Zmień fonty Zmień rozmiar
Strona główna Teksty PASTE Sznurki Galeria Forum Informacje Chat: Discord Kalendarz Mapa Szukaj / użytkownika Rejestracja
  
Opowiadania: trajt - Los Animales Noire - Zwierz - Rozdział I - cz.1 (+18)  
Autor: trajt
Opublikowano: 2014/8/7
Przeczytano: 1576 raz(y)
Rozmiar 10.99 KB
4

(+4|-0)
 
Polowanie na zwierza trwało w najlepsze od wielu tygodni. A ja od dwóch, trzech dni latam za nim po całym mieście na dwóch igłach morfiny.

Jestem pewny swego. Szczęścia jak dotąd nie miałem. Chuj z nim. Zobaczymy. Wróci do mnie. Powinno. Wiem, że musi wykonać pełny obrót i znowu stanąć przy mnie. Wiem też, że muszę dorwać zwierza przed służbistami z CO(Agencji Detektywów). Nim się skapną, dopadnę go pierwszy i tyle popamiętają z mojej strony. He, he, he.

Strasznie świerzbi mnie noga, by wykopać któregoś. Bez idiotycznych wyjaśniania dam każdemu z nich odcisk mojego buta na twarz. Ładny autograf z dedykacją, he.

Od pierwszej ofiary byłem i jestem spychany na bok. Z resztą każdemu spoza agencji utrudniają robotę. Jakby, kurwa, sami umieli prowadzić śledztwo.

- Spadaj, Hech, to nie miejsce dla ciebie – rzucił jeden.

Nie dałem mu radochy z oskarżenia mnie o ubliżanie. Za pobicie agenta CO masz zapewnione 10 do 20 lat ciężkich robót. Nie miałem ochoty na robienie większego burdelu niż jest teraz. Wezwania do sądu dotyczące przekroczenia prędkości już dosyć zapychają skrzynkę. Dlatego, i z innych powodów, spędzam większość nocy u White.
Byłem po uszy w gównie. Wtedy to było błoto. Mnóstwo błota. Lało. Ogólnie o tej porze roku często leje, ale tego dnia było urwanie chmur. A niedawno czyściłem płaszcz. Skurwysyństwo po prostu.

Staliśmy całą gromadą w błocie, w deszczu, na podmiejskim wysypisku, niedaleko rzeki, gdzie znaleźli pierwsze ciało. Zewsząd słyszałem bębnienie deszczu o zużyte i przerdzewiałe wraki. Szły równo z odgłosem rozmów. Widocznie ,,ferajna” dobrze się bawiła. Smarkacze.

- Spadaj, Hech, to nie miejsce dla ciebie – powtórzył drugi agent.

Co się uwzięli na mnie? Wokoło stało mnóstwo innych, młodszych, bez doświadczenia. Oni dopiero narobią kłopotów. Wkuwanie na blachę debilnych regułek teorii nie zastąpi praktyki. Na wysypisko ciągnęli całymi tabunami. ,,Aż tylu myśli, że to zabawa? – pomyślałem. I miałem racje. Przynieśli paczki śniadaniowe i termosy z kawą. Pierdolnęło ich?! To nie żaden piknik!
Dla odreagowania zapaliłem papierosa. Jeden szczawik spostrzegł obrazek zdobiący zapalniczkę.

- Fajna cipka – zagadał kozioł w płaszczu i w meloniku.

Nie zwróciłem na niego uwagi. Trzymałem w pysku papieros i zamyśliłem się nad złamaniem obietnicy danej White. Miałem rzucić palenie. Niedobrze. Dwudziesty powrót do nikotyny znaczył, że muszę przyoszczędzić.

Na razie dosłyszałem kozła.
- Słucham?- spytałem.
- Mówię, że fajna cipka. Taką bym ochoczo ciurlał.
- Że jak?

Wskazał na moją zapalniczkę. Trzymałem ją w dłoni. Popatrzyłem. Seksowna mieszanka lisiczki i jaszczurki z parą błękitnych skrzydeł motyla stała wtulona lewym bokiem do fontanny. Podczas gdy obmywał ją natrysk, odsuwała długi, i dobrze uchwycony, gadzio-lisi ogon, ognisty, pomarańczowo-rudy. Była gotowa na wyskok. Do tego te zachęcające mrugnięcie. Taki skarb nosiłem w kieszeni? U-la-la. Taki zakup trzeba zachowywać w pamięci. Słabo z nią. Kolejny powód do rzucenie palenia.

