Zmień fonty Zmień rozmiar
Strona główna Teksty PASTE Sznurki Galeria Forum Informacje Chat: Discord Kalendarz Mapa Szukaj / użytkownika Rejestracja
  
Opowiadania: trajt ,,Likwidator AE" - cz.II [+18]  
Autor: trajt
Opublikowano: 2013/2/25
Przeczytano: 1042 raz(y)
Rozmiar 19.79 KB
2

(+3|-1)
 
[i]Ten fragment dedykuje panu Szymonowi P. za wybitną filmografię katastroficzną, która posłużyła mi za inspiracje do napisania tej części opowiadania.

W obecnej chwili jako jedyni siedzieli przy pustym stole w pustej stołówce. Elektroniczny zegar, zwisający z sufitu, wskazywał za piętnaście ósmą. Ósma była idealną porą na śniadanie. Całe życie likwidatorów było niesamowicie sprecyzowany, aż do nanosekundy. Pobudka około siódmej, śniadanie o ósmej, obiad o trzeciej, kolacja o siódmej. Kolejne trzy godziny dawały odrobine wytchnienia. Wtedy likwidatorzy umieli narozrabiać. Jako jedyni posiadali kupony zapewniające darmowe wejściówki do wszystkich lokali stacji, a także nie musieli się zamartwiać konsekwencjami. Dziesiąta wieczorem wyznaczała początek snu. Kto ją przekroczył ten przestawał być likwidatorem. Wyrzutek, nie wart poprzednich wyróżnień, odchodził w niesławie. Po nim przychodzili kolejni.
Hox dostał taki przydział. Przyleciał sam. Regulamin zabraniał przywozu jakiegokolwiek sprzętu czy znajomości. Dostał mieszkanie, broń, uniform i miał o to zadbać jak o własne rzeczy. Innymi słowy – dostawał spory kredyt (państwowy) do spłacenia.
- Będzie znów to samo?- zapytał niepewnie szczur. Dla zabicia czasu obracał w dłoniach nabojem od rewolweru.
- Nie, specjalnie dla ciebie zrobią specjalny wyjątek.
- To dobrze - Kraktus nie rozumiał cynizmu Hox'a. On był tylko prostym likwidatorem. Nadal posiadał szczeniacką wyobraźnię, umarłą u większości w obecnych czasach, władającą jego szczurzym umysłem. Przyjął te stanowisko z nudów. ,,Co będę robił na stare lata ?"– często powiadał uśmiechnięty. A miał czym się zająć. Wprawdzie mieszkał sam według przepisów, ale gdzieś daleko, poza układem Koziorożca I żyła jego rodzina. Był dorosłym dzieckiem mającym dzieci i chciał tylko nieco zaoszczędzić.
Likwidatorzy nie zarabiali, aczkolwiek komandor wręczał każdemu ze sto, czasem dwieście dolarów pensji na początku roku. Większość nie znała wartości pieniędzy i takim dawano premie najczęściej. Stacja odchowała ich od tego, pokazując wyższe znaczenie ogółu nad szczegółem... Niektórzy zachowali resztki zdrowego rozsądku i musieli mieszkać ze swoimi drugimi połówkami jako rozdzielone strony świata na odległych krańcach stacji.
- Cześć Hox. Cześć, Kraktus.- Brązowy ogier usiadł obok nich.
- Cześć, Ksan. Czytałeś raport?
- Nie dostałeś?- Koń wyjął srebrną papierośnicę. - Machorki?
Szakal odmówił, szczur wprost przeciwnie.
- Mam zepsuty telefon, zresztą cały sprzęt mi się sypie, prócz tego – Hox pokazał rewolwer.
- U mnie jest nieco lepiej... Raport wskazuje nadwyżkę starych.
- Jak sporą?
- Około czterech lub pięciu.
- Za mało rodzi się bachorów, za dużo starzeje się mieszkańców.- Kraktus wyciągnął rewolwer i zaczął przy nich czyścić. Popełnił niewybaczalny błąd, gdyż broń czyści się wyłącznie prywatnie, u siebie w mieszkaniu. Ale to tylko przepisy, a przepisy należy łamać, gdy zachodzi taka potrzeba.- Jak dla mnie, to należałoby połowę wyrzucić na zbity pysk i tyle. Dla mnie jest nadmiar nas i trzeba temu jakoś zaradzić. Każdego dnia do likwidacji jest z pięć, sześć, siedem osób, ale nie pięćdziesiąt czy sto. Po prostu jest nas za dużo. Taka nadwaga spowoduje zapaść całego organizmu.
Pomysł nie przypadł do gustu Ksanowi. Uderzył pięścią, na której miał założoną skórzaną, czarna rękawica blat. - A potem cały ten burdel byś sam sprzątał? Nie, Kraktus, twoje idiotyczne metafory nie pomogą. Stacja musi funkcjonować optymalnie. Sam, choć nie zgadzam się z niektórymi tutejszymi pomysłami, to jestem lojalny zasadom.
- Od kiedy wyrównywanie liczby ludności jest zasadą, co, Ksan?- Hox pazurem drapał metaliczna powierzchnię. Robił to dosyć mocno, ponieważ prócz skrobania koniuszek pazura był nieco pokryty drobinkami. Ten sposób służył szakalowi za medytacje. Wtedy głęboko myślał.
- Nie wiem. Ale to cały system, jak się zawali to po nas.
- Mówisz o sobie, czy o nas?- spytał Hox nie odrywając wzroku od pazura.
- O wszystkich tutaj.
- Będzie z kilka set tysięcy – odparł szczur.
- Będzie cały milion i nasza stówka.
- Dobry wynik.
Szakal nic nie mówił. Wolał przespać te kilka minut opuszczając głowę. A Kraktus wciąż gadał i gadał, dodatkowo kłócąc się z ogierem o… cokolwiek by to było Hox’a to nie interesowało. Zaczął z nudów odliczać czas, jaki im pozostał do śniadania. Zegar co parę sekund zmieniał czas zegarowy na elektroniczny i na odwrót. Obserwowanie obiektu o tak zmiennej naturze nie daje wytchnienia. Myśleć jak godziny ciągnął się w nieskończoność. Szakal zasnął, czyniąc tak najgorszą rzecz sobie samemu. Śnił o wspomnieniach, które powinien zapomnieć…
Wspominał więzienie…

