Zmień fonty Zmień rozmiar
Strona główna Teksty PASTE Sznurki Galeria Forum Informacje Chat: Discord Kalendarz Mapa Szukaj / użytkownika Rejestracja
  
Opowiadania: MFarley - Karnawał Zdrajców - Rozdział I cz.1  
Autor: MFarley
Opublikowano: 2013/8/18
Przeczytano: 998 raz(y)
Rozmiar 18.58 KB
2

(+3|-1)
 
Czuł jej chłodne dłonie na sobie. Rześkie, pierzaste palce nurkowały zwiewnie w jego futrze, sunęły po nagiej piersi, ześlizgiwały się po żebrach łaskocząc i głaszcząc czule. W górę, pod włos, po szyi i barkach. Wyżej także. Uniósł nieco głowę, odsłaniając gardło, kładąc trójkątne uszy. Poddając się pieszczotom. Tchnęła mu w twarz aromatem cyprysa i janowca, świeżą, ożywczą wilgocią. Zbawieniem od lipcowego skwaru. Jakby mu nakazała – oczy miał zamknięte. Zawsze. Tak, jakby się czegoś obawiała. Jakby w tych chwilach, tak eterycznych, mógł ją dostrzec, jej prawdziwą postać. Idealną kobietę. Tu, na gałęzi, w ciepłej, cienistej zieloności koron drzew, siedzącą na jego nogach, obejmującą jego pysk swymi długimi dłońmi. Jak nieuchwytny miraż pośród strug popołudniowego światła przemykających między liśćmi. Nie mówiła nigdy, a jednak z nią tylko naprawdę rozmawiał. Spośród wszystkich tylko ją rozumiał.

– Finn! – Podskoczył na gałęzi na dźwięk swego imienia. Szczęśliwym trafem drzewa zwykle mają więcej niż jedną gałąź, więc mimo wszystko na drzewie pozostał. Oczywiście nie było jej. Nie znikła jednak. Po prostu ciężko było się na niej skupić, kiedy na dole stał wpatrzony w niego Bryce. Na jego psim pysku pojawił się uśmieszek.
– Nie za dobrze ci? Twoi bracia urywają sobie tyłki na polu, a ty co? Wisisz na gałęzi, jak jakiś leniwiec.
– Stary mi kazał nazbierać ziół – odpowiedział Finn przeciągając się.
– I co? Znalazłeś je na drzewie?
Finn uśmiechnął się.
– Właśnie wracałem mu je oddać.
– I pomyliłeś drogę? – Bryce parsknął.
– A ty? – Finn zeskoczył na ziemię z właściwą wilkowi gracją. – Też, widzę, doskwiera ci brak zajęć.
– Akurat nie – owczarek pokazał mu język. – Matka mówi, że ryby na straganie się kończą. – Finn nie zwrócił wcześniej uwagi na sieć zwiniętą na ramieniu jego przyjaciela.
– Często ostatnio się kończą – zauważył. – Nie pierwszy raz w tym tygodniu idziesz łowić. Chodź, pomogę ci.
Bryce wzruszył ramionami i ruszył z wilkiem drogą w stronę strumienia.
– Bo też i ruch spory na targu. Nigdy nie widziałem w wiosce tylu ludzi. Kupcy, rzemieślnicy, nawet żołdacy czasami do karczmy zaglądają. No, ale cóż… – spojrzał na Finna z drwiącym uśmieszkiem – skąd mógłbyś to wiedzieć? Całe dnie spędzasz albo włócząc się po lesie, albo bawisz się w czary ze starym guślarzem.
Wilkowi zdało się, że usłyszał w głosie przyjaciela nutkę pretensji. Nie zastanowił się jednak nad tym.
– Jaaasne… – Posłał psu kuksańca w ramię. – Slaine jest uzdrowicielem. Nie magikiem. Zresztą… wątpię, że ta cała magia kiedykolwiek istniała.
– No jak to?! – obruszył się Bryce. – A ci, co plują ogniem na dożynkach co roku?
Finn spojrzał na niego, trochę z politowaniem.
– Ogień mają na pochodniach, zauważyłeś?
– No tak! Przecież wciągają go nosem i potem wypluwają – wyjaśnił owczarek z mądrą miną, wyraźnie z siebie zadowolony. Tym szerszy uśmiech pojawił się także na pysku Finna.
– Gorzałą plują, nie ogniem. Slaine sam mi kiedyś pokazał… – od razu, gdy to powiedział zapamiętał, żeby ugryźć się za to w ogon.
– Widzisz?! – wybuchnął Bryce. – Mówiłem! Jest magikiem! Guślarz i czarownik, to wręcz czuć od niego. Miałem rację!
Finn zrezygnował z ponownego przedstawiania swoich argumentów. Ta bitwa i tak byłaby przegrana.

Szli przez jakiś czas w milczeniu, otoczeni aurą słonecznego lata. Gwiazda z lazurowego tarasu nieba spoglądała rażąco jasnym obliczem na całą okolicę, momentami tylko chowając się za alabastrowe kotary chmur. Między drzewami na skraju boru prześwitywała nizina opasana pierścieniem łagodnych wzgórz. Kolorowe morze traw falowało na wietrze mieniąc się fuksją i bielą oleandrów, karmazynem maków i feerią różnych odcieni zieleni. Nad wonną powierzchnią łąki, w poszukiwaniu ławic kwiatów, unosiły się owady i mniejsze ptaki, wodując niekiedy w ich kielichach i spijając nektar. Sycąc się nim. Finn sycił się widokiem. Bryce sycił się swoim zwycięstwem. Sieć… też musiała się nasycić. Zanurkowali w sięgającej pasa trawie, w kierunku porośniętych cyprysami wzgórz. Gdzieś między nimi, w małym, płytkim wąwozie wił się wartki potok – główne źródło wody i ryb dla wioski. Dobiegał ich już wilgotny szept wody.

