk.
-A cóż mi przywiozłeś o wszechpotężny niszczycielu? Puszki szpinaku czy może beczkę tranu z północy? -Odpowiadam zaczepką na zaczepkę. -A może masz dla mnie pas olbrzyma który da mi siłę dziesięciu mężczyzn?
-Mam dla Ciebie coś o niebo lepszego. Jakieś dziesięć kilo suszonej koniny.
-Zalewasz!? Skąd wytrzasnąłeś koninę?
-A przykra sprawa. W stajni stryjka jedna klaczka obie nogi połamała. Nie było jak leczyć to ją sprawiliśmy. Znajomy weterynarz przystawił odpowiedni stempel, sam dostał spory kawałek i wszystko się jakoś ułożyło. Chociaż konika szkoda, ładna kasztanka i niezbyt narowista. Na wiosnę śliczne źrebaki by z niej były.
-No to faktycznie głupio. -Nie bardzo wiem co w takich chwilach mówić, Z jednej strony jem mięso, z drugiej zaś nie wyobrażam sobie aby zjeść coś, czemu nadałem wcześniej imię.
-Dobra, nie ma co o tym gadać. Bierzmy Torby i chodźmy do środka. Lisio pewnie już zbałamucił obie panny, albo jest na najlepszej drodze.
-Od kiedy to Ty się tak interesujesz naszymi dziewczynami co?
-Od kiedy ta mniejsza startuje w mieczu sportowym a większa dochodzi do nas w piątkach. Krasnal wygarbuje im grzbiety, rozleniwią się na dobre i nie będą chciały walczyć.
I wszystko jasne. Mieszko nie spojrzy na żadną samicę dopóki nie zauważy przy niej dobrego miecza lub choćby porządnej tarczy. A wtedy i tak co najwyżej zaprosi do wspólnego treningu. Choć jak sięgnę pamięcią, to kiedyś przedstawił nam dziewczynę. Dobermankę, której prowadził lekcje samoobrony. Biedna sunia miała nadzieję, że przy jej zabiegach ponura twarz niedźwiedzia choć na chwilę się rozjaśni. No ale cóż... Nie spełniło się. Mieszko zamiast układać wiersze i piec ciastka wolał śpiewać sprośne pieśni tłukąc innych po hełmach.
Po raz kolejny tego dnia wchodzę do warsztatu. Mieszko koniecznie chce, sprawdzić stan drużynowego sprzętu. W sumie bardzo się cieszę, że ktoś mnie z tym pilnuje. Czasami zdarza się coś przeoczyć. Tym razem jednak inspekcja wypadła pomyślnie. Po zaledwie pół godzinie inspekcji możemy już iść do reszty.
Przeczucia mojego kolegi okazały się słuszne. Ściany domu wręcz wibrują od jednostajnego mruczenia obu samic. Leżą teraz we dwie na podłodze a za całe odzienie służą im ręczniki zarzucone na pośladki. Machają leniwie ogonami, pomiędzy nimi zaś klęczy Rafał masując ramiona to jednej to drugiej. Są tak pogrążone w prywatnym świecie przyjemności, że nie zauważyły kiedy weszliśmy. Tymczasem Lis spogląda na nas śmiejąc się bezgłośnie.
-Nie potrafiły się zdecydować która ma być pierwsza... To zajmuję się obiema – Mówi przesuwając obie dłonie po karku wilczycy na co ta zareagowała głośniejszym westchnieniem. -Ale tej tutaj to potrzebny jest inny masaż a ja takiego paniom nie robię.
-Mówiłem! Godzina nie minęła a one do niczego się nie nadają! -W głosie Mieszka wzbiera nagły warkot. -Leżeć to chcą wszyscy! A robić nie ma komu! -Drgają mu końce wargi więc tym razem żartuje. Z nim nigdy nic nie wiadomo.
-Oj nie przesadzaj... Trzeba je trochę dopieścić.
-Nie gadaj tylko masuj dalej! Niżej i moocnn... -Wyrywa się z wilczych ust, ostatnie słowa są prawie niezrozumiałe. Przerywa je cichy skowyt.
-No i właśnie o tym mówię, jej trzeba chłopa! -Teraz dla odmiany ugniata lekko krzyż kociaka, która pod jego dotykiem mięknie i jęczy cichutko. -Kasiu! Bardzo mi proszę bez takich dźwięków! -Ale czeeeemu?
-Bo przestanę masować!
-NIE!!! -Teraz krzyczą obie, by za chwilę znów tylko mruczeć pod jego palcami.
-Dobra... Rafał przetrzymaj proszę panie jeszcze tak z godzinkę, My w tym czasie przygotujemy jakąś kolację. -I Mówiąc to wyprowadzam Mieszka z pokoju.
