Zmień fonty Zmień rozmiar
Strona główna Teksty PASTE Sznurki Galeria Forum Informacje Chat: Discord Kalendarz Mapa Szukaj / użytkownika Rejestracja
  
Opowiadania: SilverPaw: Opowieści z Endrenu : Cienie Przeszłości Rozdział 3 Part I  
Autor: SilverPaw
Opublikowano: 2017/8/13
Przeczytano: 90 raz(y)
Rozmiar 36.02 KB
1

(+1|-0)
 
Trzeci rozdział przygód Kerny, tym razem będzie nico akcji, oraz dużo gadania. Poznacie również lepiej postać blaszaka.

Rozdział 3 "Lekcja Historii"

Wstali z samego rana tuż przed brzaskiem, trzeba było poćwiczyć, zjeść śniadanie, umyć się i ubrać, niekoniecznie w tej kolejności. Wstawili się u Amandy dokładnie o ósmej, oboje ciekaw jakie zadanie dostaną od Królowej. Gdy weszli do biura pierwsze co zobaczyli to Amandę stojącą na balkonie, rozczesywała swoje tęczowe włosy, włosy które nie sięgały nawet ramion, na pięknych szafirowych skrzydłach, oraz włosach połyskiwały kropelki wody, całe jej ciało odrosło i jedyny ślad jaki pozostał to niezwykle biała skóra, biała jak ściana gipsowa czy śnieg. Odwróciła się do nich, poruszała się powoli i niezgrabnie, regeneracja pozwala zasklepić rany, a w jej przypadku nawet odbudować ciało, nic za darmo. Magiczna regeneracja, nawet z wykorzystaniem mocy mroku obciążała organizm, przez co odczuwało się ciągłe zmęczenie, ciągłe bóle, miało się problemy z poruszaniem. Nic ciekawego i przyjemnego, ale przynajmniej miało się całe ciało, a to jest już jakiś krok w kierunku całkowitego wyzdrowienia.
-Dobry. Jak widzę wypoczęci, to dobrze.- Niepewnie podeszła do biurka, oparła się na nim łapiąc oddech, jej ciało był tak słabe, że nawet chodzenie sprawiało jej problem. Z trudami usiadła na fotelu, rękoma podniosłą nogi i położyła je na biurku. Ubrania też nie robiły jakiegoś szału, prosta rozpięta błękitna koszula i krótkie spodenki, nie miała na sobie kombinezonu.
-Amanda, wiem że masz największe cycki wśród niebianek, ale nie musisz się z tym tak obnosić.- Podniosła głowę pokazując twarz, była chuda, oczy podkrążone, je także zmieniło, czarne białko, czerwona tęczówka, i fioletowa źrenica. Przez lewe oko przechodziła sierpowata blizna, sięgała od czoła do policzka, była paskudna. Zaczesała dłonią włosy to tyłu, zmęczenie dawało jej się ostro we znaki.
-To jest MÓJ zamek, MOJE cycki i MOJE zasady! A poza tym czyżby cię zazdrość zżerała?- Jej głos był słaby, wciąż pobrzmiewał w nim ostry ton, pokręciła głową i odetchnęła ciężko. O Sarze można było wiele powiedzieć, ale natura nie była dla niej zbyt łaskawa, treningi i rygorystyczna dieta też były przyczyną wątłej kobiecości, ale biodra i talię to miała… Aż miło było popatrzeć, było to jednak bardziej ryzykowne niż bieg przez pole mionowe. Królowa wskazała dwa krzesła, Sara z Zackiem posłusznie na nich usiedli. Amanda z najwyższym trudem podniosła kubek wypełniony naparem, wypiła połowę zawartości i odłożyła go na blat. Na boku kubka widniał napis "Królowa Nr.1#”, wnioskując z zapachu, wypełniony był ostrym naparem z ziół górskich.
-Wiedzę że nauczyłaś się korzystać z Mroku. Ile czasu zajęło Ci nauczenie się tego.- Amanda odwróciła się słysząc Zacka, uśmiechnęła się słabo. Znów wypiła znaczną część zawartości kubka.
-Zajęło mi to sporo czasu, miałam przecież trzysta lat na naukę. Do tego zamkowe archiwa zawierają sporo wzmianek i informacji o mrocznych magach, miałam jakieś wskazówki.- Drzwi otwarły się niespiesznie, przez nie wślizgnęła się Kenra, wyglądała na niewyspaną, powłóczyła nogami, ziewała bez przerwy.
-Wszystko w porządku? Masz napij się, powinno cię obudzić.-Podsunęła khatonce drugi kubek wypełniony tą samą zawartością, Kenra przyjęła kubek i pociągnęła obfity łyk naparu.
-Ale wracając, jedziecie na uniwerek pilnować Kenry.- Sara z Zackiem wymienili spojrzenia, Amanda prychnęła widząc ich dziwne miny.
-Zapomnieliście jak działa system dziedziczenia władzy? Z matki na córkę, z ojca na syna. Ja oficjalnie jestem trupem, więc Kenra jest oficjalnie królową.- Jak usłyszała własne imię uniosła głowę, po chwili dotarło do niej co Amanda powiedziała, dopiła napar krzywiąc się czując cierpki smak na języku.
-Zaraz co powiedziałaś? Możesz powtórzyć?- Amanda spięła włosy rzemieniem, odgarnęła grzywkę. Westchnęła i roztarła nadgarstki, musiała wreszcie zacząć terapię opartą na eliksirach.