Wielka, pokryta krwią, brudem oraz szlamem sala spacerowa była wypełniona po narożniki równymi rzędami skazańców. Wszyscy nosili obrzydliwe, żółtawe stroje, niedopasowane do ich potrzeb anatomicznych. Wielcy, ledwie wciśnięci w swoje rzeczy, stali obok karłów, trzymających spadające koszule oraz spodnie. Wzdłuż każdej grupy kroczyli wartownicy w ciężkich, stalowych uniformach, wyglądem przypominając antycznych rycerzy, dzierżąc paralizator. Minimalne uderzenie nim o ciało spowodowywało ból stokrotnie wyższy od zwykłego uderzenia. Więźniowie stali przeszło cztery godziny bez żadnego posiłku i bez przerwy. Wpatrywali się w olbrzymią rampę, gdzie akurat montowano głośniki, katedrę oraz mikrofon. Ze stalowych prętów, będących kośćmi konstrukcji, zwisały uszyte niedbale flagi. Do wyrobienia szmat zaciągnięto wszystkich. A skoro tak, to nie powinni nikogo karać za wykonanie polecenia, szczególnie że za materiał posłużyły stare, szpitalne prześcieradła. Mieli szyć to szyli. Mieli stać to stali. Bo kazano. Jak musieli to stali w wielkim pudle. Wysoki sufit ciężko było dostrzec z powodu wielkiej, czterotonowej żarówki. Dawała światło równe słonecznemu i wielu zasłaniało oczy, by nie oślepnąć. Więzienia, potocznie nazywane OR (Ośrodkami Resocjalizacyjnymi), budowano wyłącznie na księżycach. Sprytny sposób uniemożliwiający ucieczkę. A jeśli nawet to dokąd? Wokoło głucha czerń kosmosu i stacje.
Wreszcie, po długim oczekiwaniu, przybył gość honorowy – pan naczelnik. Gruby, dobrze odżywiony, poruszający się na wózku elektronicznym mops odziany poważnie po dyrektorsku – medale dopasowane, ubiór doprasowany. Towarzyszył mu nagi Hox, sprawnie skuty łańcuchami, obrożą oraz kagańcem, w asyście trzech ochroniarzy, z których jeden trzymał smycz szakala.
Nim rozpoczęto apel wózek inwalidzki został podniesiona specjalnymi podstawkami, dzięki czemu naczelnik wydawał się stać. Tak budził respekt pośród więźniów, chociaż wszyscy doskonale wiedzieli, że nogi ma jak z waty i wymyślali coraz to nowsze docinki pod jego adresem. Najpopularniejsze były: kulawy rzeźnik czy rajdowca Mengele.
Mops chrząknął i zaczął przemawiać:
- Witam was, skurwysyny, pederaści, mordercy, degeneraci, dekadenci, jełopy i niedorozwoje! Do was to mówię, bezmózgie debile oraz buce – mówił łagodnie i z uśmiechem – synowie dziwek i matkojebców!. Kazirodczych popaprańców ci u nas dostatek, co nie?!- spytał zadowolony, jak dobry gospodarz dumny ze swej trzódki.
- Ja bym cię urżnął, zasrańcu – ktoś cicho skwitował naczelnika. Ten ktoś nie był wyjątkiem. Każdy skazaniec słał cichą odpowiedź panu naczelnikowi. W takim momencie otwiera się nóż w kieszeni. Mops mógł sobie pozwolić na inwektywy z błahego powodu – on był królem, a oni nikim. On miał strażników, oni nikłą przewagę liczebną. Przemówienie posiadało jednocześnie funkcje dydaktyczną i resocjalizacyjną. Niszczyła wewnętrzne zło indywidualizmu poszczególnych więźniów. Sens