Zmień fonty Zmień rozmiar
Strona główna Teksty PASTE Sznurki Galeria Forum Informacje Chat: Discord Kalendarz Mapa Szukaj / użytkownika Rejestracja
  
Opowiadania: Iblis - Spisując szepty V  
Autor: Iblis
Opublikowano: 2014/3/10
Przeczytano: 551 raz(y)
Rozmiar 3.19 KB
0

(+0|-0)
 
Miłego

Żar lał się z nieba nie dając wytchnienia zmęczonym, zwłaszcza Kai'owi. Siedział na deskach tarasu rozkoszując się czekoladowym shake, który przed chwilą zrobił. Był w samych spodniach, tors miał zaś owinięty bandażami, ból wciąż mu doskwierał.
-W rzyć! - rzucił kaszląc
Chłód napoju rozchodził się po trzewiach przyprawiając o dreszcze. Srebrnowłosy rozejrzał się po ogrodzie, po kamiennej ścieżce aż do stawu. Tam tuż przy tafli wody był mały lis próbujący złapać którąś rybę łapką. Przynajmniej zwykły człowiek widziałby lisa, Kai bowiem widział młodą dziewczynę ubraną w kwiecistą szatę, jego wzrok zatrzymał się na miodowo rudych włosach. Tam bowiem, tuż nad skroniami wyrastały zwierzęce uszy. Porastały one krótkim futrem w tym samym kolorze, ich końcówki zaś lśniły czernią.
-Te ryby nie są do jedzenia! - odezwał się
Youkai podskoczył o mało nie wpadając do wody, wykonała szybki zwrot i puściła się biegiem na czterech łapach jednym susem przeskakując płot. Westchnął ciężko wstając, udał się do kuchni gdzie odgrzał kawałek łososia z obiadu.
-Chodź, nie bój się. - rzucił kładąc talerz na krawędzi tarasu
Sam zaś zasiadł po drugiej stronie opierając się plecami o belkę. Lisica wychyliła się podciągając rękoma, skorzystał z okazji by przyjrzeć się jej twarzy. Była dzieckiem, wielkie szmaragdowe oczy i drobne usta otoczone burzą loków. Tyle zdążył dostrzec, bowiem poruszała się z nieludzką szybkością. Zwykłe ludzkie oko nie dostrzegłoby nawet smugi jej ogona wystającego spomiędzy fałd materiału. W mgnieniu oka podniosła talerz i zniknęła za rogiem budynku, a pisarz mógł dosłyszeć jedynie jak wgryza się w posiłek.
-Tylko oddaj mi talerz. - rzucił popijając nieco już cieplejszy napój
Z rozmyślań wyrwało go ciche stuknięcie.
-D-dziękuję! - usłyszał zasapany głos
Choć mimo wszystko wydawał się dość przyjemny i delikatny, dało się w nim wyczuć nutę przerażenia i zmęczenia.

Wspomniał słowa Saela, tuż po tym jak się poznali a zaczął zgłębiać ten tajemniczy świat. Wyjaśnił mu wtedy, że wyższe Youkai nie potrzebują niczego by egzystować, te pomniejsze zaś potrzebowały jedzenia czy wody tylko gdy odkryły przyjemność z ich spożywania. Uzależniały się wtedy jak od narkotyków.

-Nie bój się. Nie zjem cie. - rzucił z uśmiechem
Drobna twarz wychyliła się zza ściany z przerażeniem w oczach, widział jak drży.
-Jesteś leśnym duchem? Rzadko was widuję, strasznie się kryjecie.
-Dlaczego mnie widzisz? - zakrzyknęła
Popatrzyła na nią ze zdziwieniem i zaśmiał się.
-Naprawdę młoda jesteś. Są ludzie, którzy was widzą. Jestem jednym z nich. Siadaj.
Rzucił jej poduszkę co spowodowało u Lisicy atak paniki, ułamek sekundy później jej ogon zniknął za płotem gdy skoczyła.
-Dziwna jakaś... - mruknął i legł na poduszce
Pogrążył w lekkim śnie kojonym szumem listków na wietrze.
 
Powrót do kategorii | Powrót do strony głównej artykułów
Komentarze są własnością ich autorów. Twórcy niniejszego serwisu nie ponoszą odpowiedzialności za ich treść.