Zmień fonty Zmień rozmiar
Strona główna Teksty PASTE Sznurki Galeria Forum Informacje Chat: Discord Kalendarz Mapa Szukaj / użytkownika Rejestracja
  
Opowiadania: trajt - Los Animales Noire - Zwierz - Rozdział XI cz. 6 (+18 ) - Zakończenie  
Autor: trajt
Opublikowano: 2015/9/4
Przeczytano: 960 raz(y)
Rozmiar 12.25 KB
2

(+2|-0)
 
Terence’a znajduję na noszach. Przestrzelone kolano i udo. Morris odwalił kawał (nie)dobrej roboty. Wywabił w kąt i strzelił. Mściwa szuja z tej dawnej miłości. Trochę straszne. Dobitnie przekonał się o tym jeleń. Poszedł w ciemno, samotnie wyruszył przeciw przeznaczeniu. Znalazłem go krwawiącego. Nic poważnego. Żaden strzał w potylicę. Oberwał nieco wyżej kolana. Szczęście w nieszczęściu.

Czemu dałem mu pójść samemu? Rozumiem, koleżeństwo, przyjaźń wymaga poświęceń, sprzecznych nawet z nimi samymi. Żal. Mogłem go nie słuchać, pójść za nim. Zrobiłem inaczej. Pomogłem szopowi. Odegrał się. Skurwysyn. Że w głowie mi nie zaświeciło po tamtym strzale i nie poszedłem. Zdążyłbym. Za późno. Gadałem z Byczkowskim. Jego wina? Moja? Nikogo. Czysty przypadek. Słyszysz strzał i myślisz: ,, Młodsi wystrzeliwują własne pokolenie. Nic nowego ”.

Szukacie śmierci, proszę bardzo, idźcie wprost pod lufę. Uczciwym pozostawcie spokój. Czemu proszę głuchych?

Pytam sanitarnego o szpital i godziny odwiedzin. ,,Główny, panie, Miejski”, słyszę. Zapamiętuję. Nie wypada zapomnieć kolegi. (Przyniosę czystej). Często nadstawiał swój ogon. Mały problem – odwiedziny wskazane za dwa - trzy dni. Regulamin. Trudno. Prawo każe, prawo zmusza, prawo zawsze ciebie nie rozumie. ,,Żadnego alkoholu przy odwiedzinach”, mówi sanitarny. To czym oblejemy wyzdrowienie?

Nachylam pysk bliżej Terence’a. Ostatnia rozmowa przed ,,rozstaniem”. Ma fart. Ci mniej szczęśliwi leżą pod kocami przesiąkniętymi własną krwią. Zwierz porządnie się ubawił.

- Trzymaj się, rogaczu.
- Powiedz Frankowi… - Skrzywia się. Grymasi z bólu.- Powiedz temu psu, jak… jak będzie latał za młodzikami, użyję brzytwy.

Dotykam z lekka pięścią jeleni pysk. Potwierdzam umowę.

- Się wie. Zadzwonię jeszcze dzisiaj wieczorem. Uważaj na Morrisa. Odleżysz, a on capnie małego z zaskoczenia.
- Niech spróbuje. Zapłaci za to… Skurwysyn. Będę spał na plecach z zaciśniętym tyłkiem.
- Ze spluwą pod kołdrą?- pytam.
- Ze skalpelem.
- Wytnij coś dla mnie.

Śmiejemy się. Radochę przerywają sanitariusze. Pakują go. Przy lekkim skoku przy ustawianiu noszy Terence narzeka, żeby uważali. Walczy resztkami sił. (Tak trzymaj, stary). Odjeżdża z piejącym kogutem. Karetka ryczy na odchodne. Ostrzega. Nie usłuchasz, będzie wypadek.

Uważaj, stary. Omiń szaleńców przy kierownicy i wróć zdrowy do Franka. Wracaj cały, porządnie zszyty. Może spotkasz Wally’iego. Warto zagadać jaszczura. Sprawdzić co u niego. Bez prawicy będzie mu ciężej. E, da radę. Jak każdy chce spokojnie przespać noc. Ja chcę, on chce. Gdy mu powiedziałem o Zwierzu, stwierdził: ,,Mógł zabrać ze sobą Morrisa”. Rozumiem, rozumiem, skurwysyny niech umierają razem.

Tłum rozchodzi się, rozdrabnia. Wraca do domów, jeśli mają. Do barów, jeśli mogą. Do dziewczyn lub chłopców, jeśli kogoś znają. Ilu jest samotnych, liczących na załapanie się do stada? Wielu. A wariatów chcących odreagować codzienność? Tyle samo.