-Oficjalnie TY jesteś królową. Oficjalnie, bo ja jeszcze żyję i mam się dobrze.- Słabo uśmiechnęła się, Kenra dopiero teraz spostrzegła, że Amanda ma tatuaże, skupiła na nich swoje uwagę.
-Jeżeli ktoś mnie próbował zabić, to młodą też spróbują usunąć. Wysyłam was obu żeby mieć pewność że wróci.- Wskazała przedmioty leżące na biurku, telefon, koperta z mapami, portfele z dokumentami i gotówką, oraz nieco innych drobiazgów.
-Jak widzę masz swoje “narzędzia pracy", jak zawsze przygotowana. Mogą się przydać. A ty Zack dziś robisz za bagażowego?- Zack skinął głową, niósł ze sobą sporą torbę w której zapewne była broń, nikt nie powinien zwrócić uwagi na torbę, bo zwróci uwagę na niebianina. Amanda spojrzała na swój zegarek kieszonkowy, złoty, zdobiony skomplikowanym grawerunkiem, na klapce znajdowało się nieznane godło, podobne do tego które Zack miał na płycie policzkowej. Tarcza z literami ZPS, za tarczą dwa skrzyżowane miecze, z tym wyjątkiem że to było kolorowe, wokół tarczy znajdowała się trójbarwna obwódka, na zewnątrz czerwień, w środku zieleń, wewnątrz róż, tło było czarne i tworzyło ciekawy kontrast z srebrną tarczą i mieczami. Łańcuszek był skomplikowany i bardzo dziwny, ogniwa były w kształcie sześciokątów, powtarzała się także kombinacja kolorów czerwień, zieleń, róż.
-Dobra lećcie już, macie mało czasu. Sara masz załóż to, pojedziesz z młodą na motorze, zaparkowany jest w garażu. A ty Zack polecisz do... Z resztą wiesz gdzie, zakład psychiatryczny. Teraz jest tam uniwersytet. Proszę, nie pytaj się.- Sara odebrała od Amandy gipsowy rękaw, rozumiała po co to było. Hak mógł wzbudzić nie małą sensację, więc najlepiej jak się go ukryje, wraz z resztą lewego przedramienia. Bliznę na twarzy też zamaskowała, uzyła to tego porstej magicznej sztuczki, dzięki temu wyglądała na całkowicie normalną, niczym się nie wyróżniającą, dwudziestoparoletnią malduriankę. Wsunęła przedramię do sztucznego gipsu, spasowała go tak by nie spadł podczas wykonywania gwałtowniejszych ruchów, przerzuciła przez bark długi kawałek płótna, z pomocą Amandy stworzyła coś na wzór kołyski by utrzymać rękę nieruchomo. Kenra ciągle przyglądała się tatuażom Amandy, ciężko było znaleźć miejsce gdzie go nie miała, obie ręce, szyja, tułów, nogi, oraz zapewne i plecy.
Najbardziej zaintrygował ją ten na lewej ręce, tradycyjny niebiański tatuaż wykonany z prostych, falistych linii, linie te były w barwie ciemnego różu, koloru aż zbyt dobrze jej znanego. Tatuaż zaczynał się na opuszkach palców, biegł przez wierzch dłoni, ciągnął się dalej przez przedramię, łokieć i samo ramię, kończył się na szyi, choć odbiegał na boki, na łopatkę i pierś. Na prawej znajdowały się jeden tatuaż, na zewnętrznej części przedramienia wytatuowała sobie czarną błyskawicę otoczoną fioletową obwódką, w wewnętrznej części przedramienia znajdował się ciąg liter i cyfr, ciężkie do odcyfrowania. Na ramieniu też zapewne miała jakiś tatuaż, nie była jednak w stanie patrzeć przez ubrania. Na lewej stronie szyi wytatuowano stopień wojskowy, starszy generał sztabowy, sześć złotych gwiazdek i cztery podwójne czarne belki, obwiązane złotym wieńcem.
Pod gardłem, na obojczykach, znajdował się nietoperz z szeroko rozłożonymi skrzydłami, szczerzył białe ząbki i straszył czerwienią ślepi, brzuch oplatał olbrzymi wąż, łuski miał zielono-niebieskie, ustawiony był profilem, nad biodrem siedział pająk, oplatając pajęczyną lewą część brzucha. Reszta była pokryta drobnym tatuażem przywodzącym na myśl bluszcz. Na prawej stronie szyi, miała tatuaż w kształcie sierpa księżyca, był srebrny i jasno dawał do zrozumienia, jakiego ona jest wyznania.
-Słuchajcie, ja postaram się czegoś dowiedzieć na temat zamachowców, wiem jedynie że jeden z nich przeżył i najpewniej jest w lochach. A i jeszcze jedno, byli to Spadkobiercy.- Sara warknęła coś nie do końca zrozumiałego, jednak wydźwięk tego warknięcie nie pozostawiał złudzeń, to było coś naprawdę okropnego. Khatonka oderwała wzrok od tatuaży, zaintrygowała ją nagła zmiana nastroju Sary, wnioskowała, że ci Spadkobiercy, kimkolwiek by nie byli, Sara nie przepadała za nimi.
