Zmień fonty Zmień rozmiar
Strona główna Teksty PASTE Sznurki Galeria Forum Informacje Chat: Discord Kalendarz Mapa Szukaj / użytkownika Rejestracja
  
Opowiadania: trajt ,,Risorgimento we włoskiej kawiarni" - cz.II (ostatnia)  
Autor: trajt
Opublikowano: 2013/9/16
Przeczytano: 757 raz(y)
Rozmiar 15.20 KB
3

(+5|-2)
 
Na razie rozmowę prowadził żwawo nieznajomy.
- Zatem, jak widzi pan, ja… Och, bardzo przepraszam, przecież nie przedstawiłem się panu.- wyciągnął do wilka dłoń.- Paolo Eolini, poeta i literat.- Czech uścisnął przyjacielsko spóźnioną kocią dłoń. Wypowiedział swoje nazwisko. Chwilowo zapanowała cisza, gdyż Włoch z trudem próbował wymówić poprawnie czeskie nazwisko.
- Nie musi pan, aż tak dokładnie je wymawiać – mówił wilk. -Wystarczy, jeżeli będziemy do siebie zwracać się po dżentelmeńsku. To w zupełności mi wystarczy.
- Zgoda. Chciałbym zapytać, jak sprawy w pańskim regionie? W Polsce ostatnio doszło do kolejnej zmiany władzy, czyż nie? Ponoć grupa zamkowa mocno wzięła za pysk grupę pułkowników, prawda?
- Ten autorytarny kraj mnie nie interesuje – Czech poprawił krawat.- Musi pan wiedzieć, iż Polskę traktuje osobiście za twór nie tyle sztuczny, co twór chaotyczny. Polaków mogę uznać za naród wielki duchem, lecz mały wolą…
- Ekhm – chrząknął Włoch, przerywając dziennikarzowi.
- Zakrztusił się pan?
- Wręcz przeciwnie. Ekhm! Ekhm! Zamierzałem jednak dopowiedzieć, że pańska ocena Polski jest zbytnio oczerniająca.
- Oczerniająca?- Zezłościł się wilk.
Znienacka kocur powstał chyżo z krzesełka. Podniósł prawa rękę ku górze i wykrzykiwał na całe gardło:- Ave Italia! Ave Mussolini! Abbasso Etiopia! – Czynił to tak bardzo głośno, iż kilka osób wylęgło na balkony lub wyjrzało przez okna szukając krzykacza. Siedzący niedaleko, na wprost nich, staruszek pukał się w głowę. On jedyny wyłącznie tak czynił, bowiem inni mieszkańcy poszli za przykładem poety. Wkrótce wokoło grzmiały liczne głosy krzyczące jedno donośne słowa: - AVE!
Spanikowany wilk początkowo nie rozumiał takiego zachowania. Przez moment uważał swą złość za przyczynę dziwnego uniesienia kocura. Pojmował, że Włosi są dość wybuchowi i czasami zdarza się im wybuchać gniewem Wezuwiusza, by momentalnie nabrać przyjacielskiego humoru, zapominając niemalże natychmiast o wcześniejszych urazach. Kilkadziesiąt dni wcześniej sam, jeśli i widza danego zdarzenia nazwie się również bohaterem, był świadkiem takiej sceny.
Było to w Rapallo, miejscu dwóch nieodległych od siebie traktatów ważnych dla powojennej historii i o których pisał pierwszy artykuł. Właśnie w tamtym mieście dostrzegał, jak dwóch handlarzy wszczęło awanturę, a wrzaski ich niemiłosierne dochodził wszędzie. Nic nie pomogło przybycie karabiniera. Sam włączył się na dobre do awantury. Jak odciągali innych od handlu. Niejeden przekupień opuścił swe stoisko.
- Zawszę muszą wykłócać się publicznie?- spytał cicho wilk, przechodząc obok.- Abisyńska awantura im nie wystarczy?
W mgnieniu oka wszystko ucichło. Handlarze wrócili do straganów, a obaj krzykacze, wraz z karabinierem, poszli do najbliższej winiarni, jak najserdeczniejsi przyjaciele.
- Dziwny to kraj, a jeszcze dziwniejszy naród – odparł.
Momentalnie powrócił ze swych wspomnień na krzesełko w kawiarni obok Eolinniego. Właśnie wtedy dostrzegł przyczynę radosnego uniesienia kompana.
Placykiem maszerowała grupka chłopców. Dziesięciu umundurowanych w dziecięce mundurki chłopców szło równym taktem pod wyrazistym sztandarem z faszystowskim symbolem – rózgą liktorską.
- Baldini – powiedział Eolini.
- Was?- zapytał Czech.
- Młodzieżówka faszystowska. Uwielbiam ich wielce, bo uczą patriotyzmu, wychowania.
