Zmień fonty Zmień rozmiar
Strona główna Teksty PASTE Sznurki Galeria Forum Informacje Chat: Discord Kalendarz Mapa Szukaj / użytkownika Rejestracja
  
Opowiadania: Zir "Ten Sam Inny" [+18]  
Autor: Zir
Opublikowano: 2015/4/19
Przeczytano: 759 raz(y)
Rozmiar 65.16 KB
4

(+4|-0)
 
Parę słów od autora:
To opowiadanie to commission, którego zamówił ode mnie Hienek vel Rosomack. Pracowałem nad nim dość długo jak na krótkie opowiadanie, ale efekt - wydaje mi się - jest zadowalający. Jest to wersja już po poprawkach, zaakceptowana i zapłacona, ale jak ktoś znajdzie jeszcze jakieś błędy to można mi dać znać; postaram się poprawić.

Samo opowiadanie to krótka historia pewnego białego lisa Artura, który wybiera się ze swoim przyrodnim bratem - niedźwiedziem Danielem - na biwak nad jezioro. Bracia są ze sobą bardzo mocno związani, a ten biwak pokaże im jak bardzo.

Opowiadanie zawiera elementy przeznaczone dla osób dorosłych (yiff, m/m). Jeśli komuś to nie odpowiada, proszę przestać czytać w tym momencie. Reszcie życzę miłej lektury.

===

--Ten Sam Inny--

Być adoptowanym. Zawsze zastanawiałem się jak to jest. Co czują dzieci, gdy dowiadują się, że osoby, które przez całe życie je wychowywały, darzyły je miłością, dawały poczucie bezpieczeństwa i rodzinnego ciepła, tak naprawdę nie są z nimi niczym związane. Tyle razy widziałem w telewizji - w filmach - sytuacje, w których główni bohaterowie poznawali o sobie tę dziwną prawdę. Co grane przez nich postacie wtedy czuły? Czy czuły się oszukane? Zaskoczone? Oczywiście, widziałem co się potem działo, ale czy zdarzenia w filmie - w tym wypadku - oddają to co taka osoba czuje? Taka osoba jak ja?

Tak, jestem adoptowany. Dowiedziałem się o tym niedawno. No, może nie tak niedawno; jakieś 3 lata temu. A w sumie nie tyle się dowiedziałem, co dopiero wtedy zacząłem zwracać uwagę na to, że moja cała rodzina; mama, tata oraz brat, nie jest tego samego gatunku co ja.

Gdy miałem czternaście lat zacząłem się zastanawiać jak to możliwe, że jestem lisem polarnym? Przecież całe życie wychowywałem się w rodzinie niedźwiedzi. Przez dłuższy czas nie dawało mi to spokoju. Chodziłem smutny, zamyślony, często byłem obecny ciałem, ale nieobecny duchem.

Pewnego dnia mój tata - a raczej osoba, którą zawsze uważałem za mojego tatę - widząc, że zachowuję się inaczej niż przez dotychczasowe czternaście lat, postanowił w końcu ze mną porozmawiać. Jako zawodowy żołnierz, był zawsze bardzo surowy w wychowaniu mnie i mojego brata, ale gdy było trzeba, potrafił okazać nam wystarczająco ciepła i dobroci. To była właśnie jedna z tych chwil.

Zapytał co się dzieje, czy mam jakieś problemy i czy chcę o tym pogadać. Wtedy mu się zwierzyłem. On wstał, przytulił mnie i powiedział coś co na zawsze zmieniło moje dotychczasowe życie: "Tak, Arturze. Masz rację. Może nie jestem twoim prawdziwym tatą, ale dla mnie ty zawsze byłeś i będziesz moim prawdziwym synem."

Oczywiście, jak się później okazało, nawet mój starszy brat wiedział, że nie ma między nami więzów krwi. Chociaż i on nie był tego świadomy do pewnego czasu. Gdy miał szesnaście lat, a ja osiem, zaczęło do niego docierać to samo, co do mnie trzy lata temu. Przez sześć lat - byłem adoptowany w wieku dwóch lat - był moim starszym bratem kompletnie nie znając prawdy. Zabawne. Nie wiem, czy wtedy jego stosunek do mnie się zmienił czy nie, ale nawet jeśli, to nigdy nie dał mi tego odczuć. Nawet wtedy, kiedy dowiedziałem się kim jestem, był dla mnie wsparciem.

Dlaczego byłem adoptowany? Według mojej mamy moi prawdziwi rodzice nie byli mnie w stanie utrzymać. Rzekomo byli biedni i dlatego woleli oddać mnie do adopcji licząc, że znajdę dom, w którym nigdy niczego mi nie zabraknie. Może faktycznie tak było, a może po prostu byłem niechcianym dzieckiem? Chyba nigdy się tego już nie dowiem. W każdym razie teraz jestem w tej rodzinie, ponieważ moja mama poroniła swoje drugie dziecko. Rodzice bardzo chcieli mieć drugiego syna, ale po tym przykrym wydarzeniu zdecydowali się na adopcję. Ot i cała historia.

Dziś mam 17 lat, chodzę do liceum, po wakacjach będę przygotowywał się do pisania matury. Uczę się dość dobrze, a przynajmniej tak mi się wydaje. Jak każdy uczeń, z jednych przedmiotów jestem mocniejszy, a z innych słabszy. Można powiedzieć, że jestem przeciętniakiem, ale daję radę.

W szkole zawsze byłem raczej częścią tłumu, niż jednostką wybitną, która chciała być w centrum uwagi. Nie mówię, że byłem nielubiany, czy coś, ale zawsze raczej wolałem się trzymać z boku. Kiedy ktoś potrzebował pomocy, zawsze starałem się pomóc. Byłem dość popularny wśród dziewczyn z naszej klasy, jednak nie jako obiekt seksualny, a raczej ktoś, do kogo zawsze mogły przyjść i pogadać, lub wyżalić się na swoich chłopaków.

Mój brat ma na imię Daniel. W tym roku będzie zdawał magisterkę. Chociaż kiedy na niego spojrzeć, aż dziw bierze, że ktoś taki jak on kończy właśnie studia. Dlaczego? Swoją posturą i spojrzeniem bardziej przypominał klubowego bramkarza niż absolwenta wyższej uczelni. Ma 1,95 metra wzrostu i waży grubo ponad 130 kilogramów. Jednakże mimo dość mocno zaznaczonego piwnego brzucha jest również dobrze umięśniony. To chyba za sprawą jego hobby. Odkąd tylko pamiętam w wolnych chwilach ćwiczył bowiem boks. W sumie dzięki temu zawsze czułem się przy nim bezpiecznie. Gdy ktoś mi dokuczał, on zawsze przychodził mi z pomocą, a gdy było trzeba, używał swoich potężnych ramion by mnie przytulić i pocieszyć.

Między nami, mimo braku więzów krwi, zawsze trwała bardzo silna więź, chociaż to ja byłem zawsze tym emocjonalnym synem. On szedł bardzo wyraźnie w ślady naszego taty; silny, masywny, o żelaznym wręcz spojrzeniu. Był też bardzo pewny siebie, co było widać, po ilości samic, które zawsze podrywał i zaciągał do łóżka. Zawsze mi tym imponował. Miał też paru partnerów, ale to akurat jest nasza wspólna tajemnica. Gdyby nasi rodzice się o tym dowiedzieli, nie wiem czy Daniel długo by z nami jeszcze pomieszkał.

Nasza mama jest zagorzałą katoliczką. To dobra kobieta, ale nie toleruje w życiu jednego - homoseksualistów. Zawsze uczyła nas by postępować według Biblii i przykazań Bożych. "Kochaj bliźniego swego, jak siebie samego" - było jej złotą domeną, ale znając ją tyle czasu, nie jestem pewien, czy te słowa miałyby zastosowanie w stosunku do mojego brata, gdyby prawda, że spał z samcami wyszła na jaw.

Jeśli o mnie chodzi, to nigdy nie miałem okazji być z kimś intymnie. Brakuje mi śmiałości mojego brata. Samice w moim otoczeniu wolą raczej dużych, silnych samców, niż przeciętnych, cichych chłopaków. Raz zdarzyło się, że jakaś fajna lwica umówiła się ze mną, ale jak się później okazało, zrobiła to tylko po to by dobrać się do spodni mojemu bratu. Cóż. Nie mam mu tego jednak za złe. Nigdy w życiu mnie nie zawiódł i zawsze się mną opiekował. Zawsze mawiał, że znajdę swojego "potwora", a ta lwica i tak pakowała się do łóżka każdemu większemu samcowi, ha ha.

Tak. Zawsze potrafił mnie rozśmieszyć i poprawić mi humor. Zawsze też dotrzymywał złożonych obietnic. Tej złożonej rok temu, gdy zdał prawo jazdy, też dotrzymał. Obiecał mi, że w te wakacje, gdy kupi sobie samochód, zapakujemy namiot i wyskoczymy nad jezioro na biwak. Powiedział, że skoro w tym roku będę zdawał maturę, to przyda mi się trochę spokoju i odpoczynku przed wzmożoną nauką do egzaminu.