- Po co zapraszali, jak każą iść?- rzuca pytaniem bury kocur.
- Zachęcali do zrobienia z siebie frajera – pada odpowiedz.

Oto my, przegrani, oszukani. Zwyczajnie wydymani przez pech i sprawiedliwość. No i CO zagrało ostatnie nuty. Zmanierowane pomioty. No nic, daliśmy się ponieść szaleństwu. Każdy młody, stary, cuchnący groszem, bezwonny biedak, dyplomowany idiota, mędrzec bez szkoły, poszedł na ten układ. Sporo zostało do wyniesienia i wymienienia.

Jakiemuś nakrapianemu oposowi nie pasuje układ:
- Zdarłem ogon i tyłek, a te w niego kopią. Jak tu żyć?

Wiedziałem, wiedziałem od początku, nie warto było wyłazić z bezpiecznej przystani. Wylazłem. A Terence ze mną. Gówno dosyć wciągnęło młodzików. Starsi czekają. Długa kolejka. Nie zdążyliśmy, przeczekaliśmy podczas wojny. Wtedy nie chcieliśmy umierać, czy coś podobnego. Byliśmy szaleni. Nadal jesteśmy. Stoimy w miejscu. W prawo, w lewo, nie dziękuję. W tył? Wspomnienia. Prosto. Odpada. Co nas czeka? Niewiadoma. No jest kilka innych opcji, powszechnie znanych. Długa lista.

-Wypierdalać, chuje!- krzyczy gliniarz. Niebiescy stanęli półkręgiem i wypychają niepokornych.- Wypierdalać, ale już! WYPIERDALAĆ! Mówię WYPIERDALAĆ, chłystki!

Wyczekują prasy. Jasne, CO przygotowało bohaterów, kadry do pstryknięcia, pejzażyki. Wyćwiczono formułki odpowiedzi. Agenci wykonują próbne fotki. Szykują się. Lepsze sprzedadzą. Wiadomo, konieczne pozwolenia. Albo forsa na specjalne odbitki. Taa, brukowce uwielbiają brudny materiał. Śmieci wygrzebane z czyjegoś ogródka umieją skarcić komuś los. Święte prawo prasy – niszczyć bez pokazania prawdy.

Goście spoza układu wyniuchali co piszczy za kordonem. Zwyczajowa ploteczka i nikt nie zostawi łatwego szmalu. Napierają. Kilka zostaje wypchniętych poza tłum. Zranieni nie odpuszczają. Walą dalej. Atakują. Zwierzęta. (To kim ja jestem?). Część poszła, olała przegraną sprawę, jacyś zostali na sępim posterunku.

- Warner, idziemy – mówi wilkowaty pies w kraciastej marynarce.
Łasic w znoszonym płaszczu wyraźnie ma gdzieś jego słowa.
- Cwele z CO nie pozwalają przejść! Zostaję, kurwa! Pokażę gnojkom!
Inna znajomość w nędzy – Bielusieńki kocur i smok o złocistej końskiej grzywie:
- Ponoć puszczają po okazaniu Mckinley’a. (500 $)
- Kogo na to stać?

Przyszliście to macie. Chcieliście tego, pieniędzy i sławy, dup ile wlezie? Teraz macie ,,odwagę” unieść o to ogony? O wódkę walczyć łatwo, za przeżycie zabijesz. Warczcie sobie. Jeszcze macie te prawo. Ktoś dostaje w twarz. Wyzwiska, okrzyki.

- Nie nudzisz się, Hech? – pyta Byczkowski.
- Zaraz stąd spadam. Mam dosyć wszystkich.
- Masz plany co dalej?
- Przespać się – odpowiadam.
- Każdy chce – mówi i spluwa.- Najgorsze, że muszę całą noc popilnować tych gówniarzy. Przyjedzie prasa, zaczną większe zamieszanie. Wiem, wiem, wiem, walczą o swoje. Co im po żywym zwierzu? Pomyśl, walka o martwicę, o ścierwo. Nie odpuszczą. Chcą przeczytać krótką wzmiankę o sobie w porannej. Cholerni bohaterowie pięciu minut. Urządzali burdy i strzelaniny na ulicach, a teraz robią za obrońców Miasta. Wszystkich, włącznie z Co-wcami, bym wsadził. (Słusznie gadasz, Byczku). Jeszcze tydzień będą o tym trąbić. Następny miesiąc przejdzie im na doszukiwaniu się błędów policji. Zrobiliśmy swoje, ale im nie wystarczy.– Nagle ściska mi dłoń.- No, do zobaczenia. Pozdrów White. I uważaj na ogon.
- Nie ma sprawy. A ty nie daj sobie urżnąć jaj, Byczku.

