Zmień fonty Zmień rozmiar
Strona główna Teksty PASTE Sznurki Galeria Forum Informacje Chat: Discord Kalendarz Mapa Szukaj / użytkownika Rejestracja
  
Opowiadania: Więzi bezimienności cz.1  
Autor: Xevrrer
Opublikowano: 2017/2/5
Przeczytano: 526 raz(y)
Rozmiar 18.84 KB
2

(+2|-0)
 
Dosyć liczebne stado wilków zamieszkiwało lasy Vraykeen, las ten ciągnął się kilometrami i mogłoby się wydawać że nie miał końca, w jego centrum znajduje się się kręta jaskinia, punkt a zarazem centrum naszego stada w którym po polowaniach spotykamy się by wspólnie spędzać czas, szczęśliwy ten kto ma go z kim spędzać, poranki poświęcam na leżenie i obserwowanie innych członków stada, gdy już słońce sięga zenitu ruszam w sielankową podróż po lesie, krążąc tymi samymi ścieżkami, każdy inny porusza się w grupach i poluje wspólnie, mnie tyle szczęścia się nie przytrafiło, o świeżym mięsie mogę co najwyżej pomarzyć, pozostaje mi tylko szukanie resztek padliny i ich dojadanie aby zaspokoić doskwierający głód, każdy trzyma się ode mnie jak najdalej aby nie popsuć sobie opinii w oczach innych, lepszych przedstawicieli stada. W tej chwili właśnie wracam najedzony i dostrzegam przed sobą na szlaku Brest'a - Porządnie zbudowanego wilczura całego w bliznach, przed którym każdy czuje respekt prócz jednego osoby, tej która idzie za nim, jego ukochanej, strach spojrzeć się na nich krzywo w obawie o swoje życie, dlatego też pusto patrząc się przed siebie idę lekko skulony przed siebie, mijam się z nimi jak gdyby nic, słyszałem tylko ciche warczenie i czułem ich wzrok na sobie, nie robi to na mnie żadnego wrażenia, pójdę lepiej krzakami aby nie napotkać innych, mniej życzliwych wilków, a są tacy, dużo gorsi i perfidni.



Właśnie znalazłem sobie wygodne miejsce blisko wejścia do jaskini w krzakach, stąd mogę obserwować wszystko co się tutaj dzieje, w tej chwili praktycznie każdy zajada się upolowaną zwierzyną, słońce powoli zachodząc rzuca pomarańczowe światło na skały jaskini, która jest wydrążona w niewielkiej górze, a nawet można by powiedzieć górce, wśród nich jest jedna osoba, alfa stada, najbardziej pożądana wadera tego stada. Stojąc przy wejściu także obserwuje wszystkich, jestem w nią silnie wpatrzony, zwą ją Ofelia - ma przepiękne białe futro a jej pyszczek jest chyba najsłodszym w całym stadzie, nie ma na sobie żadnej skazy a jej ruchy urzekną każdego. Po mimo tego że o względy Ofeli zabiega każdy, jest pewien basior, także alfa tego stada, który ma już plany wobec niej, jak co wieczór zaraz wyjdzie i stanie za nią, pilnie przyglądając się reszcie nieudolnego stada, po mimo kuszącego zapachu świeżego mięsa, muszę tutaj siedzieć i patrzeć jak się zajadają.O! Właśnie teraz, za nią stanął Debar - Wychudzony i z wyglądu niezbyt straszny basior, który wyrobił sobie szacunek gryząc oraz zabijając tych, którzy mu się sprzeciwili, jest alfą która za pewne się połączy z Ofelią, bez wątpienia.



Po skończonym wieczornym żerowaniu alfy wygłaszają mowę odnośnie dnia dzisiejszego, oraz tego co się wydarzy wkrótce, ale szczerze, kto by tego słuchał? W krzakach ugniotłem sobie wygodne miejsce i patrząc się w księżyc próbowałem zapomnieć o wszystkim, zamykając oczy prawie zasypiałem...



- To jest moje miejsce! - ktoś wrzasnął



Lekko podniosłem pysk i zauważyłem waderę, patrzącą się na mnie z nerwami - miała szarą sierść i była strasznie wychudzona, nie robiąc sobie nic z tego opuściłem pysk parskając, nie mamy tutaj ustalonych miejsc, niektórzy śpią na tych samych, a inni w tym ja gdzie popadnie.



