Zmień fonty Zmień rozmiar
Strona główna Teksty PASTE Sznurki Galeria Forum Informacje Chat: Discord Kalendarz Mapa Szukaj / użytkownika Rejestracja
  
Opowiadania: Pasek - BLASK. 0  
Autor: Pasek
Opublikowano: 2014/1/28
Przeczytano: 676 raz(y)
Rozmiar 13.02 KB
0

(+1|-1)
 
Pomysł z nigdy nie dodanych do wersji finalnej szopów w Fallout


Szopy stanęły na wielkim wzgórzu. I zobaczyły BLASK.


100lat później...
-Maaamo, on mnie bije!-Krzyknęła Saa`let i uciekła do lepianki szukając mamy.
-To nie praaaawdaaaa!-Słysząc to, Saa`tin pobiegł za nią. Skończyło się na tym, ze oboje wbiegli do lepianki, wpadli na siębie i jednym kłębkiem poturlały się w stronę paleniska. Ich mama, 50letnia samica szopa z pasmami siwej sięrści spojrzała na nie-Let, Tin, macie się przestać bić! Mało mamy problemów bez tego?!-Fuknęła na nie groźnie.-Wynocha mi stąd! Wujek Set was potrzebuje!-Wzięła kawał szmaty i strzeliła nim po dwa razy w każde młode.
-Aaaaauu!!!-Zapiszczały jednocześnie Saa`let i Saa`tin i wybiegły z nory. Dookoła jest jeszcze kilka nowych lepianek i sporo starych nor. Od śmierci przywódczyni Noor`tati minęło juz 10 lat. Noor`Tas, przywódca całej enklawy zmienia bardzo wiele. Zaczął od budowania lepianek nad powierzchnia ziemi. Jego ideami był postęp i odkrycia. To dzięki niemu powstaje coraz więcej lepianek, wyruszają tez patrole na wschód w poszukiwaniu BLASKu.
Oba szopy pobiegły w stronę dużej, zbudowanej na ludzką modłę szopy z dachem, z blachy falistej. W środku jest pracujący wuj Kav przy jednej ze zdobyczy. Nazywa to motocyklem, takim jak na obrazkach dla dzieci. Mówi ze go może naprawić.
-Wuuujku, w czym możemy ci pomoc?-zapiszczały oba glosy na raz.
Saa`Set spojrzał na młode-Wy? Takie małe szopki? W sumie...możecie mi pomoc. Przynieście mi więcej siana z góry, musze na czymś miękkim wyłożyć części.-Powiedział do nich i po chwili wrócił do zajmowania się sercem maszyny
Młode wskoczyły po filarze na sama górę i zepchnęły równie potężna co równie śmierdząca bele na ziemie. Chwile później Set, Tin i Let widza na nim pełną skrzynie biegów z bardzo starej maszyny.

-Wujku, a co to jest? Przecież to były baj..-urwał, uderzony przez łeb, przez własna siostrę-Aau!
Saa`let uderzyła go jeszcze raz, ale mocniej-Masz siedzieć cicho i patrzeć!-Sama usiadła obok brata i patrzy.
Trzask.
Trzask.
Trzask....nagle cala szope wypełnił ryk potężnego silnika maszyny. Silnik, dopiero co zamocowany w ramie próbuje się wyrwać, zachowuje się jak opętana maszyna z opowieści starszych. Młode skuliły się za sianem...
Saa`Set spojrzał na to..i zaczął się śmiać. Głośno śmiać-UDALO MI się! UDALO MI się!-Zgasił maszynę i wybiegł z pomieszczenia

20lat później...


