Zmień fonty Zmień rozmiar
Strona główna Teksty PASTE Sznurki Galeria Forum Informacje Chat: Discord Kalendarz Mapa Szukaj / użytkownika Rejestracja
  
Opowiadania: MFarley - Karnawał Zdrajców - Rozdział I cz.3  
Autor: MFarley
Opublikowano: 2013/9/3
Przeczytano: 691 raz(y)
Rozmiar 17.59 KB
3

(+3|-0)
 
– Nazbieranie kilku ziół zajęło ci straszliwie dużo czasu – powitał go stary Jeleń, kiedy Finn wszedł do chaty. Przestronne, ciemne wnętrze wypełniał zapach ziół i wywarów, od którego aż kręciło w nosie.
– Pomagałem Bryce’owi przy połowie ryb – wyjaśnił Wilk.
– Masz wszystko?
– Krwawnik, trochę czarnego bzu. Jest też dzika róża.
– A jałowiec? Masz jałowiec?
– Pełno – odpowiedział Finn zadowolony z siebie.
– Pokaż.

Jeleń wstał od stołu alchemicznego i podszedł by obejrzeć zawartość torby, którą Wilk rozłożył na jednej z trzech pryczy przeznaczonych dla poważnie chorych. Szczęśliwie dla wioski – wszystkie były puste.

– Doskonale! – Przyklasnął w dłonie Slaine. Dźwięk uderzających o siebie racic odbił się głucho od ścian chaty. – Mogę uwarzyć jałowcówkę.
Finn uśmiechnął się.
– Przecież masz jej pełno w piwniczce.
Slaine spojrzał na niego unosząc brwi.
– Hmm… rozumiem, że coś szalenie istotnego skłoniło cię, żeby zajrzeć do loszku?
– Ehh… – Finn spuścił uszy zakłopotany – no wiesz… kazałeś nazbierać pajęczyn, pomyślałem, że oszczędzę sobie trudu.
Stary Jeleń uśmiechnął się chytrze.
– Ma sens. Jeśli nie musisz pracować ciężko, nie rób tego.
– Staram się stosować do tej rady. Tylko co z nauką, że winniśmy ciężko pracować?
Slaine parsknął.
– W życiu naharujesz się jeszcze tyle, że żadne stare pryki nie muszą ci o tym przypominać zza ołtarza. Bądź sprytny.
– Pewnie… – Finn w porę przypomniał sobie o jałowcówce – …a więc po co ci tyle wódki?
– No taaak… - Rechocząc znachor powrócił za swój stół, do alembików i zlewek bulgoczących na małym ogniu. – Owszem, mam dużo wódki, ale to się zmieni w przyszłym tygodniu.
Czując na sobie pytające spojrzenie swojego ucznia Slaine podniósł wzrok znad aparatury.
– Co? Myślałeś, że wszyscy będą na trzeźwo celebrować twoje wejście w grono mężczyzn? Myślisz, że czym się zajmą ludzie, kiedy już odprawimy cię na Tułaczkę?
– Ach, więc tak to się odbywa? Młodych wyrzucacie do lasu, a samemu to się bawić? Dlaczego mnie to nie dziwi? – Finn zmarszczył brwi i złożył ręce na piersi.
Slaine był wyraźnie rozbawiony jego reakcją.
– Nie powinno… To chyba oczywiste, że nikt nie przepuści takiej okazji? Zawsze tak to wygląda. Gorzała leje się strumieniami na każdej inicjacji.
Jeleń zapatrzył się na jakiś nieskonkretyzowany punkt na ginącej w półmroku ścianie chaty. Widać było siwe plamy i przebarwienia na jego pysku i szyi. Nie dosłyszał pytania Finna i ten głośno odchrząknął, żeby zwrócić na siebie uwagę.

– Co?
– Kiedy przeprowadzicie rytuał?
Slaine westchnął.
– Powiedziałem ci już, że nie wiem. Decyzja jest zawsze spontaniczna. A zresztą tobie nie wolno o tym wiedzieć.
– Nie rozumiem co jest takiego ważnego w tym, że nie mogę być przygotowany.
– Akurat ze wszystkich idiotycznych ludowych tradycji, ta jest piękna, bo prosta. Inicjacja to rytuał przejścia w stan dorosły. W dorosłym życiu często spotyka nas wiele niespodziewanych rzeczy. Nie jesteśmy na nie gotowi – wyjaśnił Slaine. Po czym dodał trochę pocieszającym tonem – I tak nie jest tak źle. Wiesz przynajmniej, że nie nastąpi to przed powrotem twego ojca. Najpewniej w przyszłym tygodniu. Po prostu bądź czujny.
Nie sposób było z tym dyskutować. Finna zastanowiło coś innego.

