Zmień fonty Zmień rozmiar
Strona główna Teksty PASTE Sznurki Galeria Forum Informacje Chat: Discord Kalendarz Mapa Szukaj / użytkownika Rejestracja
  
Opowiadania: Aavu "Konsorcjum" Rozdział 1 "Aku"  
Autor: Aavu
Opublikowano: 2016/9/30
Przeczytano: 470 raz(y)
Rozmiar 6.97 KB
2

(+2|-0)
 
Prolog jest wspomnieniem.

Budzisz się, odganiając to wspomnienie.
Koncentrujesz się na tu i teraz, twojej nadziei i twoich planach. Związek Zjednoczonych Frakcji Ludowych wysłał statki na planety Zjednoczonych Republik, żeby zabrać "uciśnionych robotników do państwa gdzie zostaną należycie wynagrodzeni za swoją ciężką pracę" oraz tych których rodzice wyemigrowali z ZZFL. Twoi rodzice wyjechali krótko po twoich narodzinach, i zawsze powtarzali, żebyś nie wracał do tego państwa terroru. Ale teraz to jedyny sposób, żeby przestali cię ścigać za zbrodnie które nie były twoje.
I za te które były.

Z nadzieją w sercu podnosisz się z łóżka, twoje szczupłe, wilcze ciało protestuje, przypominając ci że od dłuższego czasu nie miałeś porządnego posiłku. Zakładasz jeansy, koszulkę i bluzę z kapturem, wszystkie w odcieniach szarości. Podchodzisz do stołu, podnosisz swój nóż i pistolet, chowasz je pod ubraniem. Podnosisz też dwa kryształowe sześciany, żarzące się lekkim światłem, przytwierdzone do łańcuszka, który zakładasz na szyję. Czujesz obecność twojego brata promieniującą z jednej z nich, triumfalną, silną, dodającą ci otuchy. Idąc do drzwi spoglądasz w lustro, widząc charakterystyczne czerwone znaczenia, które zbyt wiele razy widziałeś na listach gończych i w telewizji.

Wychodzisz na klatkę schodową i kierujesz się w dół. Kiedy jesteś na parterze, potykasz się i przewracasz się na ziemię. Czujesz ból w nosie, wstajesz i łapiesz się oboma łapami za nos. Czujesz płyn wsiąkający w nie. Odsuwasz je od nosa i patrzysz na nie.
Są nasiąknięte krwią.
Przypomina ci się dawne wspomnienie.
Krew na łapach.
I zapach śmierci unoszący się w powietrzu.

Dopadają cię mdłości i ledwie zdążasz dotrzeć do kibla. Wymiotujesz, pozbywając się resztek ostatniego posiłku. Wstajesz, podchodzisz do umywalki i opłukujesz swoje łapy i pysk zimną wodą.

Zataczając się, zakładasz kaptur i wychodzisz na ulicę. Podchodzisz do pobliskiego przystanku, opierasz się o wiatę i z pomocą chłodnego wiatru, oczyszczasz swoje myśli. Stojąc, rozglądasz się po okolicy, zauważając patrole policji, legitymujące przechodniów. Serce przeszywa ci strach, i zaczynasz myśleć o tym że poniosłeś porażkę. Kiedy już prawie się poddałeś, podjeżdża tramwaj. Niewiele myśląc wsiadasz do środka, czując ulgę. Po kilku minutach zauważasz że, razem z tobą w tramwaju jedzie oddział antyterrorystów. Panika zalewa twój umysł, ale zachowujesz zimną krew, i stoisz w bezruchu. Po, zdawałoby się godzinach, tramwaj dociera przed port kosmiczny, i wysiadasz, wchodząc w zawsze tu obecny tłum.
Przemykasz w tłumie w stronę wejścia technicznego. W miarę jak się do niego zbliżasz tłum przerzedza się, a gdy skręcasz w alejkę z wejściem technicznym, nikogo nie ma w zasięgu wzroku. Widzisz przed sobą bramę z siatki z koncentriną na szczycie i różnorakie wejścia do budynków zaplecza technicznego, oraz kamerę w połowie długości alejki, która obraca się patrząc raz na jeden koniec alejki, a raz na drugi. Stajesz obok kamery, czekasz aż się odwróci, po czym zaczynasz wchodzić po ścianie. Twoje łapy bez problemu znajdują uchwyty i punkty podparcia. Łapiesz za skrzynkę elektryczną, następnie łapiesz za klimatyzator i chowasz się za nim. Czekasz aż kamera znów się obróci, po czym łapiesz krawędź dachu i wciągasz się na górę. Podchodzisz do przeciwnej krawędzi i zeskakujesz na kładkę techniczną biegnącą poniżej, następnie idziesz w stronę terminalu. Schodzisz na dół schodami i kierujesz się w stronę wahadłowca związku, kontrastującego swoją kanciastą bryłą z okolicznymi zaokrąglonymi samolotami i górującego nad nimi. Podchodzisz do tylniej części, w stronę dwóch sołdatów stojących przy opuszczonej rampie z tyłu pojazdu. Przed nimi stoi powoli przesuwająca się kolejka. Stajesz na końcu i czekasz. Po dłuższym czasie przychodzi kolej na ciebie, podchodzisz i:

-Priwjet tawarisz! -mówisz
-A priwjet, wy pewnie macie obywatelstwo tawarisz? -pyta sołdat z pagonami porucznika
-Zgadza się tawrisz. -mówisz wyciągając rzeczone dokumenty i podając je mu

Porucznik bierze dokumenty i odpina od pasa skaner ręczny, potem ogląda dokumenty skanując pieczątki, podpisy i hologramy. Po chwili z zadowoleniem oddaje ci dokumenty.

-W takim razie witamy z powrotem tawarisz, macie szczęście to ostatnie miejsce. -mówi porucznik

Czujesz radość. Gdy zaczynasz wchodzić na rampę, dwugłowa wilczyca podbiega do sołdatów i zaczyna błagać ich o pomoc.

-Musicie nas wpuścić, nie mamy dokąd pójść. -mówi głowa z blizną na oku
-Jedna osoba więcej nie zrobi wam różnicy. -mówi głowa z krótkimi włosami

Porucznik odpycha je, mówiąc:

-Ale wy liczycie się jako dwie osoby, mutancia blać!

Czujesz zbierającą się w tobie furię, dawno ci znaną. Podchodzisz do porucznika, łapiesz go za ramię i odwracasz pyskiem do siebie. Patrząc mu w oczy, uwalniasz część mocy. Widząc jego przerażone oblicze oświetlone czerwoną poświatą mówisz:

-Oddam im moje miejsce.
-O o oczywiście. -mówi porucznik wyraźnie się ciebie bojący

Odwracasz się od niego i gdy chcesz ruszyć, wilczyca łapie cię za rękę. Odwracasz się i

-Dziękuję, naprawdę ci dziękuję -mówi głowa z krótkimi włosami
-Może powiesz nam swoje imię? -mówi głowa z blizną
-Moje imię to Aku. -mówisz
-Moje imię to Kajsabet. -mówi głowa z blizną
-A moje to Kajsalis. -mówi głowa z krótkimi włosami
-Pewnego dnia ci się odwdzięczymy- mówi Kajsabet

Odwracasz się i idziesz w stronę wyjścia z lotniska. W twoim umyśle walczą dwie emocje: zadowolenie z pomocy wilczycy i wściekłość z powodu utraty ostatniej szansy ucieczki. Idziesz zamyślony, gdy ciężka łapa ochroniarza łapie cię za ramię.

-Pan Falke chciałby się z tobą widzieć. -mówi

Nawet nie próbujesz walczyć, dajesz się zaprowadzić do prywatnego samolotu. Kiedy wchodzisz na pokład zauważasz że wnętrze jest urządzone luksusowo, lecz również bardzo funkcjonalnie. Zostajesz zaprowadzony do masywnego dzika w garniturze palącego cygaro.

-Jak zapewne już wiesz nazywam się Falke i jestem niezwykle potężnym i bogatym przedsiębiorcą. -mówi
-Zatrudniam pewną grupę specjalistów, a ty będziesz świetnie do niej pasował. -mówi uśmiechając się
-A jeśli odrzucisz propozycję, no cóż policji nie zrobi różnicy jeśli dostaną cię martwego -mówi
-Przyjmuję pańską hojną propozycję. -odpowiadasz zrezygnowany
-Świetnie! W takim razie siadaj, wkrótce ruszamy. -mówi Falke zadowolony

Siadasz na fotelu przy oknie,
opierasz się o ścianę,
i zasypiasz.
 
Powrót do kategorii | Powrót do strony głównej artykułów
Komentarze są własnością ich autorów. Twórcy niniejszego serwisu nie ponoszą odpowiedzialności za ich treść.