Przygotowanie posiłku idzie nam nadzwyczaj sprawnie. Kiedy ja przygotowuję sałatkę z tuńczyka Mieszko mieli wołowinę. Potem na zmianę kroimy cebulę, ogórki kiszone i pomidory. Kroimy jeszcze hojnie pasków koniny, co by dodać uczcie wykwintności. Potem wrzucamy razowy chleb do opiekacza. No i oczywiście konfitury żurawinowe na deser. Mieszko zaparza jakąś herbatę o zapachu trawy cytrynowej. Jest fanem takich smakowych wynalazków. Ja zaś zdobyłem się na gest wyciągając ze spiżarki pękatą buteleczkę pełną słodkiego wina. Jak się bawić to się bawić!
Przy kolacji nasze panie przedstawiają swoje najnowsze kreacje. Marta wygląda naprawdę zjawiskowo w długiej mocno wydekoltowanej, sznurowanej po bokach sukni koloru bursztynu. Dodatkowo zdobią ją ręcznie haftowane czerwone i pomarańczowe liście. Znaczna część zdobień znajduje się na wysokości jej piersi, samce więc będą mogli bez przeszkód podziwiać zarówno kunsztowne wykonanie sukni jak i naturalne walory samej wilczycy.
Suknia Kasi wydaje się być znacznie mniej wyzywająca. Również doskonale opina talię, jednak sznurowana jest aż pod szyję a jej rękawy znacznie bardziej opinają. Jest jasnoniebieska i doskonale pasuje jej do oczu. No i również znajdują się na niej hafty, czarno-białe znacznie subtelniejsze za to równie dokładnie wykonane przywodzą na myśl jakieś mityczne zwierzęta. Gryfy albo smoki... Z tymi historycznymi wzorami nigdy nie wiadomo do końca.
Naprawdę jestem pod wrażeniem. Moja siostra wygląda w tej sukni niemal dorosło, a wadera naprawdę wciąż przyciąga mój wzrok. Po posiłku Rafał oczywiście nie wytrzymał. Dosiadł się do sprzętu nagłaśniającego i puścił muzykę. Na początek tak zwany „Kender”. Skoczna melodia grana na dwa flety. Potem do ich dźwięków dołącza lutnia i skrzypce. Za tło zaś robi bębenek i tamburyn. Dziewczyny zaczęły pląsać pośrodku salonu a Lisio skoczył między nie i dalej obtańcowuje obie. Jest to dość znaczny wysiłek, do tego tańca potrzebne są pary, My niedźwiedzie siedzimy i podziwiamy. Oszczędnie pijemy wino co jakiś czas popalając z fajek. Rafał co jakiś czas dolewa paniom wina samemu też nie wylewając za kołnierz. Potem leci Szkocki Folk i Irlandzkie szanty więc atmosfera robi się coraz weselsza. A potem Rafał daje nam popis kozackiego hopaka do melodii „Nalivajmo bratia”. Zaczyna przy tym dziwnie popiskiwać, co okazało tym bardziej zabawne. Jeden z wyskoków mu się nie udaje, pada na wznak nagradzany salwą śmiechu.
W końcu Mieszko stwierdza, że ma dość i wychodzi do pokoju gościnnego. Ja też powoli robię się senny, dlatego zarządzam koniec balangi i zaganiam panie do zmywania. Protestują i fukają, ale w końcu zabierają się za zmywanie uprzednio przebierając się w jakieś normalne ciuchy. Zostałem więc sam na sam z moim najlepszym kumplem. Ten jest już leciutko podpity i tylko rozsiada się wygodniej na kanapie. Łapie kilka większych oddechów i zaczyna mówić.
-Stary, będziesz musiał się baaaardzo pilnować w najbliższym czasie. Marta zrobi dosłownie wszystko żeby Ci wleźć do łóżka. -Szepce mi na ucho opierając jedną z przednich łap na moim barku. -A Kaśka to wyczuwa i sama próbuje Cię złapać... Wiesz jak to jest...
-Ta... Młoda dojrzewa i wybiera sobie bezpieczny męski wzorzec na pierwszy raz... Doskonały wybór... Starszy brat. -Mówię grzebiąc przez chwilę niezbędnikiem w fajce. -A Marta ma ruję więc wiesz... jest nad aktywna.
-No właśnie z Martą to nie do końca tylko ruja. Ona naprawdę na Ciebie leci łosiu. -Przysuwa się coraz bliżej patrząc mi w oczy. -pytanie co z tym zrobisz...