Stuka w krawędź kapelusza.

- Się wie, kojocie. I zapomnij o tym. To kwestia biurokratów i ich zachcianek.
- Komu dadzą nagrodę?- pytam, choć znam odpowiedz.
- Przekażą Agencji.
- Gówno wróciło na swój śmietnik. W ogóle z niego wychodziło?
- Lepiej wróćmy od normalności – mówi Byczek.
- Jakby nie inaczej. Cześć.

Odchodzę na boczek, na chodnik, coraz dalej. Nadchodzi 23. Noc. Gwiazdy. Księżyc. Cały czarodziejski zestaw. Próbna ucieczka z celi morfiny? Podziwiaj widok zamiast wstrzykiwać szajs. Inaczej nie mogę. Podobnie tamci. Hałas słychać aż tu. Następne sny stracone. Dzięki, matoły.

- Kojocie! – pada z samochodu stojącego niedaleko całego zajścia. Przyczajony pod latarnią zgodnie z zasadą. Podchodzę. Z okna za miejscem kierowcy wystaje znajoma twarzyczka prokuratora. Miło widzieć. Jak wszystko załatwione, wywiało z nory, ta? Takiś odważny?
– Pogadamy?- pyta.
- Nie mamy o czym – mówię.
- A przemyślał pan ofertę?

Niebezpieczny błysk w oku. Dalej prowadzisz swoje gierki? Chętnie zagram.

- A dasz więcej za wydymanie własnej siostry?
- Proszę nie pyskować, bo nie popuszczę.- Wręcza papierek. Czek.- Daję panu ostatnią szansę.

Nie patrzę na cyfry. Od razu drę. Rozbawiam tym prokuratorka.

- Wie pan, dureń z pana. Ha, Ha, Ha. Zmarnowane 50 tysięcy. Do śmierci nikt tyle nie zarobi.
- W życiu robiłem gorsze gówno. A ta suma ledwie zmieściłaby się w twoim pysku.
- Trudno, niedogadany się. Żałuję. Sądziłem, że rozmawiam z bardziej ogarniętym od jednorękiego jaszczura i tego pedziowatego szopa. (Winszuję za doborowe określenie). Byczkowskiego odpuściłem na samym początku. Także pański rogaty przyjaciel nie widniał na mojej liście.
- Jego zainteresowania dalej nie podchodzą?- rzucam.
- Cóż, jest bardziej konserwatywny od szopa, ale to wciąż te same zboczenie, które należy leczyć odpowiednimi metodami.
- Kulą w łeb?
- Skądże. Wspominałem przecież o bardziej animalitarnych metodach.
- A jaką metodę masz na durniów i debili równych tobie, długouchy?
- Lepiej nie zadzierać z ręką, która umie wiele.
- Umie, nie umie, zawsze można ją skaleczyć, uciąć.

Następny śmiech.

- Jest pan niereformowalny. I to w tobie lubię, Hech.
- I nawzajem, panie Zimmerman – mówię uśmiechnięty.

Odwzajemnia mój uśmiech.

- O, rozgryzł mnie pan. No proszę, brawo, brawo. Czy mój dawny pracownik, który miał nieprzyjemność spotykać się z panem, wygadał się? Pamięta pan wilka z licznymi szwami? Wygadał się o moim hobby?
- Nie. Zgadywałem na ślepo. Wspomniałeś o Zimmermanie. Gadaliśmy o nim, zapomniałeś? Zapamiętałem i teraz tak, no zwyczajnie, stuknęło do przodu. Byłem ciekaw reakcji. Wszystko wokoło mnie interesuje. Głupota, zachłanność, debilizm. Oszustwa.
- Zatem prawda, że saper myli się tylko raz.
- Ty akurat wpadłeś na minę – mówię.
- Ja? Nie, nie, nie, to był zwiadowca. Przecież nie pójdę w nieznane bez odpowiedniego rozeznania.
- Ile więc wciskasz ptaszkom z ratusza?
- Ile potrzeba. Nie jesteście równi. Mają większe potrzeba, ale mniejsze poczucie godności. Żegnam.

