Zmień fonty Zmień rozmiar
Strona główna Teksty PASTE Sznurki Galeria Forum Informacje Chat: Discord Kalendarz Mapa Szukaj / użytkownika Rejestracja
  
Opowiadania: Vindor - "Przełęcz" [Non-Furry]  
Autor: Vindor
Opublikowano: 2016/11/5
Przeczytano: 335 raz(y)
Rozmiar 9.91 KB
0

(+0|-0)
Url Link: Furaffinity
Tajemnicza miejska legenda przyciąga studenta, by odkryć prawdę o przełęczy która "podobno" nie istnieje.

***

Przełęcz

ODBIORCA
juliuszcezar@imperium.com
NADAWCA:
danieldaniel@qp.pl
TEMAT:
Przełęcz.
TREŚĆ:
Chyba wiem, co będę robił przez wakacje. A więc jadę w góry! Jesteś ciekaw co mnie do tego skłoniło? No to słuchaj: o Przełęczy Rokity usłyszałem pierwszy raz na wydziale, od jednego z moich znajomych. Mówił, że odkrycie tego skrawka mapy i potwierdzenie jej istnienia byłoby sporym osiągnięciem, bo żaden kartograf jeszcze jej nie zaznaczył. Zaintrygowało mnie to, chociaż szczerze mówiąc, to początkowo bagatelizowałem tę sprawę jako kolejną dziwną historię. Oczywiście to jednak nie powstrzymało mnie przed poszukaniem informacji w internecie, ale było ich stosunkowo niewiele. Ot, jakiś artykuł, jakieś posty na forum dla fanów trekkingu i w zasadzie tyle. Tylko, że na tym forum znalazła się jakaś osoba, która próbowała przekonać wszystkich, że była w tamtym miejscu. Wstawiała nawet zdjęcia z wypadu. Piękne miejsce, ale nie wyróżniało się naprawdę niczym.
Zdziwiłem się. Polska nie jest dużym krajem, więc ktoś musiał już wcześniej się natknąć na to miejsce. Może i według wskazówek dojście tam nie należało do najłatwiejszych, ale skoro technika poszła do przodu, to co za problem nad nią przelecieć? Poza tym to przełęcz. Nie jakaś jaskinia, nie żadna rozpadlina, tylko zwykła przełęcz. Co więc było trudnego w zorganizowaniu wyprawy? No, ja tu o helikopterach, a przecież mamy satelity! Obejrzałem sobie więc zdjęcia satelitarne w sieci i... niczego tam nie było. I wtedy pomyślałem, ze jestem strasznym idiotą, skoro jednak spodziewałem się tam czegoś.
A że jestem idiotą, to założyłem konto na tamtym forum, napisałem prywatną wiadomość do tamtego kolesia (pisał o sobie w formie męskiej) i dostałem jako-takie namiary. I tak planów na wakacje nie miałem, a w górach dawno nie byłem. Zdam relację jak wrócę. Trzymaj się tam.