-A co mam zrobić? Kwiaty przynieść!? Kolacje przecież już zrobiłem.
-Wiesz jaki jest z Tobą największy problem Artur? Po prostu się jej boisz... Wy często tak macie.
-Jacy my? Co Ty znowu wymyślasz?
-No wy... Samce hetero!
-A co ma do tego orientacja!?
-No wiesz... My mamy trochę łatwiej, dzieci z tego nie będzie.
-A z niedźwiedzia i wilczycy to myślisz że będą?!- Zaczynam się irytować, Rafał czuje zmianę mojego zapachu więc podnosi dłonie w uspokajającym geście.
-Nie... chodziło mi o to, że nie musicie or razu brać ślubu.
-A jak coś spieprzę?
-Słuchaj... jesteś najlepszym materiałem przyszłego faceta jakiego znam. Jesteś ustatkowany, bez większych nałogów masz swoją pasję i potrafisz zaopiekować się innymi. Gdybym nie traktował Cię jak brata sam bym Ci nadstawiał zadka bylebyś zwrócił na mnie uwagę...
-Oj spierdalaj!
Ale dalsza wymiana zdań zdań została nam brutalnie przerwana przez siostrzyczkę, która kolejno wieszając się nam na szyjach życzyła nam dobrej nocy. Rafał chwilę po niej również mnie opuścił kierując swe kroki do gościnnego pokoju z którego dochodziło głośne chrapanie.
Gaszę światło w salonie i zostaję sam na sam ze swoimi myślami. Słowa kumpla zawisły nade mną niczym czarne chmury. Nie lubię takich sytuacji. Bardzo zależy mi na Marcie, ale naprawdę nie chcę się z nią wiązać... Nie mogę... Nie powinienem... Nie wybaczyłbym sobie gdybym spieprzył coś między nami.
Z rozmyślań wyrywa mnie cichy pomruk i piżmowy zapach wilczycy. Nie jestem w stanie jej zobaczyć, choć doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że jest naprawdę blisko. Węch też na nic się nie zda, każdy skrawek pokoju przesiąkł jej zapachem. W końcu czuję jak jej pazurki wpijają się w mój kark przesuwając po nim lekko. Marta obchodzi fotel z prawej strony i w końcu siada okrakiem na moich kolanach mrucząc jeszcze głośniej. Przesuwa dłonie po moich rękach zupełnie jak rano, tym razem jednak chwyta mnie za nadgarstki i zaplata moje palce na swej Talii. Potem przeciąga wskazującym palcem po mych ustach i śmieje się cicho.
-To w końcu zostaliśmy sami niedźwiadku? -Warknęła mi cicho do ucha skubiąc je lekko kłami. Przywiera do mnie mocniej dosłownie przyduszając swą wonią. Miesza się z zapachem wina i wiśniowych cygaretek bombardując moje nozdrza.-Co teraz będziemy robić?
-No tego... Pewnie odprowadzę Cię do pokoju Młodej i sam skoczę do wyrka. -Moja sierść jeży się lekko a palce mimowolnie gładzą jej talię.
-Ale ja nie chcę iść do Kasi... -W chwili gdy przesuwa nosem po moim policzku wzbiera we mnie kolejny dreszcz. -Chcę zostać tutaj z Tobą...
-Ale...
Nie pozwoliła mi dojść do słowa wsuwając języczek do mego pyska. Przez chwilę staram się wyrwać, jednak unieruchomiła mój łeb swoimi łapkami. Całuje mnie długo i namiętnie, po czym powoli odchyla łebek do tyłu jęcząc cichutko. Wtulając się we mnie opiera pyszczek na moim ramieniu.
-Nie bój się... Nie mam zamiaru Cię zgwałcić... Po prostu chcę spędzić tę noc z Tobą. -mruczy do mnie zaplatając moje włosy na swoje palce. -Mogę?
-Jasne... Przecież nigdzie nie ucieknę. -Dosłownie czuję jej ulgę. Całuje mnie jeszcze raz, teraz znacznie delikatniej. Potem zasypia skamląc cichutko.
Czekam jeszcze dobre pół godziny i dopiero potem kładę ją na kanapie okrywając kocem. Protestuje przez sen, nie chce mnie puścić, potem jednak wpija się w poduszkę i zasypia na dobre. Ja zaś siedzę w ciemności wsłuchując się w jej oddech. Dopiero teraz dopada mnie zmęczenie. Powieki zdają się coraz cięższe a i głowa coraz bardziej ciąży mi w dół. Powoli zapadam w objęcia snu. Śni mi się Marta...
 