Podnosi szybkę i odjeżdża, Stracił szansę. Ucieka. Dał sobie spokój. Chwilowo. Jutro, pojutrze znajdzie nowego dłużnika. Skurwysyn. Winić urząd? Z takim charakterem z łatwizną znalazłby się na stołku burmistrza, gubernatora, prezydenta. Z ostatnim przesadziłem. Ale cóż, spryt i inteligencja to nie moje błyskotki. Za głupi jestem na oszusta, od co. Cwaniakowanie to fach przyszłości. Czyli muszę żyć przeszłością. Niestety.

Tymczasem najgorsze przeszło. Na krótko. Przyjdą świeżaki, nowe zwierzaki. Dzikimi chęciami podpalą ulice. Pohałasują. Znowu popłynie krew. Cudza. Swoja. Niewinna. Ktoś to oklaska. Zachwyci się. Po chwili radości uda niepokój związany z grzechem. Przyciągnie czyjąś uwagę. Na krótko. Prasa przejedzie obok. Uda zainteresowanie. Aktorzyna za 3 centy.

Zwierzaki nie ogarniają? Ta dzika zwierzęcość, nasza niechciana siostra, cięgle pcha na chybił trafił. Chcesz być kimś, walczysz. Wpadasz na silniejszych, okłamujesz siebie o sile. Stajesz się dzikszy. Nie rezygnujesz ze starcia. Wymusza walkę. Nie uciekasz, nie cofasz się.
Zwierz mówił prawdę. Gnojek nie kłamał. Wcześniej odtrącona dzikość wraca. Jest wściekła. Wyjmuje pistolet i celuje w plecy, wgniatając lufę między łopatki. Zaszczuty w kąt masz przed sobą jedyną drogę – grę w kości. Grasz swoimi.

Wtedy odmów, bo coś mówi, żebyś próbował własnej drogi. Wyjdź na wolność. Idź na uniwerek, zdobądź dyplom. Ile znaczy papierek z czyimś podpisem? Lepiej podedrzeć tyłek jak wrzucić do śmietnika

W sercu trzymasz ważniejszą rzecz. Potrzeba przetrwania swoich zasad. Przeznaczona na szafot. Uczciwość szybko umiera, jeszcze szybciej się starzeje. Czas nie sprzyja. Bo po co?...

Teraz mam go aż nadto. Starczy dla mnie, White. Byle być na nogach i z nią. Czeka nas dłuuga noc we dwoje. Nareszcie.


 
Powrót do kategorii | Powrót do strony głównej artykułów
Komentarze są własnością ich autorów. Twórcy niniejszego serwisu nie ponoszą odpowiedzialności za ich treść.
1
(+1|-0)
Opowiadania: trajt - Los Animales Noire - Zwierz - Rozdział XI cz. 6 (+18 ) - Zakończenie
Wysłano: 4.09.2015 13:22
husky / wilk
Anthro
Posłowie: podziękowania i komentarz autorski (NARESZCIE !!!), czyli na marginesie: ciekaw jestem, kto to przeczyta? ;p

No i postawiłem ową ostatnią kropkę :-Dk Minął rok, przełom czerwca i lipca roku 2014, (wtedy od miesiąca nie miałem neta :lolk:), przepisywałem pierwsze fragmenty. I pomyśleć, że już 7 sierpnia wrzuciłem pierwszy rozdział, a we wrześniu drugi i trzeci…. I tak dalej.

Tu niestety muszę :-(k … nadmienić, że w nocy z 13 na 14 września 2014 umarł mój dziadek… Zostało to przestawione w 1 części 5 rozdziału. Nie wiem, poczułem, że MUSZĘ, że POWINIENEM to wmontować w opowieść i tyle. Fragment jest zgodny z prawdą w 90 %. Spaliśmy w jednym pokoju w domu na działce i o 1:45 obudziła mnie głos babci. Nikomu tego nie życzę… Nadal się nie umiem się po tym pozbierać. I to nie jest żaden żart, śmiechy chichy... Szczerze o tym napisałem. Po prostu ciężki MI z tym żyć. No a potem, w grudniu, umarła mi ciotka, porządna i uczciwa kobieta. Nowotwór. :-(k … Bywa.

Zanim przejdę do dłuższej auto analizy i wyjaśnień ciekawostek zawartych w tekście, chciałbym podziękować następującym ogonom:

MFarley – za poważną rozmowę na temat miłości męsko - męskiej. Przydała się szczególnie w części III 6 rozdziału i III części 8 rozdziału i przyda się jeszcze w nadchodzących tekstach . Darliśmy ogony, wypisaliśmy kilka ,,miłych słów, ale pozostaliśmy kolegami, co nie?

No i recenzja. Uczcie się, jak trzeba pisać uczciwą ocenę.