Daniel wyruszył ze schroniska o świcie. Górskie, chłodne, wilgotne powietrze wypełniało jego płuca, zapach trawy wypełniał jego nozdrza, a Słońce muskało promieniami jego twarz. Ubrany stosownie do takiej wędrówki szedł ze swym plecakiem przez ścieżkę, która prowadziła przez polany i las. W lesie zboczył ze ścieżki i pilnując się wcześniej poznanych wskazówek podążył wprost przed siebie, omijając oczywiście drzewa i inne przeszkody terenowe. Starał się jednak, by jego droga była w miarę prosta. W tym momencie pomyślał, że popełnia straszną głupotę, ale ciekawość była silniejsza. Poza tym, miał ten zajebisty marker gps, który zawsze mógł mu pomóc w powrocie na ścieżkę. No, najwyżej będzie wracał w nocy, a TOPR też jest dla ludzi.
W pewnym momencie natrafił na wysoką, skalną ścianę z bardzo wąską szczeliną pośrodku. Wedle tego, czego dowiedział się od tamtej osoby z forum, powinien przejść przez nią, aby znaleźć się na przedziwnej przełęczy. Wtedy Daniel zawahał się - może tam utknąć, a poszedł w to miejsce sam.
Sprawdził godzinę, była dopiero dziewiąta. Sprawdził zasięg - dwie kreski. Postanowił zaryzykować, bo w razie czego zadzwoni po pomoc i będzie miał i tak o czym opowiadać. Zrobił krok naprzód, idąc przed siebie. Jego ramiona dotykały obydwu kamiennych, mokrych od wilgoci ścian - zimnych i nieprzyjemnych. Obrośnięte mchem, milczące i chropowate. Szedł po żwirze, piachu i kałużach, patrząc czasami w górę, by upewnić się, że jest tam gdzieś Słońce. A przecież dopiero niedawno sprawdzał godzinę.
Po dziesięciu minutach zrobił się nerwowy. Może i przejście nie zwężało się ani nie było w nim niczego, co mogłoby wskazywać na niebezpieczeństwo, ale było cholernie długie, a wylot był jeszcze daleko. Danielowi wydawało się w zasadzie, że ciągle się ten wylot od niego oddala, ale gdy spojrzał za siebie, to widział dokładnie tę samą - na oko - odległość. Postanowił pójść dalej. Nieco się uspokoił, gdy złudne wrażenie uciekającego wyjścia okazało się być wrażeniem. Wyszedł i… istotnie był na przecudnej, wysokogórskiej przełęczy.
Zadowolony poszukał dogodnego miejsca, by spożyć drugie śniadanie i wyciągnął lornetkę, by podziwiać widoki, które rozciągały się przed nim: surowe szczyty i fantazyjne formacje skalne. Wszystko pasowało do zdjęć, które wstawił tamten użytkownik, ale Daniel zaczął zachodzić w głowę, jakim cudem przełęcz mogła pozostać nieodkryta i zastanawiać się, jak idiotyczna jest cała jej sytuacja.
Nagle jego wzrok natrafił na coś naprawdę dziwnego - domek. A potem na kolejny domek. I jeszcze jeden domek. Wpadł na genialny i jedyny w swoim rodzaju, innowacyjny pomysł oddalenia nieco “obrazu” w lornetce, i uznał z zaskoczeniem, że właśnie odkrył wioskę.
Zaczął zastanawiać się, czy podejść bliżej i zobaczyć, czy ktoś tam mieszka, czy aby na pewno to osiedle, ale bardzo zdziwiony był faktem, iż między domami nie było żadnej drogi, no i między nimi też nikt się nie przechadzał, nikt nie przesiadywał na ławkach pod nimi ani na schodach. Zdawało się, że to miasto - a może raczej - miasteczko duchów. Same domki nie były zbyt zadbane - szary tynk odpadał miejscami ze ścian, obnażając czerwone cegły. Blachodachówki były miejscami powgniatane, z wyraźnymi odpryskami lakieru, w których znajdowała się skupiona rdza. Wszystkie okna bez wyjątku były drewniane, przynajmniej od tej strony.
Wiadomo, że sama myśl o eksploracji takich miejsc była albo ekscytująca, albo niepokojąca. Daniel sam nie potrafił zdecydować, które z tych dwóch uczuć dominowało w jego sercu. Mimo wszystko postanowił sprawdzić to miejsce. Mimo, iż tych domów nie było na zdjęciach z forum. Mimo, iż ciągle zadawał sobie pytanie, jak ci, którzy tu mieszkają lub mieszkali podróżowali i czy w ogóle opuszczali to miejsce.