Powrót do kategorii | Powrót do strony głównej artykułów
Komentarze są własnością ich autorów. Twórcy niniejszego serwisu nie ponoszą odpowiedzialności za ich treść.
0
(+0|-0)
Opowiadania: Dłuższa przerwa w pracy
Wysłano: 22.02.2013 21:35
Panserbiorne
Zwierzę
Dobra, mam pierwszy ujemny punkt. Chciałbym wiedzieć za co, żeby się poprawić.

Anonim
0
(+0|-0)
Opowiadania: Dłuższa przerwa w pracy
Wysłano: 22.02.2013 22:40
Bynajmniej nie jestem tym co dał ujemny punkt.

Mój komentarz:
- nie jestem fanem czasu teraźniejszego, można się jakoś przyzwyczaić
- samo opowiadanie stricte obyczajowe, przyjemnie się czyta
- mało opisów otoczenia i pokojów ale jakoś tak to skonstruowałeś, że wcale mi to nie przeszkadzało
- ciężko pomylić jedną postać z drugą, odpowiednio się wyróżniają, za co również plus
- trochę rozluźnienie obyczajów, ale możliwe, że po prostu ja pochodzę ze sztywnego towarzystwa
- Marta zachowuje się trochę jak dziwka, mam nadzieję, że takie było zamierzenie
- trochę wieje patologią, ale to chyba też zamierzone

Nie no, daję plus. Przyjemnie się czytało.