-Dobra, idziemy. Ostatnie czego chcę to spóźnienie.- Sara powstała z krzesła przeciągając się, skórzana kamizelka zaskrzypiała przy wyprostowaniu się, elegancka brązowa skórzana kamizelka z mosiężnymi guzikami, pod spodem miała staromodną, wiejącą rokiem 3553, damską granatową koszulę z długimi rękawami, mankiety rękawów obszyte były srebrną nicią, kołnierz obowiązkowo wysoki, na szyi kołysały się nieśmiertelniki.
-Załatwmy to szybko, bądź na starym budynku sądu, będziesz miał stamtąd piękny widok na okolicę. A jak zrobi się paskudnie, to będziesz w stanie podrzucić mi broń, albo samemu wkroczyć do tańca.- Zack zgodził się z pomysłem Sary, nie wiedzieli czy w ogóle coś się stanie, czy ktoś akurat tam będzie na nią polować. Poza tym on nie mógł tam wejść, wyglądał zbyt nietypowo, zwracałby na siebie za dużo uwagi, a tego nie chciał, nie było to potrzebne.
-Ty od razu tam leć, jak tam będziesz, rozejrzyj się, może uda ci się... A zresztą. Do zobaczenia na miejscu. Blaszaku.- Gdy przechodziły przez garnizon, żołnierze spoglądali na nie z zaciekawieniem, była to mieszanka ciekawości, oraz strachu. Przecież nie codziennie spotyka się Inkwizytora sprzed trzystu lat, który do tego wyglądał jak dwudziestopięciolatka. Sara zgromiła ich wzrokiem i wymownym przeciągnięciem palcem pod gardłem, widząc ich twarze miała ochotę wyrządzić im krzywdę, stary nawyk. Motor stał tuż przy bramie, grubej pancernej bramie, na siedzisku znajdował się kask motocyklowy, jeden. Kenra rozejrzała się z drugim, nie znalazła go jednak mimo usilnych prób. Sara w między czasie próbowała otworzyć bramę, dwuskrzydłowa pancerna brama zabezpieczona była wewnętrznymi skoblami, była to prywatna część garażu, bardziej zabezpieczona. Znalazła panel sterowania, dwie dźwigienki i trzy guziki, najpierw otworzyła wewnętrzny zamek, potem usunęła skoble i wewnętrzny rygiel, przeciągnęła obie dźwigienki w dół, skrzydła bramy otwarły się bezdźwięcznie, wpuszczając do środka świeże letnie powietrze, usiadła z tyłu motoru, Knera ciągle szukała drugiego kasku.
-Dobra wskakuj, pojadę bez kasku. Co tak się patrzysz? Jedź!- Kenra wskoczyła na motor i założyła kask, oczywiście był przystosowany do fizjonomii khatona, zapaliła silnik. Ruszyła z piskiem opon, silnik zawarczał, Sarą zarzuciło na zakręcie, utrzymanie równowagi jedną ręką jest niezwykle trudne, szczególnie jak nie ma się dobrego punktu chwytu. Zjazd był stromy, jednak z takim pojazdem nie było się czego obawiać, stabilizatory oraz potężne amortyzatory w połączeniu z wyborowymi umiejętnościami Kenry, w prowadzeniu takich pojazdów dawały gwarancję bezpiecznego zjazdu.
-Jiiihhhaaaa!- Wykrzyknęła podekscytowana Kenra, Sara przypadła niżej motoru, wczepiała palce w ramę pojazdu, przymknęła oczy nie chcąc patrzeć jak jadą, czuła jak wiatr targa jej włosami, czuła także włosy Kenry w swoich ustach. Kolejny ostry zakręt, Sarą znów zarzuciło, utrzymanie się na pojeździe było znacznie trudniejsze niż się zdawało.
-Patrz jak jedziesz! Chcesz nas pozabijać?- Wczepiła palce jeszcze mocniej, nie lubiła podróżować motorami, bardziej przyzwyczajona była do podróży konnych. Zacisnęła oczy mocniej, nie chciała oglądać jak młoda kieruje. Zastanawiało ją tylko co robi Zack?

Latanie jest odprężające, szczególnie te ekstremalne. Zack od dawna nie miał jak sobie polatać, bez ryzyka, czy groźby oberwania z trybusza, żadnych latających pocisków z balisty, żadnych ognistych kul, tylko świst powietrza w uszach. Wykonywał wszelkie możliwe akrobacje, piruety, beczki i korkociągi, pikował i wznosił się, dzięki potężnym bionicznym protezom skrzydeł, był szybszy od innych niebian starej i nowej generacji.
Zachmurzenie było zerowe, wiatr delikatny, pogoda wręcz wymarzona do latania, problem sprawiały jedynie włosy, były rozkudlone, opadały na oczy ograniczając widoczność, mimo przycięcia bagnetem ciągle były za długie, i zbyt uporczywie opadały na oczy, musiał wpaść do fryzjera. Jedyny salon fryzjerski który znał, i szanował, znajdował się na starym mieście, ulicę przed szkołą khatonki. Wylądował na brukowanym chodniku, zastukał podkutymi oficerkami, skrzydła zaszeleściły metalicznie gdy je składał, paru ludzi spojrzało na niego podejrzliwie.
Wskazywali go palcami, szeptali coś o nim, nic dziwnego, wystarczyło na niego spojrzeć, wybryk natury. Gdyby jeszcze jego ręce były w jakiś sposób symetryczne, to by się tak nie rzucał w oczy. Ubrania też były oderwane od epoki, oficerki, ciężkie wojskowe spodnie, skórzana kurtka lotnicza z podszyciem z owczego runa, a pod nią zwykłą sznurowana koszula. Wszedł do salonu fryzjerskiego, zadzwonił dzwonek zawieszony nad drzwiami, z zaplecza wyłoniła się fryzjerka, urocza blondyneczka, drobnej budowa, kształtne ciałko, ukryte pod zwiewną koszulą i fartuszkiem.
