Zmień fonty Zmień rozmiar
Strona główna Teksty PASTE Sznurki Galeria Forum Informacje Chat: Discord Kalendarz Mapa Szukaj / użytkownika Rejestracja
  
Opowiadania: Krissr44 - Nowa Rasa  
Autor: Krissr44
Opublikowano: 2016/4/25
Przeczytano: 416 raz(y)
Rozmiar 25.49 KB
0

(+0|-0)
 
NOWA RASA


Pewien znany maszer wystawiający, co rok do konkursu w „wyścigach psich zaprzęgów” swe psy czempiony Syberian Haski. Doszły go słuchy, że pewien hodowca szuka kogoś, kto byłby w stanie ścigać się z jego psami.
Ta właśnie wiadomość była wywieszona na oknie przydrożnego sklepu ze sprzętem do wyścigów psich zaprzęgów, u dołu wiadomości pisała notatka by pytać w sklepie o dalsze wskazówki.
Zainteresowany maszer, który wygrywał, co roku wyścigi psich zaprzęgów, zainteresowany wiadomością wpadł z hukiem do sklepu, gnając wprost na sprzedawcą.
– Panie, jestem zainteresowany tym ogłoszeniem widocznym za pańskim oknem. – Zaczepił sprzedawcę podniecony maszer.
– Dzień Dobry, Panu – najpierw grzecznie się przedstawił z klientem zaczynając swą regułkę. – W czym mogę Panu pomóc?
– No przecież powiedziałem już! Jestem zainteresowany ogłoszeniem, które jest za oknem – zaczął się wydzierać zirytowany klient, nadmierna grzeczliwością sprzedawcy.
– A tak, te ogłoszenie. – Odparł sprzedawca drapiąc się po głowie. – Już się tym zajmuję.
Podszedł do grubej książki dla odwiedzających jego sklep klientów i zaczął powoli wertować kartki, jedną po drugiej. Trwało to pewien czas, aż klient zaczął się niecierpliwić. I nagle powiedział:
– Długo jeszcze będzie Pan tak szukał „igły w stogu siana”!?
– Niech Pan nie będzie w gorącej wodzie kąpany i chwilę poczeka aż znajdę, czego szukam. – Odparł grzecznie z uśmiechem sprzedawca.
Jak narwanemu klientowi opadła już nieco adrenalina, odszedł od lady na czas „poszukiwań” i zaczął rozglądać się po sklepie. Chwilę się tak przechadzał z miejsca w miejsce, aż jego wzrok utkwił w nowiusieńkiej uprzęży dla dużych wyczynowych psów. Podszedł do przewracającego w grubej księdze kartkami sprzedawcy i rzekł:
– Po ile ma pan tamtą uprząż dla wyczynowych psów? – Kierując palcem gdzie się ona znajdywała.
Sprzedawca zaś oderwawszy się na chwilę od poszukiwań klienta, spojrzał w skazane miejsce, następnie podrapał się w głowę i powiedział:
– Aaaa, tamta uprząż? To będzie jakieś… - znów wrócił do drapania się po głowie.
– Dobrze nieważne, kupuje ją. – Odparł zainteresowany klient i dodając po chwili – A będzie miał Pan ich 6 sztuk?
Sprzedawca odrywając się od księgi nie zaznaczając sobie miejsca gdzie skończył czytać i wyszedł do drugiego pomieszczenia by sprawdzić czy ma takie na stanie. Po jakichś 30 minutach wrócił trzymając w ręku jeszcze 3 sztuki.
– Niestety mam tylko na stanie te 4szt., Bo bardzo rzadko, kto je kupuje. Są bardzo drogie.
– Dobra. A kiedy będzie nowa dostawa? – Spytał klient.
– Eeee, za 2 może 3 tygodnie, powinna dojechać nowa dostawa jak zamówię jeszcze dziś. – Odpowiedział sprzedawca, po czym dodając – Zamówić?
– No jasne, że tak! No, na co Pan jeszcze czeka?!! Skoro trzeba aż tak długo czekać na dostawę.
Sprzedawca wyszedł do osobnego pomieszczenia pisać zamówienie na uprząż i po kolejnych dwudziestu minutach wrócił do klienta, trzymając w dłoni zamówienie z różnymi artykułami. Ów klient już przebywał w sklepie dłuższy czas, widząc zamówienie znów zaczął mówić o wiszącym na zewnątrz ogłoszeniu.