(Aha, no i Wodecki w Twojej recenzji! Nadal mnie to śmieszy 8-)k XD)

sebkad – za muzykę. Trochę Claptona, trochę Sixto Rodrigueza, Chucka Barry’ego, tego trzeba posłuchać, ale twój kawałek o Eastwoodzie był najlepszy z nich wszystkich  Twój najlepszy kawałek. Ale tu powiem jedno - Ennio Morricone wraz z Vangelisem i Wojciechem Kilarem są przed tobą. Bo to BOGOWIE.

Liskowic i Atinka8 – Was objąłem w jednym punkcie . Żeby… udusić!!! Rozumiem, wulgaryzmy, barbarzyństwo wobec języka, chamstwo… ALE CZEMU SIĘ TEGO CZEPIACIE?! JAK JA MAM OPISAĆ JĘZYK ULICY BEZ WULGARYZMÓW?! BŁAGAM, I K. I CH. I DZ. MUSZĄ BYĆ! Nie żebym czuł wobec Was żal, ale, panowie, koledzy, towarzysze… bez przesady. Ale dodawaliście mi otuchy komentarzami, za co bardzo dziękuję.

trajt – że nie palnąłem sobie w łeb, podciąłem gardła, czy nie wyrządziłem sobie innej krzywdy i to napisałem. Było ciężko, ale jakoś dałem radę, zwłaszcza na przełomie maj-czerwiec pośpieszyłem z robotą (A magisterka sama się nie napisała)

No i nie wolno Mi zapominać o tych milczących. Wymienię WAS z dużej litery, żeby wyróżnić jako tych cichych. Przepraszam, jeśli napisałem kogoś błędnie teraz i przedtem i później:

DRVAAL, obecnie CHESTER

UJASIRI

SEBKAD (wiem, wiem, wymieniłem Ciebie w pierwszej liście, ale nie dałeś komentarza)

REDFUN

XEVRRER (tu trzeba CI oddać duży honor, bo słusznie założyłeś temat dotyczący cenzury tekstów.)

PIEROG

NECKER

KENAHI

KITSUNECHAO

Szkoda, że nie Napisaliście chociaż jednego, dłuższego komentarza. Szczera opinia dotycząca Mojej pracy zawsze mnie ciekawi.
Ogólnie dzięki za wsparcie moralne i słowa zachęty.

Komentarz końcowy

Sam tekst ma około 64 tysięcy słów, wliczając dodatek SEN. W moim odczuciu ZWIERZ jest stu procentową powieścią (oby niebo nie spadło Mi na głowę i ogon za ten tekst). Skoro FOLWARK ZWIERZĘCY ORWELLA ma ledwie 30 tysięcy, a RZEŹNIA NUMER 5 KURTA VONNEGUTA lekko ponad 48 tysięcy, czemu by nie? Kto zabroni?

Co do narracji i stylu – uważam, że mój zamiar napisania kryminału pewnego typu – wpływającego na życie bohatera i opisywanie jego przeżyć i doznań na różnych płaszczyznach, poprzez prostą narrację pierwszoosobową w czasie teraźniejszym (TU I TERAZ!) – został w pełni wykorzystany i z czystym sumieniem mogę sobie wstawić 5 = lub 5 - . (Poprzednią próbę z kryminałem NAWET WĄŻ ZRZUCA SKÓRĘ oceniam na coś pomiędzy 4+ a 5=).

Rozumiem, że tekst zawiera błędy przeróżnego typu. Dysleksja. Co zrobić? Christian Andersen też nie miał lekko, ale jego bajki są znane na całym świecie. Podobnie jak on doświadczyłem kilku przykrych sytuacji w liceum i na studiach, gdzie pewna przemądrzała anglistka dziwiła się, że z taką znajomością języka jestem na studiach. (Niecenzuralne określenie). A jak doliczymy do tego moje problemy z oczami, zwłaszcza z prawym, to wyjdzie pełny rachunek.

Czemu przytaczam swoją dysleksje? Proste. Wymusiła na Mnie stworzenie prostego stylu, prawda że wulgarnego (oczko do Liskowica i Atinka8) niedoskonałego, nieco prostackiego, ale rzeczywistego i prawdziwego, używanego na ulicy, na której diabeł mówi dobranoc. Pisałem językiem przegranych, zwycięstw chwil, a nie wieczności. Ładnie zabrzmiało, nie?