I tak oto, gdy wakacje były już w pełni, siedzieliśmy obaj w jego autku i przebijaliśmy się polną drogą, po środku lasu, w kierunku jeziora, nad którym mieliśmy spędzić ten weekend. Dwie noce pod gołym niebem w akompaniamencie szumu wody i tataraku. Czy może być coś lepszego? Nigdy nie byłem nad tym konkretnym jeziorem i w sumie nie wiedziałem czego się spodziewać, ale według mojego brata jest to idealne miejsce do biwakowania.

Z radia leciały jakieś popularne piosenki, przeplatane co jakiś czas zapowiedziami prezentera. Ja na fotelu pasażera, wpatrywałem się w mijający nas las, a po mojej głowie chodziły mi najróżniejsze myśli. Od kilku dni znów zacząłem się zastanawiać kim byli moi rodzice; kim mogliby być dzisiaj i czy gdybym ich spotkał poznaliby mnie? Mam świadomość, że takie myśli były naiwne, ale czy były nieuzasadnione? W sumie to nawet nie wiem czy tak naprawdę chciałbym się z nimi spotkać.

Pstryknięcie palców przed nosem wyrwało mnie z transu. Obróciłem głowę w stronę wielkiego niedźwiedzia, który kierował tym mechanicznym potworem. Na jego twarzy rysował się uśmiech; był wyraźnie rozbawiony.

- Coś taki zamyślony, braszku? - patrzył przed siebie, omijając wszystkie możliwe dziury w drodze. Myślę, że dobrze wiedział dlaczego momentami odpływałem w swój świat. Wiele razy o tym rozmawialiśmy. Nigdy tego nie okazywał, ale wydaje mi się, że i jego męczyło to samo co mnie.

- Daleko jeszcze? - zapytałem wymijająco.

- Jeszcze troch... ♥♥♥♥... de. - Od jakiegoś czasu starał się oduczyć klnięcia. - Cholerne dziury. - warknął gdy lewe koło znów wpadło w jakiś dół, którego nie dało się ominąć.

Czasem wydawało mi się, że kocha swoje auto bardziej niż cokolwiek na świecie. Nawet bardziej niż mnie, ha ha. Ale faktem było, że przynajmniej raz w tygodniu odkurzał je i mył. Nie pozwalał nikomu w nim palić; nawet naszemu ojcu nie wolno było wsiąść z papierosem, ani zapalić w czasie jazdy. Daniel potrafił nawet w złości zatrzymać się na środku drogi i kazać tacie wysiąść z auta i sobie zapalić, gdy tylko zauważył, że ten sięga po papierosa i zapalniczkę. Nieraz zdarzało się, że później atmosfera podczas podróży była tak napięta, że aż trzaskało.

Patrzyłem na niego przez chwilę. Mięśnie jego wielkich łap były ciągle napięte. Widać było, że są to łapy boksera. Nie wiem w jaki sposób jego ringowi przeciwnicy byli w stanie wytrzymać z nim więcej niż 20 sekund walki. Jego poklepanie po plecach potrafiło mnie często zaboleć, a ponoć robi to delikatnie. Pewnie gdyby się zezłościł, byłby w stanie spokojnie wyrwać trzymaną właśnie kierownicę. O to jednak nie musiałem się martwić. Daniel był wyjątkowo spokojny jak na kogoś z jego posturą. Wyjątkiem były tylko sytuacje, które normalnego człowieka doprowadziłyby już pewnie do kompletnej furii. On wtedy marszczył jedynie brwi i warczącym głosem mówił co leży mu na sercu. Od rękoczynów stronił, chyba że chodziło o stanięcie w mojej obronie, gdy dokuczała mi większa grupka moich rówieśników.

W końcu wyjechaliśmy z lasu wprost na wielką polanę porośniętą dzikimi zbożami. Po naszej prawej rozciągały się falujące łany, a po lewej w odległości około trzydziestu metrów rósł otaczający to wielkie pole iglasty las. Badałem wzrokiem całą okolicę; teren był lekko pochyły i dopiero po chwili ujrzałem ukryte w oddali jezioro. Serce uderzyło mi mocniej. Wewnątrz czułem się niczym szczeniak czekający by móc w końcu otworzyć czekające na niego pod choinką prezenty.

- No, w końcu. - Daniel widocznie też był już rad, że jesteśmy praktycznie na miejscu.

Nie wiem czy tak było na pewno, ale podejrzewam, że w tym momencie oczy świeciły mi się jak dwie świeżo zapalone świeczki. Z każdym pokonanym metrem ukazywały mi się kolejne fragmenty jeziora. Zdawało się ono wręcz rosnąć. Otworzyłem okno, by poczuć jego zapach.

- Zamknij, bo nałapiemy kurzu! - warknięcie mojego brata nie niosło ze sobą gniewu, ale mimo tego zakręciłem szybę dwa razy szybciej niż ją odkręcałem. Faktycznie, spod kół unosił się teraz dość spory dywan pyłu. Odkąd wyjechaliśmy z lasu na otwartą przestrzeń, dziurawa polna droga zmieniła się w dwa gładkie piaskowe pasy, dzięki czemu Daniel mógł też w końcu przyspieszyć.

W końcu skręciliśmy w prawo i po paru metrach zatrzymaliśmy się niemal nad samym brzegiem jeziora. Momentalnie otworzyłem drzwi i już chciałem wyskoczyć z auta, gdy nagle rzeczywistość złapała mnie za szyję i zaczęła dusić... a tak naprawdę to przydusiły mnie pasy, których z rozpędu zapomniałem odpiąć. Lądując z powrotem w fotelu, złapałem głęboki oddech i uporawszy się z krępującymi mnie zabezpieczeniami, powoli wysiadłem. Tym razem wolałem być pewien, że rzeczywistość nie będzie chciała mnie jeszcze dodatkowo kopnąć w tyłek na pożegnanie.

Z samochodu dobiegł jedynie niski rechot. Cała sytuacja musiała nieźle rozbawić siedzącego w nim niedźwiedzia. Nic sobie jednak z tego nie robiłem; stałem już nad brzegiem wielkiego akwenu i patrzyłem na falującą taflę wody. Gdybym zrobił jeden krok w przód, zamiast na trawie stałbym na mokrym piasku, a moje stopy podmywałaby chłodna woda

- I co? Podoba się?

Odwróciłem się i spojrzałem na siedzącego na masce samca. Przytaknąłem jednocześnie machając ogonem. Jednakże jeszcze bardziej podobał mi się teraz widok mojego brata. To auto naprawdę pasowało do jego postury; wielki miś i jego wielki stalowy potwór.

Daniel zeskoczył na ziemie z głuchym tupnięciem i poszedł otworzyć bagażnik. - Pomożesz mi to wszystko wypakować? Namiot rozbijasz ty. Ja nas tu przywiozłem, więc Ty zajmujesz się noclegiem. - wyjrzał na mnie zza auta z poważnym wyrazem pyska.

Od razu podskoczyłem i sekundę później stałem już obok niego. Podał mi wielki wór oraz parę metalowych rur.

- Gdzie mam go rozbić? - zapytałem.

- Twój wybór... byle nie na środku jeziora. Nie lubię, gdy mi mokro jak śpię. - odparł tak poważnym i monotonnym głosem, że gdybym go nie znał tyle lat, nie wiedziałbym czy żartuje, czy nie.

Zaśmiałem się i poszedłem w stronę drzew, które rosły przy jeziorze. Skraj lasu zbiegający się z brzegiem; tak, to miejsce było idealne. Ziemia była w tym miejscu płaska, a pięć metrów dalej szumiała woda. Położyłem wszystko i odwróciłem się. Wielka polana, na której zaparkowany był samochód spokojnie pomieściłaby z 10 przyczep kempingowych. A tu nikogo, prócz nas.

- Skąd znasz to miejsce?

- Jak zdałem maturę, to zrobiliśmy tu sobie biwak pożegnalny. - Daniel postawił obok mnie niebieską turystyczną lodówkę i dwa zwinięte śpiwory.

- Aaa... nie było Cię cały tydzień. - przytaknąłem, pochyliłem się i zacząłem składać stelaż namiotu. Nie minęło nawet 10 sekund, gdy spostrzegłem się, że Daniel stoi za mną bez ruchu. Przechyliłem się by spojrzeć na niego. - Co jest?

On przekręcił tylko głowę na bok i dalej patrzył się na mnie. - Tyle lat jesteś moim bratem, a nadal nie mogę zrozumieć jak możesz mieć tak wielki ogon. Strasznie nieporęczna rzecz.

- Eee tam. - zamachałem nim. - Nie jest tak źle. - odparłem. Po mojej głowie przebiegło jednak kilka dziwnych myśli. Dlaczego nagle zainteresował go mój ogon? Nigdy przedtem nie zwracał na niego uwagi. Poczułem się dziwnie i dla pewności złożyłem jeszcze dwie rurki stelaża, wyprostowałem się i obszedłem worek z namiotem dookoła. Wyjąłem jego zawartość i rozwinąłem ją na ziemi. Mój brat nadal obserwował moje zmagania. Wziąłem stelaż do ręki i wszedłem do środka zawiniątka by umieścić go wewnątrz, stawiając tym samym namiot "na nogi". Nie widziałem co się dzieje na zewnątrz, ale usłyszałem tylko lekki pomruk, po czym mój brat najwidoczniej odszedł w stronę auta.

