Zmień fonty Zmień rozmiar
Strona główna Teksty PASTE Sznurki Galeria Forum Informacje Chat: Discord Kalendarz Mapa Szukaj / użytkownika Rejestracja
  
Opowiadania: Co złego to nie my - 1  
Autor: Sybirak
Opublikowano: 2016/8/6
Przeczytano: 676 raz(y)
Rozmiar 8.03 KB
2

(+2|-0)
 
Huk pociągu rozległ się szybko i mocno po dotąd cichym, i spokojnym lesie. Uderzenia stalowych kół ciężkiej machiny o potężne choć pokryte rdzawym nalotem szyny niósł się dźwiękiem i drżeniem daleko, aby po jakimś czasie zniknąć i znów pozostawić leśną gęstwinę w spokoju. Chwila oddechu, sapnięcie wydobywające się z długiego czarnego pyska przeobraziło się w lekką chmurkę pary wodnej. Słońce ledwo co wznosiło się zza widnokręgu, chłód jeszcze był odczuwalny, rosa mieniła się na kłosach trawy niewielkiej polany tuż przed wałem kolejowym. Palce futrzastej łapy okryte trójpalczastą rękawicą sięgnęły do skórzanego kołczanu. Kciuk i palec wskazujący zacisnęły się na końcu promieniu szypu. Kolejny oddech zakończony niegłośnym warknięciem obnażającym rząd ostrych, białych kłów, para brązowych ślepi wpatrzonych w słomiany krąg skryty wśród krzewów obrastających kolejowy nasyp. Cięciwa znalazła swoje miejsce w nasadzie siedząc w niej sztywne. Trzy poduszki w swej skórzanej osłonie zacisnęły się na cięciwę. Łapa łuczna chroniona skórzanym karwaszem, który swą barwą intensywnie kontrastował z ciemną barwą futra wilka, uniosła się powolnym, płynnym ruchem. Lewa, dolna łapa natomiast przesunęła się ku przodowi swym ciężarem gniotąc wilgotną trawę i stare, zeschnięte liście. Druga dłoń w tym czasie z lekkim drżeniem płynącym z wysiłku, z jakim bark pracował, napięła cięciwę. Kolejne warknięcie połączone z ostatnim krótkim oddechem i jego wypuszczeniem. Obłok pary na chwilę przysłonił cel, pierzysko lotek dotknęło kości policzkowej. Chwila wymierzenia; chwila skupienia; drżąca dłoń; pierś chcąca odetchnąć; obraz tarczy zawierający się w coraz ciaśniejszej, czarnej obręczy; pierzysko przy źrenicy, grot drąży obok środka słomianego celu; cel; cel; nieco do góry, luzuj, szyj, ZABIJ! Palce instynktownie się wyprostowały z cichym, bolesnym jęknięciem wilka towarzyszącemu brzękowi łuku, łuk zaśpiewał…łuk zaśpiewał…łuk zaśpiewał.

Dźwięk zwalnianej cięciwy rychło przerodził się w odgłos dzwonków, dzwonków rozlegających się z drżącej komórki leżącej na niewielkim, drewnianym stoliku zawalonych prostymi narzędziami i pogniecionymi papierami, która stanowiła swoisty środek przestronnego pokoju. Oczy momentalnie się rozwarły i choć początkowe zaspanie sprawiało, że obraz był zamglony to bez trudu młody wilk mógł rozpoznać gruszkową barwę sufitu w swoim pokoju. Las też zniknął jak i nasyp kolejowy. Dzwonki dalej się rozlegały, sprawiając niemalże fizyczny ból długim uszom i przypominając o okrutnie przerwanym śnie. Groźne warknięcie wydostało się z pyska, łapa przetarła pospiesznie oczy, a czarny zwierz podniósł się ze swojego leża w samych bokserkach, aby sięgnąć po komórkę i wyłączyć najbardziej nieznośny odgłos ze wszystkich. Ulga jednak nie mogła trwać długo, gdy wilk począł przeglądać wiadomości mrużąc przy tym oczy .

