Zmień fonty Zmień rozmiar
Strona główna Teksty PASTE Sznurki Galeria Forum Informacje Chat: Discord Kalendarz Mapa Szukaj / użytkownika Rejestracja
  
Opowiadania: trajt - Fantomfur - Fachowiec cz.III  
Autor: trajt
Opublikowano: 2015/3/13
Przeczytano: 467 raz(y)
Rozmiar 9.26 KB
1

(+1|-0)
 
- Jeżeli przypatrzycie się państwo dokładnie zbroi króla, zauważycie...

Fantomfur nie słuchał przewodniczki. Wolał samemu poznawać nowy światy znanego mu wymiaru. To wcale nie było takie trudne. W paru bibliotekach IV wymiaru znalazł książki na temat Kalidlioroi. Zawierały potrzebne informacje na temat geografii, historii, obyczajów, języka.

,,Kalidlioroi to wodnista gwiazda w gwiazdozbiorze ASHANTI – pisało autor w kieszonkowym wydaniu KALIDLIOROI – GWIAZDA TYSIĘCY WYSP (Właściwie było ich łącznie 954).- Warunki klimatyczne dorównują ziemskim warunkom tropikalnym. Wilgotność duża, a temperatura za dnia waha się między 34 – 45 Celsjusza, pomimo istnienia dwóch słońc, nocą spada do 24 – 28.(...) Miejscowa kultura posiada wiele podobieństw do kultury antycznej Grecji, Indii oraz kultury polinezyjskiej. (...)W społeczeństwie istnieją trzy kasty: Ashura – kapłani, Sihantra – wojownicy, Hautia – inni. Nie zachodzi między nimi do napięć. Przedstawiciele każdej z nich mogą przechodzić pomiędzy kastami poprzez specjalne rytuały”.

W południe świątynia Istharis nabierała ciszy, spokoju i piękna. Z ogromnej budowli pozostał zaledwie okrągły plac otoczony resztkami kolumn, wokół których rosły błękitne pnącza. Wciąż zachwycała. Resztki rzeźb stały po obu stronach odnowionych schodów, prowadzących aż na sam szczyt. Między ustalonymi wysokościami wybudowano 7 tarasów. Zwiedzający okupowali je całymi dniami, rozmawiając, hałasując i nadużywając aparatów.

Nad wszystkim czuwał ustawiony na szczycie monument pradawnego władcy postawiony dawnymi metodami za dzisiejsze pieniądze. Poznał, że pod cienką warstwą wybielenia jest zwyczajny tani plastik.

,,Tandeta, zacisnął pięści, Wydają pieniądze na takie bzdury, a na ochronę zabytku nie znajdą ani centa”.

Stał u jego stóp, przyglądając się ,,zabytkowi”. Miał zamiar pozwiedzać, ale obowiązki wzywały. Nadchodziła dwunasta. Czekał na kobietę. Tyle wiedział, a poznał tylko głos. Trudniej z wizerunkiem. Na tarasach rozstawiono leżaki do chwytania opalenizny i z tego powodu wzgórze świątynne odwiedziło wiele dziewczyn różnych ras.

Było to dobrze widoczne na przykładzie lisic – te ze strefy podzwrotnikowej Kalidlioroi posiadały błonę między palcami i blado niebieskie futro z cząstkami łusek, ziemskie były rude.
Któraś z nich była kontaktem.

- Pan Kranczek, prawda?

Rozpoznał głos. Właścicielką okazała się łania o nieco wilczych kształtach, miała wilczy ogonek, uszy i szare namaszczenie futerka. Opalała się na brzuchu w jednoczęściowym kostiumie kąpielowym. Głębokie wcięcie na plecach, sięgające ogona, pozwalało zobaczyć zdobiący je tatuaż – dziewięcioigłową hydrę z łacińskim przysłowiem Belua multorum capitum (Wielogłowa bestia).

- Mam rozumieć, że to pani?
Pomachała w powietrzu nogami i ogonem.
- W rzeczy samej. Jesteś zawiedziony?
- Po części, spodziewałem się kogoś w granicach 25-28 lat. Tak przynajmniej wskazywał głos.
- A ile dajesz mnie?- Pokazała brzuch. Z przodu wcięcie było równie głębokie, jak na plecach. Materiał na bokach ledwie trzymał pod sobą piersi. Prawym okiem, tym o czulszym obiektywie, Fantomfur dostrzegł pozłacany kolczyk w pępku i jadeitowy naszyjnik zawieszony na gładkiej szyi.
- 23. Rzecz jasna mogę się mylić, ale tu chodzi wyłącznie o szczegóły. A one decydują o walorach każdego.

Dziewczyna z uśmiechem opuściła okulary i uniosła prawą nogę. Kopytkiem dotknęła rąbka jego koszuli.

- Umiesz prawić komplementy.
- A pani wysoko wywijać kozła.

Wstała z leżaka, wyciągnęła spod spodu torebkę i wzięła go pod rękę. Zerknął na nią. Oczy były dziwnie kocie, zielone, wręcz szmaragdowe.

- Jesteś zbyt szczery – powiedziała przyciągając go bliżej siebie. Włoskami synt-futra poczuł bliskość jej biustu.- To mi się podoba. Szczerość to jedna z ważniejszych cech prawdziwego fachowca. Pozwala zachować głęboko bardziej skryte tajemnice. Niewielu ją posiada.
Niebo przeciął kosmolot szykujący się do lądowania. Turyście na każdym tarasie zaczęli gwałtownie pstrykać zdjęcia.