W mojej głowie znów zaczęły rodzić się dziwne myśli. Czy aby na pewno zainteresował go wyłącznie mój ogon? Potrząsnąłem głową, w momencie, gdy jedna z możliwych odpowiedzi przeszyła mój umysł. - Przecież to mój brat! - pomyślałem. - Przyznaję, że imponowała mi jego siła i stanowczość, ale... przecież nie w ten sposób. Wiem, że jemu obojętnie z kim idzie do łóżka, ale ja wolałbym to zrobić z samicą. - Westchnąłem. - Ale czy tak jest naprawdę? W sumie oglądałem kiedyś film, w którym dwóch samców... ALE TO MÓJ BRAT! - mój umysł krzyczał to do lewego, to do prawego ucha.

- Masz zamiar postawić ten maszt, czy sam będziesz za niego robił? - niski głos przebił się do mnie przez ścianę myśli.

- Już, już, moment. - zatknąłem czubek namiotu na metalowej rurce, potem drugi i wyszedłem na zewnątrz.

Daniel już naprężał linki i wbijał śledzie w ziemię. Nie było to dla niego jakimś wielkim wysiłkiem; w jego łapach naprawdę siedziała spora siła.

Po chwili nasz nocleg stał już w pełnej krasie. Nie był może największy, ale jak na trzyosobowy, prezentował się całkiem nieźle. Wniosłem do środka nasze śpiwory i lampkę na baterie. Co prawda podejrzewałem, że do późna będziemy siedzieć przy ognisku, ale dodatkowe oświetlenie zawsze mogło się przydać. Nasz namiot miał oczywiście przedsionek. Rozłożyłem w nim koc i ułożyłem tam nasze rzeczy. Rzecz jasna, mogliśmy schować je do samochodu, ale uznaliśmy, że w razie, gdyby zaczęło padać, lepiej mieć je pod ręką niż moknąć w drodze do bagażnika.

Gdy wszystko było już mniej więcej gotowe, powiedziałem Danielowi, że idę się rozejrzeć po okolicy. W odpowiedzi usłyszałem jedynie, że przy okazji mogę przynieść trochę drewna na ognisko. Przytaknąłem i najpierw poszedłem w stronę jeziora, a następnie skręciłem w lewo w nieużywaną drogę prowadzącą w głąb lasu, na skraju którego rozbiliśmy nasz obóz.

Szum wiatru w koronach, plusk wody obijającej się o wysoki brzeg, oraz chrupnięcia runa dochodzące spod moich stóp łączyły się w bardzo uspokajającą melodię. Odprężenie przyszło szybko. Zwolniłem oddech i chód, spokojnie rozglądając się na boki i badając otoczenie. Droga delikatnie zakręcała w prawo, a ja po prostu szedłem dalej przyglądając się każdemu mijanemu drzewu. Leśne powietrze wypełniało już moje płuca i krążyło po moim organizmie dodając każdej jego komórce nowych sił i chęci do funkcjonowania. Mój mózg też musiał otrzymać sporą porcję tlenu, gdyż momentalnie w moim umyśle zaczęły kłębić się najróżniejsze myśli; zarówno te o mojej szkole, o studiach na jakie chcę iść, jak i te mniej przyjemne o moich prawdziwych rodzicach. Nagle wszystko co gromadziło się w mojej głowie zagłuszyły jedne słowa: "... jak możesz mieć tak wielki ogon." i spojrzenie mojego brata.

Zatrzymałem się i przekręciłem się by spojrzeć na to, co tak bardzo przykuło uwagę Daniela. Dla mnie mój ogon był zwyczajny, codzienny i nie było w nim nic zaskakującego. Wziąłem go w łapy i zacząłem delikatnie głaskać. Był puszysty jak zwykle, biały jak i reszta mnie, i dość długi. Moja łapa powędrowała nieco bliżej jego nasady i w końcu wylądowała na moich spodniach, pod którymi znajdował się mój prawy pośladek. Czy Danielowi tak naprawdę chodziło o mój ogon?

Moja wyobraźnia zaczęła pracować na pełnych obrotach. Zacząłem ponownie widzieć jego spojrzenie. Analizowałem je. Starałem się mu nadać zwykły wyraz, ale z jakiegoś powodu nie udawało mi się to. Ścisnąłem swój pośladek i w tym momencie mój umysł narzucił mi, że to nie moja łapa, ale łapa Daniela. NIE!!! Krzyknąłem do siebie w myślach, jednakże jak się okazało nieskutecznie. Moja łapa znów zacisnęła się na moich spodniach. Dlaczego ta myśl jest taka ekscytująca? Przecież nigdy z nikim nie byłem. Nie wiem jak to jest być z kimś intymnie. Ale on... przecież to mój brat... najbliższa mi osoba... zawsze był przy mnie... opiekował się mną... troszczył się o mnie... kochał mnie... Ta ostatnia myśl uderzyła we mnie jak piorun, po którym rozniosło się echo mojej odpowiedzi: ja też go kocham.

Nagle zrobiło mi się ciepło; cieplej niż przez przebijające się pomiędzy koronami drzew słońce. Z jakiegoś powodu nie mogłem oderwać swojej łapy od swojego zadu. W przedniej części spodni zaczęło się robić dość ciasno. Moje własne ciało, wiedzione przez wszystkie krążące w mojej głowie myśli, zdradzało mnie; zdradzało i pokazywało mi, czego tak naprawdę chcę.

Rozejrzałem się dookoła. Byłem daleko od namiotu. Nabrałem powietrza i oparłem się o stojące obok mnie drzewo. Lewą łapą rozpiąłem spodnie i wsunąłem ją pod slipy. Moje puzdro było nabrzmiałe, twarde i mokre. Gdy tylko go dotknąłem podskoczyło, tak jakby chciało okazać radość z obecności mojej łapy. Delikatnie je objąłem i wyciągnąłem ponad gumkę swoich majtek. Prawa łapa już dawno była pod nimi i gładziła oraz ściskała mój zadek. Ciepłe powietrze delikatnie pieściło białe futerko, w którym ukryty był mój członek, a raczej jego większa część, gdyż czubek już od dłuższego czasu był na zewnątrz.

Wraz z pierwszym naciągnięciem puzdra, moja ciało przeszył dreszcz. Wydałem z siebie cichy jęk i mrucząc od czasu do czasu zacząłem powoli ruszać łapą w górę i w dół. W głowie ciągle miałem obraz mojego brata. Stał przede mną; wielki, silny. Czułem jego zapach. Wyobrażałem sobie, że to nie moje a jego łapy mnie w tej chwili molestują. Oddawałem się tym myślom. Napięcie wewnątrz mnie rosło z każdym ruchem i każdym oddechem. Czułem, że nie wytrzymam tego długo. Masowałem swojego członka coraz mocniej i szybciej. Z moich płuc dochodził coraz głośniejszy pomruk zmieszany z sapaniem i okazjonalnymi jękami. Byłem blisko... tak blisko... coraz bliżej... ach... już... Arrrggggghhhh!!!

Spiąłem się i wystrzeliłem w powietrze długą strugę białej, kremowej spermy; potem drugą i trzecią. Dyszałem ciężko, wypompowując z siebie resztki orgazmu. Moja łapa dalej ściskała moje przyrodzenie, by w końcu się zatrzymać. Czułem się niesamowicie świeżo. Mój członek ociekał jeszcze moim lisim "mlekiem". Wytarłem je palcem, który następnie powędrował do mojego pyska. Oblizałem go do czysta, a następnie wpakowałem zwiotczałe puzdro w spodnie i zapiąłem rozporek.

- Oooohhh... - westchnąłem i oparłem się plecami o drzewo. Musiałem chwilę odpocząć.

W końcu, gdy poczułem się już na siłach, otworzyłem oczy i rozejrzałem się dookoła. Mój umysł znów zaczął pracować normalnie. Nie było już śladu po erotycznych obrazach. Nabrałem więc powietrza i wyprostowałem się. Daniel kazał nazbierać drewna na ognisko. Zacząłem więc iść z powrotem w kierunku obozu co jakiś czas podnosząc z ziemi leżące gałęzie.

---

Wdech, wydech. Lewa, prawa. Aby do przodu. Jeszcze trochę. Lewa, prawa. Jeszcze chwila i będę na brzegu - mówiłem sobie w myślach, pokonując wpław kolejne metry jeziora. Z każdym ruchem wszystkie mięśnie mojego ciała bolały coraz bardziej, ale był to przyjemny rodzaj bólu. Odkąd pamiętam, zawsze lubiłem pływać; było w tym coś magicznego, co sprawiało mi mnóstwo radości. Nawet pokonanie w obie strony dystansu z jednego brzegu na przeciwny i z powrotem, mimo iż strasznie męczące, dawało mi satysfakcję. Lewa, prawa. Uwielbiałem to uczucie, gdy woda obmywała całe moje ciało, przyjemnie chłodziła, nawilżała futro i w dziwny sposób, mimo zmęczenia, dodawała energii.

Gdyby nie to, że jako lis mam grubą kitę, która spowalnia i utrudnia szybkie pływanie, pewnie zostałbym zawodowym pływakiem. W naszej szkole, na lekcjach WFu zawsze najszybsze były wydry. W sumie to mieliśmy nawet drużynę pływacką, która de facto składała się głównie z nich. Jej członkowie byli bardzo popularni. Zarówno samce, jak i samice były zawsze oblegane przez korowód wielbicieli płci przeciwnej. Ale to raczej nie dziwne; idealnie wyrzeźbieni chłopacy z ciałami atletów oraz piękne, smukłe dziewczyny. Sam czasem śliniłem się do co niektórych.