- O kurwa, rzeczywiście niezła.- Wręczyłem mu ją.- Masz. Nie potrzebuję jej.
Schował podarunek w kieszeni płaszcza.
- Dzięki. Jeremy Irving.
Wyciągnął dłoń. Uścisnąłem dla zasady.
- Herman Hechixos, ale wolę zdrobnienie Hech – przedstawiłem się.
- Jak myślisz, Hech? Kroi się grubsza afera?- zapytał kozioł.
- W tym mieście są same grubsze afery.
- To musi być coś większego. Niedługo wybory – powiedział.
- Naobiecują, naobiecują i znowu wszystkim obciągną, żeby wygrać.

Stałem z innymi za taśmą w czarno-białe paski. Oddzielała nas od cosowców i ciała. Niektórzy pchali się do przodu. Nic z tego, frajerzy. Agenci odpychali ich na sam koniec. Poleciały wyzwiska. Tych spisali szybko. Wielu przyszło z aparatami. Robili fotki. Durnie. Nie wiedzieli, że Agencja nie pozwala robić zdjęć bez pozwolenia. Płatnego, dodajmy do tego. Zwykłe skurwysyństwo, nie ma co.

Spojrzałem na ciało. Takie piękno marnie skończyło. Kręgosłup wyrwano z ciała wraz z głową, że tak powiem, elegancko. Nie naruszono nóg i rąk, które leżały w błocie zmieszanym z krwią. Robota jakiegoś psychola. Na pewno. ,,Zwyczajny’’ gwałciciel podrzyna gardła po zabawie. ,,Normalny”, nie znajduje innego określenia, robi swoją robotę i po krzyku. Każdemu warto zapewnić ,,darmową” kastrację na jego koszt.

Biedna łania. Skąd wiem? Odcień i barwa futra, sylwetka, ogon… Trzeba zwracać uwagę na szczegóły. Trochę ich po niej zostało. Obserwacja i zachowanie czujności to podstawa. To właśnie odróżnia mnie od szczawików. Jeden, ledwie zobaczywszy ciało, zwrócił drugie śniadanie. Wspomniałem o zachowaniu zimnej krwi?

Pewien agent, zielono-pomarańczowy jaszczur w czarnej marynarce, dostrzegał mnie. Nie zdziwiło mnie, kiedy podszedł. Znam Wall’ego, on zna mnie. Czasem przydaje się wzajemna pomoc. Czasem.

- Spadaj, Hech, to nie miejsce dla ciebie – rzekł na powitanie. Znowu usłyszałem ten tekst. Naprawdę się uwzięli na mnie.
- Siemasz, Wally, co tam?
- Nie będę dwa razy powtarzał.- Posłał mi ogniste spojrzenie.- To nie miejsce dla ciebie
- O co chodzi?- wyjąłem z ust papierosa i chuchnąłem mu dymem prosto w nos.- Macie jakieś problemy, że stoję z innymi. To wolny kraj.
Wally popatrzył po innych. Widocznie chciał pogadać w cztery oczy.
- Pogadamy na osobności?- zapytał.
- Jasne.

Odeszliśmy od tłumu. Wreszcie. Miałem ochotę przywalić niektórym z nich. Szczerze. Krzyczeli, warczeli, robili banały, byle być w kronikach kryminalnych. W kostnicach również znajdą swe miejsce.

Przestało padać. Niebo pozostało pochmurne. Na horyzoncie nie było widać żadnej błękitnej plamki. Szkoda. Szliśmy dróżką wydeptana pomiędzy pagórkami wymarłych samochodów. Rozgniecione, ze zniszczonymi skrzyniami biegów, z zarysowanymi karoseriami, obrosłe chwastem. Tyle tego i nadal nie wysłali do hut? Marnowali sporo metalu. Szkoda. Za wiele zmartwień dołuje jednego dnia.

Weszliśmy na jedną hałdę.
- Mógłbym zaproponować tobie papierosa – zaczął – ale ty chyba rzuciłeś palenie?
Zaśmiałem się.
- Twoja ironia jest zawsze mile widziana. Do rzeczy. O czym chciałeś pogadać?

Przystanęliśmy. Zza rzeką wyrastało Miasto w pełnej okazałości. Wieżowce górowały nad kamicami, czynszówkami, a pomiędzy nimi unosił się hałas ulic. Ze wzgórza widzieliśmy cały teren złomowiska jak na dłoni. Za wiele to się nie działo. Cała ta ferajna na dole wierzgała. Młodzi zapaleńcy pragnący szybkiej sławy wykłócali się z agentami. Pogotowie dalej nie przyjechało. Dziennikarze podobnie. Czekali na pozwolenie.