- Tacy mali skauci – stwierdził wilk. – U nas także są takie grupy.
- Ależ nie! To bardziej kuźnia narodowego ducha!
,,Kuźnia kadr, myślał dziennikarz, dobre sobie. Hitlerjugend i tyle. Kolejne biedne pokolenie nieszczęśliwe oszukane, by szły w bój za puste słowa.” Odniósł wrażenie, że nie były to, możliwie że ostatnie, dni pokoju, lecz pierwsze dni wojny, później zwaną światową. Zza kawiarnianego stolika spokojnie obserwuje idące rześko umierać za Franza Josefa. Piękny to był dzień przed upadkiem CK państwa, mężczyźni w mundurach, a których spadają kwiaty rzucane przez młode piękności. Ech, stare i normalne czasy. Szkoda, że zginęły w okopach wojny światowej wywołanej zwyczajna głupotą.
- Nie jest pan Włochem – ciągnął kocur - przeto wybaczam pański tupet. Pamiętam do dziś okładki gazet całej Europy w dniu zdobycia Rzymu: ZWYCIĘSTWO KAPITALISTÓW! ZNIEWOLENIE NARODU WŁOSKIEGO! UPADEK DEMOKRACJI WE WŁOSZECH! Bzdury!- krzyknął.- Żaden Francuz, Amerykanin czy Anglik nie był po Wersalu na włoskiej ziemi. Ich obchodzili wyłącznie Niemcy! A Włochy? Pozostawione samym sobą, z trupami poległych, z ubitą chwałą, resztkami godności – zamilknął momentalnie. Przeczesał dłonią grzywkę i wrócił do rozmowy.- Najpierw była Fiuma, potem Rzym…
- A teraz Abisynia – wilk podniósł szklankę i delikatnie koniuszkiem palca grał, obracając nim wokół krawędzi, delikatną nutę.- Smutne to czasy.
- To konieczność wymazania widma Aduii. – Kocur popił resztki kropli. - Oczywiście jestem skory do uznania wyższości militarnego geniuszu rasy afrykańskiej, z resztą bardzo mnie cieszyła masakra Brytyjczyków pod Isandlwana, niemniej splamiony honor trzeba oczyścić.
- Haile Selassie jest z tej samej dynastii co Menelik – zauważył wilk nie przerywając grania na kieliszku. – Nie boi się pan powtórki Aduii?
- Królowie jednej dynastii są różni. Wielcy zastępują małych, mali zastępują wielkich – Poeta żywo odpowiedział.- Lecz kiedy na czele narodu stanie ktoś wielki, to naród dobnie złotych czasów. Mąż stanu, jaki jest jak najbardziej Mussolini, poprowadzi nasz kraj ku przyszłości.
- Nie jestem skoro do uznania Mussoliniego za męża stanu. Reprezentuje zbyt barbarzyński sposób bycia. Jako obcokrajowiec jestem nieco roztrzęsiony tutejszym stosunkiem wobec tej persony.
- He, he, he, he. Ech, pan nie umie spojrzeć prawdzie w oczy. Tylko prawdziwi Włosi zrozumieją wielkość tego przywódcy. Duce podniósł z niebytu Italię! On kocha Italię jak własną babkę, matkę, żonę, kochankę oraz córkę. On nie pozwoliłby na krzywdzeniu własnej ojczyzny. Podniecony słuchałem relacji z marszu na Rzym. Żeby pan to czuł! Jakby na żywo widzieć marsz czerwonych koszul Garibaldiego! Ach, jakbyśmy żyli w tym okresie. Wyobraża pan to sobie? Przyjacielsko sobie gawędzimy, gdy nagle przybiega gazeciarz i woła: ,,Sycylia i Neapol są wolne! Burboni przegrali! Victoria Garibaldiego!” Wyobraża pan sobie coś tak fantastycznego?! Och, ta euforia! Dziewczęta wręczające kwiaty żołnierzom wolności! Matki nazywające imieniem wodzów nowo narodzonych synów! Och, co za zwycięstwo to było minione! D’Annunzio i Mussolini powtórzyli ten chwalebny moment dwukrotnie! D’Annunzio w 1919 a Mussolini w 1922! Zaświadczam panu, że Garibaldi, gdyby powstał z grobu, zebrał by znów swe czerwone koszule i ruszył w obydwu marszach.
- Tak, tak, tak, to mit założycielski państwa. Jako mieszkaniec kraju wolnego przeszło od osiemnastu lat, mogę poświadczyć panu, iż pucz tego typu jest dla mnie niepojętym wyznacznikiem rządów. Demokracja winna być systemem powszech…