Saa`tin budzi się w swoim wygodnym łóżku i przeciągnął się. Zegarek pokazuje, że może jeszcze pospać pół godziny. W końcu, jest niedziela, czas wolny. Wyłączył budzik i przewrócił się na drugi bok.
Spojrzał jeszcze przez okno na swoje podwórko, jego malutki ogródek, jego moto...NIE MA MOTOCYKLA! Zerwał się z łóżka, padł na cztery i praktycznie depcząc się po nich, wybiegł na zewnątrz. Rozgląda się przerażony dookoła. –KTO MI PODPIERDOLIL MÓJ MOTOCYKL!?-Wrzasnął na cala okolice, a sam z nosem w ziemi szuka jakiś śladów.
-Zabiję..znajdę..obedrę ze skory...zjem...zabiję..obedrę..AAAU!!-wrzasnął boleśnie. Niewiadomo skąd, skoczyła na niego jego siostra Saa`let.-Mam Cię!-Krzyknęła i zaczęła się z nim tarzać w piasku. Tin odrzucił ja z siebie-Zabrałaś mi motor?!
-Ja? Nie...gdzież bym śmiała panie naczelny inżynierze-śmieje się zębato-Pan naczelny inżynier zgubił swój motocykl?-przewróciła się na grzbiet i zaczęła chichotać-Jak Cię zara..-urwał.
Uslyszeliscie oboje ryk silnika..drugiego..trzeciego...w oddali widzicie zbliżający się konwój, jakiś 10 motocykli. Na każdym siedzi..człowiek.
Saa`tin odwrócił się w stronę wioski i krzyknął tak głośno jak tylko pozwalały mu płuca-DZWONIC W DZWONY!!!!-W biegu zabrał siostrę i pobiegł z nią do lepianki. Wcisnął jej w łapki drobny karabinek, lekki, przystosowany dla nich-Nie wychylaj się. siedź cicho. Czekaj na znak

Ryk silników się zbliża...coraz bardziej....
DONG
DING
DONG
DING
DONG
Zabrzmiały dzwony. Wszystkie dorosłe szopy, samice i samce rzuciły się do ataku. Huk wystrzałów z broni, kule świstające nad uszami...po chwili zapadła martwa cisza. Rannego szopa odniesiono do przychodni. Jako pierwszy, do oględzin ataku wyszedł Saa`Tin. Spojrzał na nie ze smutkiem-Ludzie..znowu. –Mówi cicho, do siebie-Trzeci raz w tym miesiącu..powoli przestajemy dawać sobie radę...
Odwrócił się i krzyknal do reszty-Nagie zwloki do jednego dolu. Wszystko co znajdziecie do pustej lepianki. Cala bron idzie do mnie, motocykle do szop.
Saa`let skulił się z nosem przy ziemi..powoli zaczynały go ogarniać wątpliwości..może stara Noor`Tata miała racje. Może trzeba było siedzieć cicho
Siostra szopa podeszła do niego, sama wyszła z ataku prawie nietknięta. A przynajmniej taką się pokazała. Nie chciała dokładać problemów bratu. Musnęła pyskiem jego ucho
-Będzie dobrze..obiecuje

Obiecuje...




Rozdział pierwszy

Saa`Tin przechadzała się po wiosce. Większość schronień innych szopów stanowiły lepianki. Chociaż słowo lepianka nie brzmi najlepiej, było to najlepsze wyjście. W okolicy pozostało niewiele drzew zdatnych do obróbki, a cała wioska była położona na dużych złożach gliny. Lepianki były wzmacniane drewnianymi stropami, czasem też blacha falista która nie zdążyła przerdzewieć do reszty. Nieco przypominały slumsy sprzed BLASKu. Jednak po wejściu do pierwszego, można było zobaczyć mile i przyjemne wnętrza. Prawie każda lepianka posiadała ogrodzone kamieniami palenisko, a niektóre pełnoprawny komin. Chociaż wejścia były w zasadzie tylko drobna dziurą w całej konstrukcji, były zawsze zasłonięte lnianymi zasłonkami we wszystkich kolorach jakie tylko można było zrobić.