– A co z Brycem? Jest dokładnie w moim wieku. Kiedy będzie jego inicjacja?
Pociągły pysk Slaina znalazł się akurat za wielką pękatą zlewką i prezencja starego Jelenia rozdęła się na szklanych ściankach niczym bańka mydlana. Młody Wilk z trudem powstrzymał uśmiech, kiedy przemieszczone i skurczone do nienaturalnych rozmiarów oczy jego mentora posłały mu odrobinę znudzone spojrzenie.
– Skoro masz takie informacje, to powinieneś wysnuć jakieś wnioski, nie? Myśl jak dorośli, sam już jednym jesteś.
– No dobrze… myślę, że byłoby wygodniej i oszczędniej, gdyby odbyła się w tym samym czasie.
– No! I teraz dobrze gadasz. No… prawie dobrze. Zwyczajowo nie będzie jej mieć dokładnie tego samego dnia, nie jest twoim bratem. Ale nie będziemy dwa razy niepotrzebnie dekorować wioski i …trzeźwieć, żeby znów się potem się upić. Więc na pewno też w przyszłym tygodniu. Choć stawiam, że ty będziesz pierwszy. Twoja rodzina jest bogatsza od rodziny Bryce'a.

Finn położył uszy. Bryce często musiał pomagać ojcu w polu, albo matce na targu, by mogli oddać daninę panu i mieli co jeść. Jego własny ojciec był kupcem, a polami zajmowali się bracia. Praca i terminowanie u Slaina były idyllą w porównaniu z ciężkim życiem jego przyjaciela.
– To niesprawiedliwe – wymamrotał.
– Nie – zgodził się Jeleń. – Ale tak działa ten świat. Bogatsi zawsze mają przywileje. Twój ojciec świetnie zdaje sobie z tego sprawę. Ale Bryce nie przejmuje się tym. Więc ty też nie powinieneś. I tak nic z tego nie wyniknie, a taka troska z twojej strony i tak jest dosyć… nadzwyczajna.

Slaine taki już był. Żył już za długo, żeby dziwiło go cokolwiek. Żeby cokolwiek wywoływało oburzenie większe niż pokręcenie głową z niesmakiem lub apatię z ledwie widoczną nutą dezaprobaty. Finn więcej już nie mówił. Nie spodobał mu się ton jakim znachor wypowiedział ostatnie zdanie.

Może stary byk ma rację i nie warto się przejmować?

Zabrał się za porządkowanie ziół, podczas gdy Jeleń kontynuował pracę przy tajemniczym bulgoczącym wywarze, z którego z pewnością miało potem powstać jakieś ohydztwo, w celach marketingowych nazywane lekarstwem.

Wilk rozwiązał pęki łodyg i zaczął wieszać je na długim drągu pod sufitem, tuż przy trzaskającym kominku. Miały tam wisieć i schnąć, aż będą gotowe do dalszej obróbki. Czuł się dziwnie, trochę nieswojo. Tego dnia wiele się zdarzyło. Nad wszystkim cała TA sprawa. Gdyby nie to, nie musiałby unikać swojego przyjaciela. I znów go okłamywać. I jeszcze to zajście na targu…

Na dodatek do tego wszystkiego, cały czas na umyśle ciążyła mu zbliżająca się ceremonia inicjacji. Będzie w centrum uwagi wszystkich i samo to peszyło go dostatecznie. O innych aspektach rytuału nawet nie wspominając.