- Do diabła z demokracją – przerwał kocur.- Demokracja dobija narody i jednostki wielkie! Demokracja zbeształa Sokratesa, Temistoklesa i wielu innych. Jak pan sądzi, czy naród demokratyczny jest w stanie zwyciężyć naród rządzony twardą ręką?
Wilk odczekał minutę i odpowiedział:
- Amerykanie dokonali takiego czynu.
Kocur także odczekał minutę i powiedział:
- Amerykanie nie są nawet narodem. To wyłącznie kalejdoskop narodów tam przybyłych. Zastanawiał się pan kiedyś – zapytał Czecha – czy w Stanach Zjednoczonych żyją jeszcze Indianie? Zapewne czytywał pan Karola May’a, prawda? Ten romantyzm i naturalizm, czyste piękno skryte pod otoczką walki o przetrwanie! Boże – przymknął chwilowo oczy – jak tragiczne bywają losy narodów walczących o wolność we własnej ojczyźnie. Sokrates – odparł Włoch – czym sobie zasłużył na śmierć?
- Krytyką władzy ludu – odpowiedział niepewnie wilk. Nie wiedział, czy wolno mu było odpowiedzieć.
- Krytyką władzy ludu, odpowie pan… – przerwał, kiedy wypatrzył raptowny ruch wilka sięgającego do kieszeni. - Czegoś pan szuka?
- Cebuli – rzucił Czech.
- Zamówię. Trochę to dziwne, ale jeśli chce pan…
- Nie. Mi chodzi o zegarek kieszonkowy. Cebula. Tak się zagadaliśmy, że straciłem rachubę czasu.
- Ależ spokojnie – kocur macnął niemrawo wilka po ramieniu kapeluszem – czasu ma pan sporo. Z resztą, co pan się martwisz?
W istocie nie miał się czym martwić. Pomoc Włocha była nieprzeceniona. Dzięki niemu pójdzie mu dzisiaj znacznie szybciej. Znajdzie pocztę, wyśle telegram, odpocznie trochę i będzie pisać dalej.
Rozmowę wzięli na inny tor.
Poeta zaproponował podyskutować o Kafce. Ostatnio, w porównaniu z żyjącymi obecnie wielkimi literatami, tenże pisarz narobił pośmiertnie wielkiego hałasu. Któż by się spodziewał olbrzymiego zainteresowania osobą skromnego, acz nieznanego jeszcze dziesięć lat temu pisarza.
- Czytał pan ,,Proces”?- zapytał.- W końcu przecież Kafka był Czechem i pomyślałem, że wypadałoby pana, jako jego rodaka, zapytać o niego.
-,,Proces”? -Wilk był zakłopotany. Od czasu przyjazdu w ogóle nie sięgnął do zabranych ze sobą książek. Owszem, słyszał o tej książce i miał sposobność przeczytać fragmenty, ale o całości nie było mowy.- Chodzi panu o kafkowski ,,Proces”?
- Właśnie o ten – powiedział Włoch.
- Nie miałem sposobności.
- Niechaj pan żałuje – powiedział kocur.- Książka pokazuje do czego prowadzi rządy zbrodniczego systemu. Widzi pan, czym jest demokracja? To system katowski, niszczący nieszczęsnych marzycieli! Sokratesa i Platona także zniszczyła demokracja.
,,Jakiż z niego nieświadomy hipokryta, myślał wilk z uśmiechem. Sam właśnie skrytykował ojczyznę. Rzecz niesłychana! Oskarża ubóstwiany system, samemu o tym nie wiedząc.”
Wilczy uśmiech został wzięta za zupełnie coś innego.
- Dlaczego pana to śmieszy?- oburzył się Włoch.- Wy, Czesi, nie przegraliście wygranej wojny i nie zdradzono was. Was wojna odrodziła, nas… – Tu przerwał. Wziął całą butelkę likieru i wypił do dna. Czech nie był pewien ile tam zostało, może 1/3 lub 1/4, aczkolwiek sam by tego nie tknął.- Wie pan – po opróżnieniu butelki wyszczerzył zawadiacki uśmiech i zniżył swój głos, zapominając o zachowaniu wilka i swych słowach - ja nawet panu nie powiedziałem, że teoretycznie nie jestem Włochem.
- Naprawdę? A pańskie słowa o Italii, o…
- Jestem Włochem, ale bardziej to jestem Amerykaninem włoskiego pochodzenia. Czuję się jednak Włochem. Dlatego wróciłem do ojczyzny. Mam wobec niej długi odziedziczone po rodzicach. Wróciłem z mą liryką w dziewiętnastym roku. Chciałem iść wespół z D’Annunzio na Fiume. Dopadła mnie jednak grypa. Nieomal umarłem, lecz wolałbym umrzeć! Fiume zajęta, gdy tymczasem byłem u progu śmierci. Jak wtedy płakałem. – Pojedyncza kocia łza padła na blat stolika. - Jak wtedy się wstydziłem siebie, drogi panie. Skromny poeta leży na wpół żywy, kiedy ojczyzna go wzywa. Czy pan czułby się podobnie, gdyby Czechy potrzebowały pana? Czy pan, przykuty śmiertelna choroba do łóżka,
