Zmień fonty Zmień rozmiar
Strona główna Teksty PASTE Sznurki Galeria Forum Informacje Chat: Discord Kalendarz Mapa Szukaj / użytkownika Rejestracja
  
Opowiadania: Miramin "Belgaari" - cz.1 - Tyclia  
Autor: Mira
Opublikowano: 2007/5/26
Przeczytano: 1324 raz(y)
Rozmiar 14.51 KB
0

(+0|-0)
 
Światy... Inne wymiary... Od zawsze się o nich mówi - po cichu, w tajemnicy... Bo przecież nikt nigdy nie potwierdził teorii nagięcia czasoprzestrzeni... Nikt nigdy nie potwierdził istnienia duchów czasu i ich natury...
Światy alternatywne są jak feniksy - powstają z popiołów gwiazd... Gdy jedna umiera zamieniając się w proch jej wymiary dzielą się... Powstają setki idealnych kopii całych układów planetarnych, które ją otaczały. Jak gdyby ktoś prowadził jakiś cholerny eksperyment i obserwował jak potoczy się życie na każdym z utworzonych Światów. Od czasu śmierci gwiazdy każde życie, które korzystało z jej energii zamienia się w zabawkę... Nikt nigdy nie wiedział i nigdy nie dowie się czyją... Magia... Tak to niektórzy nazywają... Inni nazywają to Boskim Planem lub wręcz przeciwnie – Działaniami Szatana...
Rasy przychodzą i odchodzą... Każda robi coś na rzecz dalszych pokoleń, ale zawsze, niezmiennie któreś pokolenie popełnia błąd... Błąd, który kosztuje zniknięcie całego gatunku, podział wymiarów... Lub zlanie się ich w jedność przecinającą się w określonych miejscach i w określonym czasie...
Każdy wymiar tej samej planety jest niezależny od innych. W jednym z nich może panować niepohamowana anarchia, a w innym powszechne niewolnictwo, bez słów skargi, bez sprzeciwów... Za to ze zmechanizowanym posłuszeństwem przypominającym posłuszeństwo mrówek wobec królowej... Tyle, że tutaj królowa mogła być okrutnym i bezlitosnym despotą żerującym na mniej wpływowych i uciemiężającym słabszych... Takie Światy nie zasługiwały na istnienie, ale ci... bogowie, lub ktokolwiek, kto za to odpowiadał, nie robili nic, by zapobiec niegodziwości na licznych planetach wyznających taki ustrój...