Nie mógł się już doczekać powrotu ojca z podróży. Nie wiedział, że Slaine obserwuje go od dobrych kilku minut. Kiedy skończył, przeciągnął się, czując zmęczenie i ból w całych plecach.
– Jesteś dziś spięty – rzekł Slaine. – Nie zauważyłem tego wcześniej.
Finn spojrzał na niego zaskoczony.
– Co się stało?
Biały Wilk głośno wypuścił powietrze i ziewnął.
– Jestem zmęczony.
– Nieźle zagrane – prychnął Slaine. – Wiesz, że nie wywiniesz się tak łatwo.
Wiedział. Nie miał po czym być zmęczony. Choć czuł się tak. Ale nie było szans przekonać o tym Slaina. Wbił oczy w podłogę. Nie wiedział co odpowiedzieć.
– Nooo? – Jeleń był na tyle cierpliwy, by dać mu dziesięć sekund do namysłu.
Finn opadł ciężko na pryczę i westchnął.
– Nie wiem. – Pochylił się i wsparł łokcie na kolanach. W jakiś sposób trudno było mu znieść spoczywający na nim wzrok jego mentora. Ukrył pysk w łapach i zaczął masować skronie. Ucisk chropowatych poduszek pod jego palcami był przyjemny i pobudzający. Finn miał nadzieję, że wyciśnie nimi ze swojej głowy odpowiedź. Nawet nie dla Slaina, a dla samego siebie.
– Coś jest nie tak – młody Wilk przemówił w końcu. – Nie potrafię tego opisać. Jakbym przestał być szczęśliwy.
Slaine wstał i zarechotał cicho.
– Wiem jak to brzmi… – zaczął Finn nie podnosząc wzroku, ale Jeleń przerwał mu.
– Nie śmieję się z ciebie – rzekł powoli obchodząc stół. – Raczej z pewnej ironii losu. Bo widzisz… jakby to wyrazić? Życie to nie zielona dolinka pełna kwiatków i motyli. Tak jest tylko na początku, a niekiedy nawet wtedy nie. Patrz na Bryce'a. Ale jak by nie było, zawsze przychodzi moment rozeznania, z czasem zdajesz sobie sprawę, że… cholera, płytka metafora, ale niech będzie. Życie jest jak pole. Dbasz o swoje pole, orasz ziemię, nawozisz, siejesz i tak dalej… Potem zbierasz plony. Jeśli się przyłożyłeś, a aura była dobra, masz obfity zbiór. Rozumiesz?
Finn kiwnął głową, nie patrząc na Slaina.
– Właśnie. I wszystko byłoby idealnie, gdyby było tylko tak. Tak to wygląda z perspektywy dziecka, którym właśnie przestajesz być.
Wilk wiedział już do jakiej puenty zmierza ta rozmowa. Nie wiedział za to, czy mu się to podoba. Slaine kontynuował.

– Zabawne jest, że dzieci, mając przecież bliżej do ziemi niż dorośli, nie dostrzegają całego tego gówna, które na niej zalega. – Tu zrobił pauzę i westchnął – Ale niestety… na polu twojego życia jest nie tylko zboże. Jest też łajno, smród, kamienie i chwasty. I mnóstwo skurwysynów, którzy źle ci życzą i zrobią wszystko, by zniszczyć twoje plony.
Finn prychnął cicho.
– Pocieszająca perspektywa.
– Hej, dzieciaku. Porzuć ironię. Staram się pomóc – strofował go Jeleń. Jego głos wybrzmiał tuż za plecami Finna. Nagle poczuł na ramionach twarde zrogowaciałe racice jego palców. Wzdrygnął się wyraźnie pod wpływem niespodziewanego dotyku. – Spokojnie – rzekł Slaine łagodniejszym głosem – to dosyć bolesne, ale poczujesz się lepiej.

