Zmień fonty Zmień rozmiar
Strona główna Teksty PASTE Sznurki Galeria Forum Informacje Chat: Discord Kalendarz Mapa Szukaj / użytkownika Rejestracja
  
Opowiadania: trajt - Fantomfur - Fachowiec cz.VI (ostatnia)  
Autor: trajt
Opublikowano: 2015/3/13
Przeczytano: 368 raz(y)
Rozmiar 4.54 KB
3

(+3|-0)
 
Wieczorna zmiana ochrony kosmodromu została wzmocniona żołnierzami. Patrolując korytarze i platformy lądowisk, wprawili turystów w zmieszanie. Wielu zrezygnowało z powrotu, nerwowo ściskając podejrzliwie wypchane bagaże. Niektórzy samotni zbili się w grupę, by łatwiej wejść na pokład.

Władze znalazły na nich odpowiedni sposób - z 20 bramek otworzono wyłącznie 4, a kontrola została wydłużona o pół godziny.

-Proszę.- Jeden z policjantów zastępujących celników wręczył wilczej łani w płaszczyku przeciwcieplnym paszport.- Kosmolot na Citneros odchodzi za 3 godziny czasu miejscowego, czyli 1,5 godziny czasu ziemskiego, więc zapraszamy do poczekalni.

Podziękowała i przeszła do dużego pomieszczenia z szeregami krzesełek. Niewielu oczekiwało. Wliczając ją w poczekalni przebywało 5 innych osób. Na drugim końcu sali siedzieli łasiczka i kocur z trójką dzieci. Opowiadali na głos wesołe historyjki z wakacji śmiejąc się.

Usiadła, poprawiła rąbek płaszczyka i wyjęła pomadkę do ust. Po udawaniu przed policją i obsługą przerażonej damskiej łazęgi musiała nadrobić zaległości w byciu pięknotką.

Wykonała zadane. Organizacja wypróbowała kolejnego fachowca. Ten był lepszy od 3 pozostałych, którzy także po wykonaniu danego im zlecenia mieli uciec z danej planety. Dwóch na Xernados zostało z nią w barze, gdzie wywiązała się strzelanina. Obaj zginęli. Trzeciego oznała na centralnej gwieździe układu Reptaliańskiego w II wymiarze. Najzwyczajniej w kosmosie porwał kosmolot.

Była w tym ironia, ponieważ tym samym lotem poleciała grupa samobójców z Wiecznego Płomienia Arymana. Wysadzili się zaraz po pokonaniu atmosfery, gdy pierwszy porywacz przejął ster.

,,Frajer, przejrzała się w lusterku. Taki Kranczek zaraz przeprosił i pojechał do hotelu. Chciał szybko spakować rzeczy i zwiać. A znalazł czas, żeby przyjść do mnie. Prawdziwy zawodowiec. Szkoda go”.

A te jego przebranie. Szukając pulsu, wyczuła, że pasiasta skóra była sztuczna. Przebranie? Skąd umiał je wykonywać? Było starannie wykonane, trudne do odróżnienia od prawdziwego. Wcześniej nie spotkała się z synt-fur takiej jakości. Było dobre i wytrzymałe.

O swoje musiała się mocno postarać. Wszczepiała w każdy włosek nanosory. W razie zniszczenia powłoki maleństwa błyskawicznie ją spawały. Nie zawiodła się na nich. Po podarciu nie było ani śladu.

- No proszę – usłyszała - taka kobieta i fachowca załatwi. Ironia fatalnego zauroczenia. Czy mógłbym się przysiąść?

Zagadał ją stary kocur z siwymi wąsami w znoszonym ubraniu robotnika i z podręcznym bagażem. Głos chrapliwy, ale znajomy. Podobny do głosu polskiego ogiera i pasiastego osła, którego zastrzeliła w pokoju hotelowym.

Zachowała spokój.
- Proszę bardzo. Zgaduję, że to ty, Kranczek.
- W rzeczy samej. Sądziłem, że ostatnie spotkanie mamy już za sobą. To źle, że nasze plany są podobny.

Obok przeszedł patrol 4 żołnierzy.

- Przyjechała po ciebie karetka– syknęła cicho. - Uciekłeś z kostnicy?
Spojrzał na nią spod grubych szkieł.
- W ogóle tam nie dojechałem. Uciekłem w drodze. Kiedy wychodziłem z worka, pielęgniarze zwiali na mój widok. Potem miałem z górki. Bagaż znalazłem w krajówce, w jakiej go schowałem przed pójściem do ciebie. Jak widzisz, założyłem nowy strój. Podoba ci się?

Pogłaskała jego kocie uszy, pewnie sztuczne jak cała reszta.

- Jesteś dla mnie za stary.
- A ty za skryta – zauważył.- Przepraszam, że urwałem ci futerko z ręki.
Podciągnęła rękaw płaszczyka. Skóra na ramieniu była nienaruszona.
- Za dużo nie nabroiłeś. Wystarczyła drobna naprawa…
- UWAGA! UWAGA! – odezwał się głośnik.- WZYWAMY PASAŻERÓW LOTU NA BERSOON, PRZEZ KALDERIS I MARTJHANS, DO WYJŚCIA NUMER 3.

Kocur wstał.

- Muszę iść. Chyba już mi nie namieszasz.
- Może w niedalekiej przyszłości. A jak właściwie masz na imię?
- Fachowiec nigdy nie zdradza swojego imienia – mrugnął – nawet zleceniodawcy.

Ucałował jej dłoń i odszedł w stronę tunelu wyjściowego. Śledziła go póki sama nie została wezwana. Zmierzając na platformę, wyczuła w lewej kieszonce zgnieciony papier. Poczekała z odczytaniem, chociaż domyślała się treści.

 
Powrót do kategorii | Powrót do strony głównej artykułów
Komentarze są własnością ich autorów. Twórcy niniejszego serwisu nie ponoszą odpowiedzialności za ich treść.