– Jak dużo ryb potrzebujesz? – spytał wilk kiedy znaleźli się na miejscu.
– Bo ja wiem? – Bryce wzruszył swoimi szerokimi ramionami. Nie był tak wysoki jak Finn, ale bardziej krępy. – Jak najwięcej.
– Mogę wziąć kilka, jeśli się nam poszczęści?
– Oczywiście. Jeśli się nam poszczęści.
Wybrali dogodne miejsce na brzegu i Finn zwinnie, suchą nogą, przedostał się po kamieniach na drugą stronę.
– Szykuje się jakaś specjalna okazja? – zapytał owczarek. Finn uśmiechnął się na myśl o nadchodzącym wydarzeniu.
– Mama lada dzień spodziewa się ojca. A Hogan i Jorg są zbyt zajęci pracą w polu, więc przygotowania spoczywają na naszej głowie – wyjaśnił.
Owczarek zaczął rozwijać sieć. Jego długie, czarno–brunatne futro lśniło w promieniach słońca. Dyszał z gorąca.
– To znakomicie, co? – Uśmiechnął się Bryce.
– Taaak… – Wilk zamyślił się. Odkąd pamiętał, ojciec zawsze był dla niego bardzo ważny. Nawet ważniejszy niż matka. Dlatego tak bardzo brakowało mu go kiedy wyjeżdżał, by handlować po wsiach i zamkach. Raz nawet zabrał go ze sobą. Tego zaszczytu nie dostąpił nigdy żaden z jego braci. Finn niewiele już pamiętał z tej wyprawy sprzed dziesięciu wiosen. Jedynie kilka pojedynczych obrazów z nieodległego, wydawałoby się, dzieciństwa. Zachował jednak to uczucie ekscytacji, jakie towarzyszyło pierwszemu spojrzeniu na miasto. Na mury, kamienice, rynek, ratusz. Na dziesiątki osób różnych gatunków na drogach.
– Finn?
– C–co? – Spotkał rozbawione spojrzenie brązowych oczu swojego przyjaciela. Bryce przechylił nieco głowę i wpatrywał się w niego z uniesionymi brwiami i uszami.
– Pytałem jak długo go nie widziałeś? Kiedy wyjechał? Miesiąc temu?
– Prawie trzy.
– Ach… Czy czas przypadkiem nie leci szybciej od niedawna? ŁAP! – Pies rzucił mu koniec sieci nad wodą. Złapał liny bez problemu i zaczął obciążać sieć.
– Tak jakby… też to zauważyłeś? – Finn napotkał spojrzenie Bryce’a. Owczarek wzruszył ramionami i nic nie odpowiedział. Zamarł jednak na moment w bezruchu, jakby rozmyślając nad ich wspólnym spostrzeżeniem.
– Jeżeli już jesteśmy przy moim ojcu… – Finn nie był pewien czy chce kontynuować temat – to pamiętam jak powiedział mi kiedyś, że małych ludzi cieszą małe rzeczy, a dużych już nawet wielkie nie zadowalają.
Bryce patrzył na niego zaciekawiony.
– Nie sądzę, że to rozumiem, ale… może odnosi się też do czasu?
– Brzmi mądrze… – stwierdził owczarek, jakby niezupełnie przytomnie, a zaraz potem jego oczy odzyskały błysk rezonu i uśmiechnął się szyderczo – … i zabrzmiałeś jak dorosły.
– Pfff… Przestań.
– A co? Masz już siedemnaście lat! Ja zresztą też. Niedługo przyjdzie nam się żenić i mieć dzieci. I własne chałupy.
Finn nie mógł wyczytać z jego miny na ile jest poważny, a na ile żartuje. Już od dawna drażniło go całe to mówienie o „staniu się mężczyzną”. Czas biegł nieubłaganie. Tak nieubłaganie, że ani się obejrzał, a pozostało jedynie kilka dni do rytuału jego przejścia w stan dorosły.
– Daj spokój – odparł poirytowany. – Nie tak szybko. Nie jestem jeszcze gotowy na taką odpowiedzialność. Nie spieszy mi się.

Mówił prawdę. Nie potrafił sobie jeszcze wyobrazić Finna–męża, Finna–ojca… Nie wiedział jakiej pragnie kobiety. Jedyna, którą kochał, była idealna. Ale ona należała do wszystkich. Była piękna i wieczna. Wszędzie wokół. W drzewach, w tym strumieniu, w rybach. W nim samym. I w Brycie również.
– Hej…h-hej?
Finn podniósł wzrok na swojego przyjaciela. Bryce uśmiechnął się pojednawczo.
– Spokojnie. Nie mówiłem poważnie – zapewnił. – Jeśli cię to pocieszy, to szczerze… czuję się tak samo. To chyba w ogóle wszystko nie dla mnie.
Wilk przestał na chwilę manipulować siecią w swoich łapach i zaciekawiony przechylił łeb.
– Co masz na myśli?
– Sam nie wiem. To wszystko jakieś takie… nudne. Mdłe.
– To życie.
Zabawne. Powiedział to zupełnie wbrew sobie.
– Czyżby? Spójrz na mojego ojca. – Owczarek machnął łapą w stronę wioski schowanej głęboko za drzewami. – Codziennie z rana do świń. Kurom dać ziarna. Potem na pole. Tylko pory roku się zmieniają. Orać, siać, zbierać, znowu orać… Za chwilę będę musiał robić to samo. A ja tak nie chcę.
Owczarek spuścił wzrok i obciążył swój koniec sieci. Chwilę później pajęczyna lin pomknęła w wodę i Finn usiadł na brzegu rzeki tuż obok swojego przyjaciela.