bycia jednostką tracił sens. Upadlał tak pięknie i z wyczuciem kopiował style największych mówców historii – Cicerona, Cezara, Dantona, Hitlera oraz Stalina. Wzmacniał za to brutalizm grupowy więźniów, gardząc nimi, szydząc wprost z nich. Prosty sposób tworzenia likwidatorów. Zniszczyć samodzielność i wypełnić ją brutalizmem czystej postaci skierowanym przeciw wrogom. - oto dewiza wspaniałego więziennictwa. Samobójstwo było marzeniem odległym i zapomnianym.
- Więc słuchajcie, gwałciciele sumień i praw życia! Słuchajcie, albowiem może nauczycie się jak bardzo społeczeństwo cierpi, by was sobie przywrócić!- grzmiały głośniki.- Gdybym ja rządził, a niestety jestem jedynie waszym ukochanym ojczulkiem, to byście byli z pewnością zagazowani natychmiast po dotarciu tutaj, ścierwa! Zapamiętajcie sobie, gnidy i sukinsyny! Macie się zrestartować albo po was! Macie wybrać nową, wspaniałą drogę życia! Macie przestać być sobą, a stać się wszystkimi! A społeczeństwo w was wierzy – kaszlnął mocno - i to głęboko! Ten tu – wskazał Hox’a – został aresztowany, zmaltretowany własną zbrodnią, więziony i w końcu ze zbrodni wyleczony! Był grzechem, wyrostkiem, wrzodem na ogonie społeczeństwa, ale został zresocjalizowany! Został pełnoprawnym członkiem pokoju i dobroci! Przyszedł jako szmata na świat, a wyjdzie z niego jako heros jutrzejszych dni! Niechaj jego postać dla was, moje kochane kurwiątka, będzie wzorem! Do hymnu!
Popłynęła stara, melodyjna pieśń, będąca dawniej hymnem, Afganistanu. Hymn Ziemi, o ile Ziemią powinno się nazwać ową pustynną i radioaktywną trzecia planetę od Słońca, nie został jeszcze napisany – konkurs został ogłoszony jakieś dwieście lat temu. Ten problem rozwiązano salomonowo – odgrywano każdy hymn w kolejności alfabetycznej. Po odśpiewaniu alfabetu zaczynano od nowa.
Wystarczyło jedynie dobrze udawać śpiew. Nikt, także strażnicy i pan naczelnik, nie pojmował afgańskiego, ale wystarczyło dobrze otwierać paszcze. Zdarzało się, że pośród więźniów byli przedstawiciele danego kraju, narodu, grupy plemiennej, którzy rozpoznawali swoje hymny. Woleli siedzieć cicho. Jeszcze by kazano im dyrygować pozostałymi. Strażnicy pilnowali równego taktu śpiewu.
- A ty, dlaczego nie śpiewasz?- Strażnik zaczepił starego psa, który nie śpiewał. Był wyliniały, ślepy na prawe oko i ledwo słyszał. Lekko oderwany ogon zwisał.
- Mam chore gardło, panie strażniku – wykrztusił z siebie ledwo słyszalnym głosem.
W odpowiedzi dwóch strażników zaczęło go tłuc. Więźniowie stojący najbliżej woleli nie reagować. Sami by przy tym dostali, a nie wiadomo jeszcze czy by przeżyli. Całe zajście trwało dosyć długo. Przerywanie uroczystej pieśni dla jakiegoś błahego zdarzenia było nie na miejscu. Gdy strażnicy skończyli podłoga w tym miejscu miała dziwne, szkarłatne zabarwienie. Na betonie leżało coś, co przypominało zarys skulonego ciała psa. Wielu pierwszy raz widziało wdeptanie i z trudem hamowało odruchy wymiotne.