„Marcin, 8:00, Hipoteczna 23/31”

Szybkie łypnięcie na godzinę, minuta po siódmej, wilkowi pozostało zwieszenie długich łap wraz z pyskiem ku podłodze, na której jeszcze walały się ubrania z dnia wczorajszego i przedwczorajszego w tym te noszące znamiona pracy, smaru po wiertłach, kurzu zalegającego w najciemniejszych zakamarkach mieszkań, tynku i zaschniętej gładzi szpachlowej.
-Kolejny dzień w raju …
Rzekł cicho jakby wilk bał się, że ściany mieszkania mogły pochwycić jego szept. Pozostało jedynie wziąć się w garść do roboty co i tak po paru tygodniach praktyk bez wizji zapłaty zdawało się być zamiarem równie ciężkim, co idiotycznym. Dolne łapy powoli oparły się na podłodze, chłód paneli począł przenikać przez poduchy, lekko wybudzając futrzaka z resztek snu, a dłoń powoli przeczesała bujne futro pod pyskiem i na piersi. Było mokre, po raz kolejny od potu sprawiając, że uczucie brudu i odpychającej woni omiotły go niczym paskudna aura od samego rana. Czasu jednak na kąpiel nie miał, a nawet jeśli…robota do czystych i lekkich nie należała, więc kolejna kąpiel była jedynie zbytkiem. Kątem oka jeszcze dostrzegł oparty o ścianę łuk pozbawiony cięciwy oraz kołczan. Ile to już dni minęło, gdy trzymał go w dłoni? Pięć, siedem? Powoli poruszał palcami prawej łapy oglądając jej wnętrze. Ślady po odciskach od cięciwy pozostawały wspomnieniem, a zastąpiły je delikatne strupy, zabrudzenia trudne do zmycia oraz jeden pęcherz na samym czubku poduchy serdecznego palca lewej łapy - pamiątka po poparzeniu gorącym klejem. Dotknięcie go jednym z palców jedynie pobudziło ból przypominając o bolesnym incydencie. Sprowokował to wilka do zaciśnięcia potężnej łapy w pięść, w krótkim i nagłym przypływie gniewu, aż ta zadrżała, a wargi zacisnęły obnażając kły. Głuchy warkot naturalnego drapieżnika wydobył się z płuc, odgłos od którego nie jeden by zadrżał …kiedyś. Lecz teraz …czekał go kolejny długi dzień pracy, nie miał czasu na takie rozmyślania. Uspokoiwszy się powoli wstał i przeciągnął, aż kości zachrzęściły i zastrzeliły w stawach, a zoobolałe mięśnie dały o sobie znać napinając zastałe włókna w przyjemnym bólu. Krótki jęk rozległ się w pokoju, pazury wychylające się z dolnych łap delikatnie uderzyły o podłogę. Wyćwiczone ciało zarysowało się w miejscach, gdzie futro nie było dość okazałe, jednakże po chwili potężne mięśnie znów skryły się, gdy niewyspany wilk zgarbił się i ruszył do wyjścia ciągnąć niemalże ogon po ziemi. Swe kroki kierował do łazienki, a następnie kuchni. Praca czekała, czasu niewiele było …