0
(+0|-0)
Opowiadania: Dłuższa przerwa w pracy
Wysłano: 22.02.2013 22:46
Wilk
Anthro
No, no. Muszę przyznać, że mierzysz się z trudnym zadaniem, bo tematyka raczej niszowa ;]

Pójdę trochę od ogółu do szczegółu. Z Twojego profilu, sugestii co do mojego opowiadania i z samej treści Twojego, widać, że jesteś pasjonatem i zdecydowanie "wiesz o czym gadasz". Tak się zastanawiam, bo się zbytnio jeszcze nie znamy, czy osadziłeś się w roli głównego bohatera, czy po prostu ma z Tobą bardzo dużo wspólnego? Narracja, opisy przyjaciół Artura wskazują, jakbyś ich znał, jakby to były realne osoby. To samo z całym środowiskiem odtwórców. Powiedz, mają swoje pierwowzory w realnym życiu? ;]

To oczywiście jak najbardziej w porządku, choć mam wrażenie, że w kilku momentach mógłbyś pójść... bardziej ogólnie. Np. opis zbroi. Na pewno muszę pochwalić jego szczegółowość, natomiast dla laika to może być minus. Ja sam nie jestem zainteresowany historią aż do tego stopnia, żeby ogarniać wszystko o czym piszesz, a na pewno są też osoby, które mają mniejszą wiedzę ode mnie w tej dziedzinie. To może trochę ogłupiać i o ile Twoja potrzeba, jako pasjonata, została zaspokojona, bo opisałeś z idealnym odwzorowaniem, to może to przeszkadzać i dekoncentrować. Dla mnie ciut za bardzo tutaj odjąłeś dynamiki, bo to był długaśny akapit. Ja bym to troszkę oszlifował, wygładził. Nie mówię, że to złe, ale czasami, kiedy piszemy o czymś co nas pasjonuje, mamy tendencję do zbytniego wdawania się w te szczególiki. Z drugiej strony dokładność opisu oddaje bardzo fajnie zamiłowanie Artura i jego pasję, więc jak wiadomo, zrobisz jak uważasz i w porządku ;]

Rzeczy typu: "Diablo silny" - fajne wstawki, podobają mi się. Fajnie budują idiolekt, nie ma ich za dużo, więc bohaterowie nie tracą kontaktu z rzeczywistością. Niemniej jednak, dla mnie na plus.

Rozwój akcji odpowiednio wolny, by poznawać bohaterów bez chaosu i we mnie przynajmniej zaciekawienie zostało zbudowane. Artur w porządku, interesujący, do Mieszka w tym momencie nie czuję sympatii, młodsza siostra wkurza, więc chyba spełnia swoją rolę ;] Intrygującą postacią jest Marta, fajny typ kobiety, zdecydowana, pewna siebie. Rafał trochę stereotypowy, ale czułbym się nieswojo bez geja w opowiadaniu ;]

Z takich uwag technicznych: na pewno ćwiczenie interpunkcji - to coś z czym sam mam problem, więc tutaj jak najbardziej rozumiem błędy ;] Popoprawiać literówki również ;] Kilka fraz budzi moje wątpliwości.

"Suknia Kasi wydaje się być znacznie mniej wyzywająca" - rusycyzm. W polskim mamy "wydaje się znacznie..." Ale to popularny błąd, który zaszczepia nam w głowach mowa potoczna ;]

"Piwnica dosłownie zasypana zbrojami i bronią z przełomów wieku" - myślę, że skoro "przełomów", to "wieków" i to literówka prawda?

Kilka powtórzeń, np. "Oszczędnie pijemy wino co jakiś czas popalając z fajek. Rafał co jakiś czas dolewa..."