I

- Już od pół roku nie poczyniono żadnych postępów!
- To nie nasza wina! Ten stwór ma coś... Zresztą... Nie uwierzysz, bo nigdy nie miałaś do czynienia z tym zwierzęciem... Zabija jakby był do tego stworzony... Jakby mu to sprawiało przyjemność...
W tym momencie głos prawie dwumetrowego policjanta się załamał. Podjął jednak dalszą dyskusję.
-Nic nie rozumiesz! Ta bestia napawa się ich śmiercią... Znajdujemy go przy ciałach nawet kilka godzin po tym, jak wyzioną ducha. To potwór – nie tak jak to, co znaliśmy do tej pory! Zabił już dziewięciu naszych... Nie różni się niczym od żądnego krwi monstrum! Gdybyś tylko zobaczyła te jego przekrwione ślepia... takie żywe... rozbiegane... Jakby szukał wśród nas kolejnych ofiar... Za to twarz - ...zupełnie bez wyrazu... Jakby to nie było jedno ciało... Przynajmniej nie takie jak myślisz... To nie może mu ujść płazem!...
Po ciemnym, ciasnym pomieszczeniu rozległ się głuchy trzask uderzanej o stół łapy.
- W takim razie, agencie Andaran, proszę natychmiast przygotować dla mnie broń. Jadę na miejsce zbrodni.
- A-ale to niedorzeczność, pani oficer!...
- Postanowione! Zobaczymy na co stać tego... jak mu tam - DalDamara... acha, biorę ze sobą agentkę Marishę.
- Przecież ona nie przeszła pełnego szkolenia!
- Agencie! To jest policja, a nie szkolny klub dyskusyjny. Przypominam, że jestem twoją przełożoną! Nie przeszła szkolenia? Więc ja ją wyszkolę! Te wasze szkolenia z teorii są do niczego. Dziewczyna ma potencjał i przyda się jej trochę praktyki. Marisha!
- Tak pani oficer?
W drzwiach po chwili pojawiła się niska, drobna tygrysica syberyjska, najwyżej siedemnastoletnia. Jej rysy były wyraźne, a pod jasną, pręgowaną sierścią, w okolicy skroni widniała niewielka blizna w kształcie gwiazdy, taka sama jaką miała szakalica i rosły borsuk. Jej nieco ciemniejsze i dłuższe niż reszta sierści włosy opadały słabymi lokami na ramiona i lśniący bielą dekolt. Smutne, popielate oczy miała skierowane na stojącą przed nią parę, jednak jej wzrok był nieobecny. Momentami wydawało się, że ciężki strój i pełne uzbrojenie ją przytłaczają. Mimo całego arsenału doczepionego do kombinezonu wyglądała na delikatną i pełną wdzięku... Może trochę zagubioną...
- Tak... Gratuluję. Właśnie zakończyłaś trening.
W tym momencie oficer znacząco spojrzała na Kalandra Andarana. Potem ciągnęła dalej.
- ...Od dzisiaj zaczynasz misję. Będziesz mi pomagać przy schwytaniu DalDamara. Będzie niebezpiecznie. Możesz zginąć. Czy mimo to podejmujesz się tego? Pytam, bo nie chcę potem nieprzyjemności i marudzeń. Potrzebuję osoby kompetentnej i wytrzymałej. Jeśli uważasz, że jesteś za słaba to od razu odpuść. Więc...?
Słabym skinięciem głowy dziewczyna dała do zrozumienia przełożonej, że się zgadza i jest przygotowana ponieść wszelkie konsekwencje trudnej misji.
- Nie boję się.
- Zatem nie ma na co czekać. Ostatnio widziano go w Cellinces. To trochę na południe stąd. Ruszajmy.