-Dzień dobry.- Szczebiotliwie powitała Zacka, kiedy na niego spojrzała nieco się przestraszyła, uśmiech zniknął jej z twarzy, a zamiast niego pojawił się strach. Ktoś taki jak Zack zawsze wyróżniał się w tłumie, na Północy nie sprawiało to jeszcze problemu, ludzi niewielu, głównie dzicz skuta lodem. Tutaj, prawie w sercu największego miasta na Trydum nie miał jak się ukrywać, zawsze był widoczny.
-Proszę się mnie nie obawiać. Nie jestem groźny. Potrzebuję strzyżenia.- Owszem potrzebował strzyżenia, mimo ich przystrzyżenia i jakimś tam upięciu wciąż były zbyt autonomiczne. Broda też wymagała porządnego ogarnięcia, zapuścił się na Północy.
-Oczywiście... Przepraszam... Ja... Proszę usiąść, zaraz przyjdę.- Usiadł na obrotowym krześle, ułożył się wygodnie i przejrzał w lustrze. Widok swojej twarzy zawsze był dal niego niemiły, kiedyś był przystojnym niebianinem, kobiety lgnęły do niego. A teraz? Jedyne kobiety które przed nim nie uciekały to Sara i Amanda. Fryzjerka wyszła z zaplecza z zestawem do golenia brody, musiała też znaleźć lepsze nożyczki.
-Jak się strzyżemy?-Zapytała się dokładnie przyglądając się włosom Zacka, przesunęła po nich dłonią. Wbrew pozorom były miękkie i przyjemne w dotyku, po odpowiednim przycięciu, rozczesaniu i upięciu, mógł wyglądać mniej przerażająco. No i jeszcze broda. Tu nie było żadnych rewelacji, broda jak broda, tylko, że biała i u niebianina.
-Proszę przyciąć i wyrównać, oraz przyciąć brodę.- Spojrzał na fryzjerkę stojącą za nim, ta w odpowiedzi skinęła głową. Odchylił głowę szykując się do strzyżenia, obliczył to sobie co do sekundy, nim Sara i Kenra dotrą do uniwersytetu, minie bardzo dużo czasu, w tym czasie fryzjerka powinna uporać się z jego włosami, i być gdzieś w połowie drogi do ukończenia przycinania brody. Potem muszą wejść do budynku, odnaleźć prawidłową salę, poczekać na rozpoczęcie wykładu, Sara zapewne wciągnie zamachowca w pułapkę, więc ma sporo czasu.

Spojrzała na khatonkę, która opierała się o ścianę szkoły. Budynek ten pamiętał czasy kiedy jej jeszcze nie było na świecie, wybudowany z kamieni i cegieł, w kształcie litery “X”, raz tu była, i to nie w charakterze ucznia. Wcześniej był tu zakład psychiatryczny, o bardzo radosnej nazwie “Słoneczne Wzgórze”, pomińmy to że wzgórz tu było tyle co nic.
Nie czekały na nic określonego, Sara najzwyczajniej chciała dokładnie zapoznać się z nowym rozkładem pomieszczeń, oraz z tym co ich będzie czekać. Kenra ubzdurała sobie, że pójdą na wykład o czasach Królewskich. Sarę to zbulwersowało. Wykład o czasach w których dorastała, wychowywała się, oraz pracowała jako agent SBE, potem jako Inkwizytor. Chciała też nieco się uspokoić, ostatnio kiedy tu była, sprawy przybrały nieco nieprzyjemny obrót, prawie zginęła, była tu przetrzymywana przez niemalże trzy miesiące. Dopiero Zack ją stąd wyciągnął, nie sam, z pomocą Aldreona, liczyło się jednak to, że z tym miejscem wiązała dużo nieprzyjemnych wspomnień.
-Dlaczego tak koniecznie chcesz iść na te wykłady. Nie możesz poczytać sobie o tym w książkach? Albo sama ci... Hmm... Więc jeszcze żyje.-
-Co? Kto żyje?- Kenra zdziwiła się nagłą zmianą zachowania, ciekawiło ją o kogo chodzi, czyżby jakiś stary znajomy, albo wręcz przeciwnie.
-Dobra włazimy, zobaczymy na ile zda się ten improwizowany plan, na farcie albo wcale.- Sara wolała przygotowywać plany z wyprzedzeniem, nie przepadała za spontanicznymi akcjami, bo te miały to do siebie, że niezwykle często wszytko w nich się waliło. A to była jedna wielka improwizacja, nie miała pojęcia ilu tu będzie wrogów, dwóch, albo ośmiu, kiedy będą chcieli załatwić Kenrę. Chciała zrobić stare przeszpiegi, dowiedzieć się co planują, poznać ich plan na wylot i wykorzystać to do ich zniszczenia. A tak wpadała bez przygotowania. Ułożyła na szybko plan jak to załatwić, nie miała pewności czy wypali. Najbardziej martwiły ją te niepewności, one zawsze robią najwięcej problemów. Czyli nic nowego, jak będzie czujna cały czas, i nie dopuści nikogo do Kenry, to powinno pójść gładko. Weszły do budynku. Najpierw przeszły przez przedsionek, kiedy tylko weszły na główny korytarz uderzyła je fale rozmów. Tłumy ludzi, elfów i niebian, istne potoki ludzkiej masy, zebrali się tu chyba wszyscy w przedziale wiekowym od dwudziestu, do dwudziestu czterech lat.