– Co z ogłoszeniem?
– Aaaa tak. Już szukam, proszę jeszcze chwilę poczekać. – Odparł sprzedawca wracając do wertowania stronic grubej księgi od nowa.
– Jak to jeszcze długo będzie trwało? – Znów zaczął marudzić niezadowolony klient.
Sprzedawca powoli spojrzał mu w oczy mówiąc:
– Niech Pan mnie nie popędza, jak znajdę to będzie.
I wrócił do przeszukiwania klientów, by znaleźć w końcu tego, co zostawił ogłoszenie. Tym czasem znudzony maszer odszedł znów od lady zajmując się oglądaniem wystaw sklepowych.
Minęło jakieś czterdzieści minut, odkąd sprzedawca zaczął szukać od nowa klienta, bo wcześniej zgubił się szukając uprzęży dla psów. I nareszcie zawołał znudzonego do reszty klienta. Jak maszer ino usłyszał, że znalazł klienta, który wydał mu wyzwanie, od razu podbiegł z życiem do lady zafascynowany, zadawając sprzedawcy górę pytań na ten temat. Ale jak się już uspokoił facet za ladą odparł mu tylko jednym długim zdaniem.
– Tu mam tylko napisane nazwisko tego Pana i jego adres gdzie mieszka. Z adnotacją, że jak znajdzie się osoba zainteresowana, proszona jest niezwłocznie potwierdzić zgłoszenie listownie lub osobiście.
Rozjechany totalnie odpowiedzią, jaką usłyszał wyczerpany klient, chwycił się za głowę i powiedział ze spuszczoną głową:
– To nie mógł mi tego Pan wcześniej powiedzieć?!
– No raczej nie. Ponieważ Pan nie dał mi dojść do słowa zadając tyle pytań. – Bronił się sprzedawca sklepowy.
Klient wzniósł głowę w górę i powiedział patrząc mu prosto w oczy, zdradzając maksymalna wściekłość za tak beznadziejnie długą obsługę.
– Bardzo Panu dziękuję, ale teraz proszę mi oddać tę wiadomość! – Skończył mówić gniewnym głosem wyrywając sprzedawcy z rąk świstek papieru z informacją i adresem. Nie żegnając się, dodał nie odwracając się do niego, by jak najszybciej wysłał zamówienie na uprząż i dał mu zaraz znać jak przyjdzie. Nie czekając na odpowiedź po prostu wyszedł.
Maszer jak tylko wyszedł z lokalu, „zawył” z radości, że nareszcie opuścił ten sklep. Czekające na niego przed sklepem psy, od razu przestraszyły się jego dziwnej reakcji, ponieważ czekały już na niego jakąś godzinę.
Minęły dwa miesiące i za parę dni miały wreszcie zacząć się oczekiwane przez każdego wielkie wyścigi psich zaprzęgów. Ktoś za ten czas dał znać tajemniczemu hodowcy Panu Dandżerowi, że znalazł się dla niego przeciwnik, który nie jest łatwym graczem, a na razie najlepszym maszerem powożącym psi zaprzęg. Na te wieści Pan Dandżer był zachwycony, nie mogąc się już doczekać spotkania ze swoim przeciwnikiem Panem Tomsonem.
Czas nieubłagalnie biegł i z każda chwilą zbliżała się data, na która wszyscy w miasteczku z niecierpliwością oczekiwali, które tradycyjnie odbywały się, co roku. Tenże wyścig był tak fascynującym widowiskiem, ponieważ składał się z dwóch odcinków. Pierwszy to był bieg psich zaprzęgów a drugi krótszy, miał za zadanie pokazać, jaki zaprzęg jest najsilniejszy, ciągnąc ciężkie bele aż do mety. Jak zwykle tradycyjnie Pan Tomson je wygrywał, mając na razie najsilniejsze i najszybsze psy Syberian Haski.
Dzień przed startem pokazuje się w miasteczku informacja o miejscu rozpoczęcia wyścigu i osobach startujących w nim. Na listę były wpisane tylko dwa nazwiska: Tomson i Dandżer. W kolejnym dniu od samego rana była wielka wrzawa z powodu wielkiego wyścigu. Niektórzy kibice niemogący się już doczekać, czekali aż 3 godziny przed startem, który miał się rozpocząć na miastowym runku.