- Będziesz mieć problemy jak zaraz nie znikniesz! - z warkiem stęka mi nad uchem

- na razie to ty masz problem - odpowiadam i mrużę ślepia

- Ty pomiocie! jutro będziesz rany lizał - odwracając się znika w krzakach



Jak dobrze że wszyscy zapomnieli moje imię, może inna omega ucierpi zamiast mnie, wspaniałe życie, bycie bezimienną kulą u łapy, rodzice których już nie pamiętam podobno zostali zagryzieni w okresie godów, nie wiem co dokładnie się stało i może niech lepiej tak zostanie, jedyne co się dzisiaj dla mnie liczy to ciche i wygodne leżanko, z zamkniętymi oczami rozmyślałem nad tym, czego jutro nie zrobię czując chłodny wiatr czeszący moje szaro-czarne futro.



Odczuwam ból na szyi i czuje.. nic nie widząc zaczynam się szarpać i odczuwać coraz większy ból



- Kiedy się wreszcie nauczysz nie wchodzić nikomu w drogę? - słyszę głos zza pleców

- Ofelia? co ty tu robisz? - ledwo oddychając odpowiadam

- Załatwiam sprawy, o które mnie poproszono

Nagle poczułem ulgę w karku i szybko obróciłem się w jej stronę.

- Warto sobie brudzić mną futro?

- Kiedy druga alfa nie jest w stanie tak naprawdę zadbać o nic, nie mam innego wyjścia - patrzy się smutno z pyskiem spuszczonym w dół



Można powiedzieć że znamy się bardzo dobrze, nie są to jakieś radosne znajomości, zawsze miałem z nią do czynienia kiedy coś przeskrobałem, choć najczęściej Debar mnie zastraszał, nie wyglądała na zadowoloną i raczej niepotrzebnie otworzyłem pysk mówiąc o basiorze alfa, wkrótce będę tego żałował



- Dlaczego Debar nadal znajduje się na swoim miejscu jeśli taki jest? - zapytałem

- Każdy o nim słyszał i o tym, czego nie zrobił, myślą że jeśli nawet przeżyją z nim spotkanie to podpadną mi, a wcale tak nie jest, tylko czekam jak ktoś godny zajmie jego miejsce

- Nie możesz czegoś z tym zrobić? Jako alfa stada masz coś do powiedzenia

- Jak będą patrzeć na alfę, która zwraca się przeciwko swojemu? Już jest za późno, stado chce naszego potomstwa i wkrótce damy im to, czego oczekują

- Zresztą nie obchodzi mnie to, na drugi raz obudź jeśli planujesz mnie zabić, nie lubie nagłych pobudek - udając bezinteresownego, ledwo ruszając szyją położyłem się na swoim miejscu

- Nie pakuj się więcej w problemy

Podeszła do mnie i zlizała sączącą się krew z szyi

- Dla kogoś jesteś ważny, dbaj o siebie - wyszeptała po czym się oddaliła



Sparaliżowany tym, co właśnie usłyszałem nie wiedziałem co myśleć, dla kogo ktoś taki może być ważny? Myślę że miała na myśli sępy, dla nich na pewno jestem najbardziej wartościowy, nikomu prócz nich nie zależo by bardziej na mnie, chociaż nawet one się nie najedzą tylko smaku narobią, nieudacznik nawet po śmierci. Zamykając oczy kontynuuje sen starając się silnie zapomnieć o tym co się wydarzyło, chociaż pogryziony kark daje się we znaki.





O poranku obudziło mnie jej wycie, tak Ofeli, wszystkie wilki zebrały się by przygotować na poranne łowy dobierając w mniejsze grupy, wszystkie prócz mnie. Leżąc na wygniecionej zieleni zastanawiałem się nad tym co wydarzyło się w nocy, czy to nie był tylko dziwny sen, chociaż zakrwawione posłanie mówiło coś innego, przez chwilę przeszła mnie myśl, że może ona czuje wobec mnie coś więcej niż smak krwi w pysku po ostatnim spotkaniu, była dosyć rozczarowana wszystkim i nie wyglądała najlepiej, a to co wyszeptała.. było dość niepokojące, ale zarazem strasznie miłe i poczułem się naprawdę lepiej, lepiej ugryźć się w język i tak więcej nie myśleć, to była tylko kolejna nauczka i nic więcej, z pewnością.. tak, z pewnością..