-Pięknie.- Mruknęła do siebie Sara, takich tłumów to się nie spodziewała, za dużo ludzi, jeśli jest tu jakiś zamachowiec, musiały stąd szybko zniknąć.
-Hej Kenra! Cześć!- Z tłumu wyłoniła się Kasia, jak zawsze uśmiechnięta, przepchnęła się obok kilku osób i zbliżyła się do Kerny. Sara zastawiła jej drogę robiąc groźną minę, oraz przybierając bojową pozycję, była w każdej chwili gotowa do złamanie jej kręgosłupa. Kasia momentalnie się zatrzymała, widok nieznajomej maldurianki ją przestraszył, jej wyraz twarzy też nie był szczególnie miły.
-Spokojnie Sara, to moja przyjaciółka Kasia. Nie musisz się tak spinać.- Inkwizytorka mruknęła coś pod nosem i odsunęła się na bok, mimo to była jednak dostatecznie blisko khatonki, by w razie niebezpieczeństwa zareagować. Kenra przywitała się z Kasią która wciąż była nieco przestraszona, khatonka klepnęła ją ramię.
-Nie musisz się jej obawiać. Sara jest znajomą Amandy, nic ci nie zrobi.- Nie żeby ją to uspokoiło, ale przypomniało jej to jedną, niezwykle ważną rzecz.
-Najszczersze kondolencje, no wiesz z powodu Amandy, przykro mi.- A no tak, Amanda przecież była “martwa”, lepiej ich nie uświadamiać. Sara coś tam z tyłu mruknęła, jednak nie usłyszała co.
-Dzięki.- Powiedziała to starając się naśladować smutek, znana była ze swej bezduszności, rzadko ją okazywała, jednak kiedy już ją okazywała to w całej pełni. Na przykład wtedy kiedy ich nauczycielka miała wypadek, sparaliżowało ją na cztery miesiące, wszyscy jej współczuli z wyjątkiem Kenry.
-Jak się trzymasz? Wybacz, że tak się ciebie o to pytam... Ale...- Urwała zdanie w połowie wypowiedzi, Sara podniosła jedno ucho i znów coś powiedziała, jednak na tyle głośno, że obie to usłyszały.
-Ej... Nie jestem irytująca!- Sara przekręciła oczyma i wyciągnęła słuchawkę z ucha, spojrzała z nieudawanym znużeniem na Kasię.
-Nie wcinaj się w rozmowę.- Znów włożyła słuchawkę do ucha i kontynuowała rozmowę w innym języku, odwróciła się do nich plecami.
-Ja idę na wykłady historyczne, wiem, że ciebie to nie interesuje, więc co ty na to, żeby po nich gdzieś pójść.- Kasia skinęła głową na znak zgody, to był wspaniały pomysł, już od jakiegoś czasu starała się wyciągnąć khatonkę na miasto, jednak jej plany nie wychodziły. A tu sama od siebie zaproponowała poszwendanie się, cudownie.
-Jasne, świetny pomysł.- Z tyłu Sara znów wydała z siebie niezadowolone burknięcie, obie spojrzały na nią, wzrok Inkwizytorki zakotwiczony był w ścianie z powieszoną gaśnicą, patrzyła się na nią, jakby miała przez to odkryć tajemnice świata.
-To do zobaczenia, widzimy się po wykładach.- Kasai błyskawicznie zniknęła w tłumie, Sara wreszcie oderwała wzrok od gaśnicy, powiodła wzrokiem po zebranych tutaj. Szukała kogoś kto odcinał się od otoczenia, kogoś podejrzanego, wykorzystywała swoje ostre zmysły, nic jednak nie znalazła.
-Chodź. Mam wrażenie, że ten dzień będzie naprawdę ciekawy.- Udały się w stronę sali gdzie miały odbyć się wykłady, Sara przyglądała się budynkowi, od czasu kiedy tu ostatnio była dużo się zmieniło. Kiedy zobaczyły grupę osób, widocznie na coś czekających, to się zatrzymały, to tutaj, byli tuż przed salą w której miały być wykłady. Sara dokładnie każdemu się przyjrzała, większość była ludźmi, kilku elfów, paru niebian, oraz jeden khaton. Właśnie na tym khatonie głównie się skupiła, wzbudzał jej podejrzenia. Był za stary na ucznia tej szkoły, miał jakieś osiemdziesiąt lat, śnieżna pantera, ubrany raczej normalnie, zwykła koszula, długie spodnie, oraz khatońska wersja sandałów. Śnieżne pantery pochodziły z pasma górskiego osadzonego na południowym wschodzie Varrnatu. Była zdziwiona widząc go tutaj, khatonów w Endrenie było niewielu, gdzieś z trzystu, większość z nich to tygrysi khatoni z Doliny Róż, inni są spotykanie jeszcze rzadziej. Widok śnieżnej pantery wzbudził jej czułość. Obrzuciła go jeszcze raz wzrokiem, zastanawiała się, chciała widzieć z kim może mieć do czynienia. Szare włosy upięte w wysoki kucyk, popularny wśród khatonów, w lewym uchu miał z kilkanaście złotych kolczyków, to też nic nadzwyczajnego. Najbardziej interesowała ją bransoletka na prawym nadgarstku, była srebrna z grawerowanymi błyskawicami, jedne były błękitne, drugie złote. Skupiła na niej wzrok, czuła bijącą od niej energię, magiczny gadżet, czyżby był to mag?