Pół godziny przed startem rynek był zapełniony aż po brzegi przez różnych ludzi. Prawdopodobnie przyszło na to widowisko całe miasteczko i niektórzy z innych przylegających do niego. Start pękał w szwach, niebyło nawet gdzie stać.
Piętnaście minut przed rozpoczęciem imprezy przybył wielki lider z wcześniejszych lat Pan Tomson ze swoim dobrze znanym zaprzęgiem championów składających się z sześciu psów o niewiarygodnej budowie ciała i wyglądzie. Niemogący się już doczekać Tomson chcąc się cos dowiedzieć o swym przeciwniku zaczął pytać przybyłych:
– Czy ktoś zna tego Dandżera, co ma się ze mną zmierzyć? – Zadawał pytania.
Na początku powstała wielka cisza wśród stojących dookoła niego osób. Tomson zdziwiony, że nikt nie wie nic o jego przeciwniku zapytał podobnie:
– Nikt nie zna mojego przeciwnika? – Nadal cisza.
– No to może mi ktoś powie, czy w ogóle Pan Dandżer będzie miał zamiar się tu ukazać?
– A może się przestraszył medalisty? – Pysznym głosem powiedział.
Po chwili z tłumu odzywa się pewien starszy mężczyzna.
– Ja Go dobrze znam. Jest moim sąsiadem. Jeszcze nigdy nie widziałem jego zaprzęgu ani chociaż jednego psa. Ale często odwiedzali jego posesję dobrze znani hodowcy psów, więc to nie może być oszust. Tak, chociaż myślę…
– W takim razie czy ktoś wie, z jakimi psami zmierzą się moje haski?
Po chwili ponownej ciszy odzywa się ten sam staruszek:
– Jak wspomniałem nikt jeszcze ich nie widział, ale podobno nazywa je Samojedami czy coś w tym stylu. I to są podobno potężne i ciężkie bestie, ale to mogą być tylko głupie plotki.
– Dobra, wszystko jest OK., ale kiedy ma się zjawić Ten tajemniczy hodowca Pan Dandżer? Praktycznie pozostało mu jedynie…
I nagle urwał mu w pół zdania wypowiedzi jakiś facet, który zaczął krzyczeć z oddali, że widzi na horyzoncie pewien wielki pojazd pokazując w tamtym kierunku palcem. Pojazd wyglądał jak dziwna ciężarówka z gąsienicami zdjętymi od starego modelu czołgu z I Wojny Światowej. Wszyscy ludzie stojący tam zaczęli się odsuwać, robiąc miejsce jadącemu tam dziwnemu samochodu.
Jak samochód się zatrzymał niedaleko startu, drzwi się nagle otwarły i z wnętrza wyszedł barczysty mężczyzna Pan Dandżer w całej okazałości. Podszedł bez słowa do tylnej klapy swojego samochodu otworzywszy ją na oścież. Wyciągnął z wnętrza podest kładąc go na ziem tworząc pochylnię.
Pozostały już ostatnie chwile do startu. Dandżer odzywając się spokojnym głosem jak do ludzi w kierunku paki ciężarówki.
– Można spokojnie wyjść. - Następnie kończąc po chwili wypowiedź.
– Ustawić się na starcie i odpocząć po podróży.
Po tych słowach o prostym znaczeniu składowym, zaczęły wychodzić powolnym krokiem i z gracją jeden za drugim potężne białe, puszyste psy wyglądem przypominające nieco misie polarne. Nagle jeden odezwał się głos z wcześniej uciszonej widowni.
– Co to są za psy? Przecież niema takiej rasy. Co to są mutanty?
I dodając po krótkim odstępie czasu.
– Jak to w ogóle jest rasa to, jaką ma nazwę?
Na te pytania rzucane na wiatr w końcu odezwał się Pan Dandżer.
– Proszę Państwa już wyjaśniam:
Te piękne psy, które tu widzicie to nowa rasa, która została niedawno wyhodowana przez mnie z najlepszych pociągowych psów championów, nazwałem Samojed. Ona jest połączeniem wielu lat badań mozolnej i ciężkiej pracy z znanymi na pewno Państwu hodowcami. Tworzyłem tę właśnie rasę od samych podstaw z najlepszych championów Syberian Haski, Alaskan Malamute, Wilczak Czechosłowacki i wielu najlepszych ras psów mniej Wam znanych, jak i dobrze znanych Psów Grenlandzkich.