Dzisiejszy dzień nie jest zwykłym jak każdy inny, dzisiaj dwie alfy o północy w świetle pełni mają się połączyć ze sobą, dla mnie będzie zresztą ten dzień kolejnym nudnym, o ile znów mnie ktoś nie będzie próbował zagryźć. Wstaję i wybieram się poszukać sobie czegoś, żeby nie paść z głodu, liczę na coś świeższego niż ostatnio. Idąc szlakiem zobaczyłem wystający łeb owcy z krzaków, szybko podbiegłem do truchła i mając już zamiar ze smakiem zanurzyć w niej swoje kły usłyszałem warczenie i lekko zmieszany spojrzałem się przed siebie



- Zejdź mi z oczu albo skończysz obok niej! - Warknął Brest



Dzisiaj był bez swojej samicy, chyba przerwałem mu ucztę, ale po tej nocy jestem tak głodny że będę improwizował i nie odejdę.



- Bracie, przecież sam całej nie zjesz, a szkoda żeby się zmarnował taki kawał mięsa.. - wymamrotałem błądząc wzrokiem po bokach

- W nocy ci było mało? - przybliżając się do mnie marszczy nos i pokazuje kły, szykując się do ataku



Własnie sobie zdałem sprawę, że nie byle komu zabrałem miejsce, a jego samicy! Fakt że gdyby nie to, że zaraz znowu będę krwawił prawdopodobnie śmieszyłoby mnie to, ale jednak powstrzymam się od radości w tej sytuacji.



- Nie mam pojęcia o czym mówisz, spało mi się naprawdę dobrze - niepewnie patrzę się w jego ślepia z lekkim uśmiechem.

- Debar powinien zagryźć już dawno takiego śmiecia - przytknął swój pomarszczony brzydki pysk do mojego, czułem jego smierdzący oddech

- Widocznie miał powody żeby zostawić mnie przy życiu



To jest ten moment, w którym jako najniżej ustawiony osobnik w stadzie powinienem zacząć przepraszać i uciekać, ale nie byłbym sobą gdybym tak zrobił, dlatego zrobię coś tak głupiego, że przez kolejny tydzień nie będę mógł chodzić o ile przeżyje, chociaż dobrze wiem że nie może mi zrobić krzywdy ze względu na zasady panujące w stadzie, dlatego pobawię się z jego ego.

Z uśmiechem lizłem go po pysku i posmyrałem noskiem, w furii rzucił się powalając mnie na ziemie próbując wgryź mi się w już pokaleczoną szyję - może jednak się myliłem - łapami starałem się odepchnąć jego pysk tym samym narażając je na pokaleczenie, swoimi kłami wgryzał się bez litości we wszystko co było przed nim, futro na pysku zachlapała mi moja krew, naglę zza krzaków wyskoczył ktoś spychając go ze mnie, liżąc swoje pokąsane łapy obserwowałem zaskoczony to co sie dzieje obok mnie, inny wilk - rudej maści o porządnej budowie właśnie na nim leżał trzymając go za szyję.



- Brest ty idioto - wgryzł się mocniej - znowu nam narobisz problemów! - krzyczał rudzielec.



Brest tylko leżał z otwartym pyskiem patrząc się pusto przed siebie i ciężko zipiąc, nie zastanawiając się długo szybko zerwałem się na pokaleczone łapska i kulejąc oddaliłem się.



Cały dzień kręcąc się po lesie pod wieczór postanowiłem wrócić pod jaskinie, nie wiedziałem co boli mnie bardziej, kark czy łapy. Do tego nie czułem się najlepiej, głód strasznie doskwierał, idąc przed siebie powoli obserwowałem purpurę zachodzącego słońca która rozpraszała się na liściach drzew, przed sobą dostrzegłem wielki i szeroki dół, w którym były osobniki skazane na wymarcie, było to swojego rodzaju więzienie, pilnowało go kilka stojących basiorów po bokach, trafiali tam wszyscy, których już nikt nie chciał i sprawiały tylko problemy, brzmi jak opis mnie, zresztą byłem tam już raz przez dwa dni, za wykradnięcie jedzenia z magazynów pod pretekstem "i tak by się zepsuło", widocznie woleli padlinę, cóż. Nikt się nie przejmuje tym co się dzieje w tej dziurze, czy ktoś cie zabije czy nie, bo kto będzie za tobą płakał? Podszedłem do niej i położyłem się opierając pysk na łapach obserwując co tam się dzieje.