Dopływając już do brzegu zmieniłem styl na spokojną żabkę i powoli zatrzymałem się, stając stopami na podłożu. Wychodząc z wody czułem promienie słońca delikatnie ogrzewające moje mokre futro. Udało się; dopłynąłem. Byłem wykończony, ale szczęśliwy. Wychodząc na suchy ląd otrzepałem się i ruszyłem w kierunku namiotu, obok którego, na leżaku opalał się mój brat.

Patrzyłem na jego niemal nagie ciało, zakryte jedynie przez kąpielowe bokserki. Oczy miał zamknięte i oddychał miarowo. Nie byłem pewien czy spał czy po prostu odpoczywał. Z samochodowego radia dochodziły dźwięki muzyki. Stanąłem nad nim i odwróciłem się by otrzepać na niego mokry ogon.

- Nawet się nie waż.

Zaśmiałem się. - Czyli jednak stary niedźwiedź mocno nie śpi? - stanąłem do niego przodem, udając niewinnego.

- Nie jestem stary. Mam tylko osiem lat więcej od Ciebie. - odparł, mając nadal zamknięte oczy.

Przyniosłem sobie z namiotu ręcznik i rozłożyłem go obok, po czym położyłem się na nim wygodnie z lekkim westchnieniem. Taaak... po dobrym wysiłku nic nie jest lepsze od relaksu na słoneczku. Miło, grzeje, a jeszcze chłodny wiaterek muska futro; raj na ziemi.

- Jak woda? - Daniel zapytał, otwierając w końcu oczy i przekręcając łeb w moją stronie.

- Mokra... - głupi dowcip, ale mimo tego zaśmiałem się. - Całkiem przyjemnie. Wiesz, że dla mnie każda okazja do popływania jest dobra.

- Ta...

Patrzyłem w niebo na powolnie przesuwające się chmury, a po chwili obróciłem się na brzuch, by osuszyć sobie do końca futro. Zamknąłem oczy i zacząłem wsłuchiwać się w szum wiatru i chlupot fal. Marzyłem o tym by ta chwila trwała wiecznie.

W pewnym momencie po okolicy rozniósł się donośny, niski dźwięk. Moje oczy natychmiast się otworzyły, a łeb przekręcił się w stronę niedźwiedzia. Widziałem tylko jak jego owłosiony brzuch skacze w rytmicznych podrygach, a na pysku rysuje się szeroki uśmiech. Nagle podobny odgłos znów dobiegł naszych uszu i w tym momencie mój brat po raz pierwszy od dłuższego czasu wybuchnął szczerym, donośnym i niskim śmiechem.

- Ktoś tu jest głodny. - mówił, łapiąc powietrze.

Myślę, że mimo białego futra, moje poliki były już w tym momencie mocno czerwone. Sam zacząłem się śmiać, przewracając się na bok i masując brzuch.

- No co? - odparłem. - Przepłynąłem całe jezioro, a od rana nic nie jadłem. - masowałem się by uspokoić wnętrzności. Może i to on był wielki i gruby, ale to raczej ja miałem wilczy, a w sumie to lisi apetyt.

- W sumie to która godzina?

- Hmmm... Dobre pytanie. - spojrzałem na niebo. Słońce było jeszcze wysoko, ale powoli chowało się już za drzewami. Na oko mogła być gdzieś czwarta, albo piąta.

- Weź sobie jakąś kanapkę, albo coś, bo do wieczora jeszcze trochę, a nie chce mi się już teraz rozpalać. - z jednym otwartym okiem mój brat patrzył się na mnie.

- Nie... spokojnie, wytrzymam. - z uśmiechem znów położyłem się na ręczniku i zamknąłem oczy, czując jak popołudniowe słońce grzeje moje plecy. Burczenie w brzuchu ustało i znów mogłem cieszyć się błogą ciszą.

Czułem się wspaniale; zmęczony, ale zrelaksowany. W sumie to nawet zachciało mi się trochę spać. Spojrzałem jeszcze jednym okiem na Daniela i z westchnieniem rozciągnąłem się jak długi. Postanowiłem, że krótka drzemka mi nie zaszkodzi. Jednak, gdy już miałem zasypiać, usłyszałem jak niedźwiedź wstaje i gdzieś idzie. Nie chciało mi się już sprawdzać co się stało; po prostu leżałem sobie i pozwalałem, by sen spokojnie nadszedł.

Przez dłuższą chwilę było cicho; trochę za cicho, ale w pewnym momencie usłyszałem gdzieś zza siebie lekkie sapanie i pomruki. Dźwięki dochodziły z kierunku samochodu. Dobrze wiedziałem czego były efektem. Poczułem się jakoś dziwnie, mimo iż wielokrotnie słyszałem z pokoju Daniela podobne dźwięki. Jednakże teraz będąc z nim w tym odosobnionym miejscu, praktycznie sam na sam, takie nasłuchiwanie sprawiało, że czułem się jak zawstydzone szczenię.

Niby przez sen, obróciłem lekko głowę w kierunku jeepa i ukradkiem, przez na wpół otwartą powiekę lewego oka, spojrzałem co się dzieje.

Na przednim siedzeniu, przy otwartych drzwiach, jakby chciał, żebym go zobaczył, siedział mój wielki, włochaty brat, a w prawej łapie trzymał swój czerwony narząd, który rytmicznym ruchem masował. Nogi miał szeroko rozchylone, tak że mogłem spokojnie obserwować jego podskakujące jądra. Ten widok sprawił, że sam poczułem jak moje puzdro stopniowo twardnieje. Wsunąłem więc powoli prawą łapę pod siebie i lekko poruszałem po nim palcami.

W końcu Daniel spiął się i wystrzelił swój ładunek w powietrze. Jakby wbrew sobie zamruczałem w tym momencie i odwróciłem łeb w drugą stronę, wyjmując przy tym łapę.

Przypomniałem sobie to co robiłem w lesie jakiś czas temu i zrobiło mi się ciepło. Mój brat jest niewiarygodny. Tak silny, męski... Znów czułem się jak mały szczeniak. Do głowy zaczęły uderzać mi różne myśli. Daniel zawsze się mną opiekował, kochał mnie, tulił i pocieszał, gdy byłem smutny. Byłem dla niego ważny, a i on był dla mnie bardzo ważny. Dlaczego jednak dziś po raz pierwszy zaczął wydawać mi się też podniecający? Przecież to moja rodzina.

Jedna część mnie krzyczała, że to wszystko jest złe. Druga zaś chciałaby, bym uległ. Daniel to duży, silny samiec; pewny siebie, lubiący dowodzić, rządzić... dominować. Pamiętam jak kiedyś, kiedy byliśmy jeszcze mali, bawiliśmy się w psa. On zakładał mi obrożę i prowadzał po pokoju na smyczy... Tak, to były miłe wspomnienia.

Rozpamiętując tę zabawę, ta druga część mnie zmodyfikowała to wspomnienie. Nagle oczyma wyobraźni zobaczyłem siebie takiego jakim jestem teraz; nagiego, z obrożą na szyi i podpiętą smyczą, a obok mnie stał Daniel, również bez ubrania i prowadzał mnie po pokoju. Moje puzdro znów zaczęło nabrzmiewać. Widziałem jego zad, oraz wiszący mu między nogami, wielki narząd i dwa kształtne jądra. Hmrrrr...

W tej chwili wręcz chciałem, żeby ta fantazja była prawdziwa. Przerwał ją jednak głośny trzask. Podskoczyłem na ręczniku i podniosłem szybko łeb, by zobaczyć co się dzieje. Byłem lekko oszołomiony i dopiero po chwili dotarło do mnie, że to mój brat łamał i układał gałęzie na wieczorne ognisko. Nie musiał wkładać w to wiele siły, chociaż widać było, że od czasu do czasu mięśnie jego łap spinały się nieco mocniej. W jednej chwili znów stał się moim normalnym, niedźwiedzim bratem.

Może wyda się to nieco dziwne, ale zacząłem mieć wyrzuty sumienia, że osoba, która była najbardziej znaczącą częścią mojego dzieciństwa, była teraz obiektem moich erotycznych fantazji. Tak nie powinno być i dobrze o tym wiedziałem. Może to tylko mój umysł pogrywał sobie ze mną? Może te wszystkie sygnały, które do mnie docierały; jego pytanie o mój ogon, sposób w jaki na mnie wtedy patrzył, jego masturbacja w samochodzie, były jedynie wytworem mojej seksualnie niewyżytej wyobraźni? Tak. Tak mogło być. Muszę w końcu znaleźć sobie dziewczynę, która zajmie mnie na tyle bym już więcej o tym nie myślał. Może na studiach się uda.

Trzaskanie w końcu ustało. Jeszcze raz podniosłem głowę i od razu moja lewa brew powędrowała wyżej niż prawa. Stosik, który złożył mój brat, był całkiem pokaźnych rozmiarów, a obok leżała sterta kolejnych gałęzi, którymi będzie podtrzymywać się ogień. Ładnie. Coś mi się zdaje, że będziemy długo wpatrywać się w ogień.

- Teraz ja idę popływać. - Daniel zakomunikował swoim niskim głosem i ruszył w stronę wody.