- O tobie – odparł.- Dlaczego zajmujesz się ta sprawa?
- Bo aktualnie nie miałem co robić. Nudzi mi się i tyle.
Szczerząc się schował ręce do kieszeni spodni.
- Zła odpowiedz, Hech. Masz inne powody. Jeden z nich nazywa się White.
- Nie mieszaj jej w to.– Splunąłem pod jego nogi.- Uważaj. Jedno złe słowo i w ryj.
Ściągnął z głowy kapelusz i pogładził ufarbowane na blond łuski
- Ma się rozumieć.- powiedział.- Interesuje mnie tylko, czemu stoisz z innymi wapniakami. To niepodobne do ciebie.
- Zabita dziewczyna na złomowisku to niecodzienna sprawa. Częściej takich przypadków znajdziesz na nabrzeżu czy na przedmieściach. A ja nie lubię, gdy się nieodpowiednio traktuje kobiety. Macie świadków?
Wally kopnął ze szczytu puszkę po lakierze. Potoczyła się z trzaskiem.
- Jednego- odpowiedział.- Krzyk ofiary zbudził nocnego stróża. Gość wyszedł ze strażnicy i zobaczył ją. Uciekała przed czymś w rozszarpanym ubraniu.
- Strażnicy posiadają broń. Dlaczego jej nie pomógł?
- Miał się narażać? Przecież na stróżów biorą staruchów. A biegła od niego jakieś kilkaset metrów dalej. Miał do niej dobiec i dostać zawał?.
- Uważaj, żebyśmy sami tak nie skończyli. I co było dalej?
- Siedział przyczajony zza rupieciami i zobaczył koniec tej małej. I zgadnij kogo zobaczył?- zapytał z krzywym uśmiechem.
- Napalonego dupka z opuszczonymi spodniami wymachującego siekierą?- żartuję.
- Poszlaka tej kategorii byłaby na miejscu. Ale nie tu. Widzisz, Hech, ślady wskazują na jakieś zwierzę. Nie wiemy jakie.
- Pytaliście w miejskim zoo?- spytałem.
- Opis strażnika się nie zgadza. Opisał, że zwierz był całkowicie biały. Bielszy od bieli. Nawet blady. Nie umiał powiedzieć jaki to gatunek. Tłumaczył, że nigdy dotąd nie widział takiego monstrum. Mniejsza z opisem. W zoo powiedzieli, że żadne zwierzę im nie uciekło. Zwierz dopadł dziewczynę. Stróż to widział. Słyszał jej krzyki i jęki. Po chwili było po wszystkim.
- Zesrał się w gacie, nie?
- Na jego miejscu każdy by się zesrał.- Wally zadrżał.- Widzieć czyjąś masakrę nie jest chyba przyjemne.
- Patrzenie na czyjąś śmierć za życia nie jest przyjemne – powiedziałem. Na ten temat wiem od Wally’ego więcej. Posiadanie wujka w zakładzie zamkniętym potwierdza te słowa.- A jak wygląda sprawa z policja?
- Sprawdzają z naszymi nabrzeże. Ostatnio przypłynęło sporo okrętów z Azji i Ameryki Południowej. Któryś musiał przypłynąć z nielegalnym transportem.
- Ile wynosi nagroda?
- Hech, jesteś za stary kojot, żeby pytać o takie bzdury. Powiem ci z czystej przyjaźni. Zero
Tego się spodziewałem. Za co łaska mam prowadzić sprawę? Za nic nie oddam się na tacy pod kły zwierza.
- Jak chcesz – ciągnął Wally.– Mogę ci przysłać Morrisa do pomocy.
Spojrzałem krzywo.
- Wally, ty chyba mnie nie lubisz?
- Niby dlaczego?
- Bo wysyłasz mi palanta – odpowiedziałem.- Znowu będzie psuł całą zabawę.- Uśmiechnąłem się.- Chyba… że specjalnie ma być moją kulą u nogi.
Wally pokręcił głową.
- Hech, Hech, Hech, kiedy ty się nauczysz, że sam niewiele znaczysz?
Zaczęło padać. Draństwo nie miało kiedy.
- Wystarczy tego dobrego – powiedział. - Masz nie wtrącać się do tej sprawy, zrozumiałeś?

Zgodziłem się. Zrobiłem to wyłącznie dla świętego spokoju ze strony CO. Skłamałem. Kogoś to dziwi? Teraz wszyscy oszukiwali - uczniaki, klasa średnia, politycy, policjanci. Zwłaszcza ostatni. W większości. Narzekali na płace, kiedy sami odbierali grosze innym. Nie jestem pod tym względem wyjątkowy.

Wally czuł, że skłamałem.
- Ty nigdy się nie zmienisz – powiedział.



 
Powrót do kategorii | Powrót do strony głównej artykułów
Komentarze są własnością ich autorów. Twórcy niniejszego serwisu nie ponoszą odpowiedzialności za ich treść.