Zakończenie. Zawsze, ale to zawsze uważałem HAPPY END za banalne i przereklamowane GÓ**O. Koniec jest wyjątkowo realistyczny i prawdziwy. UCZCIWY! Bez pieniędzy, bez sławy, za to z przyjacielem, no powiedzmy, i dziewczyną. Zwyczajne życie. Życie jest po*****, ale trzeba je jakoś znosić. Jak i idiotów, których spotykamy. Kto tak nie twierdzi?

Ciekawostka względem zakończania: przez pewien czas myślałem, żeby koniec wyglądał mniej więcej tak: Hech budzi się w szpitali psychiatrycznym jako jeden z pensjonariuszy i wtedy zdaje sobie sprawę, że tak naprawdę cała opowieść była wynikiem jego szaleństwa.

Nie dałem tego, i bardzo bobrze zrobiłem, ponieważ nie było by to fair wobec bohatera, czytelników i autora.

Co do całości - prawda, są i świetne, lepsze, normalne i żałosne fragmenty. Co w tym dziwnego? Każda opowieść, historia, powieść jest takim zbiorem – lepszych i gorszych sprawek, tyle że jedne wychwytujemy, a inne staramy się ukryć, czasem ze szkodą dla całości.

Jedyny ciężki zarzut, jaki mogę wysnuć przeciwko sobie to rozdział 7, który jest najdłuższy ze wszystkich. Nie wiem, czemu nie zrobiłem z niego 2 odrębnych rozdziałów, przez co cały tekst liczyłby 12, może nawet gdybym podzielił tekst na mniejsze części, byłoby 14 – 15 - 16, a nie 11 rozdziałów.

Ale seks orientacji trojga jest – to już coś XD

Inspiracje:

Książki:
od strony kryminału - Raymond Chandler, Dashiell Hammett, Mickey Spillane, Mario Puzo i Boris Vian.

od strony życiowej, natury bohaterów, ich języka i miejsc – Charles ‘’Hank” Bukowski, John Fante, Marek Nowakowski, Marek Hłasko, Henry Miller, Ernest Hemingway, Joseph Conrad, Cormac MCCarthy i Albert Camus.

Trochę też ściągnąłem od Williama S. Burroughsa i Jacka Kerouaca no i oczywiście Leopolda Tyrmanda ( ZŁY się kłania 8-)k ) oraz Sin City Franka Millera.

Komiksy: Blacksad (boskie rysunki Juanjo Guarnido) Kot Fritz (Robert Crumb) – czyli dwie obowiązkowe pozycje komiksowe dla każdego futrzaka - oraz Strażnicy Alana Moore’a. I kilka internetowych komiksów futrzastych

Filmy: Ojciec Chrzestny (1972), Człowiek z blizną (1983), Chinatown (1974), Wielki Sen (1946), Marlow (1969), Sokół Maltański (1941) i Szkatułka z Honk Kongu (1983), Testament doktora Mabuse (1932)

Gry: GTA San Andreas, GTA Vice City, Mafia, Hopkins FBI.

Ogólnie motyw morderstw wymyśliłem jednego dnia, gdy idąc ulicą spotkałem dozorczynię podnoszącą przejechanego kota. Nieprzyjemny widok – flaki na wierzchu, dużo krwi. Straszny widok. Ale gapie robili sweet focia. ŻAL.

Ciekawostki względem historii (tu zaznaczam miejsca występowania w opowieści):

Śmierć i wspomnienia o Dziadku ( Rozdział 5 część I i całość) – to omówiłem na początku

Uzależnienie głównego bohatera od morfiny (całość) – sam byłem uzależniony w wieku 9-14 lat, ale było to uzależnienie kontrolowane. Chodziło o leki antyalergiczne, bez których było by Mi ciężko po prostu żyć, choć pyłki traw nadal mnie duszą, ale tylko czasami XD

Stosunek do mediów – radia i prasy ,telewizji jeszcze nie wymyślili :lolk: (całość) – chciałem pokazać osobisty stosunek do obecnej prezentacji informacji, która nie zmieniła się nic od czasów słów Goebbelsa: ,,Kłamstwo powtarzane 1000 razy staje się prawdą”. Zasada wiecznie żywa.

Scena zapalania kieliszków przez ,,komornika” (Rozdział 5 część II) – scenę ściągnąłem z filmu Wajdy ,, Popiół i Diament” (1958). Zachowałem ten sam motyw zapalania kieliszków dla zmarłych.

https://www.youtube.com/watch?v=d0tk5usOE7Y – link do oryginalnej sceny w wykonaniu Cybulskiego i Pawlikowskiego.