Nagle przerwał mu Tomson bojąc się, że nie zdąży z przemowa na start wyścigu.
– Dobrze, wszyscy się cieszą z Pana wyczynu, ale stańmy już na starcie, bo za parę sekund sędzia da znak rozpoczęcia zawodów. A ja i tak czekam tu na Pan z jakieś piętnaście minut.
– Przepraszam wszystkich za wyczerpująca odpowiedź. Już moje psy będą gotów, tylko zabiorę ze sobą przydatne drobiazgi, które mogą komuś uratować nawet i życie.
Wrócił szybko do paki pojazdu po dodatkowe sznury na uprząż do trzymania sań i już po sekundzie był gotów do startu, dając psom odpowiedni znak.
– Samojedy przygotować się do startu.
Po tych słowach odpoczywające do tej pory kompletnie zrelaksowane psy, wstały na równe łapy układając się same w swych miejscach w zaprzęgu. Prężąc się do startu były gotowe do dalszych poleceń.
Konkretnie przed samym startem jeden z ludzi zapytał jeszcze jednym zdaniem.
– Czemu Pan ma tylko dwa psy w zaprzęgu jak przeciwnik ma ich aż sześć!
Dandżer szybko mu odpowiedział.
– To, dlatego mam w zaprzęgu tylko dwa osobniki, ponieważ po moich obliczeniach wystarczą do zaprzęgu jednoosobowego, tylko dwa psy tej akurat rasy. Większa ilość mogłaby być po prostu niebezpieczna dla powożącego nim. A tak nawiasem mówiąc, sprawdzę chętnie ich wytrzymałość, ponieważ niemiałem jeszcze okazji się ścigać z tak pięknymi i dobrze zbudowanymi sześcioma Haskimi, jakie posiada mój przeciwnik.
– To możesz z nimi zostać daleko w tyle Panie Dandżer! Wtrącając się nagle do rozmowy Tomson dodał swoje „trzy grosze”. Wtedy od razu padł strzał z pistoletu mówiący o rozpoczęciu w końcu wyścigu.
Tomson słysząc strzał wyrwał, jako pierwszy z kopyta, śmiejąc się prosto w twarz Dandżerowi stojącemu jeszcze na starcie.
– Panie Dandżer, zaczynaj Pan w końcu! – Krzyknął jeden głos z widowni widząc jak Tomson się oddala od startu pozostawiając Przeciwnika z tyłu.
– Spokojnie, właśnie się rozgrzewam. – Odpowiedział mu spokojnym tonem.
– To się Pan rozgrzewaj szybciej, bo postawiłem na Pana niezłą sumkę, wierząc, co Pan powiedział o tych miśkowatych psach.
Po tych słowach maszer dał znak swojemu zaprzęgowi i nareszcie wyruszyli w pościg za Tomsonem, który był już daleko z przodu.
– Samojedy, ruszamy normalnie i z wyczuciem.
Wtedy psy momentalnie ruszyły z miejsca tak zgrane jakby były jednym ciałem, aż przy starcie podniosły nieco w górę sanie pokazując swą wielką okiełzaną siłę. Tomson widząc z daleka, że Dandżer dopiero, co wystartował śmiał się na całe gardło mówiąc do siebie, że puchar i kasę ma już w kieszeni. Wtedy Pan Dandżer zostając nadal z tyłu, schwycił mocniej lejce i dał znak swemu zaprzęgu.
– Samojedy, wyrównać bieg z przeciwnikiem w miarę swoich możliwości.
Wtedy psy w momencie zwiększyły prędkość z takim łomotem, że jakby się mocniej nie chwycił zostałby zrzucony z sań. Następnie w parę sekund potem były już przy zaprzęgu haskich, zmniejszając prędkość i stabilizując chód równy z nimi. Po tym nagłym hartkoże było widać, że są w dobrej kondycji, nie zmęczywszy się prawie w ogóle.
Biegły sobie teraz chwilę razem. Patrząc na Syberiany od Tomsona było widać u nich, że biegnąc nadal z tą prędkością non-stop, były już bardzo zmęczone ciągłym intensywnym biegiem a po psach Dandżera niebyło widać ani krzty zmęczenia. Dandżer widząc to, co się dzieje z psami przeciwnika, daje mu do zrozumienia mówiąc, że jego psy są bardzo wyczerpane. I mając dobre intencje dodałby nieco zwolnił bieg i dał im nieco odpocząć.