Przytaknąłem i powiodłem za nim wzrokiem aż do chwili, gdy zanurzył się w wodzie i zniknął mi z pola widzenia.

---

Na świecie istnieją cztery żywioły. Każdy odmienny i przeciwny pozostałym. Ziemia, która rodzi dla nas pokarm. Woda, którą pijemy. Powietrze, którym oddychamy. A także ogień, którym się ogrzewamy. Brak choćby jednego z tych elementów jak również jego nadmiar, jest dla nas śmiertelny. Dlatego też wszystko musi być dobrze wyważone. Żywioły mogą okazać się nieprzewidywalne: możemy się utopić podczas powodzi, możemy zginąć spadając w przepaść z wysokiej góry, lub spłonąć w pożarze domu. A jednak są one nam tak bardzo potrzebne.

Ze wszystkich żywiołów ogień jest chyba najbardziej niszczycielski, a jednocześnie chyba najbardziej fascynujący. Mnie ogień nie interesował może aż tak bardzo, ale na pewno zawsze byłem pod jego wrażeniem. Ciepło, które dawał, jego piękno i potęga zawsze mnie ekscytowały. No i bez ognia nie można by zrobić sobie pieczonych kiełbasek.

Siedziałem blisko płonącego stosu, a w łapie trzymałem kij z nabitą nań kiełbasą. Obok mnie siedział Daniel, który również korzystał z dobroduszności ogniska. Ja wolałem nieco mniej spieczone mięso. On trzymał swoje praktycznie w ogniu, przypiekając je niemal na węgielek.

Cała okolica spowita była wieczornym półmrokiem, a na niebie zaczęło się roić od milionów gwiazd. Nie było zimno, więc zarówno ja jak i mój brat siedzieliśmy w samych kąpielówkach. Ognisko było w tym momencie jedynym źródłem światła, a ciepło, którym emanowało dodatkowo nas dogrzewało. Jezioro szumiało spokojnie, a cała polana, na której rozbiliśmy nasz obóz śpiewała odgłosami świerszczy i delikatnego szumu dzikich zbóż.

Obaj siedzieliśmy w ciszy, słuchając całej tej symfonii dyktowanej rytmem trzaskających, palących się gałęzi.

- Moja jest już gotowa. - wyciągnąłem sobie plastikowy talerzyk i ostrożnie zsunąłem na niego dobrze wypieczoną kiełbasę. Następnie nałożyłem sobie trochę majonezu i ketchupu. Mieszając to w jednolity sos, patrzyłem na mojego brata, który bez słowa wyciągnął swoje węgliki z ognia. Wzięliśmy po bułce i zaczęliśmy jeść w milczeniu.

Patrzyłem to na swój talerz, to na wielkie ognisko, ale co jakiś czas miałem wrażenie, jakby momentami Daniel - niby to ukradkiem - spoglądał na mnie. Starałem się jednak skoncentrować na moim posiłku. Żułem dobrze każdy kęs, wyciskając z niego maksimum smaku i zapachu. Niestety wszystko co dobrze szybko się kończy, a jedzenie z ogniska chyba jeszcze szybciej. Odłożyłem więc talerz i wpatrywałem się jak zahipnotyzowany w wielki płomień. Musiałem chyba mocno się zamyślić, gdyż praktycznie podskoczyłem w miejscu, gdy poczułem jak wielka kudłata łapa obejmuje mnie i przyciąga do jeszcze bardziej kudłatego ciała.

Mój brat, mimo iż na co dzień był zimny i pewny siebie, miał jedną interesującą cechę. Gdy był ze mną stawał się bardzo opiekuńczy. Czasami miałem wrażenie, że nawet gdy nic mi nie zagrażało, chciał mnie za wszelką cenę bronić przed całym światem. Nigdy jednak na to nie narzekałem; wręcz przeciwnie, bardzo mi to odpowiadało.

Wtuliłem się w jego wielkie, puszyste ciało i siedzieliśmy tak przez dłuższą chwilę wpatrując się w ogień. Czułem jego mocny zapach, a jego bliskość sprawiała, że krew zaczynała krążyć mi szybciej w żyłach. Czułem się malutki, bezbronny, a jednocześnie bezpieczny. W środku robiło mi się ciepło.

Nagle moje ciało przeszył zimny dreszcz. Na swoim uchu poczułem mokry język Daniela. Sparaliżowało mnie. Mój brat nigdy tego nie robił. Byłem w szoku i chyba było to bardzo wyczuwalne, bo mój brat natychmiast przestał i spojrzał na mnie.

- Nie denerwuj się. - szepnął. Jego łapa przycisnęła mnie do niego jeszcze mocniej.

Moje serce nabrało tempa, kołacąc mi w piersi. Spiąłem się i siedziałem sztywno jak słup. Nie wiedziałem co się działo.

- Artek. - zaczął. - Wiesz, że jesteś moim ulubionym bratem?

Patrzyłem się jak wryty w ogień. - Mhm... Je-jestem twoim jedynym bratem.

Niedźwiedź przytaknął. - Prawda. Ale wiesz też, że jesteś dla mnie bardzo ważny... - jego pysk zbliżył się do mojego policzka. - ... mimo iż nie jesteśmy naprawdę braćmi.

Spuściłem wzrok. - Wiem.

- Kocham Cię, bracie. - mruknął mi do ucha. - Wiem, że widziałeś mnie w aucie. A ja widziałem gdzie wędrowała twoja łapa. - nabrał donośnie powietrza.

- Tak. - odparłem zawstydzony i podkuliłem ogon.

- Chciałem sprawdzić, czy się co do Ciebie nie myliłem.

- A... ale ja wolę samice... - zacząłem się jąkać.

- A jednak twoje ciało mówi coś innego. - jego druga łapa delikatnie przejechała mi po nabrzmiałym kroczu.

Czułem, że powinienem się przed tym bronić, złożyć nogi, usiąść prosto, ale nie mogłem. To było złe, ale jednocześnie tak przyjemne. Moje poliki musiały w tym momencie płonąć żywą purpurą. Walczyłem w sobie. Nie wiedziałem czego w tym momencie chcę.

- Da... Daniel. - zacząłem. - Kocham Cię... ale nie wiem czy to powinno się dziać. Jesteś moim bratem...

- ... i jako brat, wiem kim dla mnie jesteś i co do Ciebie czuję. Chcę byś był szczęśliwy. - jego łapa nagle objęła mnie przez kąpielówki i delikatnie zaczęła masować.

Byłem w szoku, że tak silna i wielka dłoń, mogła być tak delikatna. Moje ciało znów zaczęło mnie zdradzać. - Czy... czy to pytanie o mój ogon...?

Niedźwiedź się zaśmiał i przytaknął. - Tak... patrzyłem się na twój tyłek. Masz świetny zad. Bardzo seksowny. - w tym momencie ramię, które mnie obejmowało zjechało na mój zad i zacisnęło się na moim lewym pośladku.

Momentalnie przypomniały mi się fantazje jakie dziś nawiedzały w lesie mój umysł. Czy to działo się naprawdę? Nie potrafiłem sobie teraz tego wytłumaczyć. Czułem jedynie jak moje puzdro pęczniało z każdym ruchem, które wykonywała na nim łapa mojego brata. Moje ciało co chwilę przeszywał dreszcz, a w dodatku co jakiś czas moje ucho zwilżał mokry, niedźwiedzi ozór.

Mimowolnie nogi rozchylały mi się szerzej i szerzej. Coraz bardziej oddawałem się wszystkim przeżywanym doznaniom. Nie zaskoczyło mnie nawet kiedy Daniel puścił moje przyrodzenie i spokojnie wsunął swoją łapę w moje kąpielówki, obejmując delikatnie moje jądra. Z pyska uciekł mi wtedy delikatny pomruk. Teraz już nie walczyłem ze sobą. Chciałem tego, pragnąłem tego... chciałem by mnie obmacywał; by mnie pieścił.

Chyba widząc, że odpływam w ekstazie, Daniel zaprzestał swoich działań i wyjął łapę z moich majtek.

Jeszcze przez chwilę dryfowałem w radosnym uniesieniu, gdy poczułem, że coś próbuje zdjąć ze mnie resztki odzienia. Spojrzałem w dół i zobaczyłem jak moje kąpielówki zostają ze mnie zsunięte, a nabrzmiałe, białe puzdro paraduje dumnie w towarzystwie pary lisich jąder. Końcówka mojego czarnego członka wystawała już poza nie i ociekała sporą ilością wilgotnej cieczy.

Przyglądając się samemu sobie nawet nie zwróciłem uwagi, że Daniel też ściągnął swoje bokserki, po czym znów mnie objął i zaczął mocno tulić. Czułem na plecach jego wielki organ, wraz z parą włochatych jaj opierających się o nasadę mojego ogona. Jego dłoń przesuwała się po moim torsie i brzuchu raz w górę, raz w dół, a płomień ogniska, do którego siedzieliśmy bokiem bardzo przyjemnie ogrzewał nasze ciała.

W końcu się odprężyłem. Patrzyłem na wodzące po mnie brązowe łapy. Cały świat wokół mnie zniknął; pogrążył się w ciemnościach i stał się nieważny. Ważne było tylko to co działo się tu i teraz.