Wiersz czytany przez Hecha (Rozdział 6 część II ) – całość tego gay yiff wiersz jest mojego autorstwa ( Całość mam u siebie w schowku na dnie szafy). Kto by pomyślał – wilkowaty husky hetero pisze takie rzeczy. Napisałem go dla wesołej pary kolegów z Polfurs. Napisałem dla nich z 2,3, czy 5 wierszy. Z czystej przyjaźni. No i za najlepszy dowcip sytuacyjny w życiu. :lolk: Czasem tak bywa, się zdarza. Może, kiedyś go wspólnie opowiemy…. Nicków ich nie podaje. Donosicielem nie jestem.

Tytuł pracy dyplomowej podawanej przez Terence’a (Rozdział 7 część IV) To tytuł mojego licencjatu . Teraz napisałem magisterkę (Ustroje państw greckich w oczach greckich i rzymskich autorów). Taaa… nudziarstwo XD

Historie Pulp (Rozdział 8 część II) – Tu akurat ośmieszyłem samego siebie i swoją największą porażkę wrzuconą na Polfurs ,,Likwidator AE”. Nie wiem jakim cudem napisałem takie GÓWNO!!!! (Ale, o dziwo, było kilka pochlebnych opinii).

Tu oczko do MFarley’a - chciałem sparodiować również Ciebie i ,,Karnawał Zdrajców”. Hech znajduję te męskie pismo z tym opowiadaniem, przegląda: ,,Dziwne. Niby o dwóch gościach co razem takie tam rzeczy wyrabiają, ale, kurde, zapisane zwyczajnie. Zero szaleństwa. Dobrze zgrane emocje. Muszę to pokazać Terenc’owi”. Nie dałem tego, bo myślałem, że się obrazisz.

Słowa Zwierza (Rozdział 11 część 2) - Kwid pro kwo. Poprawnie te łacińskie zdanie brzmi quid pro quo (coś za coś) Zapisałem je w takiej formie, w jakiej ktoś nieobyty z łaciną by je zrozumiał.

Mizoginia, nienawiść wobec kobiet, i innego rodzaju agresja i przestępstwa (całość) – pokazuję tu wspaniałą ,,mądrość” systemu biurokratycznego, którym nie warto zawracać głowy uczciwym ogonom. Ustawy, prawa, paragrafy, ile one pomogą? Zło nigdy nie umrze, nawet jeśli się go zakaże.

Wybory na burmistrza (całość) – zanim pod koniec zeszłego roku dotarło do mnie, że w Polsce będą wybory na prezydenta (gorszego cyrku medialnego nie widziałem nigdzie indziej), dodałem taki wątek od tak. Potem to się rozrosło do afery grubymi nićmi szytej. Niby horyzont, ale to wciąż fragment, taki układany na boczku, większej układanki.

Skrzydełka u samiczek (całość)- dodałem ten motyw, bo słusznie mi się wydaje, że dziewczynom oprócz dobrego serca brakuje tylko skrzydeł motyla (taki poetycki komentarz).

I zainteresował mnie fragment The Show Must Go On zespołu Queen:

My soul is painted like the wings of butterflies.
Fairytales of yesterday will grow but never die.
I can fly my friends!

Różnorodność futrzaska, czyli o dziedziczności gatunków (całość) – czyli dlaczego ukazuję, że ktoś będąc lisem ma królicze uszy albo dlaczego borsuk ma nieco smoczy pysk.
Tłumaczyłem to już w recenzji recenzji Mfarley’a – opisuję zwykłe prawa dziedziczenia, nie tylko koloru oczu czy koloru futra, ale także charakterystyczne cechy danych zwierząt, które są przekazywane potomstwu. Ale rozumiem, że to mogło wyglądać na pewien motyw szaleństwa.

Nie wiem, ilu jest w fandomie biologów, ale z pewnością uznaliby te rozważania za prawdopodobne lub całkowicie możliwe.

Zwierz (całość) – Ciekawi mnie, ile futrzaków odgadło, że Zwierz jest człowiekiem? Mimo, że od razu to zapisałem, to długo sie zastanawiałem, czy ma być on wyjątkowo inteligentny czy być zwykłą i tępą maszyną do zabijania. Wolałem jednak po zakazać czysty i współczesny humanizm – być wyjątkowo grzecznym i barbarzyńskim.

Krótka uwaga do tytułu – ZWIERZ - Tłumaczę go na 3 sposoby:

- zwierz, który zabija.

- zwierz skrywany w każdym z bohaterów. Skrywana dzikość, złość i gniew. W wielu miejscach przedstawiałem, jak nawet inteligentne ogony umieją ukazywać swoją dzikość, choć za takie nie są postrzegane.