Tomson słysząc te słowa pomyślał, że Dandżer się z niego nabija, bo sam nie może szybciej biec i boi się, że przegra z nim. Wkurzył się na niego puszczając mu złe spojrzenie i zwiększając wysiłek swego zaprzęgu poprzez ciągłe zwiększenie swej prędkości. Ale nic mu ten wysiłek nie zaowocował, ponieważ Dandżer wcześniej dał info swoim psom by utrzymywały prędkość z zaprzęgiem przeciwnika. W takim razie Tomson w ogóle nie odczuł zwiększonej prędkości swego zaprzęgu. Jak psy biegły szybciej, on tego nie wyczuwał, więc kazał im biec jeszcze szybciej powodując większe zmęczenie i gorszą, jakość biegu!
A drugi odcinek sprawdzający siłę biegnącego zaprzęgu z większym obciążeniem miał rozpocząć się lada moment. Dandżer widząc, co się dramatycznie dzieje z psami Haski, zdjął szybkimi ruchy z pleców zapasowy sznur i zarzucił go owijając swój zaprzęg i siebie, pozostawiając jeszcze w rękach sporą jego część. Był w każdej chwili gotów zarzucić i przechwycić zaprzęg przeciwnika na swoją niekorzyść! I następnie zawołał do Tomsona.
– Panie Tomson, pańskie psy zaczynają kuleć i prawdopodobnie je Pan zaraz straci, niech ma Pan serce i da im nieco odpocząć!
– Bzdury, jeszcze ani razu nie przegrałem i nie mam zamiaru tego zmieniać. A poza tym właśnie zaczynamy drugą część wyścigu. Teraz zobaczymy, które psy są silniejsze! – Odpowiedział szorstko Tomson pyszniąc się strasznie.
Dandżer musiał przejść do czynów i dać wycisk nieznośnemu maszerowi torturującemu własny zaprzęg. Mówiąc do niego i nie czekając na odpowiedź.
– Tomson, daj w końcu odpocząć swym psom. Patrz na moc mych Samojedów i pogódź się z swą przegraną!
Po tych słowach schwycił się mocno sań i powiedział do psów by na krótki moment wydały z siebie maksimum prędkości i pokazały przeciwnikowi, kto tu rządzi! Wtedy w momencie Dandżer był już w przodzie czekając po paru sekundach na początku drugiego odcinka wyścigu. Zanim Tomson dotarł do zaprzęgu Dandżera potrwało nieco czasu, aż w końcu dotarł zmachany, nie wspominając o doprowadzonych prawie do stanu omdlenia jego psach.
– Panie Tomson, pańskie psy z wyglądu są doprowadzone prawie do stanu omdlenia jak i nie śmierci! Niech Pan wreszcie da mi odpocząć choćby 5minut, nie patrząc na mnie, ale na te biedne zwierzęta, zanim zaczniemy drugi odcinek.
Tomson widząc to, co mówi Dandżer patrząc na swoje wykończone psy, źle odczytał jego słowa. W takim razie teraz zrozumiał, czemu wyzwał go na pojedynek zawieszając kartkę na sklepie, że chce się zmierzyć z najszybszym zaprzęgiem. Chciał po prostu „zmieszać kogoś z błotem” w jego chorym rozumowaniu, poniżając przed całym miastem.
– Dobra, zgadzam się z Panem, robimy 5minut przerwy dla psów. – Odparł z głupim uśmieszkiem Tomson.
Czas szybko minął. Na szczęście zmęczone psy nieco ochłonęły po pierwszym szaleńczym odcinku.
– Czas minął Panie Dandżer, ja się zmywam wygrać ten wyścig za wszelką dostępną mi cenę. – Powiedział do przeciwnika nie patrząc nawet mu w twarz kompletnie Go ignorując.
– Za wszelką cenę? Nawet na cenę życia Pańskich psów?
Powiedział te słowa do Tomsona, ale on już tego nie słyszał. Zabrał wcześniej swoje bele i wyruszył tradycyjnie, jako pierwszy pozostawiając Dandżera w tyle.
Dandżer pomyślał sobie:
On myślał, że ja jestem naiwny, że dam mu po prostu wygrać? Przecież i tak niema szans z mymi psami.