Hymn dobiegł końca.
- Zatem – powiedział naczelnik - oberwańcy, żegnamy z żalem, przywróconego na łaskę społeczeństwa, Hox’a.- Rozległy się oklaski wymuszone obiciem paru niezdecydowanych. Klaskali wyłącznie skazańcy.- I miejmy nadzieje, że nigdy tu nie powróci.- Klepnął po ramieniu szakala bez odrywania wzroku od skazańców.- Zrozumcie tą szansę, jaką społeczeństwo daje wam! Na tym koniec! Godzina biegu, szmaty!
Ponownie rozległy się brawa. Teraz wszyscy klaskali i nikogo nie trzeba było zbić.
Przestawienie dobiegło końca. Naczelnik odjechał. Więźniowie zaczęli biegać. Wymontowano mikrofon, ściągnięto flagi. Szakala wyprowadzono do bocznego pomieszczenia inwetaryzacyjnego. Całe pomieszczenie zostało przygotowanie specjalnie na jego pożegnanie. Dwa małe, plastikowe krzesełka oraz naga żaróweczka.
Jeden ze strażników zdjął hełm. Ciężko było określić kim był, bo w większości byli to androidzi najniższej klasy. Wprawdzie dało się słyszeć cichy oddech, ale równie dobrze mogło to być regulacja trybów wewnątrz ciała. Ponura, niemal naga czaszka, z wszytymi kawałkami skóry oraz futra, spoglądała elektronicznymi oczyma na Hox’a, gdy go usadowiona.
- Widzisz, szczęśliwie dożyłeś przydziału.- Odparł, zdejmując więźniowi kaganiec, by mógł mówić.
- To było tylko pięć lat. Mało jak za zabójstwo.
- Racja.- Strażnik podał szakalowi trzy arkusze oraz pióro.- Wypełnij to. Są to arkusze końcowe.
Skazaniec nie musiał się martwić, że kajdanki będą mu przeszkadzać. Zostały zaprojektowane tak komfortowe, aby umożliwiały trzymanie długopisu. Dokładnie przejrzał poszczególne kartki. Druk był minimalny, prawie niewidoczny i zrozumiał tylko ważniejsze kwestie - w razie śmierci na służbie jego zdrowe, nienaruszone organy będą oddane potrzebującym, ciało zostanie spopielone i przerobione na kompost.
- Przeczytałeś?
- Nie.
- Oj, oj, oj – westchnął strażnik, poganiając szakala.- Nie mamy czasu na biurokracje. Podpisuj.
.
- Mam jedno pytanie. Dlaczego jestem goły, skoro inni mieli ubiór?
- To taka metafora. Przychodzisz nagi na ten świat, umierasz nagi i odradzasz się ponownie nagi. Rozumiesz? Metafora. Nie będę cię teraz ponownie edukował. Jesteś na to za stary, Hox. Z wiekiem organizm potrzebuje więcej bodźców zewnętrznych dla rozwoju. Wiesz jak jest. Jest coraz bardziej do dupy. Biurokracja rośnie i papierów przybywa. Podpisuj.
Chciał jak najszybciej się stąd wydostać , więc prędko podpisał
- Chore – wręczył arkusze.- To wszystko jest chore.
- A co myślałeś?! Kosmos stanął na głowie. Czego byś chciał? Tęczowej krainy i wesołego dnia weterana?! To nie te czasy! Teraz masz żyć i jeść! Pracuj, a będzie tobie dane. Walcz i zwyciężaj. Masz robić to wszystko, co należy. Czy źle czy dobrze, byleby robić.- Strażnik sprawdził czy wszystkie arkusze zostały podpisane.- No dobra, jeśli to mamy za sobą to zapraszam na statek. Stacja wszystko ci zapewni zaraz po przylocie. I tyle. Idziemy!