Jadąc do Celinces nie zobaczyły nikogo. Mijając ciche uliczki i opustoszałe domostwa próbowały wyobrazić sobie to czym był ten siejący spustoszenie stwór. Wątpiły jednak w to, czy kiedykolwiek ich wyobraźnia mogłaby stworzyć coś aż tak strasznego... Mimo coraz bardziej dokuczającego strachu jechały jednak dalej. 'Jeśli nie my to nikt tego nie zrobi' - tylko ta myśl pozwalała im na dalsze narażanie życia i pchała je wprost w szpony śmiertelnego niebezpieczeństwa.
Szakalica wyglądała na zaniepokojoną. Jej myśli zajmowała ciągle tylko jedna myśl: 'co może być aż tak groźne, żeby przestraszyć tyle futrzaków?'
- Marisha, bądź czujna.
- Tak jest, pani oficer. Włączę radar.
- Daruj sobie... Nie wiem dlaczego, ale nawet najlepszy sprzęt nie może go wychwycić. Heh... Może nawet maszyny się go boją...
- Pani oficer! Jest!... To znaczy był... Tam, na dachu!
- Był, ale uciekł...
- Nie... To było coś innego... Zupełnie, jakby zniknął... Po prostu się rozpłynął...
-Cholera... Czyżby Andaran miał rację? Czyżby DalDamar nie był zwykłym rzezimieszkiem w obcisłym stroju? Ech... za stara już jestem na te polowania na potwory... Pamiętaj. Teraz stawka wzrosła... Klęska oznacza śmierć... Ale my się nie poddamy! NIE PODDAMY SIĘ! SŁYSZYSZ?! Chodź tu i walcz jak na larba przystało!
Przez chwilę w powietrzu wisiała złowroga cisza. Chmury, które teraz wydawały się być ociężałymi, ciemnymi demonami sprawiały wrażenie, jakby za chwilę miały opaść na betonową pustynię, jaką było od niedawna Celinces. Wilgotne powietrze zaczęło powoli tworzyć coraz większe smugi śnieżnobiałej mgły zupełnie tak, jak gdyby chciało coś ukryć przed ciekawskimi oczami przybyszów. Po kilku, wydawałoby się, niezmiernie długich sekundach futrzaki zauważyły jak coś porusza się w oddali. Potem to „coś” zniknęło im z oczu i pojawiło się w towarzystwie jęków wiatru tuż przed ich wozem.
- Larba? Domyśliłaś się. Brawo! Dopiero ty udowodniłaś, że jednak można z wami rozmawiać, a nie tylko rozwlekać wasze wnętrzności... Co teraz zamierzacie... A raczej... Co zamierzasz, bo ta mała chyba miała mnie tylko rozśmieszyć, co?
Stał przed nimi nie kto inny, jak DalDamar. Czerwony, przesadnie przylegający do skrajnie napiętych mięśni uniform pokrywał niemal całe futro. Tylko twarzy nie zasłaniała jaskrawa, obcisła skóra. Obie kobiety jednak z pewnością wolałyby, żeby tak było, gdyż skrajnie szaleńcze spojrzenie bestii, bo tym był DalDamar, więziło ich tak, że w ogóle nie mogły ruszyć się z miejsca. Ciemne, połyskujące fioletem włosy były starannie ułożone na wzór lwiej grzywy. Jasna, poorana bliznami twarz robiła piorunujące, złowrogie wrażenie.
Mimo to bardziej doświadczona w tego typu starciach oficer starała się zachować zimną krew.
- Inni mówili, że jesteś straszny, ale chyba przesadzili. Gdybyś zmienił garderobę i zadbał o siebie to... cóż... mógłbyś przypominać jako-tako przystojnego futrzaka...
- Jak miło, ale... nie skorzystam. Może kiedyś, jak już skończę z tą planetą... Lub wymiarem, jeśli wolisz...
- Po co to robisz? Kazałeś nazywać się DalDamarem, ale tak naprawdę nadal jesteś tym samym Andaranem... Tylko członkowie Organizacji mają blizny takie jak Twoja. W każdej z alternatyw stworzenia są do siebie choć trochę podobne, a Ty masz znamię zupełnie jak Kalander... Twój wymiar jest inny - to prawda. Być może straszniejszy, bardziej mroczny. Ale dlaczego obwiniasz inne zwierzęta o to, że źle ci się powiodło?
- Dlaczego? Chcesz wiedzieć DLACZEGO? Na przykład dlatego, że gdybym żył w tym wymiarze to moje życie byłoby inne... Nieraz widziałem „swoją” rodzinę tutaj. Jest idealna, wiesz? A tam skąd pochodzę... To jest mrowisko, rozumiesz? Tu wydaję się groźny, ale tam jestem najsłabszy! Wy nawet w połowie nie boicie się mnie tak, jak ja boję się każdego z mojego Świata... Codziennie... U siebie jestem jak szczur kryjący się w kanałach... W najciemniejszych zakątkach... Ale teraz, gdy otworzyły się przejścia między wymiarami...
W tym momencie urwał potęgując jeszcze napięcie i tak już nerwowej atmosfery. Po chwili, tym razem ściszając nieco głos, ciągnął dalej.
- Przemyślałem to. Wydajesz się bystra, więc dam ci wybór - przyprowadź mi waszego Andarana, a odejdę. Nie zrobię krzywdy ani tobie, ani temu dziecku. Swoją drogą... Miałaś sumienie skazać ją na pewną śmierć? Nie sądziłem, że jesteście aż tak głupi.