Zaczął więc zmierzać przed siebie, aż w końcu doszedł do pierwszego budynku. Zatrzymał się przy nim na moment, zaglądając ukradkiem przez okno. Ujrzał przez nie skromnie urządzony salon, od razu rzuciło mu się w oczy, że nie ma żadnych gniazdek na ścianach ani żadnej elektroniki, nawet zwykłego radia. Nikogo nie było we wnętrzu, ale nie było ono zakurzone bądź zaniedbane. Wręcz przeciwnie - schludne i czyste mimo całej tej biedy.
To samo stwierdził, gdy podszedł do drugiego domu, a później uznał, że takie skradanie się jest cholernie dziwne i prędzej ktoś mu wpieprzy, jeśli będzie się tak zachowywał, niż kiedy wyjdzie na kogoś, kto po prostu zgubił drogę. Pokręcił się przez chwilę tu i ówdzie, po czym uznał, że atmosfera tego miejsce działa na niego zbyt negatywnie i lepiej będzie, jeśli wróci do schroniska.
- Czekaliśmy na ciebie, Daniel - powiedział jakiś głos.
Odwrócił się w kierunku jego źródła i spostrzegł, że pochodzi on od mężczyzny w średnim wieku, stojącym tuż za nim. Był ubrany we flanelową koszulę i zwykłe, brązowe, sztruksowe spodnie. Jego twarz zdobił czarny jak węgiel wąs, włosy miał krótkie, lecz utrzymane w nieładzie. Wystraszony chłopak odskoczył.
- Jak na mnie? - spytał - ja po prostu się zaciekawiłem, co robią… no, domy w tak odludnym miejscu. Mogę stąd pójść.
- Co ty gadasz? - powiedziała młoda, nastoletnia dziewczyna o rudych włosach - masz tu przygotowany pokój. Poza tym przecież czeka na ciebie obiad.
Daniel był zaskoczony i przerażony tym, jak - dosłownie - znikąd potrafili się mieszkańcy, ale najbardziej tym, że znają jego imię i że był on przez nich wyczekiwany.
- Skąd wy w ogóle wiecie, że tu mam przyjechać? O co tu chodzi?! - spytał, bardzo zaniepokojonym tonem.
- Spokojnie - mężczyzna z wąsem uśmiechnął się ciepło - sam ci tu wskazałem drogę. A teraz proszę, nie daj się prosić i zjedz coś, posiedź. Zobaczysz, zaaklimatyzujesz się.
Rozejrzał się, a między domami byli ludzie: kobiety, mężczyźni, dzieci. W domach zresztą też. Uznał, że to jakiś pokopany sen, że to nie może dziać się naprawdę, ale przecież widział i słyszał. Czy zawodziły go zmysły? Czy może wcześniej ich nie zauważył? Ale takiej grupy ludzi? Niemożliwe. No i te wszystkie domy… nie było ich na zdjęciach z forum!
- Nie - odpowiedział Daniel - tak się nie robi, drogi panie. Trzeba było mnie zaprosić normalnie, a to jest… po prostu dziwne. Do widzenia.
Był bardzo zdenerwowany, ale musiał jakoś wyjść z tej sytuacji. Odszedł w kierunku tamtej szczeliny i wszedł do niej, uciekając od prawdopodobnego zagrożenia. Po paru krokach przyspieszył, a po kilkunastu biegł.
- Twoje miejsce jest teraz tutaj! - usłyszał za sobą głos dziewczyny.
Do niej przyłączyło się parę podobnych tekstów typu “wracaj”. On jednak nie miał ochoty zostawać, zresztą był już całkiem głęboko. Gdyby tylko Słońce nie raziło go w oczy, mógłby dostrzec jak daleko jest wylot, jednak blask bił zbyt mocno. Mocno… wszystkie ściany wydawały się takie ciemne, czarne. Czerń, tunel bez formy i jedno światło. Coraz bliżej i bliżej…
Blask bił teraz z góry, a on czuł się strasznie słabo, cały odrętwiały. Cud. Zamazane postacie mówią o cudzie, niewyraźne i całe w jakiś szmatach, wszystko koloru morskiego. Znowu ciemność.
Znowu przebudzenie. Wygodne łóżko, duża przestrzeń. Jakaś kobieta do niego mówi… matka. “Danielku obudź się”.
- Pani syn przeżył śmierć kliniczną. Gdyby ratownicy ze schroniska go nie znaleźli, na pewno by się zaczadził, gaz jest cholernie niebezpieczny.


Koniec
 
Powrót do kategorii | Powrót do strony głównej artykułów
Komentarze są własnością ich autorów. Twórcy niniejszego serwisu nie ponoszą odpowiedzialności za ich treść.