Ogólnie sugeruję przejrzeć i dopieścić, pousuwać te literówki, posiłować się z przecinkami. Masz ciekawy, obiecujący warsztat, słownictwo dość szerokie i całkiem przyjemnie mi się czytało. U mnie plus ;)

0
(+0|-0)
Opowiadania: Dłuższa przerwa w pracy
Wysłano: 22.02.2013 23:18
Panserbiorne
Zwierzę
Tom Edo pierwsze słowa kieruję tu Tobie.
-Marta faktycznie ma trochę ździrowate zachowania. Wychodzą one z faktu, że po prostu dodałem do ludzkiego umysłu zwierzęce żądze. Ten kto ma/ miał w domu niewysterylizowaną suczkę lub kotkę wie o tym najlepiej :>
-Patologia... owszem jest w tym relacja patologiczna, na szczęście do opanowania. Kasia i Artur mimo iż są przyszywanym rodzeństwem nigdy nie byli ze sobą naprawdę blisko. Między nimi jest jakieś 10 lat różnicy więc ich światy nie bardzo się zazębiają.
-Opisy pokojów... my mistake, ale nie chciałem żeby opowiadanie składało się tylko z opisów. Bo jest ich naprawdę sporo.
-Rozluźnienie obyczajów... W moim bractwie często widzę podobne zachowania. Co prawda nie robimy grupen seksów, ale leżenie jednego na drugim to jest normalka. Myślę, że futrzaki tym bardziej by lgnęły do siebie. A to między innymi dlatego, że same zwierzęta tak robią. Takie jest moje zdanie w tej kwestii.

MFarley.
Tak jestem rekonstruktorem :> Nie Artur nie jest mną. Jest kompilacją najlepszych cech których szukałem wśród znajomych. Tak samo jak reszta postaci. Mają swoje archetypy wśród ludzi których znam i których darzę serdecznym uczuciem. Mieszko jest mieszanką wszystkich negatywnych cech jakie widzę u siebie i znajomych. Ale ma też jeden atut który rozwinę w kolejnej części. Rafał Jest gejem, swojego czasu sporo przesiadywałem w takim towarzystwie i oczywiście wyszedł mi stereotyp. Ale on też ma pazur, inaczej nie wytrzymałby z resztą tej bandy. Postaci Kasi i Marty... znów miszmasz cech kobiecych które zauważyłem wśród znajomych i nie tylko.

Nieszczęsna zbroja. Opis pierwszej, pożyczonej ochrony, którą założyłem mając 15 lat. Zostałem wtedy dokumentnie pobity przez ówczesnego trenera i już na zawsze jej obraz wrył mi się w pamięć. Musiałem o niej napisać, by oddać jej hołd.

Powtórzenia i interpunkcje... Potrzebuję z tym pomocy, po prostu nie umiem wszystkiego wychwycić. Tak samo jak czasami przeinaczam i gubię wyrazy. Tu muszę skombinować sobie jakiegoś pomocnika.

0
(+0|-0)
Opowiadania: Dłuższa przerwa w pracy
Wysłano: 22.02.2013 23:47
Wilk
Anthro
Jeśli zbroję darzysz sentymentem, oczywiście rozumiem ;]

Prosty, ale interesujący sposób konstrukcji postaci, jestem bardzo ciekaw jak będą się rozwijały ich wzajemne relacje. Zapomniałem jeszcze dodać, że scenka kolacji... czy też wieczerzy? Bardzo fajna, z tą muzyką i tak dalej. Kolejny czynnik, który pokazuje pasję w postaciach, pokazuje, że traktują to znacznie poważniej niż zabawę. No i pigułka folkloru ;] Buduje atmosferę.

Interpunkcja to po prostu potwór. Zawsze z nią toczysz nierówną walkę ;] Nie jestem w żadnym razie ekspertem, ale jakby co, to możemy przysiąść nad bardziej problematycznymi kwestiami. Na pewno obaj coś wyciągniemy z tego. Tylko nie zdziw się, jeśli poproszę o konsultację w kwestiach historycznych ;]

0
(+0|-0)
Opowiadania: Dłuższa przerwa w pracy
Wysłano: 23.02.2013 20:16
Pantera
Zmiennokształtny
Wszystko już zostało wytknięte więc powiem tylko że całkiem przyjemnie i gładko mi się czyta.