– A jak chcesz? – spytał możliwie łagodnie, żeby nie zabrzmiało to jak atak.
– Nie wiem… – westchnął Bryce. Położył swoje trójkątne uszy i spojrzał smutno w przestrzeń. Siedzieli tak przez dłuższą chwilę w milczeniu. Finn patrzył na krystalicznie czystą, wzburzoną wodę. Patrzyła na niego również. W zasadzie to patrzył na niego ON sam, jego własne, niewyraźnie odbicie. Młody, biały wilk, wysoki (czego oczywiście nie można było zauważyć, gdy siedział) i smukły (co już bardziej rzucało się w oczy, choć fale zmieniały to wszystko w mazgnięcia farbą po niebie nad nimi). Cholera, ostatecznie nikt na niego nie patrzył, ale cisza w konwersacji zawsze zmusza tych co bardziej rozgarniętych do myślenia nad tym co powiedzieć, albo szukania czegoś, w co nagle można się wpatrywać z zainteresowaniem. Od jakiegoś czasu w rozmowach między nim i Brycem dochodziło do takich momentów milczenia. Po prostu świetnie! – pomyślał Finn. – Im jesteśmy starsi, tym mniej umiemy rozmawiać. Poczuł, że od kilku chwil nie patrzą na niego tylko jego oczy. Spojrzał w prawo i zobaczył ten sam… nie smutny, nie wiedział właściwie jaki, wyraz twarzy Bryce’a.
– Pamiętasz jak opowiadałeś mi o świecie?
Białego wilka zaskoczyło to pytanie. Rzeczywiście, od swojego mentora, uzdrowiciela Slaine’a, dowiedział się o świecie wielu ciekawych rzeczy. Ojciec także opowiadał mu o cudach, jakie widział podczas swoich podróży z karawanami. Finn czasem zabawiał przyjaciół przekazując im takie czy inne ciekawostki. Zwykle nie wierzyli.
– Taaak, ale… TY to pamiętasz?
– Tak, widzisz… – Bryce zawahał się. – Od tamtego momentu… kiedy opowiadałeś… nigdy nie słyszałem naraz tylu interesujących rzeczy. Że jak wyruszysz na zachód, to w końcu dotrzesz z powrotem tam, skąd wyruszyłeś… O statkach… I pustynia! – owczarek ożywił się nagle. – Pustynia! Nie mogę sobie tego wyobrazić. Cały horyzont w piasku! Jak ogromna plaża!
Finn uśmiechnął się, ujęty podnieceniem swojego psiego przyjaciela.
– Tak… tylko że bez morza.
Bryce machnął łapą.
– Ale ten widok! Chciałbym kiedyś zobaczyć pustynię. Znaleźć się tak daleko, jak jeszcze nigdy nie byłem.
– Rozumiem cię – zapewnił go wilk. Sam zasmakował w… cóż… nie mógł za bardzo nazwać "wędrówkami" swoich krótkich wypadów do lasów naokoło wioski, ale uwielbiał być w ruchu, poznawać świat, nawet jeśli w rzeczywistości niezbyt odległy. Lubił wyobrażać sobie, że tak naprawdę znajduje się setki mil stąd. Zawsze był wdzięczny ojcu, że rozbudził w nim zamiłowanie do odkrywania.
– Nie wątpię – rzekł Bryce ciągle podekscytowany swoim marzeniem. – Cała wioska mówi, że zamiłowanie do wędrówek masz po ojcu. Założę się, że twój staruszek niejedno widział w swoich podróżach!
Jakby przed chwilą zajrzał mi do głowy!– przemknęło Finnowi przez myśl. A potem, złamał postanowienie, które powziął zaledwie przed miesiącem.
– Chciałbyś kiedyś pójść razem ze mną?
Owczarek rozszerzył oczy i szczęknął z podnieceniem.
– Naprawdę?!
– Pewnie. Miło będzie mieć towarzystwo. Mogę nauczyć cię kilku przydatnych rzeczy – nagle Finn zmarszczył brwi. – Dlaczego nigdy wcześniej o tym nie wspomniałeś? Moglibyśmy już od dawna urządzać sobie takie wyprawy.
Kiedy tylko te słowa opuściły jego usta poczuł ukłucie wstydu. Finn, ty cholerny kłamco! Jak mogę być takim dupkiem?
Bryce nieznacznie spuścił uszy.
– Chciałem, nawet bardzo. Ale… Ehhh… wiesz… ostatnio… – Pies wydawał się bić z myślami.
– Powiedz. – Wilk pochylił się odrobinę by złapać spojrzenie brązowych oczu swojego przyjaciela.
– No więc… zawsze… od kiedy pamiętam bardzo uciekałeś od innych. Stroniłeś od ludzi… trzymałeś się na dystans…
– To… prawda. – Finn również położył swoje uszy. – Wiesz, że nie lubię tłumów – przyznał, wiedząc do czego zmierza Bryce. Zauważył… Oczywiście, że zauważył, każdy głupi by zauważył, idioto! Na co liczyłeś? Był wściekły na siebie. Nagle jego propozycja przestała mu się wydawać tak dobrym pomysłem. I przypomniał sobie dlaczego.
– …właśnie – ciągnął Bryce. – Ja… No cóż… nie chcę, żebyś pomyślał sobie, że robię ci wyrzuty… ale często to powtarzasz i… po prostu… – Podrapał się nerwowo po głowie, wyraźnie nie wiedząc co zrobić z łapami. – Zawsze myślałem, że tak już musi być. Że jesteś ty i cała reszta. Ale nie myślałem, że… że JA też jestem w tej reszcie… a ostatnio…
Razem z tą prawdą, owczarek wypuścił głośno oddech, który wstrzymywał stanowczo zbyt długo. Nie musiał mówić nic więcej. Podniósł głowę i spojrzał na swojego przyjaciela.