Patrząc na kondycję nieco zmęczonych psów.
Ja chciałem tylko w spokojnym wyścigu sprawdzić kondycję mych Samojedów. A teraz przydałoby się ratować biedne Haski przed śmiercią pyszałka!
Dandżer skończywszy rozmyślać i wziął się do drugiego odcinka dopinając do Samojedów potężne bale. W takim stanie, w jakim teraz były nie powinno to mieć dużego znaczenia, zwiększając im nieco obciążenie. Natychmiast dał znak swemu zaprzęgu by zaczęły ruszać w dalszą drogę.
Samojedy swobodnie sobie biegły ciągnąc za sobą dwa bale, Pan Dandżer powiedział do nich by wyrównały bieg z przeciwnikiem i żeby były gotowe do przejęcia całego zaprzęgu ratując go. Samojedy były pojętne i wiedziały, co mają robić jak wyczują, że przeciwnik omdlewa. Były do takich podobnych sytuacji na szczęście szkolone. Tym czasem psy Tomsona krytycznie wyczerpane do ostatnich sił wytrzymałości „wlukły się” ociężale z belami. W każdej nadchodzącej chwili mając bardzo wysokie prawdopodobieństwo na utratę życia, unicestwiając siebie i maszera.
Na szczęście Dandżer wyrównał bieg w samą porę, kiedy jeden z Syberianów miał zamiar potknąć się tracąc równowagę i przewalając cały ciężar sań i kłód na resztę wywalając wszystkich. Niedoszło jednak do tego przez szybką reakcję Samojedów i Dandżera. Samojedy wyczuwając natychmiast niebezpieczeństwo wiszące w powietrzu zaczęły wyć by ich maszer zarzucił w końcu sznur na sanie jadące obok. Jak Pan Dandżer zrozumiał, co się dzieje, szybkim ruchem zarzucił sznur i dał znać psom.
Wszystko potoczyło się zgodnie z planem. W ostatnim momencie maszer bez wyobraźni i jego psy zostały uratowane, przez zgrany zespół. Po tym wszystkim Damger wydał komendę.
– Samojedy, przechwycenie i maksymalna wydajność w biegu normalnym.
Psy były całkowicie zsynchronizowane z sobą jak i z maszerem, zwinnie przechwyciły drugi zaprzęg, wydając z siebie maksimum swych potężnych mięśni. I po paru kilometrach dotarły do mety dokonując tego. Po przekroczeniu linii mety Pan Dandżer powiedział do swych psów.
– Dobra robota moje psiaki. – Dodając po chwili.
– Kompletny odpoczynek i regeneracja, możecie wrócić do paki albo zostać tu. I po tych słowach odłączył ich od całego ciężaru. Jeden z Samojedów natychmiast położył się na ziemi nieopodal niego a drugi sam poszedł do paki ciężarówki.
Wszyscy ludzie widząc to, co się dzieje całkiem zdumieni, że można tak perfekcyjnie wytresować psy, że one są w stanie zrozumieć z dokładnością, co ludzie do nich mówią. A jeden z kibiców powiedział, że to jest niesamowite jak człowiek jest w stanie nauczyć psa takich rzeczy. Inni wiwatowali niezwykłym wyczynem jak dwa psy były w stanie przewieść cztery bale drewna dwóch maszerów z saniami i sześcioma innymi psami haski. Kto by tego nie widział na własne oczy na pewno by nie uwierzył. To pewne.
Organizatorzy wyścigów psich zaprzęgów widząc taki wyczyn byli oszołomieni wstępując na metę. Podeszli do Pana Dandżera i Samojeda leżącego nieopodal na ziemi, wy wstawić im nagrodę za zdobycie pierwszego miejsca.
Pan Tomson był kompletnie załamany, że jego psy okazały się w tym wyścigu porażką. Że nie poradziły sobie z tylko dwoma psami i że je prawie doprowadził do śmierci przez swą pychę i chęć wygranej. Podszedł do Dandżera i przeprosił go serdecznie za swoje niesportowe zachowanie względem jego i swych championów. I poprosił o uściśnięcie ręki na zgodę w ramach przeprosin. Dandżer przyjął przeprosiny mówiąc mu, żeby się tak nie pysznił drugim razem, zostawiając sobie ją w domu i zajął się następnym razem psami. Bo będzie chciał za rok powtórzyć wyścig, jeśli tylko będzie w stanie się przeciwstawić jego Samojedom.