Kudłaty niedźwiedź zaczął lizać i wąchać futro mojej głowy. Powietrze, które wdychał i wydychał, szumiało mi w uszach. Nie byłem już jego bratem; byłem jego własnością, jego zabawką, przedmiotem, z którym mógł zrobić co tylko mu się podobało... i chciałem tego. Czułem jak jego nabrzmiały organ pulsował i zwilżał mi plecy. W mojej głowie zaczęły falować obrazy, niczym z jakiegoś niskobudżetowego filmu porno. Wyobrażałem sobie jak związuje mi łapy za plecami, ustawia na klęczkach, z twarzą na ziemi i zadem w powietrzu, i zatapia mi pod ogonem ten wielki kawał mięsa, jaki aktualnie ugniatał mnie od tyłu.

Złapał moje puzdro i zaczął je masować, za każdym razem ściągając je niżej. Było to jednak coraz trudniejsze, gdyż z każdą chwilą mój członek nabrzmiewał a jego nasada zaczynała się rozszerzać. Uczucie jego wielkiej silnej łapy wokół najdelikatniejszej części mojego ciała wprawiało mnie w ekstazę.

Dryfowałem dłońmi po swoim torsie. Drażniłem sobie sutki; szczypałem je, ściskałem, lekko skręcałem. Oczy miałem zamknięte, w pełni oddając się cielesnym doznaniom i ciepłu jakie emanowało od mojego brata i jego dotyku. Moje biodra falowały w rytm ruchów jakie wykonywała łapa Daniela.

Po chwili jedyne co blokowało mój czarny organ przed całkowitym opuszczeniem swojego ukrycia był gruby węzeł, który klinował go w wyjściu. Ten moment nie należał już do najprzyjemniejszych, szczególnie, że Daniel w tym momencie objął mnie drugą ręką, przyciskając i krępując jednocześnie moje łapy. Jęknąłem, czując ból spowodowany jego usilnymi próbami niemalże wyciśnięcia mojego członka z białego puzdra. Wszystkie mięśnie mojego lisiego ciała spięły się, broniąc się przed tym co miało nadejść. W uszach usłyszałem jedynie stanowcze i rozkazujące "Uspokój się." i cały ból zniknął w chwili, gdy nabrzmiała nasada mojego fiuta opuściła swoje przytulne lokum. Błogostan znów wypełnił każdy nerw mojego ciała.

Odprężenie nie trwało jednak długo, gdyż wielka łapa momentalnie chwyciła mnie za jądra i delikatnie ścisnęła.

- Dobrze ci? - dobiegło moich uszu.

Jedynym co udało mi się z siebie wydobyć był niski pomruk zadowolenia.

- To dobrze. - poczułem liźnięcie na karku. - Może teraz zajmiesz się mną?

Te słowa były niczym kubeł zimnej wody, który momentalnie wybudził mnie z ekstazy. W przeciągu sekundy zacząłem się zastanawiać czego tak naprawdę Daniel ode mnie oczekiwał. On wiedział co robić, jak sprawić komuś - a w tym przypadku mi - przyjemność, a ja? Nigdy z nikim nie byłem, nie miałem doświadczenia. Potrafiłem się jedynie masturbować, a on pewnie oczekiwał czegoś więcej.

Mój umysł szalał; panikował. Usiadłem bokiem do siedzącego okrakiem niedźwiedzia, patrząc na jego mokre przyrodzenie i zastanawiałem się co teraz. Starałem sobie szybko przypomnieć jakiegoś pornusa, który jakiś czas temu oglądałem. Może jakiś szybki pomysł, może...

- Spokojnie, brachu... - Daniel chyba zauważył moje zakłopotanie. - Powoli... - wziął mnie za łapę i spokojnie zaczął prowadzić. Najpierw położył ją na czubku swojego fiuta i zaczął nią kręcić, tak jakby chciał nawilżyć moją dłoń swoją wydzieliną. Byłem w szoku widząc, że głowa jego członka, mimo znacznego rozmiaru, idealnie pasuje do mojej łapy. Kręcił moją dłonią jednocześnie mrucząc.

Nie spuszczałem wzroku z jego krocza. Jakby podświadomie przejąłem inicjatywę i sam zacząłem pieścić jego organ. Gdy tylko sam zacząłem działać, Daniel puścił moją łapę i oparł się wygodnie. Ja w tym czasie niczym zahipnotyzowany zacząłem delikatnie przesuwać palce po całej jego długości, obmacując i nawilżając każdy ciemnoczerwony milimetr niedźwiedziej męskości.

Pomruki z jego pyska stawały się coraz niższe. Potężny, brązowy niedźwiedź zdawał się być całkowicie pod moją kontrolą. Zacisnąłem łapę na jego organie i zacząłem poruszać nim w znanym rytmie, masując ociekającego przeźroczystą wydzieliną kutasa. Co jakiś czas drugą dłonią zbierałem krystaliczny płyn i wcierałem go w pulsujący kawał mięsa. Sam płyn nawilżał jego naskórek i zmniejszał tarcie, przez co na pewno to co robiłem sprawiało mojemu bratu dużo więcej przyjemności.

Z czystej ciekawości zapewne, zebrałem wskazującym palcem odrobinę nowo nagromadzonej cieczy i wziąłem ją do pyska. Wielokrotnie podczas masturbacji próbowałem swojego nawilżacza. Bardzo często też, gdy dochodziłem celowałem sobie w pysk, by spróbować jak smakuje moja sperma. Mój własny smak był niczym w porównaniu z tym co w tej chwili dotknęło mojego języka. Pysk zacisnął mi się na palcu, prawie tak jakbym właśnie zjadł całą cytrynę. Mój brat nie był jednak kwaśny, a niesamowicie słony.

Zapewne wyraz mojej twarzy sprawił, że z ust Daniela dobył się lekki chichot przechodzący w pomruk. - Nie bój się. Nie gryzie. - powiedział.

- Hę? - spojrzałem na niego, nie wiedząc o czym mówi. Łyżka soli, którą właśnie skonsumowałem, rozpłynęła się i ku mojemu zaskoczeniu, nie była już uciążliwa, a wręcz dość dobra. Oblizałem się, dalej patrząc na niedźwiedzia, nie rozumiejąc, co miał na myśli.

- Z palca smakuje inaczej. Spróbuj bezpośrednio.

Gdyby powieki mogły mi się rozszerzyć jeszcze bardziej, w tym momencie moje oczy zapewne wypadłyby z oczodołów. Daniel namawiał mnie do spróbowania jego nawilżacza prosto z jego członka. Chciał bym zlizał ten słony płyn prosto z produkującej go szpary. Byłem zaskoczony, ale nie zszokowany. Spojrzałem jeszcze raz na jego członka, na którego czubku zdążyła się zebrać już spora ilość przezroczystej cieczy. Wahałem się. W sumie robienie tego mojemu bratu łapą nie było dla mnie niczym karygodnym, ale dotknięcie jego fiuta pyskiem? Czy to już nie było zbytnią przesadą? Czy nie posunąłbym się za daleko?

Chwila zastanowienia trwała jeszcze jakiś czas po czym, czując się jakbym za chwilę miał skoczyć na bungee, schyliłem się i oblizałem do sucha wielki łeb niedźwiedziego członka.

W tym samym momencie moich uszu dobiegł niski jęk ekstazy, a na głowie wylądowała mi ciężka, futrzasta łapa, której zakończone pazurami palce zaczęły drapać mnie za uchem. Poczułem tę niesamowitą przyjemność, której doświadcza każdy psowaty, gdy podrapać go w tym konkretnym miejscu.

Klęczałem pomiędzy nogami mojego brata i wiedziony drapaniem, zacząłem lizać jego członka niczym pysznego lizaka, oddając się jednocześnie nagradzającej pieszczocie. Mój ogon - wyprężony od jakiegoś czasu w górę - pozwalał by chłodne, nocne powietrze omiatało delikatnie dziurkę, która się pod nim kryła. Między nogami zwisały moje białe jądra oraz czarny członek, u którego nasady uformowany był już blokujący go przed schowaniem się węzeł. Gdyby ktoś zaszedł mnie teraz od tyłu, miałby do mnie pełen dostęp. Nie interesowało mnie jednak, czy tak mogło się stać; w tej chwili mój język zajmował się oblizywaniem grubego, mokrego kutasa, a umysł dryfował w ekstazie nie mniejszej niż ta, którą przeżywał teraz Daniel.

Czułem się tak bardzo obnażony, jak nigdy dotąd. Oczywiście pamiętam, że jako szczeniak kąpałem się z Danielem w jednej wannie. Było to jednak w zaciszu naszego domu; naszej łazienki, a nie na polanie, pod płaszczem wczesnej nocy, obok płonącego ogniska. To wszystko było takie... inne... ekscytujące... zboczone. Lizać fiuta mojego brata w miejscu niemal publicznym.

Mój umysł pędził do przodu, rzucając mi przed oczy nowe obrazy, jednocześnie sprawiając, że mój własny członek drgał co chwila i ociekał lepkim płynem. Chciałem zrobić więcej, dużo więcej. W pewnym momencie, tak jakbym nie kontrolował swojego ciała, mój pysk otworzył się szeroko i - uważając, na zęby - objął całą swoją objętością tyle niedźwiedziego penisa ile tylko był w stanie. Zacisnąłem wargi dookoła owalnego organu, a językiem ocierałem się o jego spodnią część.