- Wie pan – poczuł zakłopotanie słowami Włocha – Nie wiem co powiedzieć… Pańskie słowa… są… nie mogę tego opisać.
- Poeci tak już mają, drogi panie, że idą za głosem ojczyzny, serca, duszy – powiedział spokojnie kocur - albo umierają śmiercią samobójców po stracie swej muzy. Ale ojczyzny nie można zdradzić. Jej należy służyć.
- Pan, jako poeta, może łatwiej to zrozumieć. Ja tymczasem pozostanę nadal laikiem w tej kwestii.
Eolini nie słuchał. Spojrzał na zegarek. W mgnieniu oka znów posmutniał.
- Bardzo przepraszam – rzekł smętnie Poeta - lecz niestety muszę pana opuścić. Prawie bym zapomniał o pociągu do Florencji. Dzisiaj mam tam wieczorek autorski, a potem spotkanie z władzami miejskimi.
- Szkoda – burknął równie zasmucony wilk.- Miło się z panem gawędziło.
Na pożegnanie uścisnęli dłonie. Tak wyczerpująca rozmowa zabija nudę, a także poszerza horyzonty, powiedział kocur i odrzekł: - Arrivederci!( Do widzenia!). Wilk odpowiedział po niemiecku. ,,Obyśmy dożyli takich czasów, gdy można o polityce wyłącznie rozmawiać po kawiarniach niż na polach bitew”, ocenił tą rozmowę Czech. Żal mu było tego poety. ,,Nie jego wina, że broni dyktatora. Kocha ojczyznę, jak każdy prawdziwy patriota. Sam bym tak czynił, gdyby nawet Beneša zastąpiono takim Mussolinim.”
Chwilkę posiedział dłużej, żegnając wzrokiem burego kocura. Przez myśl przeszedł mu wizerunek Duce. Poczuł pewną personifikację z plakatem, obserwował wszystko i wszystkich naokoło, a gdy odnalazł pewien punkt zahaczenia, wpatrywał się w niego bez ustanku. Każdy z pewnością jest obserwatorem wszystkiego wokoło, niemniej, ta profesja czasem przechodzi w ciemny ton i bywa wykorzystywana do niegodnych czynów. A skoro od niepamiętnych czasów, od samego początku, wszyscy lubili obserwować i być obserwowanymi, nie pozostaje nic innego. Do tego honor oraz duma, bez których żaden kraj nie istnieje. Z pewnością również honor i wielkość pchają całe narody ku rękom przywódcy. Trzeba się z tym pogodzić, że historia zatacza koło. Obecne czasy zatem zmierzają ponownie na sam dół, w otchłań dziejów.
,,Jeśli oni umieją się z tym pogodzić, pomyślał, to czemu Niemcy nie wyuczyli sobie tej profesji? Byli zbyt butni i zbyt napruci swym żelastwem?”
Poeta odchodził nucąc wesołą nutkę. Był dojrzalszą wersją owych Baldinich – szedł marszowo ramię w ramię ze śpiewem i poczuciem obowiązku. Włoska armia, mogła istnieć wyłącznie po to, by i Austriacy mieli kogo bić, ale Europa nie mogłaby istnieć bez takich wesołości. Tak, odparł cicho, Włosi byli, są i będą potrzebni Europie nie tyle swą historią, ile swym nastrojem karnawałowym. He, he, he, he.
Przyszedł kelner, zupełnie inny chłopak, niższy i o wiele młodszy kundelek. Wilk zamówił sobie kawałek tiramisu z małą capucinno. Po otrzymaniu zamówienie wręczył słony napiwek, na co młodik wielce podziękował, kłaniając się nisko niemal upuszczając tacę i świergocząc po włosku komplementy pod adresem cudzoziemca. Czech już teraz wolał zapłacić i mieć już z głowy pocztę.
Przez następną godzinę nic szczególnego nie nęciło pogodnej atmosfery miasteczka. Wilk obszedł wokoło placyk dla rozruszania nóg i ruszył w kierunku poczty. Widząc plakat Duce nie czuł obrzydzenia. Podszedł bliżej i powiedział wesoło:
- Oby jutro powiał łagodny wietrzyk historii.
I udał się w kierunku poczty.
 