Dwa wilki zagryzały innego, cały we krwi drgał ostatnimi siłami próbując uciekać, na próżno. Bliżej mnie było czwórka lisów dobrze bawiących się i śmiejących, komentowali wszystko co się działo w około nich krzycząc - zagryź skurwysyna, zasłużył sobie za ten pysk, niech utopi się we krwi! - Ale moją uwagę przykuła mała grupa wilków odpoczywająca sobie i słuchająca jednego, który stał przed nimi i darł się - dzisiaj najpiękniejsza w stadzie spróbuje rozkoszy, o ile jej przydupas będzie umiał ruszać puzdrem - leżący lekko się podśmiewali i przytakiwali - Taki z niego alfa, jak ze mnie mędrzec, nawet jaj sobie nie wyliże sam, ma od tego podwładnych - wilczur nadal się wydzierał. Nagle usłyszałem głos



- A ty piękny co tu robisz? - Stara wilczyca leżąca w takim miejscu że wcześniej jej nie dostrzegłem słodkim głosem zapytała podchodząc w moją stronę

- Szukam swoich... - odpowiedziałem patrząc się na nią z góry

- Twoja szyja.. cierpisz, jak cie zwą? - zapytała z uśmiechem lekko marszcząc brwi

- Nie istotne, a ty kim jesteś? nie pasujesz tutaj do reszty

- Zwą mnie Elaiza, spędziłam tutaj pół swojego marnego żywota, zostałam strącona za próbę pozbycia się kogoś ważnego dla stada, był chwastem i nadal nim jest tylko dobrze się maskuję. Pasuje tutaj lepiej niż ci się wydaje.

- Ile już duszyczek zginęło przez twój uroczy pyszczek?

- Nikt, kto by sobie na to nie zasłużył, przychodzisz tutaj szukać swoich? myślę że mam kogoś, kto tutaj nie pasuje, Sigma, padlina dla ciebie! - krzykneła



Lekko zażenowany tym jak mnie nazwała opuściłem uszy, dostrzegając wybiegającą z dziury młodą waderę, o czarnym futrze i smukłym ciele, jej rysy pyszczka były wyjątkowe, lekko uśmiechając się spojrzałem na nią, ona także na mnie, tylko w jej oczach było widać zażenowanie brakiem padliny



- Ciociu! Przestań sobie że mnie żarty robić - powiedziała cieplutko

- Sigma, myślę że jest tu ktoś kto chciałby cie poznać - mówiąc oddaliła się stara wadera

- Kim ty jesteś? - patrząc się na mnie zapytała



Zszokowany przyglądałem się jej nie wiedząc co odpowiedzieć, stała i także się przyglądała, strasznie mi się spodobał jej wygląd, chociaż samej jej jeszcze nie poznałem.



- To nie jest miejsce dla ciebie, jak ty się tutaj wpakowałaś? - cicho spytałem nachylając się

- Winy bliskich spadają na innych, nie powinno mnie tu być, nie idziesz obserwować godów alf?

- Mam ciekawsze rzeczy - jak sen, zresztą co mnie obchodzi jakiś nieudacznik i jego sprawy

- Całe stado się zbiera żeby ich zobaczyć, też idź, opowiesz mi jak było, o ile masz tu zamiar jeszcze wrócić

- Wrócę na swoje posłanie, nie chce oglądać tej porażki

- Baw się dobrze - ze spuszczonym pyskiem odwróciła się i zaczęła oddalać

- Czekaj! - krzyknąłem, nie chciałem żeby odchodziła

- Tak? - spojrzała się za siebie

- Wrócę zaraz, tylko skombinuje coś na głód, bo pewnie też nie jesteś wcale mniej głodna niż ja, a, a - jąkając się - tak to porozmawiamy sobie przy pełni czy coś - cały się trzęsłem

Uśmiechnęła się i położyła wygodnie patrząc w moją stronę - czekam na ciebie - krzykła. Mając wreszcie jakiś bardziej istotny cel niż zaspokojenie swoich potrzeb ruszyłem w stronę jaskini, przechodząc po krzakach z nadzieją że coś znajdę lub ukradnę komuś innemu zdobycz.





Poczułem zapach świeżej krwi, zboczyłem że ścieżki którą podążałem i pobiegłem w stronę kuszącego zapachu, przez wysokie trawy i liście dostrzegłem białego wilka, obok niego leżało kilka sztuk świeżych zajęcy, skradając się bezszelestnie zbliżałem się w stronę kogoś zdobyczy, z nadzieją że uda mi się ją ukraść, obserwowałem bacznie białego wilka który chyba spał, lecz gdy byłem blisko usłyszałem płacz - to się nie może stać! - cicho z płaczem powarkiwała.



- Ofelia?! - krzyknąłem bez namysłu zdziwiony

- Wynoś się! - zakrywając pysk odparła z płaczem w głosie



Chwyciłem za jednego zająca i miałem się już wynieść.. lecz nie mogłem jej tak zostawić, odłożyłem go na miejsce i podszedłem do niej



- Coś złego się stało? - wymamrotałem zmieszany

- Nie chciałam tego! To się nie powinno zdarzyć! gdy księżyc wzniesie się nad drzewa zaczną się gody, alfy połączą się ze sobą, ale ja tego nie chce! - kręcąc głową zakrywa pysk z płaczem

- Przecież ty rządzisz, to nie problem odmówić?