Zacząłem ruszać głową, biorąc i wysuwając z pyska mięsistego członka. Nie trwało długo nim poczułem jak cała moja paszcza wypełnia się słonym płynem, którego znaczną ilość produkował w tej chwili mój brat. Językiem starałem się obmywać całą powierzchnię niedźwiedziej męskości, ale miałem dość ograniczone pole manewru, gdyż szczelnie wypełniała ona moje usta.

Jęki i pomruki przyjemności były wszystkim co aktualnie słyszałem. Widać było, że to co robię bardzo Danielowi odpowiada. Nie będę ukrywał, że i mi sprawiało to przyjemność; móc w ten sposób dogadzać większemu, silniejszemu samcowi.

Podczas gdy w ustach czułem słony smak, nosem wdychałem mocny, cierpki zapach piżma. Musiał dostać mi się aż do mózgu, bo zaczęło mi się aż kręcić w głowie, a kolorowe obrazy mrugały mi przed oczami. Wiele z nich podsuwało mi pomysły na to co mogło się jeszcze stać dzisiejszej nocy. W tych bardziej zboczonych widziałem jak Daniel krępuje mi łapy, kładzie na plecach i wykorzystuje. W innych zaś leżeliśmy obok siebie - ja przodem do ogniska, a on za mną - i kochaliśmy się namiętnie, niczym para kochanków.

Złapałem niedźwiedzie jądra w prawą łapę. Byłem w szoku, że te dwie wielkie kule były tak ciężkie i o wiele większe w obwodzie niż członek którego miałem w pysku. Zacząłem się nimi bawić, lekko masując i przeważając.

Po chwili zdałem sobie sprawę co by się stało, jeśli te dwa, pełne spermy jaja wypróżniłyby się do mojego pyska. Nie byłem pewien, czy byłbym w stanie to upić. Zapewne "mleko" mojego brata było mniej słone niż jego nawilżacz, ale jego ilość mogła być ponad moje siły.

Nagle Daniel złapał mnie za tył głowy i nieco mocniej przycisnął, zmuszając mnie niemal to połknięcia łba jego fiuta. Odruch wymiotny natychmiast dał o sobie znać. Puściłem jego jądra i walcząc o powietrze, odepchnąłem się od niego, lądując zadem na ziemi.

- Co... *kaszel* ... robisz!? - łapałem powietrze jeszcze przez chwilę.

Niedźwiedź natychmiast do mnie doskoczył i złapał, by pomóc mi złapać oddech. - Przepraszam. - zaczął. - Poniosło mnie. Zapomniałem, że nigdy tego nie robiłeś.

Warknąłem lekko, ale za chwilę uśmiechnąłem się zaczepnie. - Chyba za dobrze mi szło jak na pierwszy raz. - stwierdziłem, patrząc na jego mokrego i nabrzmiałego członka. - Ale kaliber to ty masz.

Daniel uśmiechnął się dumnie. - Anom, się ma. - Spojrzał między moje nogi. - Ale ty też nie jesteś najgorszy. - Po czym schylił się i powąchał mój pakiet. - Mmmm... nieźle. - Jego gruby język wysunął się z włochatego, długiego pyska i jednym pociągnięciem oblizał mnie od nasady jąder aż po sam czubek przyrodzenia.

- Ooooh! - jęknąłem siedząc teraz w takiej samej pozycji w jakiej przed chwilą siedział mój brat. Patrzyłem jak jego wielki łeb, oświetlany od boku blaskiem ogniska, nurkował między moimi nogami. Giętki ozór starannie i powoli zwilżał moje jaja.

Słysząc moje westchnienie Daniel mruknął i spojrzał w górę, po czym obiema rękami złapał mnie z nogi i uniósł je bez większego wysiłku do góry, zmuszając mnie do położenia się.

Czułem się jak mały, bezbronny szczeniaczek, który układa się na plecach, pokazując swój brzuch w geście uległości. A to, że byłem w dodatku nagi sprawiło, moje policzki musiały zdrowo się zarumienić, bo aż zrobiło mi się ciepło na twarzy. Odwróciłem na chwilę głowę, rozglądając się. Ognisko zdawało się lekko przygasać. Czułem się w tej chwili w pełni zrelaksowany.

Ten stan nie trwał jednak zbyt długo. Całe moje ciało przeszył nagle lodowaty dreszcz. Spojrzałem w dół i zobaczyłem jak mój brat dotyka właśnie swoim mokrym nosem mojego odbytu. W momencie gdy wypuścił z siebie, w jednym podmuchu, całe ciepłe powietrze, moje nogi rozchyliły się jeszcze bardziej, dając mu pełny dostęp do mojej dziurki.

Daniel chyba tylko na to czekał, gdyż momentalnie poczułem jak coś bardziej wilgotnego przesuwa się między moimi pośladkami. Lizał mnie! Mój brat lizał mój odbyt. Fuj! Obrzydliwe... ale... jednocześnie... takie przyjemne. W jednej chwili moje ciało zareagowało na tę niecodzienną pieszczotę, wyprężając się w nieprawdopodobny łuk. Z pyska uciekł mi wysoki jęk, niczym z pyszczka jakiejś samiczki. Złapałem się na tym i natychmiast zasłoniłem usta. Niestety, mleko się rozlało i usłyszałem jedynie niski śmiejący się pomruk grubego niedźwiedzia.

Chciałem coś odpowiedzieć, zareagować, ale w tym samym momencie wijący się ozór zaczął wciskać się wewnątrz mnie. Momentalnie nabrałem powietrza w płuca. Elektryzująca fala przyjemności odcięła mojemu mózgowi władzę nad ciałem. Nie wiedziałem co się ze mną dzieje; nogi rozchylały się pod niemal niemożliwym kątem, a głowa szybowała w tył. Całe moje poczucie moralności spadło do zera. Wszystkie zasady spłonęły w ogniu ekstazy, którą w tej chwili przeżywałem.

Niedźwiedzi język jeszcze przez chwilę penetrował moje wnętrze, a następnie wysunął się na zewnątrz. Odprężenie po raz kolejny ogarnęło moje ciało. Leżałem tak przez chwilę, po czym otworzyłem oczy i spojrzałem na górującego nade mną brązowego olbrzyma.

Patrzyliśmy na siebie w milczeniu przez chwilę. Jego oczy błyszczały odbijającym się w nich światłem ogniska. Wiedziałem czego chce; było to zbyt oczywiste. Spojrzałem w dół. Jego wielka erekcja ociekała wprost na mojego pulsującego członka. Miałem wątpliwości, czy będę w stanie poradzić sobie z tym potworem. Próbowałem kiedyś tego z szyjką od butelki po piwie i było wspaniale, ale jego kutas był przynajmniej 3 razy grubszy.

Nie wiedzieć czemu, podkuliłem ogon i przejechałem nim pomiędzy grubymi pośladkami mojego brata przesuwając się na jego jądra i członka. Moja głowa lekko przytaknęła, a z pyska uciekł delikatny pomruk.

Daniel uśmiechnął się i pochylił się do mnie. - Nie martw się. Będę delikatny. - polizał mnie w ucho. - Obróć się na brzuch i unieś ogon. - po czym wyprostował się dając mi tyle miejsca ile tylko potrzebowałem.

Usiadłem prosto i jeszcze na chwilę ująłem sterczącego przed moją twarzą penisa w łapy i oblizałem jego czubek, smakując przy tym wyciekającą z niego wydzielinę. Następnie obróciłem się na bok, i na kolana, ustawiając się w odpowiedniej pozycji. Machając z zadowoleniem ogonem, spojrzałem za siebie. Byłem gotowy, chciałem tego co miało się stać. Moje ciało płonęło, a mój własny członek pulsował, zwisając mi pomiędzy nogami. Wiedziałem, że na pewno będzie boleć, ale nie obchodziło mnie to.

Czułem w sobie gotującą się mieszaninę adrenaliny, podniecenia i perwersji. A co jeśli ktoś nas podglądał? A co jeśli ktoś widział wszystko co się do tej pory stało i zobaczy jeszcze więcej? A niech patrzy! Niech patrzy i zazdrości mi tego, że mój własny brat - osoba, która była mi najbliższa w moim życiu - w tej właśnie chwili okazuje mi swoją miłość w najbardziej bezpośredni z bezpośrednich sposobów.

W natłoku myśli poczułem jak wielka, mokra głowa niedźwiedziego organu napiera na mój zad, a silna łapa chwyta i odciąga moją kitę do góry. Klęczałem niczym szczeniak czekający na lanie, ale zamiast mocnego i bolesnego klapsa poczułem na lewym pośladku jedynie zaciskającą się dłoń.

Daniel coraz mocniej napierał na mój odbyt.

- Rozluźnij się brachu. - sapnął i wsunął mi kciuk pod ogon. Nacisnął nieco powyżej mojej dziurki, co sprawiło, że momentalnie mój ogon wystrzelił wysoko, a wszystkie mięśnie się odprężyły. Gdy tylko się to stało, wielki kawał niedźwiedziego mięsa zaczął powoli we mnie wchodzić.

Ból momentalnie przeszył całe moje ciało. To co się we mnie pchało nie miało typowego zwierzęcego kształtu. Miało grubą główkę już na samym czubku, co sprawiało, że od razu zostałem rozwarty do granic możliwości. W tej chwili rzeczywistość przebiła się przez mgłę podniecenia. Bolało... niemiłosiernie bolało. Przez chwilę myślałem, że wytrzymam, ale nie. Ból był nie do ogarnięcia. Chciałem się wyrwać, chciałem wypchnąć z siebie to monstrum, ale usłyszałem tylko nad uchem delikatny warkot.