- Hox!- Szczur potrząsał potrząsnął nim.
- Czego, cholera jasna?!- W głębi duszy był mu wdzięczy, że uwolnił jego od wspomnień.
- Wytłumacz Ksanowi, że nasza praca jest jakoś potrzebna.
- Co?
- Kraktus ma problemy ze zrozumieniem – powiedział ogier.
- Ma ze wszystkim problem.- Odparł szakal.
Wybiła ósma. Kobiecy głos zaczął ogłaszać aktualną godzinę kolejno po angielsku, hiszpańsku, azjatycku. Stołówka zaczęła się zapełniać likwidatorami. Wielu niewyspanych, nieogolonych zajmowało wolne miejsca. Likwidatorami zostawał najdalszy margines społeczny. Straceńcy - indywidua, okazy rzadkie i na wymarciu – pozbawieni szczęśliwego zakłopotania, wypełnieni do cna dziką żądzą prymitywów. Osobnicy pozostają do śmierci żywymi maszynami. A takich jeszcze potrzeba i będzie się potrzebowało. Szczęśliwie więzienia mają długoterminowe zapasy.
- Widzieliście Majra?- Ogier wskazał niskiego ryżaka. Ciałko gryzonia trzęsło się. Stawiał bojaźliwie kroki.
- Nowy?
- Skąd, jest tutaj od dwóch lat.
- Nie zauważyłem go dotychczas – powiedział szakal.
- Ma wyjątkowo lekkie zajęcie. Papierkowa robota.
- Serio?- Szczur był zszokowany. Likwidatorzy nie prowadzili księgowości, ta robota została pozostawiona komputerowi głównemu, toteż nikt specjalnie nie przejmował się drobnymi błędami. Komputer to komputer; zawsze zrobi idiotyczny wydruk, ale żeby ktoś żywy obsługiwał rachunkowość?- Można być likwidatorem i siedzieć w papierach?
- Nie pytaj mnie. Nie jestem od tego, aby wszyscy obecni tut… - koń zamilkł, gdy spostrzegł podchodzącego, niewysokiego leminga. Na zewnętrznych stronach jego dłoni były wytatuowane dwa duże celtyckie krzyże. Ksan zdawał sobie sprawę, co się zaraz wydarzy. Rozpoznał kto idzie w tą stronę. Franz. Wszyscy mu ustępowali, ponieważ szczerze wierzył słowom brunatnej księgi oznaczonej inicjałami AH18. Nawet krążyły bowiem plotki, że zbudował ołtarzyk dla niej i że kierował modlitwy w stronę wielkich proroków spod znaku czarnego słońca. Wprost stworzony do bycia likwidatorem. Zabijał bez wahania i dla własnych rządź. Przy nim inni woleli siedzieć cicho i trzymać broń schowaną. Jako były więzień śmierci – mieli powiesić go za trzykrotne morderstwo rodziny imigranckiej – był wyjątkowo pożądanym osobnikiem. Szakal miał swoje zdanie wobec niego. Uważał Franza za donosiciela i pieszczoszka Komandora. Pewnie dlatego jego osobowość pozostawała bezkarna i mogła sobie pozwolić na wiele.
- Cześć, Hox. Cześć, Kraktus. Cześć, pedale.- Powitał każdego osobno, z czego na Ksana nawet nie raczył spojrzeć, jakby ogier był trędowaty, tylko poszedł sobie dalej.
- Ja mu zaraz przypierdolę.- Ogier już wstawał, kiedy przytrzymał go szakal.
- Zwariowałeś? Nie jest tego wart.
Ksan ochłoną. Wpatrywał się wściekle w leminga.
- Mam jego dosyć. Dlaczego tacy fanatycy zostają likwidatorami?
- Bo takim łatwiej nacisnąć za spust i zlikwidować dziecko. Nie łam się, Ksan, ty przynajmniej masz kogoś, z kim masz odrobinę ciepła. Kraktusowi daleko do swoich, a ja…. Samemu mieszkam.
- Dzięki, Hox, za pocieszenie, ale wole urwać ogon temu Himmlerowi.
- Uważaj, tacy są towarem luksusowym – odrzekł szczur - Zabijesz to ciebie zabiją. Oko za oko. Nie wolno uszczuplać kadr.
- Mam to gdzieś! Zbyt dużo wycierpiałem, żeby móc normalnie żyć z Jeffem. Ma kiepską robotę i tylko ja mogę nas jakoś utrzymać. Wiesz ile wzrosły ceny prądu?
- Ile?
- Trzysta procent, a ciągle są następują przerwy w dostawie. Trzysta procent! A ci idioci, odpowiadający za dostawę, uważają nas za winowajców!
- Dwóch facetów mieszkających ze sobą, ciekawe.- Filipidus rozmyślał. Szczurzy umysł nie pojmował miłości dwójki mężczyzn.
Kraktus schował rewolwer. Wyjął mały, podręczny scyzoryk. Wielofunkcyjny skarb mogący śmiało zastępować sztuce i widelce.
- Wolisz to?
- Plastik mi się przejadł, więc se zamówiłem.
- Jak kto woli.- Ogier wzruszył ramionami.
- Uwaga! Uwaga!- Kobiecy głos komputera zaczął przypominać o możliwości wymiany kartek żywnościowych. Mała, różowa, karteczka była na wagę złota. Zwykłe śniadanie likwidatorów posiadało wyjątkowo pozbawiony odżywczych funkcji sens. Wszyscy chcieli kartek. Dzięki temu małemu świstkowi dokupienie porządnego jedzenia było możliwe. A skoro część likwidatorów nie znała wartości pieniędzy to byli zmuszeni na handel wymienny towarami.
Powierzchnie wszystkich stołów otworzyły się z cichym szmerem. Wnętrze każdego mebla, choć nie wskazywała na to cienka budowa, skrywał głęboką wnękę, gdzie czekały na nich talerze z czterema przegródkami. Brali po jednym, wyrywając sobie nawzajem, i ustawiali się w długiej kolejce. Gdy podchodzili bliżej taśmo-lady kładli naczynie na niej. Robo-bufet - długie, świecące urządzenie przypominające zakrytą taśma produkcyjna, odbierał puste talerze. Od drugiej strony zjeżdżał pełny posiłek – kilka sucharów wojskowych, mała pajda pasztetu, grudka suchego makaronu oraz kubek syntetycznej herbaty. Wszyscy bardzo chcieli mieć kartki, lecz coraz trudniej było je dostać.