Powrót do kategorii | Powrót do strony głównej artykułów
Komentarze są własnością ich autorów. Twórcy niniejszego serwisu nie ponoszą odpowiedzialności za ich treść.
0
(+0|-0)
Opowiadania: trajt,,Risorgimento we włoskiej kawiarni"- cz.II(ostatnia)
Wysłano: 16.09.2013 7:52
husky / wilk
Anthro
Notka autorska:
Na ten moment to moje ostatnie napisane opowiadanie, jakie miałem na dysku ( nie wliczając tych, które trzeba jeszcze popoprawiać --k ). Nowe opowiadanie będzie może za miesiąc lub dwa, jeśli dam radę.

Na razie to wszystko.

0
(+0|-0)
Opowiadania: trajt,,Risorgimento we włoskiej kawiarni"- cz.II(ostatnia)
Wysłano: 1.12.2013 19:51
Efekt romansu wilka i lisicy
Anthro
mi się podobało. Aczkolwiek zdaje mi się, że motyw furry był w tym opowiadaniu niepotrzebny.

0
(+0|-0)
Opowiadania: trajt,,Risorgimento we włoskiej kawiarni"- cz.II(ostatnia)
Wysłano: 7.12.2013 23:43
husky / wilk
Anthro
Cieszy mnie, że tobie się podobało ,Liskowic, bo zaczynałem czuć przygnębienie patrząc te minusy.
Ale do rzeczy...

