Zmień fonty Zmień rozmiar
Strona główna Teksty PASTE Sznurki Galeria Forum Informacje Chat: Discord Kalendarz Mapa Szukaj / użytkownika Rejestracja
  
Opowiadania: SilverPaw: Opowieści z Endrenu : Cienie Przeszłości Rozdział 3 Part II  
Autor: SilverPaw
Opublikowano: 2017/8/17
Przeczytano: 140 raz(y)
Rozmiar 28.09 KB
0

(+0|-0)
 
Zza ławki sterczały kocie uszy, zaraz za nimi pojawiły się szmaragdowe oczy i różowy nosek, Kenra wychyliła całą głowę i spojrzała na Sarę.
-Co jej jest?- Zapytała się niebianina, wstała i przeskoczyła przez ławkę, podeszłą do niej i spojrzała jej w twarz, przeszedł ją dreszcz. Martwa twarz z białymi oczyma, wyglądała jak ożywieniec, wszystkie naczynia krwionośne były tak wyostrzone, że sama twarz wyglądała jak po kąpieli w smole.
-Cofnij się. Sara jest nieobliczalna kiedy wychodzi z tego stanu. Wdarła się do jej umysłu, poszukuje informacji.- Kenra odsunęła się od Inkwizytorki, znów ukryła się za ławką, nerwowo machała ogonem, nie podobało jej się to. Nerwowo ruszała uszami wciąż obserwując Sarę, z tyłu dochodziło do niej trzaskanie w drzwi, wszyscy chcieli się stąd wydostać. Rytmiczne uderzenia przerwał wrzask rodem z najczarniejszych zakamarków piekieł, Sara padła na podłogę, rzucała się na boki jak ryba wyciągnięta z wody, wrzeszczała i miotała kończynami w każdym kierunku. Zack szybko chwyciła ją lewą ręka i przytrzymał, żeby sama sobie nie wyrządziła krzywdy. Kenra ukryła się pod ławką, nasłuchiwała nieludzkiego skowytu Inkwizytora, Zack usiadł na niej i trzymał ją z całych sił. Jej wrzask zaczął jeszcze przybierać wdzierać się w jej umysł, zakręciło się jej przed oczyma i upadła na podłogę.
-SARA!- Wrzasnął Zack starając się ja wybudzić, otwarła oczy, wciąż były całkiem biały, wpadła w niekontrolowane konwulsje, wydała z siebie ostatni wysoki wrzask i opadła na podłogę.
-Mówiłem jej... Po co mnie słuchać.- Sara zerwała się na równie nogi, odruchowo niemal zdekapitowała Zacka, niebianin odbił jej szablę, chwyciła za barki i potrząsnął z całych sił.
-Przestać! Kurwa! Dobra, wróciłam!- Niebianin puścił Inkwizytorkę, ta zatoczyła się i upadła, rozłożyła się na podłodze, ciężko dyszała, z torby wyciągnęła butelkę jakiejś mazi, odkorkowała ją i wlała sobie do gardła.
-Sara. Kiedyś do reszty postradasz rozumy, i tak ledwie trzymasz się zdrowych zmysłów.- Sara wypiła wszystko, podniosła się i z trudem przeszła kilka metrów, odwróciła się gwałtownie.
-I co!? Myślisz, że nie wiem? Gdyby nie te psychotropy, to już dawno bym oszalała, pozwalają mi zachować resztki rozsądku. Wiesz co się dzieje, gdy ich nie biorę, wiesz na ile chorób psychicznych cierpię. Nie udawaj zatroskanego. Robisz to tylko, by się na mnie wyżyć.- Dyszała ciężko, jej umysł wciąż był rozszalały po tym doznaniu, żyły wciąż były nienaturalnie wyostrzone.
-Mylisz się, martwię się o ciebie, i nie chcę, żebyś do reszty się wykończyła. Sama wiesz, że drenaż mózgu jest niebezpieczny, nie jesteś mistrzynią w tej dziedzinie, niepotrzebnie się narażasz.- Khaton wciąż utrzymywał się z tyłu, w przeciwieństwie do reszty nie panikował, był spokojny, nawet nieco zbyt spokojny. Powoli przepychał się przez rozszalały tłum i zmierzał w przeciwnym kierunku do reszty.
-Taa... Jasne. Takiego burdelu w głowie nie widziałam od lat, ale mam potrzebne informacje, jeden jest w ochronie, drugi jest tutaj.- Sara uwielbiała dramatyzm sytuacyjny, khaton zniknął z pola widzenia, ukrył się w tłumie, bądź wszedł pod ławki, Sara kiwnęła głową dając jasny znak Zackowi.