 
Powrót do kategorii | Powrót do strony głównej artykułów
Komentarze są własnością ich autorów. Twórcy niniejszego serwisu nie ponoszą odpowiedzialności za ich treść.
0
(+0|-0)
Opowiadania: trajt,,Likwidator AE" - cz.II [+18]
Wysłano: 25.02.2013 15:39
Panserbiorne
Zwierzę
Trajt... przeczytaj to opowiadanie jeszcze raz i popraw je. powtarzasz czasami po dwa wyrazy w jednym zdaniu. gubisz myśl. troche jest do naprawy.

0
(+0|-0)
Opowiadania: trajt,,Likwidator AE" - cz.II [+18]
Wysłano: 25.02.2013 16:45
husky / wilk
Anthro
Jeżeli tak, to bardzo bym prosił o wyszczególnienie tych błędów. Byłbym wtedy bardzo wdzięczny.

1
(+1|-0)
Opowiadania: trajt,,Likwidator AE" - cz.II [+18]
Wysłano: 25.02.2013 18:23
Pantera
Zmiennokształtny
Cytat:
wykorzystanie pory snu nikogo nie obchodziły

Nie obchodziło chyba.

Cytat:
Dalej posiadał szczeniacką wyobraźnię, umarłą u większości w tych czasach, władała jego szczurzym umysłem

'Która władała' bardziej by pasowało

Cytat:
Wprawdzie mieszkał sam, każdy likwidatorem według przepisów ma mieszkać sam; gdzieś daleko, poza układem Koziorożca I żyła jego rodzina.

Tu zabrakło 'ale' po średniku, i skąd tu średnik?

Cytat:
Likwidatorze nie zarabiali

e->y

Cytat:
Po prostu jest nas za dużo. Taka nadwaga spowoduje wymioty albo biegunkę.