Z całej osady wyróżniało się kilka budynków. Mieszkanie Tin i Let połączone z szopą na kształt litery L. Kolejnym większym budynkiem, była kuchnia i jadalnia. Pomimo, ze większość posiłków szopy jadły we własnych miejscach, tradycją była kolacja jedzona wspólnie. Drewniane, niskie i nieco krzywe ławy, pamiętające przynajmniej kilkanaście ostatnich posiłków i wielka kuchnia w rogu całego budynku. Duże palenisko z ogromnym rusztem zdolnym utrzymać cała sarnę, dwa piece na których prawie o każdej porze można było zobaczyć stalowy, wytarty z emalii garnek, wieczorem liczbą dochodzący do pięciu i własna studnia głębinowa ze świeżą wodą.
O tej porze, było to miejsce spotkania grup znajomych, miejsce gdzie można schronić się przed wściekłym rodzicem i ośrodek handlu. O ile nie było oficjalnej waluty, handel wymienny kwitł jak nigdy.
Kiedy Saa`Tin weszła do środka, grupka młodych szopów okupowała jedną z ław, wykłócając się czy warto kupować zacier od karawany, czy może trzeba zacząć produkować własny
Prychnęła cicho, sama była przeciwniczka alkoholu, szczególnie kiedy coraz młodsze szopy zaczynały rozsmakowywać się w nim.

-I wtedy nastąpił BLASK..-Najstarsza samica w wiosce kontynuowała swoje codzienne zajęcia. Każdy młody szop musiał spędzić przynajmniej godzinę dziennie, słuchając o BLASKu. Była to najstraszniejsza opowieść jaką znały szopy..i w zasadzie jedyna.
-Wtedy nasi przodkowie stanęli na wzgórzu..zobaczyli to, czego nigdy nie zapomnimy! BLASK!-Jej opowieść z roku na rok stawała się coraz bardziej upiorna i pełna dramatycznych szczegółów, ale nikt nie miał o to do niej pretensji. Historia nigdy nie została spisana, a jeśli wierzyć temu co opowiadała, jej przodkowie w linii prostej widzieli BLASK.
Mijały kolejne minuty..grupa szopów która jeszcze nie zasneła słuchając jej opowieści po raz kolejny, starannie wydrapywała na ławkach swoje imiona.
Graa`Ha była zbyt upojona własnym głosem, by to zauważyć. Byla jednak zadowolona, że dzisiejsze pokolenie nie jest tak bardzo..innowacyjne jak poprzednie. Z obrzydzeniem wspominała to co zrobił krewny Tin i Let. To wszystko było przez to rodzeństwo, oni ciągle pomagali temu staremu wariatowi z tymi ,,maszynami”. Na samą myśl, przez jej pysk przechodził grymas obrzydzenia. Od kiedy ta piekielna maszyna po raz pierwszy zaryczała, wszystko zmieniało się na gorsze. Tradycje, które tak pielęgnowała, zostały zniszczone. Kuchnie, garnki, piece..to wszystko było obrzydliwie łatwe. Nic już nie wymagało pracy szopich rąk, wszystko mogło zostać zrobione łatwiej i szybciej przez te ,,maszyny”!
-Na dzisiaj koniec! Do domów!-Fuknęła wściekle. Tego już było za dużo. Nawet te młode które jej słuchały, od razu pobiegły do szopy. Wsciekle wyszła pazurami drapiąc i tak już potwornie podrapaną podłogę. Była jedyną osobą w całej wiosce, która potrafiła iść tak wsciekle, że każdy uwazał to za oznake nadchodzącej burzy.
Fukając i warcząc na każdego, skierowała się do lepianki Noor`Tasa.
Jego mieszkanie było jednym z mniej okazałych. Zwykły szopi dom, z podstawowymi sprzętami jak ława, legowisko ze szmat i palenisko pośrodku. Jako jeden z niewielu, nie powiesił na ścianach żadnych ozdób.
Teraz leżał na legowisku..jeśli być szczerym, to legowisko leżało na szopie, pod szopem i dookoła szopa. Spośród szmat wystawał tylko ogon, kawałek nosa i łapa. Dla kogoś nie obeznanego z naturą szopów z osady, wyglądało by to jak makabryczna scena jakiegoś morderstwa..zapach zdawał się to jeszcze bardziej potwierdzać
-Obudź się Tas! –Podeszła bliżej i boleśnie ugryzła go w łapę. Noor`Tas pisnął zaskoczony i spadł prawie we własne palenisko
-Czego ty zapchl..och, to Ty..-Chociaż nie cierpiał jej z całego serca, była jedną z bardziej poważanych osób w wiosce-Em..coś się stało?-ziewnął szeroko pokazując cały zestaw kłów.
-Tak, stało się! Mam dosyć tego co wyprawia Tin i Let! Musisz coś z tym zrobić!-machnęła ogonem, strącając miskę z niedojedzonym śniadaniem. Tak wściekłej Noor`Tas jej jeszcze nie widział.
-Albo coś z nimi zrobisz, albo ja zrobię coś z tobą! Długo znosiłam tą całą nowoczesność, za długo! Za długo pozwalałam tobie i całej reszcie robić te szatańskie rzeczy! Od kiedy tamten stary odpalił tą maszynę zaczęły się nasze problemy!
Tas cofnął się tak, że zadem dotykał już ściany. –Posłuchaj..to po prostu przypadek..wiesz, że bez tego sprzętu nie przetrwalibyśmy pierwszego ataku..
-Daj spokój! Daje Ci tydzień na wyrzucenie ich z wioski..inaczej..-Spojrzała mu w oczy. Jej ślepia były już częściowo pokryte bielmem ze starośći-Tydzień. Nie dłużej. –Odwróciła się i wyszła, rozdeptując resztki rozbitej miski.