-Wyłaź sierściuchu to może nie oberwiesz.- Sara odwróciła się spokojnie, twarz wróciła do całkowitej normy, khaton wychylił się zza ławki, zaklaskał uśmiechając się.
-Jestem pełen nieskrywanego podziwu dla waszej przebiegłości, ile czasu zajęło wam ustalenie, że to ja jestem z nią? Nieco za długo.- Stał zaraz za Kenrą, a w dłoni uformowała niewielka błyskawica, Sara tylko się zaśmiała i też zaklaskała, lub miała to wyglądać jak klaskanie. Khaton pisnął i padł bez czucia na podłogę, przy okazji rąbnął głową w ławkę, wylądował z gracją.
-Dziesięć punktów za lądowanie.- Sara podeszła do khatona i wyciągnęła go za kołnierz na mównicę, szybko związała go i rzuciła koło elfki, wtedy stało się coś, czego nie przewidziała. Elfka ja zaatakowała. Musiała jakoś rozpiąć kajdanki, najpewniej posłużyła się magią,albo miała wytrych. Sztylet świsnął jej zaraz obok głowy, Sara schyliła się, dobyła szabli i chirurgiczną precyzją cięła po kolanach. Szabla przeszła bez problemu przez ciało, nawet kość nie była w stanie zatrzymać pochodu ostrza. Nogi zostały skrócone o połowę, nim elfka upadła, to Sara zdążyła ją przebić szablą i przyszpilić do podłogi. Jej wrzask odbił się echem, ten jednak brzmiał żałośnie, słabo. Wbiła hak pomiędzy drugie a trzecie żebro, podniosła ją i z całych siła zaczęła tłuc, kiedy do reszty zdruzgotała niegdyś ładną twarz, chwyciła ją za kudły, a następnie bliżej zapoznała z drewnianym parkietem. Pech chciał, że natrafiła na sęk, więc głowa przebiła parkiet i w nim utkwiła. Podniosła się i z torby wyciągnęła kolejną parę kajdanek, tym razem dużo mniej subtelne. Ostry stalowy pręt i kajdany, By je założyć, trzeba było przebić nadgarstki a następnie zapiąć kajdany, które od wewnątrz też posiadały niewielkie ciernie.
-Ty weź tak nie przeginaj, zaraz się wykrwawi.- Wyciągnęła z torby strzykawkę, wypełniona była brunatnym płynem, wbiła igłę w podstawę czaszki i wcisnęła tłoczek do końca. Elfa wciąż była nieprzytomna, na wstrząśnięciu mózgu się nie zakończy, Sara ukryła pustą strzykawkę w torbie i wstała. Krwotok ustał po paru chwilach, mimo tego i tak straciła duże ilości krwi, cały parkiet był nią umazany, parę kropel wylądowało nawet na suficie.
-Sprytnie rozwiązałaś problem khatona, trucizna aktywowana przepływem magii. Paskudna z ciebie osoba, wiesz?-
-Wiem, inaczej nie przyjęliby mnie do tej roboty. Niewielka cena.- Podniosła uszy, spojrzała na drzwi wyjściowe, przez chwilę się w nie wpatrywała, ktoś coś przy nich kombinował.
-Odsunąć się od drzwi!- Wykrzyknęła na całe gardło, zapewne ochrona montowała ładunki kierunkowe, sam wybuch nikogo nie zrani, ale jego skutki to już owszem, zgniecenie przez drzwi, lub oberwanie nimi prosto w twarz. Ewentualnie stratowanie przez wkraczającą ochronę, żaden z tych wariantów nie brzmiał specjalnie kusząco. Sara i Zack przewrócili ławki i za nimi się ukryli, od razu dobyli broni, Zack oprócz swojej pałki z walca od zgniatarki, posiadał też długą strzelbę. Kenra wciąż posłusznie leżała w wyznaczonym miejscu, nawet jej nie przyszło do głowy żeby się ruszyć. Cztery ładunki wybuchły równocześnie niszcząc zawiasy, ciężkie skrzydła drzwi upadły na podłogę, zaraz za nimi wpadło siedmiu ochroniarzy. Nie była to ochrona samego uniwersytetu, tylko najęta na czas trwania Dni Edukacji, byli dobrze wyposażenie. Strój przywodził na myśl oddziały szybkiego reagowania, kamizelka z dwoma naramiennikami z tworzywa, gruby czarny strój, wzmacnianie twardym materiałem rękawice, oraz ciężkie obuwie. Ich broń stanowiły miotacze maszynowe, niewielkie, kompaktowe i ergonomiczne , nie zajmowały wiele miejsca bo były niewiele dłuższe od męskiego przedramienia, a siłę ognia też miały nie tuzinkową. Celnością nie grzeszyły, ich skuteczna odległość strzału to sto metrów, rozrzut potrafił zgiąć, a pojedyncza wiązka nie miała dużo siły. Posiadały jednak znacznie usprawniony system odprowadzania ciepła, więc nie przegrzewały się przy dłuższym ostrzale.