To zdanie jakoś mi nie leży.

Cytat:
- Będzie z kilka set tysięcy – odparł szczur.

spacja

Cytat:
Wyczekiwać przemiany sekund w godzin ciągnących się w nieskończoność.

w godziny ciągnące się w nieskończoność

Cytat:
Minimalne uderzenie nim o ciało powodował ból stokrotnie wyższy.

Wyższy od czego?

Cytat:
Całe zajście trwało przez cały hymn Afganistanu.

powtórzenie

Cytat:
Jeden ze strażników, w większości byli...trybów wewnątrz ciała.

bylibyłbyć

Cytat:
Franz. Wszyscy mu ustępowali, ponieważ szczerze wierzył słowom brunatnej księgi.

co to za księga?

Cytat:
Ksan trochę ochłoną.

literka

Cytat:
Filipidus rozmyślał.

co za jeden?

Cytat:
Średnio śniadanie likwidatorów miało wyjątkowo pozbawione sensu odżywczego sens.

dziwaczne zdanie

Cytat:
Wnętrze każdego mebla, choć nie wskazywała tego cienka budowa,

Bardziej by pasowało 'na to'

Mam nadzieje że, trochę, pomogłem, i jeszcze to co razi, w całym tekście, to przecinki; i średniki. Nigdy nie widziałem; aż tak, poprzerywanego tekstu. Trudno się czyta; jakbym miał, czkawkę. :-)k

1
(+1|-0)
Opowiadania: trajt,,Likwidator AE" - cz.II [+18]
Wysłano: 25.02.2013 21:06
Wilk
Anthro
Drvaal chyba wyczerpał temat.

Obrób tekst, dopieść go, bo naprawdę nieźle się czyta, jestem zaciekawiony. Chcę dać plusa, ale musimy Cię trochę przycisnąć, bo w tej chwili mam odczucie, że to idzie w dobrym kierunku, ale trzeba Cię kopnąć w tyłek za te szczegóły. Tak na szczęście ;)

1
(+1|-0)
Opowiadania: trajt,,Likwidator AE" - cz.II [+18]
Wysłano: 25.02.2013 21:15
husky / wilk
Anthro
Szanowni koledzy! STOP
Miejcie cierpliwość! STOP
Postaram się do jutra lub do pojutrza, czyli jak najszybciej poprawić! STOP
MFarley, masz ode mnie plusa za kopnięcie mnie w tyłek! STOP
Niechaj reszta będzie bardziej miłosierna! STOP
Jestem tylko nieszczęsnym twórcą! STOP
To koniec! STOP

Przepraszam, że tak pisze ale ojciec ogląda na pełnym głośniku Apocalypto!
Nawet zbieram pomału notatki do furry story o konkwistadorach, ale to plany na przyszłości :-Dk

0
(+0|-0)
Opowiadania: trajt,,Likwidator AE" - cz.II [+18]
Wysłano: 25.02.2013 21:27
Wilk
Anthro
Ależ spokojna głowa! My po prostu chcemy szybko zaoferować nasze sugestie, żebyś miał od razu wszystkie do dyspozycji, a potem mógł w spokoju zdecydować które będą przydatne i które warto wdrożyć w życie :)

Wszyscy jedziemy na tym samym wózku, więc wszyscy mamy świadomość, że trzeba być cierpliwym. Odczucie ponaglenia jest złudne - po prostu każdy chce zaoferować pomoc - ciesz się, bo masz ruch, najgorsza jest obojętność ;)

Konkwistadorzy? Interesujące. Będzie motyw Pocahontas? ;]

0
(+0|-0)
Opowiadania: trajt,,Likwidator AE" - cz.II [+18]
Wysłano: 25.02.2013 21:50
husky / wilk
Anthro
Cytat:
Wszyscy jedziemy na tym samym wózku


Bo wszystkie polskie futrzaki to jedna rodzina!

Pozwól, MFarley , że zacytuje ci fragment mojego wiersza, z lekką dedykacją dla wszystkich tutaj:

,,Samotny wilk"
Wilk nie chce być samotny.
Nigdy tego nie pragnął.

(...)
Wilk strasznie odczuwa samotność,
gdy brak przy nim pobratymców.