Saa`Tin kończyła przygotowywać obiad dla brata. Dzisiaj udało się jej zamienić jeden z garnków znalezionych przez brata, na trzy szczury, każdy po blisko pół kilograma. Najedzą się tym na tyle, że będą mogli z czystym sumieniem opuścić wspólna kolacje.
Stanęła na tylnych łapach i zaczęła przeszukiwać szafkę zamontowana pod sufitem. Z wyglądu, w zasadzie nie różniła się od swoich przodków, była nieco większa, bardziej smuklejsza, z nieco krótsza sierścią. Wszystkie prace jakie wykonywała łapkami, a w zasadzie szopimi dłonmi, robił także człowiek. Szopie dłonie sa o wiele mniejsze, ale budowa bardzo przypominają ludzkie. sięgnęła po kawałek soli i nakruszyła nieco do garnka. Rosół na kawałku kurczaka zaczynał coraz lepiej pachniec.
Po chwili usłyszała miękkie kroki lap na podłodze. Bez zastanowienia rozpoznała brata. Tylko on zawsze zakradał się do ich domu. Z przyzwyczajenia udała, że nie usłyszała go.
-Mam Cie!-Lekko ukąsił ją w ucho i mocno przytulił. Był od niej nieco większy i, czego zawsze mu zazdrościła, bardziej puchaty.-Jak minał dzień mojej kochanej siostrzyczce?-Zapytał cicho, wciąż obficie śliniąc i gryząc jej ucho.
-Zooostaw, bo znowu będziesz mi marudził, że za słone!-Zaśmiała się, lubiła kiedy ją tak zaczepiał. Był jedynym samcem, któremu pozwalała na tyle.
-No dobrze, dobrze..kiedy jedzenie?-Usiadł przy małej ławie i ostentacyjnie zaczął drapać drewno.



Stara samica powoli krążyła po wiosce..zaczynał zapadać zmrok. Gdziekolwiek by nie poszła, jej własne łapy prowadziły ją w stronę lepianki rodzeństwa. W końcu, ostrożnie stapiając po ziemi, zajrzała przez wejście do środka. Wtedy zobaczyła jak Tin i Let siedzą razem przy legowisku..rozmawiają o czymś, czego nauczycielka nie słyszała, ale ich pozycja, splecione ogony..to było to czego szukała. Lekko stąpając po ziemi, wycofała się i ruszyła do swojego legowiska..

Jutro..już niedługo
 
Powrót do kategorii | Powrót do strony głównej artykułów
Komentarze są własnością ich autorów. Twórcy niniejszego serwisu nie ponoszą odpowiedzialności za ich treść.
Anonim
0
(+0|-0)
Opowiadania: Pasiasty- BLASK. 0
Wysłano: 19.02.2014 3:01
Dobra. Obczajone.

Mamy tutaj sporą gamę błędów. Niektóre dialogi są jakoś rusko poukładane, czasami opis jest za mocno techniczny, czasami czas się ♥♥♥♥♥.

Niestety scena batalistyczna mnie zawiodła.

Mimo to, widzę potencjał, który należy szlifować. Nie jestem w pełni przekonany do pomysłu na historię, ale kto wie? Może będzie z tego coś ciekawego.