-Hmmm... Jakby coś się spieprzyło, padnij na ziemię i nie ruszaj się, aż ci nie powiem. Jasne?- Kenra skinęła głową, drzwi otwarły się powoli, wszyscy od razu tam weszli, Sara zatrzymała khatonkę na chwilę, musiały wejść ostatnie, kiedy wszyscy byli już w środku, to dopiero tam weszły.
Sala wykładowa była wielka, kształtem przypominała ćwierć kole, siedem rzędów siedzisk, wszystkie zajęte, prawie. Na mównicy stała elfka, oprócz niej było tam trochę rozmaitych przedmiotów, głównie gablotki z przedmiotami z epoki. Znajdował się tam też manekin w mundurze, Sara na jego widok wysoko podniosła obie brwi.
-Co? Skąd... Co kurwa?- Zamknęła drzwi, szybko wsunęła klucz do zamku i go przekręciła, a następnie złamała, nikt stąd nie wyjdzie, przemieściły się na przód, zajęły ostatnie dwa wolne miejsca.
-Witam wszystkich, nazywam się Erdia i opowiem wam trochę o czasach Królewskich.- Elfka była już w wieku średnim, ni młoda, ni stara, blond włosy upięte w kok, elegancki czarny żakiecik, biała koszula, czarne spodnie i nie mniej eleganckie buty na niewielkim obcasie. Oczy miała jasno niebieskie, pełne usta, zadziorny nosek, piękna kształtna twarz. Sara siedziała spokojnie i oglądała zebrane tutaj rzeczy, większość z nich była w stanie dostrzec nie ruszając się z miejsca. Kenra z uwagą przyglądała się jej mimice, czasem kącik ust jej drgnął, zaciskała pięść, raz nawet przybrała wściekły wyraz twarzy.
-Jak wiecie te czasy rozpoczęły się kiedy Kasandra i jej mąż Zedryk, objęli władzę w Endrenie, był to rok 3497.- Sara przymrużyła oczy i z najwyższym skupieniem przyjrzała się elfce, gapiła się na nią przez dłuższą chwilę całkowicie ignorując otoczenie. Więc się nie myliła.
-Mimo bardzo złych skojarzeń...- Za nią na ekranie przesuwały się zdjęcia, głównie przedstawiające pozujących żołnierzy, twarze przepełnione powagą, choć na jednym ze zdjęć dwóch żołnierzy żonglowało granatami. Kolejne zdjęcie tknęło Sarę, znajdowała się na niej grupka dzieci, mogły mieć z dziesięć lat, wśród nich stała niewielka, czarnowłosa maldurianka.
-W roli agentów wykorzystywali nawet dzieci. Miało to swoje...- Sara znów przestała słuchać, jej wzrok utkwił w zdjęciu, nie mrugała, nie oddychała, po prostu patrzyła. Po policzku spłynęła jedna srebrzysta łza, szybko otarła ją rękawem, mimo tego Kenra i tak to zobaczyła.
-Najwyższym spośród wszystkich agentów SBE i KUB byli Inkwizytorzy. Posiadali niemal nieograniczoną władzę, porównywalną z władzą pary królewskiej. Zarządzali SBE jak i KUB, trenowali oddziały specjalne, oraz to oni w dużej mierze odpowiadali za "przesłuchania".- Usta Sary bezgłośnie się poruszały, nawet Kenra z swym wyczulonym słuchem nie nie słyszała, na twarzy Inkwizytorki wyostrzyły się czarne żyły. Nie wyglądało to zbyt dobrze.
-Najbardziej znanym, a zarazem ostatnim Inkwizytorem był Renko...-
-Chyba o kimś zapomniałaś.- Sara powoli się podniosła, jej twarz znów była spokojna, bez uczuć, podeszła do elfki i wskazała na manekina. Pogładziła kapelusz.
-Skoro tak dobrze znasz czasy Królewskie, to powinnaś wiedzieć o takich sprawach, jak zmiany umundurowania, oraz, że robili inne mundury dla kobiet i mężczyzn. Ten na manekinie pochodzi już z czasów po odejściu Renko, a należał do Inkwizytora, widać to po płaszczu oficerskim, inne były krótsze i mniej masywne. Gdyby nie on, można by było zobaczyć pagon, który znajdował się na lewym ramieniu, tylko na lewym ramieniu. Kobiece mundury były oliwkowe, męskie szaro zielone. Ten konkretny mundur należał do Sary Black, ostatniego inkwizytora.- Elfka przez chwile stała nic nie mówiąc, reszta sali była całkiem zainteresowana tą wymianą zdań.
-Sara Black? Mit... Ona nie istniała. Jest to kawał propagandy.- Sara zaśmiała się cicho, podeszła do rzutnika i cofnęła kilka slajdów, na ekranie znów widniała grupka dziesięciolatków.