Finn wiedział, że pies musiał wykrzesać z siebie niemało odwagi, żeby to wyznać. Nie był osobą, która chętnie rozmawia o swoich... uczuciach. Uczuciach? Przerażał go ten wyraz.
Lecz to nie słowa jego przyjaciela go zaskoczyły. Jak mogłyby go zaskoczyć? Raczej samo to, że zdołał je z siebie wydusić było dość… nadzwyczajne. Było mu przykro, ale jak Bryce musiał się czuć? Unikał go już od jakiegoś czasu. Dość długo bym sam już nie był w stanie.
– Ja… – zaczął, ale urwał. Coś było nie tak. Nagle zdał sobie sprawę, że ciągle wbija wzrok w ziemię między swoimi nogami. Ale to nie było w porządku. To kłamstwo musi być w żywe oczy – pomyślał z przekąsem.
Tak trudno było to zrobić. Wzrok Bryce’a był tak niepewny, tak wystraszony, że poczuł się tylko jeszcze gorzej.
Pies milczał.
– Przykro mi, że tak się poczułeś. Ja… kurczę… – Nadeszła kolej wilka na szukanie słów – masz rację. Taki jestem. Ale, wierz mi… TY na pewno nie jesteś w… "tej reszcie".
Pies milczał. Nie wydawał się przekonany.
– To prawda, że cię unikałem. – Finn na chwilę spuścił wzrok. To JEST prawda. – Ale właśnie z tego powodu, o którym mówiliśmy… Zabawne jak łatwo to wymyśliłem. …inicjacja i to wszystko… trochę mnie przytłacza. No dobrze… – westchnął. – Nawet bardzo. Po prostu… chciałem być sam.
Ekspresja Bryce’a uspokoiła się nieco, trójkątne, brązowe uszy odrobinę uniosły. Finn musiał jednak zdobyć uśmiech.
– Posłuchaj… – Bryce chciał coś powiedzieć, ale wilk uciszył go gestem.
– Jesteś moim najlepszym przyjacielem. Nieważne, że tak naprawdę jedynym – powiedział łagodnie się uśmiechając i położył łapę na jednym z szerokich ramion owczarka. – Wiem, że mogę z tobą porozmawiać o wszystkim.
Kłamstwo.
– Jeśli ktoś z całej hałastry dzieciaków, albo… „prawie dorosłych” – tu skrzywił się teatralnie, co już pociągnęło kąciki warg owczarka w pożądaną stronę – jest mi naprawdę bliski, to tylko TY – zapewnił ściskając czarne ramię przyjaciela, by dodać mocy swoim słowom. Jego czarne futro było miłe w dotyku.
Bryce rozpromienił się, wyraźnie odzyskując dobre samopoczucie i błysk w oczach. Zupełnie, jakby rozmowa przed chwilą wcale nie miała miejsca.
– Dziękuję. Ja… to zabrzmi banalnie, ale… to wiele dla mnie znaczy.
– Wcale nie brzmiało banalnie – zapewnił Finn. – Przykro mi, że tak się czułeś. Teraz tym bardziej obiecuję ci, że tuż po naszym „rytualnym wkroczeniu w szeregi mężczyzn” – powiedział wilk ironicznie i Bryce parsknął śmiechem – wybierzemy się na daleką eskapadę. Może uda nam się dojść nad morze.
– Może… – rzucił Bryce i tym razem obaj zarechotali. – Tymczasem sprawdźmy czy to nasze małe morze podrzuciło nam jakieś ryby do sieci.

Kłamstwo zmieszane z prawdą, niczym olej z wodą. Ponoć zawsze wypływa na wierzch – Finn w duchu uśmiechnął się gorzko, podczas gdy wyciągali sieć ze strumienia. – No to teraz jest tylko cienkim osadem i oby przywarła do dna. Tylko czy naprawdę tego chciał?

 
Powrót do kategorii | Powrót do strony głównej artykułów
Komentarze są własnością ich autorów. Twórcy niniejszego serwisu nie ponoszą odpowiedzialności za ich treść.
0
(+0|-0)
Opowiadania: MFarley - Karnawał Zdrajców - Rozdział I cz.1
Wysłano: 18.08.2013 3:34
Wilk
Anthro
Postaram się wrzucać mniejsze części poszczególnych rozdziałów, ale blisko siebie. Druga część może nawet jutro.

Zmora numer dwa po interpunkcji: DIALOGI, DIALOGI, DIALOGI D: Dajcie znać jak mi poszło. Potrzebuję Waszych opinii jak powietrza ;)

Aha. Jeżeli jest jakaś niespójność w stylu między tym co można przeczytać w prologu, a tekstem rozdziału pierwszego, również potem drugiego - wynika to z faktu, że obydwa rozdziały powstały mniej więcej rok przed prologiem. Podobnie ma się rzecz w przypadku rozdziału trzeciego i będącego już na ukończeniu ogromnego rozdziału czwartego (który być może rozbiję na dwa), a to dlatego, że pisane były i są z kolei rok PO prologu. Jakim cudem tak długo to trwa? Dwa razy porzucałem ten pomysł. Jednak potem coś strzyknęło, coś wskoczyło na miejsce i za dużo już wymyśliłem, żeby to mi dało spokój ;]

0
(+0|-0)
Opowiadania: MFarley - Karnawał Zdrajców - Rozdział I cz.1
Wysłano: 18.08.2013 9:26
husky / wilk
Anthro
Cieszy mnie bardzo, że wreszcie ruszyłeś z pierwszym rozdziałem.
PS: Myślałem, że prolog był TYM pierwszy rozdziałem, ale okey.