Twarde kopyta wbiły się w jego barki i kark. Nim zdążył się powstrzymać z gardła wyrwał mu się jęk spowodowany tępym, acz przyjemnym bólem masowanych mięśni. Czuł się trochę nieswojo. Nie pamiętał, żeby jego mentor kiedykolwiek go dotykał. Nie licząc konwencjonalnych sytuacji, naturalnie. Slaine zdawał się czytać w jego myślach.
– Nie krępuj się, jestem uzdrowicielem, pamiętasz? – przypomniał mu. – Na południu masaże są powszechną metodą leczenia, u nas wszystko zawsze rozbija się o cielesność. Ale wracając do tematu… – Finn powoli zaczął się relaksować – dorastasz i zaczynasz dostrzegać to, o czym mówię. Że nie jest tak kolorowo, ani łatwo…
Młody Wilk znowu jęknął. Czuł jakby jego zbolałe mięśnie były od dawna skrępowane powrozami, a teraz ktoś przyszedł i rozciął je.
– …to o to chodzi prawda? – pytanie wyrwało go z błogiego niebytu.
– Mhm…
Nagle racice wpiły się brutalnie pod jego obojczyki i wilk krzyknął z bólu.
– Nie odpływaj mi tu! – powiedział Slaine zwalniając uścisk. Finn odetchnął.
– Przepraszam. – Wziął głęboki oddech i wyrzucił z siebie to, co spędzało mu sen z powiek przez ostatnie tygodnie. – Tak, chyba masz rację. Po prostu… całe to gadanie o dorosłości, inicjacji… przeraża mnie to.
A przynajmniej część tego.
Ręce Slaina przesunęły się na jego kark. Młody Wilk mógł jedynie wzdychać raz po raz, podczas gdy uzdrowiciel z wprawą rozbijał napięcie skupione w splocie mięśni u podstawy jego szyi. Doznania były inne niż poprzednio, nadal bolesne, lecz przyjemniejsze, gdy palce starego jelenia zanurzały się w sierści na jego grzbiecie, gdzie była odrobinę dłuższa, niż w innych miejscach.
– Rozumiem co masz na myśli.
Taka odpowiedź nieco go zaskoczyła, mimo, że znał Slaina praktycznie od zawsze.
– Ahh… r–rozumiesz?
– Mam prawie osiemdziesiąt lat, do cholery! – roześmiał się Jeleń. – Chyba wystarczy, żeby rozumieć rozterki młodych?
– Dla większości to już za dużo, żeby nas, młodych, jeszcze rozumieć – zaoponował Finn.
– Ech, no, tu masz rację. Ale mam żal, że zaliczyłeś mnie do grona starych, wyliniałych capów, których mózgi już dawno wyschły tak samo, jak ich skóra – stwierdził urażony Slaine.
– Przepraszam. Nie to miałem na myśli – rzekł Finn unosząc ręce pojednawczo.
– Nie ruszaj się. Wiem, co miałeś na myśli. Cholera, naprawdę byłeś spięty. Jak dziewica w noc pokładzin – zarechotał Jeleń.
– Bardzo zabawne.
Właściwie nawet się uśmiechnął, czego uzdrowiciel nie mógł widzieć.
– Jesteś mądrym i inteligentnym Wilkiem – powiedział. – I, jak dotychczas, wspaniałą osobą…
Finn uśmiechnął się niezręcznie.
– …i to będzie często twoją słabością.
Młody Wilk nie był pewien czy się nie przesłyszał.
– Taaak, wiem co mówię. – Kiwnął głową Slaine, choć jego uczeń nie mógł tego widzieć. – Jesteś bystry na swój sposób i dużo myślisz. To dobrze, ale będzie ci to przysparzać zmartwień. Życie jest okrutne i nieraz tego doświadczysz. Dotkliwiej niż inni, dlatego właśnie, że więcej od nich dostrzegasz.
– Jeżeli tak ma być… ahhh… to co mam robić? – spytał głosem trochę wyższym, niż zamierzał – Jak sobie z tym radzić, kiedy… och – pod silnymi dłońmi Slaina uchodził z niego nie tylko stres, ale i emocje. Jakby Jeleń sięgał wprawnymi palcami do samego środka jego problemów – … kiedy boję się już na początku i to w zasadzie sam tak naprawdę nie wiem czego?
– Nieznanego chłopcze. Nowy etap życia przed tobą. Wiem, że powtarzanie tego już dawno stało się nudne – Finn zdążył już przewrócić oczami – niemniej, jak sam widzisz, masz z tym problem. Zawsze boimy się tego, czego nie znamy. …Coś ci powiem – dodał po krótkiej chwili milczenia. – Słuchaj uważnie, bo może ci się to przydać. Wiedza to co prawda medyczna, nie życiowa, ale przecież i w medycynie cię szkolę.
Finn uśmiechnął się i postawił uszy prosto, słuchając w skupieniu.
– Leczę już wiele lat. Wiele ciał widziałem, tak z zewnątrz, jak z wewnątrz. Nawiasem mówiąc, nie za ładne to widoki – zarechotał. – Wiem jedno: oczywiste jest, że choroba czy rana zawsze czyni człowieka nieszczęśliwym. Każdy gatunek reaguje na cierpienie jednakowo. Jednakowo także wszystkie gatunki zdrowieją szybciej, kiedy mają ramię, na którym mogą się wesprzeć. Wierz mi – ze świadomością, że są ludzie, na których możesz polegać, możesz odważniej patrzeć na to, co przed tobą. A ty masz rodzinę, przyjaciół…
– Przyjaciela – poprawił go Finn.
– Ale jest przyjacielem, prawda? Prawdziwym, nie tylko z nazwy?
Finn zastanowił się. Nie. Nie tylko z nazwy. Jeśli kiedykolwiek miał jakieś wątpliwości, po dzisiejszej rozmowie z Brycem mógł być tego pewien.
– Tak. Prawdziwym.
– No widzisz. – Slaine przestał masować i położył rękę na jego ramieniu – To lepsze niż cała gromada fałszywek. Jak z wódką. Bez próbowania nie rozpoznasz czy chrzczona. Wyglądają identycznie. Ale będziesz to wiedział po pierwszym łyku.
Finn zarechotał nad porównaniem.
– I co wtedy?
– Bierzesz duży łyk i plujesz prosto w pysk temu, co ci ją podał.
– Zapamiętam – zapewnił Wilk śmiejąc się.
– Dobrze. – Jeleń poklepał go po ramieniu – Pamiętaj też, że zawsze, kiedy tylko będziesz potrzebował rozmowy, możesz przyjść tutaj. Służę radą. Ale nie licz na masaż za każdym razem. Na południu medycy pobierają za to opłaty – powiedział z lekkim uśmiechem wyglądając przez okno. – Zmykaj do domu. Niedługo pora wieczerzy. I nie myśl tyle. Czasem nie warto.
Finn kiwnął głową i niechętnie wstał z pryczy. Przyjemnie obolały zdjął z wieszaka swoją luźną, zieloną tunikę i włożył ją. Wieczory i poranki bywały zimne nawet latem, więc zawsze, niezależnie od pogody, zabierał ją ze sobą.