Chłód - jak we śnie - przyjemny, pomagający zebrać myśli, skupić się, prawdziwie wypocząć przed upałami jakie towarzyszą sierpniowym, bezchmurnym południom. Ulubiona pora wilka, szczególnie, gdy trzeba było czekać na przystanku. Skrzyżował łapy, zarówno te dolne jak i te górne na piersi. Poduchy palców powoli i leniwie uderzały w ramię, wzrok spod czapki z daszkiem błądził po otoczeniu obrzucając go mało przychylnym spojrzeniem. Prócz niego na przystanku czekała na jelenicę o skromnym, lecz zadbanym porożu, średni wiek, zdrowa, smukła figura, więcej go nie interesowało dopóki ta mu się nie przyglądała. Cieszył się chłodem, cieszył się ostatnimi przyjemnymi chwilami przed rozpoczęciem kolejnego ciężkiego dnia praktyk. Przelotnie zerknął na swoje nogi. Stare buty sportowe pamiętające lepsze czasy i noszące ślady pracy były niczym w porównaniu z brudnymi, granatowymi spodniami sięgającymi kolan, na których kurz i tynk utworzył nieścieralne smugi widoczne z daleka. Jedynie koszulka z kołnierzem była prawdziwie czysta…to zapewne zmieni się już po pierwszych dwóch godzinach pracy. Delikatnie poruszał palcami łap i zerknął w północnym kierunku mrużąc ślepia. Chłodny wyraz twarzy nie był w stanie ukryć smutku jaki pojawił się w jego ślepiach na widok potężnych drzew sięgających ponad dachami domów i bloków. Dęby i sosny, niewiele ponad pół godziny spaceru, jeszcze mniej, gdyby przyszło biec, na samą myśl wargi ułożyły się w uśmiech, skromny wyszczerz na miłe wspomnienie. W takiej sytuacji mogli zastać wilka wysiadający z autobusu pasażerowie. Sam również wstał z siedziska przystanku wpuszczając zwinnym, nawykłym ruchem łapy w kieszenie i ostrożnie krocząc w stronę autobusu. Starał się przy tym mieć baczenie na co mniejsze gatunki, które beztrosko pałętały się u jego stóp. Wzrokiem również starał się łypać na co większe osobniki, by te na niego nie wpadły z drugiej strony. Nawykły jednak do takowego lawirowania wskoczył wkrótce i bez urazów do autobusu zamiatając podłogę długim, futrzastym ogonem. Niedługo po tym jak drzwi zamknęły się za wilkiem autobus powoli ruszył przed siebie w kierunku miasta, z każdą chwilą oddalając się od lasu.
 
Powrót do kategorii | Powrót do strony głównej artykułów
Komentarze są własnością ich autorów. Twórcy niniejszego serwisu nie ponoszą odpowiedzialności za ich treść.
2
(+2|-0)
Opowiadania: Co złego to nie my - 1
Wysłano: 9.08.2016 22:29
Wilk
Hybryda
Wielkie i futrzaste podziękowania dla Meryiel za to, że znalazła siłę i chęci, aby przebić się przez ten tekst nafaszerowany błędami jak beton zbrojeniem i je wskazać :D

2
(+2|-0)
Opowiadania: Co złego to nie my - 1
Wysłano: 9.08.2016 22:40
Szop
Człowiek
Zapowiada się dobrze, ale jest masa błędów - zarówno interpunkcyjnych, jak i ortograficznych oraz językowych.
Ale to nie szkodzi.
Pisanie wymaga wprawy, więc się wyćwiczysz. Widać, że jest to chyba jedno z Twoich pierwszych opowiadań, bo jeszcze nie masz wyczucia jak powinny być budowane zdania - w Twoim przypadku są one stanowczo zbyt długie. Staraj się także używać myślników, gdy wprowadzasz wtrącenia oraz dbaj o czas w jakim piszesz - nie zmieniaj go co zdanie z teraźniejszego na przeszły. Bądź konsekwentny.
W prywatnych wiadomościach wypisałam Ci wszystkie błędy jakie popełniłeś oraz moje uwagi odnośnie niektórych zdań. Popraw tekst i wszystko będzie się wtedy prezentować znacznie lepiej.
Co do samej fabuły to niestety nie mogę na razie o niej zbyt wiele powiedzieć - czekam na dalszy ciąg opowiadania. Mamy na razie głównego bohatera bez charakteru i dosyć słabo zarysowany świat przedstawiony. Pamiętaj aby opisywać także zapachy i dźwięki otoczenia, aby nadać wszystkiemu głębi.
Styl pisania masz dobry i jest on bardzo dynamiczny. Widzę iskrę potencjału, którą trzeba pielęgnować. Dlatego nie poddawaj się i pisz dalej!
A, no i dziękuję za podziękowania. Sama kiedyś marzyłam o zawodzie pisarza, dlatego chętnie pomagam innym w spełnianiu go.