Zmień fonty Zmień rozmiar
Strona główna Teksty PASTE Sznurki Galeria Forum Informacje Chat: Discord Kalendarz Mapa Szukaj / użytkownika Rejestracja
  
Opowiadania: Iblis - Spisując szepty IV  
Autor: Iblis
Opublikowano: 2014/3/10
Przeczytano: 528 raz(y)
Rozmiar 4.42 KB
0

(+0|-0)
 
Miłego

Jedna iskra świadomości, mała lecz wszechpotężna, cała istota jego jestestwa zawieszona gdzieś w świadomości. Tak się przebudził, pośród pustki, gdzie nie było ani światła ani ciemności. Była jedynie jego myśl, bezcielesna... Gdy odzyskał świadomość zdawało mu się, że spał przez bardzo długi czas.
-Więc tak to wygląda? - spytał sam siebie - Ani to niebo ani piekło. Czy może to ostatnia chwila wieczności? Ta mityczna chwila tuż przed śmiercią, gdy czas zdaję się stać w miejscu?
Trwał zawieszony, poczucia upływu czasu, nie mając ciała...
-Jak ja się tu znalazłem? A! Przecież Enrza wyrwała mi serce...
Samo wspomnienie przelewając się przez jego świadomość sprawiało ból, choć zupełnie inny niż za życia.
Zaczął więc wspominać, bo cóż mu zostało. Ciepła fala rozlała się po jego świadomości...
-Kai! - usłyszał znajomy głos - Kai...
Czy demony przeszłości potrafią dopaść nawet w takim miejscu? Tego nie wiedział... Czuł za to jak coś go porywa, niczym nurt wrącej rzeki zmyło jego świadomość.

Obudził się z krzykiem i rwącym bólem w klatce piersiowej. Leżał w zakrwawionej pościeli, którą sam był umazany. Natychmiast opadł na łóżko bez tchu, nie mogąc zaczerpnąć powietrza. Dłuższą chwilę zajęło mu odzyskanie pełni świadomości, wtedy dopiero dostrzegł Saela. Siedział po turecku jakieś pół metra nad posłaniem Kai'a, mimo zasłoniętej twarzy czuć było bijące od niego zmęczenie.
-Jak? - z ust pisarza padło krótkie pytanie
-Sam nie uwierzysz... Śmierć się nad tobą rozpłakała! - zaśmiał się głośno
-Nie... Pierdol.. Głupot!
Każde słowo rwało potwornie w klatce piersiowej niczym pazury.
-Prawdę mówię. Siedziała tu równe sześć dni, w pierwszym walczyła z tobą. Nie dałeś się, zaczęła więc wnikać w ciebie... I resztę czasu zwyczajnie tu siedziała.
Palcami zaczął ścierać zaschniętą krew, zdziwił go brak jakiegokolwiek śladu. Zapadła cisza przerywana ciężkim oddechem.
-Więc? Jak wygląda?
-Tego żaden żywy nie wie. Widzą ją tylko osoby do których przychodzi.

Dobrą godzinę leżał pijąc ostrożnie rozcieńczony sok jabłkowy, nie jadł prawie tydzień. Szczęściem Youkai poił go mlekiem. Następnie umył się gdy demon przyniósł mu miskę z wodą, śmierdział krwią i potem.
-Kurewsko boli...
Sael tylko spojrzał na niego, ale nie odezwał się. Spróbował wstać, był to jednak zbyt duży wysiłek dla jego ciała i upadł na ziemię. Jęknął boleśnie, nawet nie próbował już wstawać tylko czołgał się.
-Idę do łazienki. Wstaw wodę. Wlewasz do połowy garnka, tego z długą rączką i na średni palnik.
Youkai zniknął mrucząc coś, ale chwilę później usłyszał stukanie w kuchni. Gdy tylko wczołgał się pod prysznic odkręcił wodę kładąc się i dając jej spływać po ciele. Było mu potwornie zimno mimo gorąca panującego w kabinie, najbardziej prawdopodobniej było to spowodowane utratą krwi.
Uznawszy, że jest już w stanie przypominającym człowieka dźwignął się do umywalki i spojrzał w lustro. Krzyk przerażenia rozniósł się po domu przywołując Saela.
-Coś się stało? - spytał spokojnie
-Ty się pytasz co się stało? Ty się jeszcze kurwa pytasz? - krzyknął
Chwycił warkocz, który był już w nieładzie i wyciągnął go do przodu. Jego włosy były srebrne.
-I?
-I nic. Spotkałeś Śmierć, spodziewałeś się czegoś dobrego?
Odpowiedziało mu gniewne spojrzenie i mocne kopnięcie w szafkę pod zlewem.
-Wrzuć ryż, słyszę jak woda się gotuje.
Demon nadstawił uszu i jeszcze raz zwrócił się w stronę jasnowłosego, nic jednak nie powiedział.
Kai zszedł do kuchni o mało nie spadając ze schodów, opadł ciężko na krzesło i opierając się na stole.
-Wyciągnij ryż z wody i dobrze go odsącz. - instruował - Wrzuć na miskę i dodaj masła, cukru i cynamonu.
Gdy tylko posiłek znalazł się przed nim dosłownie go pochłonął, niemal nie zwracając gdy ściśnięty żołądek się odezwał.
-Dziękuję. - rzekł cicho - I gratuluje, właśnie pierwszy raz w życiu gotowałeś.
Na jego twarzy zagościł szeroki uśmiech, choć słaby z wyczerpania...
 
Powrót do kategorii | Powrót do strony głównej artykułów
Komentarze są własnością ich autorów. Twórcy niniejszego serwisu nie ponoszą odpowiedzialności za ich treść.