Tomson już w lepszym nieco nastroju zapytał z ciekawości.
– Co Pan ma zamiar zrobić z taką kupą kasy?
– Jeszcze tego nie wiem, ponieważ na początku nie ścigałem się by zgarnąć pulę, ale by sprawdzić swoje psy. Kasę biorę, bo mi ją dają.
– Niezła ta Pana Rasa. – Powiedział Tomson, dodając od razu.
– Przydałoby mi się jedno z nich albo, chociaż ich młode jak by byli parą, ale wiem, że to raczej niemożliwe. Ponieważ to są pierwsze osobniki a z płci to chyba samce.
– Ależ skąd. – Odrzekł Dandżer mówiąc dalej. – To, co Pan przed sobą widzi to jest prawdopodobnie efekt końcowy badań, tak mi się, chociaż wydaje. I nie widzę przeciwskazań by Panu nie dać młodego. Jeśli tylko będzie Pan o niego dbał. Ponieważ to nie są dwa psy, ale właśnie para, która może mieć w przyszłości młode.
– Nawet tego nie zauważyłem przez tą długą sierść. Byłem pewny, że to właśnie są tylko psy.
– Nie dziwię się, ponieważ wszystko u nich jest dobrze zakamuflowane przez długą i grubą sierść, która zarazem nie powinna przepuszczać wody jak u labradorów, ale to tylko hipoteza hodowców. – Powiedział Dandżer.
– A więc mogę spytać, co leży obok. Suka czy pies? – Spytał Tomson.
– Jest bardziej zmęczony. A więc to najprawdopodobniej jest suka. Sam czasem nie mogę do tego dojść jak są osobno i jeszcze jak jeden z nich leży. Zwykle widać to po wyglądzie. Psy są wyższe od suk i bardziej muskularne z wyglądu.
– Dobrze, a jak by można wrócić do wcześniejszego tematu. Na co Pan wyda nagrodę pieniężną? – Spytał ponownie nieco speszony Tomson.
– Ale kusi Pana ta kasa. – Uśmiał się Pan Dandżer, mówiąc.
– Chyba na dalsze nauki, szkolenia i rozwój rasy. A może kiedyś przyjmą mojego psa Samojeda do narodowego rejestru i uznają go za odrębną Rasę psów pociągowych, któż to wie. Ale może zanim to się stanie, pewnie tego już nie dożyje i inni przejmą mą pałeczkę.
I znów się uśmiechnął patrząc jak Tomson zerka ukradkiem na paczuszkę, którą on dostał od sędziego, ignorując, co Dandżer do niego mówi.
– Panie Tomson widzę jak Pana kusi moja kaska…
– Bardzo przepraszam za moje zachowanie… – zaczął bronić się.
– Ależ niech Pan słucha a nie lamentuje – Zaczął znów mówić Dandżer.
– Widzę, że Panu bardziej zależy na forsie, więc nie dam Panu mego Samojeda ani nawet młodego jak bym miał. Poczekam specjalnie na następny rok. Wtedy się dowiemy wspólnie, czy jest Pan wart tej nagrody czy nie!
– Panie Dandżer, ja nie chcę pańskiej kasy… – nadal się bronił chciwy Tomson.
– Daję Panu cały rok czasu by wyszkolić i wzmocnić swoje Haski by niebyły takie słabe jak dziś, chociaż z wyglądu, wyglądały na dużo silniejsze. Jak Panu to odpowiada to za rok zapraszam na rewanż.
– Zgoda. Widzimy się za rok. Wtedy będę miał psy w najlepszej formie i wtedy Panu pokarze jak zwyciężają najlepsi. – Tomson bezmyślnie mówiąc te słowa nie zastanawiając się ani przez chwilę, pożegnał się z Dandżerem pewnym uściskiem ręki.
Następnie spojrzał jeszcze raz na nieznaną do tej pory rasę psów Dandżera z lekkim grymasem na twarzy i odwrócił się do rywala plecami odchodząc szybkim krokiem w swoją stronę.



KONIEC

 
Powrót do kategorii | Powrót do strony głównej artykułów
Komentarze są własnością ich autorów. Twórcy niniejszego serwisu nie ponoszą odpowiedzialności za ich treść.