- Zdziwiłbyś się. Ta dziewczyna jeszcze nieraz sprawi, że przemyślisz swoje słowa. A co do Kalandra... Nie zdradzę przyjaciela. Nie po to tyle razy narażał dla mnie życie, żebym teraz go wydała.
- Więc zginiesz... Tak jak wszyscy inni... Szkoda... Mała naprawdę miała sporo życia przed sobą... ale to ty tak wybrałaś.
W momencie, w którym wypowiadał ostatnie słowa DalDamar rozpłynął się we mgle, która teraz spowijała całe miasto i jego okolice.
- Uważaj. Będzie próbował przypuścić atak, którego pewnie i tak nie zdołamy odeprzeć...
- Nie rozumiem czegoś... Czy to naprawdę jest agent Kalander?... Przecież...
- Tylko z nazwiska... Myślałam, że już to przerabialiście, ale widocznie będę musiała ci to sama wyjaśnić... Cóż... O ile zdążę... Prawdziwa Tyclia nie istnieje od tysięcy, a może i milionów lat... Nasza gwiazda, dzięki której rozwinęło się tu życie dawno wygasła. To co do tej pory widziałaś to tylko widmo dawnej planety... Jeśli kiedyś nakładałaś na siebie kilka slajdów to możesz sobie wyobrazić, że na tym samym polega zjawisko podzielonych wymiarów. Kilka różnych, tylko z nazwy i wielkości podobnych planet jest tak naprawdę całością, której nie ma i nigdy nie było. Czasem w czasoprzestrzeni robią się... jakby to nazwać... dziury. Wtedy stworzenia z różnych wymiarów mogą podróżować między nimi. To skomplikowane, ale sama rozumiesz, że nie ma czasu na wyjaśnienia. Andaran w każdym z wymiarów jest innym zwierzęciem lub... w ogóle czymś innym, a terminem larba określa się ogólnie przybysza z innego wymiaru. Teraz, jeśli wszystko rozumiesz to skup się...
- Sam bym tego lepiej nie ujął.
Potwór zmaterializował się tuż przy szakalicy, która dopiero co zakończyła opowieść. Powietrze przeciął straszliwy, ostry wrzask. Oficer mimo zmiażdżonej klatki piersiowej i krwi dławiącej ją coraz szybciej spojrzała jeszcze na nastolatkę.
- Granat... Pod siedzeniem... Przeprasz...
Nie zdążyła dokończyć, gdyż dłoń zabójcy zacisnęła się na jej zakrwawionej szyi z taką siłą iż momentalnie prawie oderwała głowę od korpusu.
- Teraz ty... Pożałujesz, że w ogóle się urodziłaś. Na nią nie poświęciłem dużo czasu, bo nie mogłem pozwolić ci czekać, ale teraz możemy się trochę pobawić. Chcesz wiedzieć w co? A więc najpierw oderwę ci nogi, żebyś nie mogła uciekać, potem ręcę, żebyś nie mogła nawet pełzać... a potem...
Urwał i oblizał wargi, które wygięły się w złowieszczym uśmiechu.
- ... Potem rozpruję ci brzuch. Nie martw się. Mam w tym wprawę, więc jeszcze jakiś czas pożyjesz. Na koniec wyrwę ci rdzeń kręgowy i dopiero wtedy skonasz... Jeśli będziesz grzeczna... Chyba domyślasz się, że w takiej sytuacji śmierć będzie nagrodą...?
Marisha poczuła, jak dreszcze przeszywają całe jej ciało, a po plecach spływają strugi lodowatego potu. Czuła, że nie poradzi sobie w żaden sposób i w myślach ujrzała samą siebie, a właściwie swoje części zalane ciemnoczerwoną krwią przypominającą morderczy całun. Widziała wijący się z bólu tułów i zwisającą z niego głowę, sine usta ostatkiem sił błagające o śmierć. Wzdrygnęła się na tę myśl. Dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, jak bardzo boi się śmierci i bólu... zwłaszcza takiego, którego miała doznać... Przez chwilę jeszcze kuliła się w jak najdalej położonych od martwego ciała kobiety zakątkach wozu. Potem, w ostatniej chwili oprzytomniała i przypomniała sobie ostatnie słowa oficer.
- Granat...
- Co mówiłaś? Już prosisz o śmierć? A może próbujesz opóźnić tortury?
Bestia ciągle zanosiła się śmiechem patrząc na przerażoną dziewczynę. Ta, zanim pochwycił ją w swoje szpony, sięgnęła pod siedzenie. Nic nie znalazła. Przez myśl przemknęły jej dwa słowa:„Wszystko stracone”... Żeby dostać się do drugiego siedzenia szybko prześliznęła się koło ciała przełożonej.
-Nadal uciekasz? Jeszcze nie zauważyłaś, że to nie ma sensu?...
W tym momencie DalDamarowi przerwało ciche „klik” upadającej na podłogę samochodu zawleczki.
- Coś ty zrobiła...
W ostatniej sekundzie kątem oka Marisha zdążyła coś ujrzeć... Wydawało jej się, że widzi dziewczynę. Z daleka była łudząco do niej podobna. Dźwigała jeszcze więcej broni, a na lewym przedramieniu założoną miała tarczę z wygrawerowanym wizerunkiem gwiazdy. Postać uśmiechnęła się, odwróciła na pięcie i zniknęła we mgle... A wtedy cały wóz i wszystko co się w nim znajdowało wyleciało w powietrze, jakby to były tylko lalki i kawałek drewna...