-To są młodociani szpicle, nieoficjalni agenci SBE, po ukończeniu jedenastego roku życia, najlepsi spośród nich zostawali przyjęci w szereg agentów SBE. Ta czarnowłosa, to właśnie Sara Black. Została Inkwizytorem w wieku szesnastu lat, była następcą Renko i to u niego terminowała.- Urwała na chwilę spoglądając na khatona, siedział dwa rzędy za Kenrą, zastanawiała się czy dobrze oceniła zagrożenie. Elfka była nieco zaskoczona poziomem wiedzy Sary, nie była świadom z kim tak naprawdę ma do czynienia, skąd mogła wiedzieć, że to koszmar sprzed trzystu lat.
-Skąd tyle wiesz? W żadnych...-
-W żadnych dokumentach nie zachowały się o niej informacje? To proste. Kasandra uważała ją za niezrównoważoną psychicznie, nie bezpodstawnie. Więc zamknęła ją w wariatkowie, które znajdowało się w właśnie tym budynku. A potem... Cóż, Rewolucja, i walka po przeciwnej stronie barykady. Kasandra zniszczyła każdy dowód istnienia Sary Black. Z wyjątkiem tego munduru, oraz tych kilku zdjęć.- Elfka była coraz to bardziej przerażona, gromadziła tą wiedzę przez całe dekady, połowę życia poświęciła na to, żeby odkurzyć tą historię. A tu nagle młoda studentka posiada znaczenie większą wiedzę niż ona. Kim ona mogła być, skąd tyle wiedziała?
-Skąd...-
-Skąd tyle wiem?- Przesunęła kilka slajdów wstecz, na baczność stało tam kilkunastu żołnierzy, za nimi, niemalże niewidocznie stała Sara, tylko już dorosła, nie miała maski ani kapelusza. Na jej twarzy widniała blizna, Sara zaśmiała się dezaktywując iluzję ze swojej twarzy, odwróciła się. Kenra doskonale wiedziała o co chodziło Sarze, powoli odsunęła się i ukryła pod ławka, położyła się płasko na podłodze, głowę osłoniła rękoma.
-Bo tam byłam. To ja jestem Sara Black... Ostatni Inkwizytor, oraz twoja zguba. Mam nadzieję, że jesteś lepsza niż twoi przodkowie.-Sara wysyczała te słowa nachylając się w stronę elfki. W dłoni długouchej błysnął metaliczny, podłużny przedmiot, Sara zadziałała błyskawicznie, wyskoczyła do przodu. Przyjęła uderzenie na gips, słyszała jak trzeszczy i pęka, jednak nie rozpadł się na kawałki. Wykorzystała moment nie uwagi swego przeciwnika i przyłożyła jej podszczękowym. Uderzenie jej w tułów, nogi bądź ręce nie miało żadnego sensu, miała pancerz kinetyczny, pochłaniał on sporą część energii uderzenia, a resztę rozkładał na powierzchni całego ciała. Jedyną wadą tych pancerzy było to że nie chroniły przed cięciami i pchnięciami, ale umożliwiały przeżycie potężnego uderzenia, nie przekraczającego 900 kilogramów na centymetr kwadratowy. Sara nie miała broni, na razie jej nie potrzebowała, chciała ja stłuc własnoręcznie. Wiedziała jaką bronią włada elfka, bardzo jej się to nie podobało, te bronie były zakazane w Endrenie, i nie bez powodu. Widmowe ostrza, broń szkaradna, paskudna, oraz stworzone przez elfy. Dla postronnego obserwatora wygląda jak przeciętny, nieco przesadzony z ozdobami krótki miecz. Dla kogoś wprawionego we władaniu magią stawał się jedną z najbardziej niebezpiecznych broni. Wystarczyło zaspokoić głód broni, oddać część swojej energii, a broń odwdzięczała się z nawiązką. Wokół zwykłej, stalowej klingi, tworzyło się magiczne ostrze, nic nie ważyło, kroiło zwykłą stal jak masło, a ciało nie miało nawet szans w starciu. Znacznie rósł też zasięg broni,z niecałych czterdziestu centymetrów, do prawie półtorej metra. Wiedziała jakim typem magii włada, magia wody, więc ostrze będzie stworzone z wody, brak dobrych wiadomości. Dobry wojownik był w stanie wyrządzić niesamowite szkody tą bronią, na jej szczęście elfka do nich się nie zaliczała. Wciąż jednak władała bardzo potężnym orężem, nie na długo. W kieszeni kamizelki miała małą niespodziankę, musiała tylko odpowiednio rzucić. Wyciągnęła niewielki talizman, złamała go i cisnęła w elfkę, połamany talizman upadł pod jej stopy, przez chwilę nic się nie działo, efekt nie był natychmiastowy. Kiedy tylko aktywowała ostrze, ukazała się prawdziwa moc talizmanu, błysnęło, gwizdnęło, a magiczne ostrze miecza zniknęło. Zebrani tutaj natychmiast zerwali się do ucieczki, ich nadzieje na szybkie opuszczenie tego miejsca zostały brutalnie urwane. Drzwi były zamknięte, a przez okna nie uda im się uciec, były zablokowane kratami do połowy wysokości, jedynie okna przy samej mównicy były niezakratowane.
-Co!? Jak!?- Elfka spojrzała na swoja broń, ponownie przydzieliła jej porcję energii, nic się nie stało, broń nie reagowała na dostarczanie magii. Łeb tak jej podskoczył, że prawie oderwał się od ciała, Sara wykorzystała chwilę konsternacji i przyłożyła jej podszczękowca.