Cytat:
Aczkolwiek zdaje mi się, że motyw furry był w tym opowiadaniu niepotrzebny.


Tym mnie zaciekawiłeś i bardzo bym prosił o wyjaśnienie tego punku widzenia.

1
(+1|-0)
Opowiadania: trajt,,Risorgimento we włoskiej kawiarni"- cz.II(ostatnia)
Wysłano: 9.12.2013 1:55
Efekt romansu wilka i lisicy
Anthro
coż to tylko takie irracjonalne instynkta bez jakiegoś głębszego zapuszczania się w psychikę :)
Po prostu tak czuję. Może fakt, że opowiadanie skupia się na dialogu o rzeczach codziennych. Wplatywanie rzeczy niecodziennej w świat rodem z codziennej gazety...rozumiesz o co chodzi. Dodatkowo mamy tu do czynienia z dialogiem w którym czytelnik poznaje całkowicie i jedynie mentalność postaci. powierzchowność zdaje się wtedy niepotrzebna i skoro nie jest wyraźnie zaznaczana. Wilk równie dobrze mógłby być długowłosym człowiekiem o spojrzeniu profesora zza starych okularów. Skupiłeś się na dialogu tak mocno, że swietnie opisałeś wnętrze postaci ALE przy bardzo pobieżnym spojrzeniu w ich aparycje (chodzi mi tu nawet o takie rzeczy co charakterystyczny ruch wąsika, odruchowe mlaśnięcie kiedy ktoś słucha argumentu przeciwnego itp itd) że można w miejsce bohaterów włożyć kogokolwiek a ten efekt w połączeniu z codziennością tematyki sprawia, że wyobrażałem sobie przez cały czas moich kolegów ze studiów, którzy tak mniej więcej cały czas gadają. :) Nie zrażaj się moimi słowami .

Tak to mniej więcej czuję, ale jest to tylko moje osobiste przemyślenie
EDIT-> gdybyś zamiast wilka dał PSA to uzyskałbyś stereotypową konfrontację poglądów połączoną ze stereotypową wojną kot-pies. i wtedy motyw furry byłby zauważalny i miał głębsze symboliczne wręcz znaczenie.

0
(+0|-0)
Opowiadania: trajt,,Risorgimento we włoskiej kawiarni"- cz.II(ostatnia)
Wysłano: 15.12.2013 0:20
husky / wilk
Anthro
Cytat:
Po prostu tak czuję. Może fakt, że opowiadanie skupia się na dialogu o rzeczach codziennych. Wplatywanie rzeczy niecodziennej w świat rodem z codziennej gazety...rozumiesz o co chodzi. Dodatkowo mamy tu do czynienia z dialogiem w którym czytelnik poznaje całkowicie i jedynie mentalność postaci. powierzchowność zdaje się wtedy niepotrzebna i skoro nie jest wyraźnie zaznaczana.


W sumie ja traktuje to opowiadanie jako literacki prequel mojego wcześniejszego opowiadania ,,Czeski przedział pomonachijski", które się dzieje dwa lata później, ale rozumiem twój punkt widzenia w tej sprawie.

Cytat:
Wilk równie dobrze mógłby być długowłosym człowiekiem o spojrzeniu profesora zza starych okularów.


Te zdanie mi się cho&%^%^ spodobało! :-Dk Dziwnym trafem opisałeś jednego z moich byłych kolegów z licencjatu.

Cytat:
wyobrażałem sobie przez cały czas moich kolegów ze studiów, którzy tak mniej więcej cały czas gadają. :) Nie zrażaj się moimi słowami .


Jako student na studiach magisterskich z historii nie czuje urazy, (a nawet więcej, czuje wielki podziw! ) wobec tak świetnej aluzji dokumentującej zwyczajowe spędzanie niektórych okienek przez studentów naszego wydziału :-Dk

Cytat:
gdybyś zamiast wilka dał PSA to uzyskałbyś stereotypową konfrontację poglądów połączoną ze stereotypową wojną kot-pies. i wtedy motyw furry byłby zauważalny i miał głębsze symboliczne wręcz znaczenie.