Cytat:
Zmora numer dwa po interpunkcji: DIALOGI, DIALOGI, DIALOGI D: Dajcie znać jak mi poszło. Potrzebuję Waszych opinii jak powietrza


Sorry, że nie mogę cię wspomóc w tym. Jestem dyslektykiem.

Ale mam wielką nadzieje, że całość będzie szła w dobrym kierunku, bo na moje (jedno) oko idzie we właściwym.

Aha, z oceną... jakaś ta część średnia. Nie wiem, może muszę poczekać na resztę.

1
(+1|-0)
Opowiadania: MFarley - Karnawał Zdrajców - Rozdział I cz.1
Wysłano: 18.08.2013 13:17
Owczarek australijski
Anthro
No to teraz ja.

Cytat:
Postaram się wrzucać mniejsze części poszczególnych rozdziałów, ale blisko siebie. Druga część może nawet jutro.


Pilnuj tego! :-Dk

Cytat:
PS: Myślałem, że prolog był TYM pierwszy rozdziałem, ale okey.


trajt:
Prolog – wstępna, wyodrębniona część utworu dramatycznego lub narracyjnego, zawierająca relację o faktach poprzedzających zawiązanie akcji; prologiem nazywa się też autorski komentarz poprzedzający utwór.

Cytat:
Aha, z oceną... jakaś ta część średnia. Nie wiem, może muszę poczekać na resztę.


Mhm, musimy poczekać na rozwój wydarzeń. Tak to już jest z podziałem na fragmenty.
Następnym razem napisz dlaczego coś Ci się nie podoba 8-)k Bo tak, to jakbyś dał komuś w zęby i nie powiedział za co...

Jak dla mnie jest ok. Nie zauważyłem błędów. Przyjemnie się czyta. Plus za podział na krótkie fragmenty, bo te z prologu były trochę długie. Wiadomo - to tylko niewielki fragment, więc nie ma co oczekiwać wielkiej akcji na samym początku.

Czekam na kolejne części!!!

1
(+1|-0)
Opowiadania: MFarley - Karnawał Zdrajców - Rozdział I cz.1
Wysłano: 18.08.2013 19:27
Wilk
Anthro
Będę pilnował. Chociaż jak widzę niesie to za sobą pewne ryzyko - fragment może tracić na wartości czytany bez swojego kontekstu, bez umiejscowienia w tekście. Ale albo to, albo tasiemce, którymi zainteresują się tylko najwytrwalsi czytelnicy. A takich tu bardzo mało.

Co do definicji i funkcji prologu... nie wiem co miałbym tu jeszcze dodać, sebkad odpowiedział.

Za to możesz napisać dlaczego. Wystarczy chwila zastanowienia i wiemy co nam nie leży. Z "jakaś ta część średnia" niezbyt wiele mogę zrobić. Być może tak, jak mówisz, dalsze fragmenty Ci dopełnią. Zresztą... nie być może. Na pewno ;]

Cytat:
Ale mam wielką nadzieje, że całość nie będzie szła w dobrym kierunku, bo na moje (jedno) oko idzie we właściwym.


Przepraszam, ale nie mogę rozszyfrować o co chodzi ;] Co masz na myśli?

Minus? Dobra. Poproszę o argumentację. Sam minus mi niewiele daje, nic nie poprawię z samym minusem. Coś Ci się nie podoba, dawco minusa? Napisz proszę, może czegoś się z tego nauczę ;)

0
(+0|-0)
Opowiadania: MFarley - Karnawał Zdrajców - Rozdział I cz.1
Wysłano: 18.08.2013 20:20
husky / wilk
Anthro
Po pierwsze....

sebkad, dziękuje bardzo, bardzo, bardzo, ale to bardzo za wytłumaczenie znaczenia słowa prolog. Dzięki tobie słownik poprawnej polszczyzny i słownik wyrazów obcych mogę bez żalu schować na półki.

Poczułem się jak dwa tygodnie temu, kiedy tłumaczyłem córkom kuzynki o wyższości serii HP nad serią Zmierzch.Szczęśliwie jej pięcioletni synek ( jest taki słodki, gdy mówi do mnie wujciu) dodał mi otuchy mówiąc:
- Ale Batman by dał Edwardowi kopa!
Aż uradowane serce się kraja nad takim dzieckiem!

Po drugie...
MFarley, z tobą to mam do pog...napisana! :zlyk: (Oczywiście w koleżeńskim tonie :-Dk)

Moja aluzja do moich problemów związanych z prawym okiem... No, rozumiem, że moja ironią idąca tym torem jakoś nie została zrozumiana. Zgoda. Ostatnio trochę łaziłem po okulistach i... jakoś samo naszło mnie do napisania.

Cytat:
Minus? Dobra. Poproszę o argumentację. Sam minus mi niewiele daje, nic nie poprawię z samym minusem. Coś Ci się nie podoba, dawco minusa? Napisz proszę, może czegoś się z tego nauczę ;)


Ja tego minusa nie dałem. Przecież już o 9:26 napisałem, że wstrzymam się z oceną albo w ogóle je nie dam.