- Spokojnie... Uspokój się.

Jęknąłem. - Wyjdź. Wyjdź! Boli! Wyjdź! - prosiłem przez zaciśnięte zęby.

- Już za późno. - w głosie mojego brata nie było już czułości; wręcz przeciwnie, wydawało mi się, że to nie on jest we mnie w tej chwili.

- Daniel! Proszę... wyj...

W połowie słowa poczułem dwa rzędy ostrych zębów na swojej szyi. Złapały płat mojej skóry i tak trzymały, zmuszając mnie do uległości. Czułem jak niedźwiedzi kutas zatapia się we mnie, a gdy wielka głowa wskoczyła do środka, mięśnie mojego odbytu nieco się rozluźniły.

Wiłem się, piszczałem, ale niedźwiedź nic sobie z tego nie robił i wciskał się we mnie. Czułem jak wielki kawał mięsa przesuwał się do środka milimetr po milimetrze. Łzy pociekły mi po policzkach.

Chwilę później Daniel się zatrzymał i sapiąc mi do ucha, puścił skórę na mojej szyi. - Prze... przepraszam brachu... - mokry język zaczął zwilżać miejsce, na którym sekundę temu zaciśnięte były zęby. - Odprzęż się. Ból zaraz minie.

Zad miałem szczelnie wypełniony pulsującym organem. Ból nadal ugniatał całe moje ciało, ale faktycznie po chwili wszelki dyskomfort zaczął znikać.

- Daniel? - wydałem z siebie pytające sapnięcie.

- Musiałem to zrobić. Inaczej wyrwałbyś mi się, a drugie podejście byłoby takie samo. - brązowy samiec zaczął kojąco lizać mnie po uszach i szyi. - O ile byś się na nie zdecydował. - zamruczał. - Czujesz to?

Moje ciało rozluźniło się. Tak, teraz nie było już bólu, a jedynie przyjemne uczucie pełności. Przytaknąłem. Czułem go w sobie. Byliśmy teraz jednością; nie tylko braćmi, ale też kochankami. Całe moje ciało opanowane było tą nieopisaną radością i dumą, że mój brat dzielił ze mną tak intymną chwilę. Zamruczałem.

Daniel powoli zaczął się wycofywać.

Wyprężyłem się w łuk, a ogon wygiąłem w najciaśniejszą literę C jaką tylko mogłem. Mój zad płonął, ale ten ogień nie parzył, a przyjemnie ogrzewał i promieniował aż po czubki kończyn i nosa. Wydawało mi się, że gorejące obok nas ognisko, jakimś cudem dostało się do mojego wnętrza i wypełniało mnie od środka swym ciepłem.

Niedźwiedzi penis znów zaczął poruszać się do przodu.

Jęcząc i jakby mimowolnie chcąc wyjść Danielowi na przeciw zacząłem się coraz mocniej wypinać. Chciałem znów mieć go w sobie, chciałem by zatopił się we mnie cały. Podniecenie sprawiło, że zacząłem wręcz sapać.

W uszach usłyszałem niski pomruk zadowolenia.

- Widzę, że już lepiej?

- Hah... tak... szybciej. - odparłem. Dopiero sekundę później zdałem sobie sprawę w jaki sposób to powiedziałem. Mój głos przypominał napaloną samiczkę z jakiegoś taniego pornusa. Czy naprawdę drzemał we mnie taki zboczony chłoptaś, który pragnął tylko by ten wielki samiec wykorzystał go dla własnej przyjemności?

- A braciszek będzie grzeczny i nie będzie się wyrywał?

Dlaczego poczułem się jak zwierzak, którego Daniel chciał właśnie wytresować? Musiałem przeanalizować to o co zapytał, a jeśli chodziło o analizowanie, to to, co było właśnie w moim zadzie bardzo szybko mi w tym pomogło. Gdy tylko poczułem jak niedźwiedzie jądra stykają się z moimi, przytaknąłem. - Tak, będę grzeczny.

- Dobrze... No to się trzymaj. - z tymi słowami Daniel wpadł w nieco szybszy niż poprzednio rytm. Wpychał i wychodził ze mnie z częstotliwością z jaką najwidoczniej pulsował mój własny członek. A może to mój członek wpadł w równy rytm niedźwiedzich pchnięć? Nie wiem, w którą stronę do działało, ale nie obchodziło mnie to w tej chwili.

Ciepło, jakie wytwarzał ocierający się o moje wnętrze członek, rozchodziło się po moim ciele i docierało, i zasilało każdą jego komórkę. Serce waliło mi jak młot, pompując teraz tak bardzo rozgrzaną krew. Płuca wciągały i wypuszczały powietrze niczym dwa wielkie i niezmordowane niczym miechy. Wszystkie elementy mojego organizmu współpracowały ze sobą w idealnej harmonii.

Daniel trzymał swoje łapy na moich pośladkach i delikatnie je ściskał. Od czasu do czasu rozwierał je szerzej, a potem ściskał razem. Jego męskość pulsowała we mnie i wypełniała ciepłym nawilżaczem.

Mój członek zaczął obijać mi się o brzuch, kiedy tylko używający sobie na moim zadzie niedźwiedź przyspieszył. Mruczałem. Nie mogłem tego zatrzymać. Czułem, że nie uda mi się długo utrzymać w jądrach tego, co się w nich wręcz gotowało; a masujący moją prostatę wielki kutas na pewno nie był w tym pomocny. - Daniel... Da... za... zaraz dojdę... ach...

Nie udało mi się tego zatrzymać. Zacząłem strzelać pod siebie długimi seriami białej spermy, zdobiąc jednocześnie rosnącą pode mną trawę. To był chyba najszybszy orgazm jakiego kiedykolwiek doznałem. W głowie huczało mi jakby ktoś wypalił obok nas z armaty, a serce waliło mi jakbym miał pod żebrami młot pneumatyczny.

Daniel uśmiechnął się i pochylił bliżej mnie. Znów poczułem jego gorący oddech na swojej szyi, a po chwili jego zęby chwytające mnie za nią. Nie był teraz tak brutalny i władczy jak na początku; po prostu trzymał mnie by dać mi do zrozumienia, że to jeszcze nie koniec.

- Grzeczny lisek. Jeszcze trochę i cię zapłodnię. Chcesz tego? - niedźwiedź warczał do mnie przez zaciśnięte zęby.

Jęknąłem ulegle. - Tak... daj mi to... spuść się we mnie, brachu.

- Dobrze. - to słowo było niczym zapalnik; niczym wciśnięte sprzęgło, tylko po to aby wrzucić wyższy bieg. Mój brat zaczął mnie posuwać z nową, zwiększoną siłą i szybkością.

Piszczałem w ekstazie. To było wspaniałe. Mieszanina bólu i przyjemności. Myślałem, że za chwilę mój zad zacznie płonąć żywym ogniem. Daniel wpychał się we mnie z taką siłą, że z ledwością byłem w stanie utrzymać się w tej pozycji.

Nagle zatrzymał się, puścił moją szyję, nabrał powietrza i jednym, finalnym pchnięciem wszedł we mnie całą swoją długością, rycząc mi nad uchem. Momentalnie wyczułem specyficzne pulsowanie jego członka i wypełniające mnie ciepło oraz ciężar lepkiego niedźwiedziego nasienia. Wielkie brązowe jądra opróżniały się właśnie wprost w mój zad.

Mruczałem, czując jak jelita wypełniają mi się jego spermą.

Po chwili Daniel opadł na mnie. Jego waga była czymś, czego moje zmęczone nogi i łapy nie były w stanie już wytrzymać. Opadłem na ziemię, jednocześnie mocząc sobie futro białym płynem, którym zrosiłem trawę.

Niedźwiedź leżał na mnie i sapał. Po chwili zaczął mnie lizać i mruczeć mi do ucha. - Takiego brata to mógłbym tak co wieczór.

- Ta, a potem mama wykastrowałaby nas obu.

- Nie no, co ty? - Daniel odparł nienaturalnie wysoką tonacją głosu, udając eunucha.

Wybuchłem śmiechem, a następnie zamruczałem. Byłem wykończony.

Leżeliśmy tak przy ciepłym, dogorywającym ognisku. Nie wiedziałem nawet kiedy zasnąłem. Przez sen czułem tylko jak Daniel wychodzi ze mnie i zanosi mnie do namiotu.

W środku, objął mnie swoim silnym ramieniem, wtulając się w moje plecy i nakrywając nas obu kocem. Podsunąłem się bliżej opierając się o jego brzuch i klatę, i pozwoliłem by ogarnął mnie niczym nie zmącony sen.

Stało się. Mój brat i ja byliśmy w końcu jednością, prawdziwą jednością; prawdziwą rodziną. Jego nasienie we mnie to zapieczętowało i chociaż nikt nigdy się o tym nie dowie, my wiedzieliśmy, że od tej chwili istniały między nami prawdziwe więzy. Ja, lis Artur i on, niedźwiedź Daniel... bracia.

- KONIEC -
 
Powrót do kategorii | Powrót do strony głównej artykułów
Komentarze są własnością ich autorów. Twórcy niniejszego serwisu nie ponoszą odpowiedzialności za ich treść.