- zwierz, działania głównego bohatera. Zaszczuty, przymuszony do ciągłej obrony swoich zasad. Zaszczuta w samotny kąt nadal walczy, broni się.( patrz punkt 2)

Bohaterowie:

Herman „Hech” Hechixos – Ogólnie ZWIERZ miał być krótkim opowiadaniem o dalszych losach bohatera z Likwidatora Hox’a, uznałem jednak, że to po prostu umarło. Dlaczego Meksykanin i kojot? Sam nie wiem. Tak wyszło. Co do wyboru kojota. 8-)k Wiluś ze Zwariowanych Melodii też gadał krótko i z sensem. I też obrywał, ale dawał radę wstać. Żeby znowu oberwać. Life is brutal.

White i Blake – To miała być para lesbijek :lolk: Jedna miała być zebrą, a druga syberyjską tygrysicą. Dziewczyna głównego bohatera miała się nazywać Cassie i być króliczką czy łasicą, chyba nawet myszką.

Wybrałem zebrę do tej roli, żeby w pewnym sensie złamać monopol lisic i kocic na bycie tymi najważniejszymi (Dla ciekawskich polecam swój pastisz i parodię kryminału Noire
– Nawet wąż zdejmuje skórę, gdzie poruszałem ten problem w innej odsłonie oraz parodiuję ciekawą scenę z CHINATOWN Romka Polańskiego ). A po za tym ta biel i czerń, kopytka, ten sex apele klaczy Długo by wymieniać…

Terence, Frank i Wally – Ciekawe… była to jeden ogon, smok, który był motocyklistą i był Bi, ale taki bardziej skierowany na samiczki, chociaż czasem wskakiwał na drugi boczek. Proszę nie pytać, czemu go podzieliłem na 3 odrębne ogony.

Byczkowski – Pomyślałem: ,,Polak, byk, byczy chłop, spoko gość. Sarmata pełną klasą”, no i wyszedł.

Morris – Sam nie wiem, czym wytłumaczyć ten przypadek. Dodałem i tyle. Takie przypadki się zdarzają.

Zanim zakończę zalinkuję swój wiersz:

http://skovyt.blogspot.co...slektykiem.html

To na tyle z mojej strony. Włożyłem sporo sił w to dziełko. Co by nie mówić jest to chyba pierwszy polski czarny kryminał (kryminał noir/ noire w typie hardboild) w formie anthro furry w oparach anty baśni i realizmu magicznego. Bla, bla, bla :lolk: (Pisząc to zdanie śmieję się i jednocześnie płaczę).

Z innej beczki – Mam uznać Zwierza za swego rodzaju osobiste opus magnum patrząc na dotychczasowe opowieści opublikowane na Polfurs? Nie mogę odnaleźć odpowiedzi. Pomożecie jej poszukać?

Mam nadzieję, że przyszłe opowiadania, bo będę szczery, ZWIERZ w mojej opinii to powieść , zarówna te z Los Animales Noire, jak i inne, będę równie chętnie czytane, komentowane i dobrze oceniane, na co JA, wilkowaty husky z silną dysleksją, liczę. Cześć i Czołem.

Anonim
1
(+1|-0)
Opowiadania: trajt - Los Animales Noire - Zwierz - Rozdział XI cz. 6 (+18 ) - Zakończenie
Wysłano: 4.09.2015 19:25
No mi się bardzo podobało. :) Lekko się czytało, błędy sobie poprawiałam sama w głowie więc nie raziły. Fajnie piszesz.

0
(+0|-0)
Opowiadania: trajt - Los Animales Noire - Zwierz - Rozdział XI cz. 6 (+18 ) - Zakończenie
Wysłano: 5.09.2015 0:21
Łasica
Anthro
Cytat:
Rozumiem, że tekst zawiera błędy przeróżnego typu. Dysleksja. Co zrobić?


Dać do korekty komuś, kto dysleksji nie ma.
Derp.

0
(+0|-0)
Opowiadania: trajt - Los Animales Noire - Zwierz - Rozdział XI cz. 6 (+18 ) - Zakończenie
Wysłano: 7.09.2015 10:00
Efekt romansu wilka i lisicy
Anthro
w filmie masa wulgaryzmów z życia ulicy to normalka. inaczej to wygląda w książce. Coś jakbyś chciał opowiedzieć kolesiowi ASDFmovie. nie da się wywołać opowiadaniem treści filmiku usmiechu.
Kiedy stonowałeś przekleństwa (używałeś ich co 2gie słowo czasami) wysżło to na plus