- Tylko ja chce tego, ale nie z Debarem, on jest okropny! - spojrzała się zapłakana na mnie



Pomyślałem sobie, że może ją przytulę, żeby poczuła się lepiej, jednak nie tak to miało wyglądać, położyłem się obok niej i zacząłem lizać po pysku, zerwała się i rzuciła na mnie powalając mnie na ziemie i przyciskając do niej.



- Co ty robisz! - wywarczała sapiąc nade mną z wyrazem pyska jakby chciała mnie zabić

- Chciałem.. przytulić? - cały w zimnym pocie ledwo co odparłem

- Zresztą.. - wtula się we mnie i zaczęła lizać po szyi, cała agresja nagle znikła.



Poczułem jej ciepło na sobie i zaniepokojony mimowolnie się uśmiechnąłem, chciałem uciekać, ale leżała na mnie i mocno mnie trzymała, smyrając mnie noskiem po szyi szepnęła - zazdroszczę ci twojego dzikiego życia, bez żadnych obowiązków - ścisnęła mnie mocniej łapami i zaczęła namiętnie lizać po pysku, oczami krążyłem dookoła aby znaleźć drogę ucieczki, wtem zobaczyłem przed sobą czarną postać, chciałem się odezwać ale przyssała się do mnie, dlatego wydałem z siebie tylko głośne - mmm! - lecz nie przerywała, szybko machając łapami chciałem ją odepchnąć ale była silniejsza ode mnie, czarna wilcza sylwetka zbliża się do nas coraz bliżej cichym krokiem, nagle chwyciła ją za szyję i zacisną zęby, przestała się ruszać, otworzyła pysk a jej uśmiech szybko znikł, z nosa zaczęły spadać kropelki krwi na mój pysk, cicho jękła a wilczur zacisnął mocniej kły na jej szyi, usłyszałem chrupnięcie i cichy pisk z jej ust, puścił ją a ona upadła bezwładnie obok mnie, wtedy dostrzegłem kto to był, Debar. Trzęsąc się ze strachu cały w wilczej krwi zacząłem biec przed siebie.

Biegłem ile tylko miałem sił obijając się o drzewa z łzami w oczach, nie oglądałem się za siebie nie myśląc o tym co się wydarzyło, chciałem po prostu uciec jak najdalej, wyczerpany przewróciłem się na górce i stoczyłem ze stromej powierzchni w krzaki.

Sapiąc patrzyłem się przed siebie, widziałem księżyc, ten sam, o którym dzisiaj wszyscy mówili, ale to nie tak miało się skończyć, w pysku czułem smak jej krwi, zaczęło mi się robić czarno przed oczami, opuściłem pysk i poczułem ulgę.. dziwny spokój zmieszany z obłędem.. zasnąłem..





 
Powrót do kategorii | Powrót do strony głównej artykułów
Komentarze są własnością ich autorów. Twórcy niniejszego serwisu nie ponoszą odpowiedzialności za ich treść.
1
(+1|-0)
Opowiadania: Więzi bezimienności cz.1
Wysłano: 5.02.2017 18:59
husky / wilk
Anthro
Ciekawe ujęcie tematyki wilczych watah 8-)k

Poważniejsze zarzuty

- Akapity zdaniowe --k - Tylko bez bycia drugim Proustem czy Faulknerem --k (Ich wielostronicowe zdania dobiją każdego)

Patrząc z drugiej strony to dość ciekawa inwencja w narracji ;-)k

Ale przydało by się więcej kropek i ,,nożyczek" w tekście

- Czasami brakuje przecinka

Ale każdemu może to wypaść podczas pisania i późniejszej korekty

- Dziwne, psujące odbiór fragmenty

np.
Cytat:
Dosyć liczebne stado wilków zamieszkiwało lasy Vraykeen, las ten ciągnął się kilometrami i mogłoby się wydawać że nie miał końca, w jego centrum znajduje się się kręta jaskinia,


Zamiast KILOMETRÓW warto by dać CIĄGNĄŁ SIĘ PO HORYZONT

a CENTRUM zmienić na JĄDRO (ale to też trąci dziwnym smaczkiem :rollk: )

albo
Cytat:
Sparaliżowany tym


Bardziej by pasowało przerażony lub zdrętwiały

Sparaliżowany nie brzmi jako tako w kontekście opowieści :-/k

Ale tekst Wart jest uwagi - A to najważniejsze 8-)k