A co do mojej historii o konkwistadorach to będzie połączenie historii wypraw Cabezy de Vaca oraz Lopeza de Aguirre. Ten drugi nawet będzie bohaterem drugoplanowym.
Posiłkuje się głównie filmem Herzoga Aguirre, gniew boży( 1972) oraz paroma zeszytami historycznymi z rzeczypospolitej. Ale to na razie tylko wstępne szkice i plany. Cierpię na lekką grafomanię - jak wszyscy tutaj :-Dk - i mam całą teczkę oraz zapchany laptop opowiadaniami. Może kiedyś...

0
(+0|-0)
Opowiadania: trajt,,Likwidator AE" - cz.II [+18]
Wysłano: 25.02.2013 22:14
Wilk
Anthro
Tu akurat miałem na myśli piszące futrzaki, ale pewnie można to odnieść do szerszego grona ;]

Myślę, że samotność jest tutaj na szczęście wykluczona ;]

Przyznam, że to wnikliwe poszukiwanie inspiracji. Robi wrażenie. Ja niestety już drugi raz rzuciłem się na temat tylko z chęcią, a bez konkretów. "Karnawał Zdrajców" nie był w żaden sposób zaplanowany. Prolog na przykład napisałem w 1,5 roku po pierwszym rozdziale. W ogóle to się rodzi w bólach i od dawna, ale uczciwie mówiąc, to nie poświęcałem opowiadaniu zbyt wiele uwagi aż do zeszłego roku. Pisałem do szuflady, bez zamiaru publikacji gdziekolwiek. Ale chęć sprawdzenia czy to co mnie satysfakcjonuje będzie dość dobre, by inni chociaż przeczytali w końcu zwyciężyła.

0
(+0|-0)
Opowiadania: trajt,,Likwidator AE" - cz.II [+18]
Wysłano: 26.02.2013 11:01
husky / wilk
Anthro
Szanowni koledzy autorzy!
Towarzysze broni!

Postarałem się jak najlepiej sprostać waszym wymaganiom!
Spędziłem bite dwie godziny nad poprawą!
Miejcie litość i nie zaczynajcie od zbiorowego komentatorskiego linczu!
Zgłaszajcie swoje uwagi prywatnie!

PS: Własnie w tej chwili wale głową o ścianę ze zgrozą w sercu. 8-)k

0
(+0|-0)
Opowiadania: trajt,,Likwidator AE" - cz.II [+18]
Wysłano: 26.02.2013 12:29
Wilk
Anthro
Ej... ja nie mam w zwyczaju kogokolwiek linczować ;p

Napisałem przecież także o tym co mi się podoba. W znacznej mierze pod poprzednią częścią. To wskazówki w dobrej wierze, nie żaden lincz ;) Każdy z nas ich potrzebuje, każdy z nas musi pracować nad warsztatem. Jeśli konstruktywne, to bardzo cenne rady. Choć akurat ja się nie uważam za żaden autorytet, staram się pomóc, bo może także ktoś kiedyś mi coś rozjaśni, wytknie błąd i czegoś się nauczę.

Niestety ja Cię potrzymam trochę w niepewności - kończę pracę o 17. Bez nerwów ;p

0
(+0|-0)
Opowiadania: trajt,,Likwidator AE" - cz.II [+18]
Wysłano: 26.02.2013 17:20
Pantera
Zmiennokształtny
Zdecydowanie lepiej i jakoś czyściej bez tych przecinków. oby tak dalej. :-)k

0
(+0|-0)
Opowiadania: trajt,,Likwidator AE" - cz.II [+18]
Wysłano: 26.02.2013 20:18
Wilk
Anthro
Dokładnie. Nadal trochę kosmetyki pozostaje, ale lepiej pisz już trzeci rozdział, zamiast siedzieć za długo nad poprawkami ;]
Jest fajnie, czekam na więcej.

1
(+1|-0)
Opowiadania: trajt,,Likwidator AE" - cz.II [+18]
Wysłano: 26.02.2013 21:34
husky / wilk
Anthro
Spoko, spoko.
Trzeci rozdział już pisze i mam nawet zakończenie. :-Dk

0
(+0|-0)
Opowiadania: trajt,,Likwidator AE" - cz.II [+18]
Wysłano: 26.02.2013 21:45
Wilk
Anthro
Bardzo mnie to cieszy ;]