A tu się muszę niestety jakoś nie zgodzić :-(k

Psy pochodzą od wilków, więc jakoś to samo wyszło, ale odwieczny konflikt pies versus kot to cenna aluzja.
Zobaczymy, co tam ja lub inni nakreślą na ten temat.

PS: W notatkach Włoch był psem, zaraz to poprawiłem.

1
(+1|-0)
Opowiadania: trajt,,Risorgimento we włoskiej kawiarni"- cz.II(ostatnia)
Wysłano: 3.01.2014 0:18
Wilk
Anthro
Mnie również się podobało. Żałuję jedynie, że moja wiedza historyczna po maturze przez kilka lat wypadła gdzieś przez okno, bo już szczątkowo odnajduję się w wydarzeniach bez pomocy internetu ;]

Wiesz, że jestem grammar nazi, więc już o kosmetyce nie będę pisał, niemniej czasami zdarza Ci się zawrzeć w tekście bardzo dobre, błyskotliwe myśli, tylko czasem małe wpadki psują efekt. Na przykład tutaj:

"Przez myśl przeszedł mu wizerunek Duce. Poczuł pewną personifikację z plakatem, obserwował wszystko i wszystkich naokoło, a gdy odnalazł pewien punkt zahaczenia, wpatrywał się w niego bez ustanku."

Możesz wyjaśnić? Bo nie bardzo rozumiem użycie tutaj wyrażenia "personifikacja z..."

Ogólnie bardzo na plus, spójne postawy i systemy wartości obu rozmówców, interakcja między nimi wyraźnie ukazuje wzajemne postrzeganie się różnych narodów - tutaj nawiązuję do "Przedziału pomonachijskiego" - dobrze posłużyłeś się stereotypowością - delikatne, acz z pewnością obecne przerysowanie bohaterów dobrze to wszystko uwydatnia. Zdecydowanie na plus również odwołanie się do "Procesu". Generalnie gratuluję, solidny, dobry tekst od strony merytorycznej i ciekawie wykreowana mentalność narodowa. Gramatycznie na pewno troszkę pracy wymaga, sporo literówek... wiem, nudny jestem, a pamiętam, że to niezupełnie Twoja wina, dlatego już przestaję ;)

Dziś przyszło mi do głowy takie porównanie, że Twoje teksty, które miałem do tej pory okazję przeczytać, są jak dobrze zapowiadające się gry w wersjach beta ;]
Tym niemniej - interesujący tekst oparty w głównej mierze na dialogu, a to wymaga trochę wprawy ;)

0
(+0|-0)
Opowiadania: trajt,,Risorgimento we włoskiej kawiarni"- cz.II(ostatnia)
Wysłano: 4.01.2014 14:25
husky / wilk
Anthro
Cytat:
"Przez myśl przeszedł mu wizerunek Duce. Poczuł pewną personifikację z plakatem, obserwował wszystko i wszystkich naokoło, a gdy odnalazł pewien punkt zahaczenia, wpatrywał się w niego bez ustanku."

Możesz wyjaśnić? Bo nie bardzo rozumiem użycie tutaj wyrażenia "personifikacja z..."


W poprzedniej części był taki fragment:

,,Gdzie nie spojrzał, tam spostrzegał okrągłą twarz kundlowatego łysola w przeróżnych pozach i z wystająca dolną szczęką. Wszędzie za nim szedł wzrokiem. (...) W hełmie obserwowała go na ulicy, w berecie w kinie, w teatrze przy oklaskach prawie całej widowni wystawiono olbrzymi profil, będący zarazem kurtyną, zasłaniający całą scenę. Dotąd nie wymarzę z pamięci tej tytanicznej postury i tła za nią, gdzie bieliło się wielokrotnie powtarzane słowo SI (TAK)."

Pokazałem po prostu, że wcześniej bał się wszechobecnego wizerunku Duce, a sam pod pewnym względem stał się nim pod koniec opowiadania.