-Skup się na walce!- Sara błyskawicznie znalazła się za nią, w między czasie pozbyła się strzaskanego gipsu, miała zamiar wykorzystać hak, wiedziała nawet jak. Wbiła hak w lewy bok elfki, zależało jej na uszkodzeniu pancerza. Pociągnęła z całych sił, oprócz fragmentu pancerza wytargała też kawałek ciała, krzyk odbił się echem od ścian, następnie szybko się urwał bo oberwała ponownie. W ciele elfki ziała niemała dziura, przez nią widać było jedno żebro, oraz strumień krwi, Inkwizytorka odrzuciła kawałek ciała na bok, czas na dalszą dewastację. Zdarcie pancerza bardzo jej ułatwi walkę, ale przede wszystkim ułatwi znęcanie się nad nią. Wyliczyła kolejne miejsce do ataku, uchyliła się przed horyzontalnym cięciem i wbiła hak, czuła jak żelastwo przechodzi przez miękkie mięso, delikatnie ciało nie było gotowe na taki szok, na taki ból. Kolejne szarpnięcie, wyrwała kawałek ciała z okolic brzucha, oraz kolejny wielki płat pancerza. Doskoczyła do przeciwnika i zdzieliła ja silnym ciosem w brzuch, następnie uderzyła łokciem w potylicę, kiedy tylko głowa elfki opadła, rąbnęła jej z kolana w nos. Nie krzyczała, wydała z siebie tylko żałosne jęknięcie, Sara wykorzystał chwilę i po raz ostatni wbiła hak, perfekcyjnie między piersi, szarpnęła w dół, a ułamek sekundy później pociągnęła w górę. Skutkiem było zerwanie resztki pancerza, oraz odsłonięcie ciała elfki, do tego wyszarpała jej dziurę idealnie na mostku. Odrzuciła na bok wciąż ociekający ciepłą juchą kawał ciała, chwyciła ją za głowę. Wbiła hak pod obojczyk, zakotwiczyła go i z całej siły walnęła elfkę w twarz, ta upadłą na ziemię, Sara znów ja podniosła, a następnie walnęła sierpowym, wytargała hak z ciała, koniec z zorganizowaną i samo kontrolującą się Sarą. Docisnęła ją kolanem do podłogi, drewniany parkiet zaskrzypiał pod naciskiem, oblizała się łapczywie. Następnie zaczęła okładać elfkę po głowie w szale, hak przedzierał ciało, pieść wybijała zęby, uszkadzała kości. Wściekle warczała wyrzucając z siebie złość, która w niej narastała od długiego czasu, musiała tylko pamiętać, żeby przestać nim zajdzie za daleko. Jeszcze nie chciała jej zabijać, jeszcze, teraz chciała, żeby poznała co to ból. Czaszka zaczęła niebezpiecznie trzeszczeć, uginała się też pod ciosami bardziej niż powinna, Zadała ostatni cios który wbił jej nos do środka, wstała i przewróciła elfkę na brzuch, skuła jej ręce i nadepnęła na plecy. Ciężko dyszała, czuła jak drży, korciło ją by dalej tłuc ją aż umrze, a potem wskrzesić ją i zabić raz jeszcze, i potem raz jeszcze, i jeszcze. Opanowała rządzę mordu, zrobiła głęboki wdech, starła krew z dłoni, hak też porządnie wypucowała.
-Czysto, możesz wchodzić.- Podeszła do elfki, chwyciła ją i przeciągnęła pod ścianę, posadziła ją tam i na wszelki wypadek kopnęła raz jeszcze. Okno głucho trzasnęło, Zack przeleciał parę metrów i wylądował z hukiem, podszedł do Sary i wręczył jej szablę.
-Nie mów mi, że masz znów zamiar TO zrobić?- Usiadł na ławce i skrzyżował ręce, Sara mruknęła coś niezrozumiałego, kucnęła przy elfce i odgarnęła blond włosy elfki, pazurem oznaczyła pięć punktów, jeden na czole i cztery wokół ucha na lewej skroni. Spojrzała przez ramię na Zacka.
-Pilnuj mnie. Jak coś, to wiesz jak masz mnie cucić. Życz mi szczęścia, i nie postradania resztek zmysłów.- Podciągnęła rękaw koszuli, wbiła pazury w oznaczone miejsca i zacisnęła palce, czuła jak świeża, ciepła krew spływała po jej palcach, czuła narastające ciepło, przechodziło od głowy, przez klatkę piersiową, ramię i przedramię, następnie spływało na dłoń i rozchodziło się na palce. Naczynia krwionośne tak wyostrzyły się pod jej skórą, że wyglądała jak opleciona czarna pajęczyną, najbardziej widoczne były te na twarzy, a w szczególności te wokół oczu. Podniosła głowę i wbiła wzrok w sufit, otwarła usta, a oczy uciekły jej gdzieś do góry, zostały same białka. Znieruchomiała, trwała w tej pozycji nawet nie oddychając, jedynie pulsujące żyły i tętnice uzmysławiały, że jeszcze żyje.
-Jak ja tego nienawidzę. Mam nadzieję, że wyjdziesz w jednym kawałku.- Zack zamknął oczy i westchnął, nie miał zamiaru znów patrzeć na jej reakcję zwrotną, nie ponownie, umysł Sary i tak był zszargany, a ona tylko to pogarszała.
 
Powrót do kategorii | Powrót do strony głównej artykułów
Komentarze są własnością ich autorów. Twórcy niniejszego serwisu nie ponoszą odpowiedzialności za ich treść.