A jeśli śmiesz mnie nazywać dawcą minusów... Oj, oj, oj, oj, oj... to ja mógłbym ciebie...

Wiesz co? Ja mógłbym wygarnąć ci za zminusowanie mojego ostatniego komentarza do ostatniej części LikwidatoraAE, gdzie napisałem, można je uznać za takie, kontrowersyjne słowa:

Cytat:
Hej! Mam prawo do pisania równoważniku zdań z wielkiej litery, jak ty nie masz prawa pisać mojego nick-u z dużej litery! Jest demokracja i niektóre zwierzęta są równiejsze od pozostałych (cytując klasyka)!


Tak. Samokrytyka by się przydała.
Skoro cię uraziły (albo uraziły kogoś innego)

Przepraszam
Bardzo
z sercem na dłoni
(i tutaj akurat mówię prawdę, bo piszę lewą dłonią te słowa)
PRZEPRASZAM

0
(+0|-0)
Opowiadania: MFarley - Karnawał Zdrajców - Rozdział I cz.1
Wysłano: 18.08.2013 21:18
Wilk
Anthro
...Serio? -.-

Spróbuję jeszcze raz: "...mam wielką nadzieje, że całość nie będzie szła w dobrym kierunku, bo na moje (jedno) oko idzie we właściwym."

Nie chodzi mi o żadne oko, rozumiem, masz problemy, mnóstwo ludzi je ma. O co chodzi z tymi kierunkami? Że nie będzie szła w dobrym kierunku, bo idzie we właściwym... To nie ma logicznego sensu, stąd pytam o objaśnienie.

Cytat:
Ja tego minusa nie dałem. Przecież już o 9:26 napisałem, że wstrzymam się z oceną albo w ogóle je nie dam.

A jeśli śmiesz mnie nazywać dawcą minusów... Oj, oj, oj, oj, oj... to ja mógłbym ciebie...


A kto powiedział, że Ty? Boooże... czy tak trudno zrozumieć, że proszę o uzasadnienie osobę, która DAŁA minusa? W dodatku całkiem bez spiny, no bo i po co miałbym pytać o opinie i komentarze, jeśli godziłbym się wyłącznie na pozytywne? Jeśli minusa nie dałeś, to chyba jasne, że ta prośba nie jest skierowana do Ciebie?

I tak, jestem świadom upływu czasu i widzę również daty i godziny.

I... "śmiem Cię nazywać"? Zabrzmiało bardzo arogancko. Poza tym uważam, że jeśli nie wiem kto dał minusa, to muszę się jakoś odnieść do tej osoby. TO był całkiem sensowny sposób. A przecież chodzi mi tylko o powody, a nie o to, że ktoś dał i nie o to kto.

A co do ostatniego... w pełni się zgadzam! Samokrytyka by się przydała. Więc się teraz samoskrytykuj, bo ja jestem tu od grudnia i zgadnij ile dałem minusów? Taka subtelna podpowiedź: To bardzo okrągła cyferka.

Preferowałbym wrócić do normalnego, dojrzałego poziomu rozmowy. Ale widzę, że ja sobie mogę dowolnie słodkopierdzieć, a Ty i tak jesteś w stanie zupełnie niewinną, neutralną wypowiedź, adresowaną do kogoś innego, odnieść do siebie i jeszcze przekręcić na jakąś osobistą wycieczkę. No bez jaj -.-

1
(+1|-0)
Opowiadania: MFarley - Karnawał Zdrajców - Rozdział I cz.1
Wysłano: 18.08.2013 22:05
husky / wilk
Anthro
Wracając na ziemię...

Cytat:
Nie chodzi mi o żadne oko, rozumiem, masz problemy, mnóstwo ludzi je ma. O co chodzi z tymi kierunkami? Że nie będzie szła w dobrym kierunku, bo idzie we właściwym... To nie ma logicznego sensu, stąd pytam o objaśnienie.


Poprawiłem.

Cytat:
I... "śmiem Cię nazywać"? Zabrzmiało bardzo arogancko. Poza tym uważam, że jeśli nie wiem kto dał minusa, to muszę się jakoś odnieść do tej osoby. TO był całkiem sensowny sposób. A przecież chodzi mi tylko o powody, a nie o to, że ktoś dał i nie o to kto.


A to akurat nutka ironii, a nie arogancji. Sorry, jeśli to wziąłeś za to drugie.

Cytat:
Preferowałbym wrócić do normalnego, dojrzałego poziomu rozmowy. Ale widzę, że ja sobie mogę dowolnie słodkopierdzieć, a Ty i tak jesteś w stanie zupełnie niewinną, neutralną wypowiedź, adresowaną do kogoś innego, odnieść do siebie i jeszcze przekręcić na jakąś osobistą wycieczkę. No bez jaj -.-


I tu nie mogę się nie zgodzić...
Miałem ciężki tydzień i muszę trochę przystopować, wyciszyć. Sorry

A sprawa... rozmów.
Naprawdę... Nie wiem co napisać, ale muszę ci podziękować. Jakoś twoje słowa poprawiły moją postawę wobec innych.

Dzięki.

0
(+0|-0)
Opowiadania: MFarley - Karnawał Zdrajców - Rozdział I cz.1
Wysłano: 19.08.2013 0:42
Wilk
Anthro
Jeśli coś dobrego dla Ciebie z tego wyniknie, to nie ma sprawy. Nikt nie jest doskonały, ale warto się po ludziach spodziewać raczej dobrych rzeczy, niż złych. Ja na przykład jestem naiwny i wierzę w te bzdury o pozytywnym myśleniu. Tyle mi to już w życiu dało, że wiem, że tak naprawdę to nie są bzdury, a człowiek się lepiej nastawia. I unika takich sytuacji jak choćby ta.