- Hej! - Głos starego zatrzymał Wilka przy drzwiach. Odwrócił się do niego z pytającym spojrzeniem.
- A ja to niby kto? Tylko "stary" Slaine, co cię uczy? - spytał Jeleń marszcząc brwi.
Finn uśmiechnął się.
- Masz rację - przyznał po chwili. - Po prostu… nigdy tak o tobie nie myślałem. Dziękuję.
- A idź tam! - Slaine pożegnał go zrzędliwie, czym jeszcze bardziej poprawił Finnowi humor.
Ta jedna rozmowa nie była oczywiście całym lekiem na jego samopoczucie, ale szedł do domu z odrobinę lżejszym duchem, obserwując słońce powoli chylące się ku zachodowi i rozmawiając z powracającymi z pracy na polach głodnymi chłopami. Dróżka zapełniła się Wilkami, Lisami, Psami i Gryzoniami. Ciała parowały w wieczornym chłodzie i gama zapachów towarzysząca mu pod same drzwi chaty była niemal przytłaczająca.


 
Powrót do kategorii | Powrót do strony głównej artykułów
Komentarze są własnością ich autorów. Twórcy niniejszego serwisu nie ponoszą odpowiedzialności za ich treść.
0
(+0|-0)
Opowiadania: MFarley - Karnawał Zdrajców - Rozdział I cz.3
Wysłano: 3.09.2013 2:07
Wilk
Anthro
Więcej gaduchy, bo przecież po co akcja w opowiadaniu? Mieliście w prologu i wystarczy ;]

(Żartuję oczywiście)

Teraz pewnie kilka rzeczy zrobiłbym inaczej, ale byłoby już za dużo do zmieniania.

1
(+1|-0)
Opowiadania: MFarley - Karnawał Zdrajców - Rozdział I cz.3
Wysłano: 14.09.2013 14:17
Panserbiorne
Zwierzę
Przeczytałem wszystkie kolejne trzy części i jak na razie wciąż jestem zainteresowany tym opowiadaniem. Nie wyłapałem jakichś kolosalnych błędów, więc nie będę o nich pisać. Nie powiem, czekam co stanie się dalej.

1
(+1|-0)
Opowiadania: MFarley - Karnawał Zdrajców - Rozdział I cz.3
Wysłano: 14.09.2013 15:37
Wilk
Anthro
Bardzo się cieszę :)

Zdaję sobie sprawę, że nastąpiła dość mocna zmiana klimatu w stosunku do prologu, jednak jest to wszystko, przynajmniej w moim odczuciu, głęboko przemyślane i kto czyta, może być spokojny - wiem co robię, dokładam wszelkich starań, materiał napisany jest daleko dalej, pomysł jest, choć jeszcze go nie obłupałem z niepotrzebnych fragmentów, a bohaterowie, których poznaliście w prologu, wrócą już niebawem ;)

Dziś część 4 i 5, więc zarazem ostatnie z tego rozdziału. Teraz jest niewinnie, dramat nastolatka, oklepane w fandomie, ale spokojnie - będzie seks, przemoc i intrygi i mam nadzieję, że Wam się spodoba ;)