(wbrew pozorom to jeszcze nie koniec ^^)
;-)k
 
Powrót do kategorii | Powrót do strony głównej artykułów
Komentarze są własnością ich autorów. Twórcy niniejszego serwisu nie ponoszą odpowiedzialności za ich treść.
0
(+0|-0)
There can be Only One!
Wysłano: 28.05.2007 18:07
Tygrys perski
Anthro
Niedawno w telewizji (na AXN bodajże) widziałem film, który miał bardzo podobną fabułę, jakiś Koreańczyk zabijał swoich sobowtórów w innych wymiarach, by przejmowac ich moc, czy coś w tym guście, by stac się najpotężniejszym. W końcu zostało ich tylko dwóch i ten drugi, dobry, oczywiście zwyciężył, blablabla. Tu jest trochę podobnie, całkiem ciekawy język, epitety, ma potencjał. Jedynie końcówka z tymi lalkami i kawałkami drewna mi się średnio spodobała, można było spróbowac napisac coś bardziej dramatycznego... krwawszego? :-Dk Ale w sumie jest OK. Trzmaj tak dalej i czekam na częśc dalszą.

0
(+0|-0)
Re: There can be Only One!
Wysłano: 28.05.2007 21:09
fajkojot
Człowiek
Ehh, po tytule komentarza już miałem nadzieję na fanfic furry w klimacie "Highlandera" a tu mamy sf :P Huff to o czym wspominasz to "The One" i nie był to Koreańczyk, tylko Japończyk :-Pk
Samo opowiadanie nie jest złe, chociaż trafiają się tu i ówdzie dziury. Nie jestem pewien co do rasy DalDamara i do tego gdzie konkretnie się pojawił i co zrobił szakalicy. A poza tym, zgodzę się z Hufnaarem, że opowiadanie ma potencjał :) Czekam na dalszy ciąg.

0
(+0|-0)
Hmm...cokolwiek ^^
Wysłano: 29.05.2007 9:13
Kuciak najprawdziwszy!
Zmiennokształtny
Hjah. W zasadzie to jest tylko taki wstęp. Potem opowiadanie zaczyna już bardziej podchodzić pod fantasy. Za komentarze dziękuję i do komentowania zapraszam. Krytyka mile widziana ^^ Film też widziałam, ale jeśli się przyjrzeć to większość opowiadań sf/fantasy się tak zaczyna, a na samym filmie się nie wzorowałam, co będzie można potwierdzić wczytując się w dalsze części. Pozdrawiam ;-)k