I spoko, ja się łatwo nie obrażam, ani nie chowam urazy ;]

Jedno ale: moje słowa nie poprawią Twojej postawy wobec innych. Twoje myślenie i Twoje działanie to zrobi :)

2
(+2|-0)
Opowiadania: MFarley - Karnawał Zdrajców - Rozdział I cz.1
Wysłano: 19.08.2013 23:14
Efekt romansu wilka i lisicy
Anthro
mi się opowiadanie podoba. Ciekawie się czytało.
Wiesz kiedyś fajne opowiadanie czytałem pewnego pisarza furry (bij zabij nie pamiętam ksywy) i on uzył całkiem ciekawego zabiegu. Otóż w jego opowiadaniach żyły i współistniały stworzenia anthro na współę z takimi normalnymi lisami-drapieznikami, końmi pociągowymi itp. Otóż aby je odróżnić pisał on nazwy gatunków anthro z dużej litery.

przykład:

"Skupiony i ubłocony Lis upolował tego dnia lisa dając go w prezencie Wężowi"



Mniej konfundowało to czytelnika.
Osobiście dodałbym ten zabieg do twojego stylu - ZAZNACZAM tu słowo "osobiście" co świadczy, że jest to tylko i wyłącznie moje zdanie a opinie innych mogą się różnić i należy to uszanować a nie wszczynać butthurty, shit stormy i inne niecne seksy 8-)k

PS.
Się minusem przejmujesz? :-?k ktoś wstawił z czystej złośliwości skoro nie powiedział co jest źle. Tego nie zmienisz ale można to olać i robić swoje :) Daj mu/jej choć raz poczuć się jak ninja (zostawił/ła ślad i go/jej nie wykryli) skoro sam/sama napisać sensownej krytyki nie potrafi.

0
(+0|-0)
Opowiadania: MFarley - Karnawał Zdrajców - Rozdział I cz.1
Wysłano: 20.08.2013 0:48
Wilk
Anthro
Bardzo dziękuję :D Cieszę się, zwłaszcza, że w początkowych rozdziałach jest masa dialogów. Dobry trening, a jeśli ktoś uzna, że są przegadane, to ma to swoje uzasadnienie w całości fabuły ;] Zresztą całe nasze życie składa się głównie z interakcji z innymi, więc ten aspekt muszę zgłębiać i poprawiać.

Twoja sugestia... jakby to dobrze ująć... trafiła praktycznie idealnie w to, co zamierzałem zrobić! :) Co prawda myślałem bardziej o nazwaniu dzikich zwierząt w stylu "dzicy bracia", "mniejsi bracia" itp., jednak pomysł, który proponujesz, wydaje mi się jeszcze lepszy. Będzie trochę do przeredagowania, ale może już dziś się uda część drugą wrzucić z zastosowaniem tej koncepcji. Za to pięknie dziękuję ;)

Może nawet nie tyle przejąłem się minusem, co po prostu... nie lubię nie znać przyczyny zjawiska. No chyba, że po prostu coś mnie nie obchodzi ;] Trudno się jednak z Tobą nie zgodzić - nie chce, niech nie mówi, olać. Ewidentnie będę musiał odpuścić na tym forum z dociekliwością. Co może wyjdzie i na zdrowie w codziennym życiu ;]

1
(+1|-0)
Opowiadania: MFarley - Karnawał Zdrajców - Rozdział I cz.1
Wysłano: 20.08.2013 1:03
Efekt romansu wilka i lisicy
Anthro
A proszę bardzo. Cieszę się, że mogłem coś doradzić.

nie obraź się ale ten pomysł z "mniejszymi braćmi" jest trochę...hmmm...szukam odpowiedniego słowa..."mdły" to chyba dobre okreslenie. Sory za szczerość. Nie mam zamiaru cię obrazić czy coś tylko dać przeświadczenie o tym, jakich reakcji możesz się spodziewać od przeciętnego czytelnika.
Ja tam pisze syf dla siebie bo mi się mój syf podoba i mnie bawi w swojej syfiastości XD, ale ty szukasz raczej udoskonalenia swojego stylu a nie drętwej stagnacji w samozadowoleniu. Pozwalam sobie zatem na trochę słów krytyki :)

1
(+1|-0)
Opowiadania: MFarley - Karnawał Zdrajców - Rozdział I cz.1
Wysłano: 20.08.2013 1:11
Wilk
Anthro
Gdybym się z tym nie zgadzał, to bym pewnie nie zaaprobował proponowanej przez Ciebie wersji nad moją ;) Prostota wygrywa. Ja często za dużo kombinuję. Zresztą nie wiem, teraz jak się zastanowię, to chyba to słyszałem w kontekście filozofii Franciszka z Asyżu. Niezupełnie tym chciałbym się inspirować przy tego rodzaju literaturze ;]

I hej, szczere opinie są w cenie ;) Mi utkwił w pamięci cytat z Paula Muad'Diba w którejś z części "Diuny". Tam coś było o gniciu w smrodzie własnych wyobrażeń. Tego nie chciałbym robić ;]

1
(+1|-0)
Opowiadania: MFarley - Karnawał Zdrajców - Rozdział I cz.1
Wysłano: 20.08.2013 1:23
Efekt romansu wilka i lisicy
Anthro
Masz piwo za czytanie Kronik Diuny :P