- Nie nazwałbym tego szczerością, a umiejętnością bycia przygotowanym na daną chwilę. Czy możemy porozmawiać o tym, co zapowiadała pani przez telefon, w bardziej cichym miejscu.
- Naturalnie. I przestań mówić tak oficjalnie. Przejdź na ty.
- Chciałbym, ale w tej kwestii jestem skrajnym dżentelmenem.
Na te słowa łania przytuliła się do niego mocniej.

***

Zeszli do baru znajdującego się wewnątrz wzgórza, trzy tarasy niżej. Panował tam kojący chłód, co o dziwo nie przyciągało klientów. Jego źródło kryło się w fontannie ustawionej pośrodku sali. Cztery rzeźby nagich, morskich nimf trzymały w każdej ręce kielich, z którego strzelał strumień wrzącej wody. Spadały one na gładkie kamienie ustawione pośrodku. Przy dotyku wody parowały. Na Kalidlioroi, jak pisano w przewodniku, istniały podmorskie grudki skamieniałego lodu, wykorzystywane do chłodzenia.

Siedli przy stoliku, blisko przezroczystych witraży. Przedstawiały barwny ogród.
Kelner zjawił się natychmiast, z dwiema kartami dań. Skłoni się i rozdał menu. Okładki zdobił rysunek z czarnego tuszu. Przedstawiał podwójne słońce z trójramienną swastyką w środku. Fantomfur zajrzał od ostatniej strony. Było z czego wybierać i za co płacić. Samych gatunków win stało ze 50.

Pozostał na zamówieniu kieliszka uso. Lubił oszczędzać, mimo sporych zapłatach po wcześniejszych misjach. Trzymanych je rozłożone w zestawie podręcznym po 30 dyskach bankowych.

Na uwagę łani, czemu nie zamawia, odpowiedział:
- Jestem wędrującym pokutnikiem. Nie znoszę cuchnąc groszem. Przyciąga kłopoty.

Złożyli zamówienia i czekali.

- A jak pani mnie rozpoznała?- zapytał.- Wcześniej propozycję pierwszego zlecenia otrzymałem listownie z ciekawym podpisem, trzema iksami i dużym J. Sam nie przysłałem niczego, prócz pseudonimu i szczegółów zapłaty.
- Mam swoje sposoby. Nie zdradzę ich z przyczyn zawodowych.
- Z tych samych przyczyn ja nie podam sposobu, jakim załatwiłem Pinka.
- Mało mnie to obchodzi – powiedziała.- Liczy się fakt, że został zlikwidowany.

Uniosła karteczkę i przesunęła ją po blacie. Obejrzał ją. Widniała na niej jedynka i sześć zer. Pod spodem widniało drukowanymi literami: PRZELEW WYKONANO (dzisiejsza data)

- Z pewnością taka należność jest wystarczająca – kontynuowała.- Odpowiedniego fachowca najmuje się za odpowiednią cenę, prawda?
- Nie inaczej.- Podarł papier.
- Z ciekawości spytam, gdzie mieszkasz? Ktoś z takimi umiejętnościami musi wybierać drogie miejsca – powiedziała z ironią.
- Tani hotelik nad morzem. A pani?
- Kurort NEPTUN. Zapraszam, jeśli będziesz w okolicy. Mają cudowny basen. Popływamy razem.
Odchyliła się do tyłu wypinając biust. Znał te zagranie.
- Muszę odmówić, ponieważ zostały mi 2 dni, a chciałbym pozwiedzać.

Zamrugała oczami.

- Nie umiesz kłamać. Umiem to poznać po oczach.
- To żadna sztuka.- Uśmiechnął się.- Kłamstwo kiepsko mi wychodzi. Dlatego pracuję w ciszy. Sprzyja w czasie akcji.- Westchnął.- Co z drugim zleceniem?
- Będzie o wiele trudniejsze. Wymagam od ciebie całkowicie zaangażowania sił i czasu.
- Już czuję zainteresowanie.- zażartował.- Proszę mówić dalej... A, przepraszam, że przerwę, ale czy nie niepokoi panią brak reakcji na te zabójstwo? Mnie osobiście taki neutralizm ze strony władz pobudza do czujności.

- To naturalna ironia – odpowiedziała.- Tutejsza policja, nieliczna i słabo uzbrojona, nie chce kompromitacji. Czego się pan spodziewał? Lepiej jest zamieść kłopoty pod dywan. Po co siać z nich burzę?- Kelner postawił przed nią półmisek z owocami morza, a jemu podał buteleczkę przezroczystego płynu z kieliszkiem w miejsce zakrętki.- Oni wszyscy wiedzą – przycichła – ale boją się o tym mówić, bo boją się strat z turystyki. Historia wyjdzie na jaw i przerazi tych parędziesiąt, paręset tysięcy zwiedzających. Odlecą i pozostaną po nich tylko wspomnienia bogatej przeszłości. Ten świat nie żyje z niczego innego, jak z kosmicznej turystyki. Takich planet i gwiazd istnieje wiele.

Z torebki zawieszonej na krześle wygrzebała metalowe pałeczki z ozdobnymi szlaczkami na wierzchu. Były złączone bokami. Oderwała je od siebie i wzięła pierwszy kęs.

- Smutne– powiedział.- Ta gwiazda jest piękna, a wszyscy płacą by móc ją odwiedzić. Czy to nie żałosne?
- Nie ma niczego za darmo – odparła.- Trzeba z czegoś żyć.
- Święte słowa – przytaknął.- Zatem, co jest moim następnym zleceniem?
Wytarła pyszczek serwetką i oznajmiła spokojnie:
- Uciec w jednym kawałku z Kalidlioroi.

 
Powrót do kategorii | Powrót do strony głównej artykułów
Komentarze są własnością ich autorów. Twórcy niniejszego serwisu nie ponoszą odpowiedzialności za ich treść.