(ja osobiście przepadam jeszcze za Herezją Horusa [ Warhammer 40k]- niby nowsze, niby więcej nawalania niż rozwijania myśli, ale Dan Abnett i Graham McNeill jak już za coś się biorą - to robią to dokładnie. Wizja Imperium bez Boga, problem wiary. czym jest lojalność, problem niedoskonałości w doskonałości i genialnie opisane stopniowe wpadanie w obłęd człowieka, który jednym rozkazem jest w stanie skazać galaktykę na tysiąclecia wojen - polecam gorąco. Omijaj tylko twórczość Wiliama Kinga...dla niego SF zawiera się w momencie, gdzie trza sie napierdzielać, zbierać magiczne części jednego talizmanu itp...)

a wracając do rzeczy - pisz. Chętnie przeczytam, kiedy będę miał chwilę wolnego czasu

0
(+0|-0)
Opowiadania: MFarley - Karnawał Zdrajców - Rozdział I cz.1
Wysłano: 20.08.2013 1:35
Wilk
Anthro
Hah, dzięki, zapamiętam to piwo ;]

Przyznam, że jakoś do tej pory nie wpadło mi w ręce nic innego, niż właśnie "Kroniki Diuny", troszkę też brakuje czasu ostatnio. Zawsze preferowałem fantasy, jednak to co Herbert zrobił... no kurcze! ;]

Tak przedstawiłeś tę "Herezję Horusa", że się zainteresowałem. Na pewno sięgnę po lekturę w wolnym czasie ;]

No, w sumie ten fragmencik to jakieś... 5% całości materiału. Więc mogę też ze spokojem nadrobić zaległości we wrzucaniu ;]

1
(+1|-0)
Opowiadania: MFarley - Karnawał Zdrajców - Rozdział I cz.1
Wysłano: 20.08.2013 2:11
Efekt romansu wilka i lisicy
Anthro
w WIELKIM skrócie:

Okoła 8 tysiąclecia wszyscy psionicy na Ziemi poczuli jakąś obecność w niematerialnym świecie. Aby zapobiec jej ujawnieniu postanowili złożyć masową ofiarę, aby narodził się kiedyś byt Prawdziwie Idealny. Ludzkość rozwijała się, kolonizowała światy tak odległe, że czas podróży do nich mierzony był w pokoleniach. Kolonizacja przyśpieszyła, kiedy ludzie odkryli wejście do świata niematerialnego, gdzie nie istniało żadne prawo czasu i przestrzeni. Nazwano to Osnową. W pewnym momencie, jakby za sprawą czyjejś chorej woli, Osnowa zasnuła się burzami na całe tysiąclecia. Kontakt między koloniami został przerwanya ludzkość rzuciła się sobie do gardeł, Najazdy obcych niszczyły całe układy. Ludzkość cofnęła się w rozwoju pojmując technologię jako magię. Bractwo Adeptus Mechanicus odkryło na Marsie maszynę tak skomplikowaną, że uznali ją za Boga Maszynę. Zastępowali swoje ciała mechanicznymi wszczepami i wierzyli, że kiedyś pojawi się Omnimesjasz, którego ciało będzie doskonalsze niż każda maszyna. Wtedy to przybył Imperator. Nago przeszedł po powierzchni Marsa a cisnienie, brak tlenu, pył i burze piaskowe nie były w stanie go zabić. Ogłoszono go Omnimesjaszem. Wtedy Imperator zlecił Adeptom stworzenie armi genetycznie modyfikowanych ludzi. Każdy z nich miał ponad 3 metry wzrostu, mógł używać w rękach tego, co normalnie montuje się do czołgu. Nazwał ich Proto Astartes i z ich pomocą podbił na nowo ziemię. Jednak Proto Astartes byli tylko rozwiązaniem tymczasowym bo ich genotyp nie był idealny. Imperator udoskonalił ich a w Laboratoriach Pod Uralem stworzył Primarchów. Jego-jakby-klony, którzy mieli poprowadzić LEgiony udoskonalonych Adeptus Astartes na podbój na nowo całej galaktyki. JEdnak ta Dawna Obecność się ujawniła i rozrzuciła młodych jeszcze Primarchów po galaktyce. Nie wiadomo czemu nie zostali na miejscu zabici. Każdy z nich był w stanie samotnie podbić planetę, na której wylądował. Imperator ostateczie odnalazł wszystkich.
Zakazał jakichkolwiek religii wierząc jedynie w naukę. Każdemu z odnalezionych synów podarował Legion Adeptus Astartes i tak zaczęła się Wielka krucjata. Bojaźliwi ludzie powoli zaczynali myśleć, że skoro Imperator podbija wszystko, zakazał innych kultów....to sam jest bogiem (o ironio) i niektórzy oddawali mu cześć. Był to ruch tępiony przez samego Imperatora ( o ironio ironii). Imperator w pewnym momencie zleca prowadzenie krucjaty swojemu ukochanemu synowi Horusowi i powraca na Ziemię w sobie jedynie znanym celu. Horus otrzymuje tytuł Mistrza Wojny a istoty zamieszkujące Osnowę sięgają ku niemu w sieci intryg i szaleństwa, które spali doszczętnie całą galaktykę.
I tu zaczyna się CYKL


ojć się rozpisałem...mam nadzieję, że zaciekawiłem

a tu taki mały trailer do fanowskiego filmu zrobionego przez JEDNEGO ANIMATORA
http://www.youtube.com/watch?v=N7glPda2Lcc

0
(+0|-0)
Opowiadania: MFarley - Karnawał Zdrajców - Rozdział I cz.1
Wysłano: 23.08.2013 2:17
Wilk
Anthro
Już myślałem, że to cała książka ;]

No ciekawie, ciekawie. Zainteresowałeś ;] Poza tym dawno już nie czytałem nic fabularnego, więc dlaczego by nie to?