-Niech nikt się nie rusza!- Wykrzyknął ten na przedzie, na głowie miał bandanę, oczy zasłaniały ciemne okulary, ten zapewne był najważniejszy. Zebrani tutaj uczniowie grzecznie wykonali ich polecenie, stali z podniesionymi rękoma, czekali na rozwój sytuacji.
-Hmm... Ten z tyłu, z czerwoną bandaną, to jest nasz cel, reszta nie ma tutaj znaczenia. Kenra, leż dalej, zaraz się stąd wydostaniemy.- Sara mówiła tak cicho, jak tylko się dało, Zack miał sztuczne uszy i znacznie zwiększoną czułość słuchu, a Kenra była khatonem, więc też miała wrażliwy słuch. Powoli zaczęła przekradać się pod ławkami, musiała się do nich zbliżyć, ale tak by jej nie zobaczyli.
-Co tu się dzieje? Kto jest za to odpowiedzialny?- Spojrzał na mównicę, widział leżącą we własnej krwi elfkę, oraz skrępowanego khatona, wysłał tam dwóch ludzi, przyjrzał się zebranym studentom.
-Wypad.- Nikt nawet nie starał się udawać, że chciał tu zostać, po paru sekundach nie było już po nich śladu, wiedział, że nie mają z tym nic wspólnego. Wyciągnęła z torby mały przedmiot, dla postronnego wyglądał jak mały talizman, nic nie warty bubel, nic bardziej mylnego. Ta płaska blaszka była niczym innym jak zakłucaczem magicznym, jedno takie ustrojstwo pozwalało wyłączyć z akcji niemalże każdy miotacz. Rzuciła talizmanem pod ochroniarzy, ci nawet tego nie zauważyli, uśmiechnęła się skrycie, za chwilę talizman się uaktywni, a ich miotacze będą sprawdzać się tylko w roli młotków. Wychyliła się zza ławki, od razu wszystkie lufy zostały w nią wymierzone, pomijając fakt niecodziennego stroju, oraz tego, że była umazaną krwią, to już sam jej wygląd budził podejrzenia. Niewielu ludzi w ogóle słyszało o maldurianach, a co dopiero go zobaczyć.
-Ręce do góry!- Wykrzyczał ten na przedzie, wygrażając pięścią, Sara zaśmiała się u uderzyła hakiem w blat, przeciągnęła nim żłobiąc głęboką bruzdę.
-Odłóż hak na ziemię! Już!- Huknął ponownie szef ochroniarzy, jego palec wskazujący drżał na cynglu, Sara ponownie ich zignorowała, wyszła zza ławki, wtedy zobaczył, że u lewego boku miała przytroczoną szablę. Powoli zaczęła zmierzać w ich kierunku. Pozostała dwójka, która zmierzała na mównicę, też do niej mierzyła, tylko oni mieli inny problem. Zack. Niebianin mimo znacznej wagi potrafił poruszać się bez dźwięcznie, podszedł do ochroniarzy od tyłu i wyczekiwał ruchu Sary.
-Radzę się uspokoić. Inaczej będę zmuszona użyć przemocy. To wy odłóżcie broń.- Ten z czerwoną chustą też w nią mierzył, spojrzała mu w oczy i wwierciła się wzrokiem. Widziała to w jego oczach, to nie był człowiek, to nawet nie była osoba na którą wyglądał.
-Jasne. Poddaj się. Mamy przewagę.- Znów paskudnie się uśmiechnęła, dumnie wyprostowała się, z kieszeni wyciągnęła odznakę.
-Sara Black, Królewski Inkwizytor w służbie Amandy Strfie, złóżcie broń. Albo będę musiała użyć środków bezpośredniego przymusu.- Wysunęła język, musnęła nim powietrze, był czarny jak węgiel, do tego szpiczasty jak u węża, choć nie był tak płaski.
-Jasne... Odłóż broń...- Ignoranci, miała taką ochotę ich skrzywdzić, nie przybyła tu jednak w celu uświadamiania świata, miała chronić Kenrę, a teraz chciała ja stąd wyciągnąć.
-Jak tam sobie chcesz.- Zack wyskoczył zza ławek, dwójka ochroniarzy nawet nie zdążyła zareagować, ten co był bliżej szybko padł na podłogę bez czucia, Zack wiedział gdzie uderzyć. Drugiego chwycił i walnął nim w ścianę, przyłożył mu do głowy strzelbę, i tylko czekał na pretekst by go rozwalić. Sara od razu rzuciła się z szablą na ochroniarza z czerwoną bandaną, ten okazał się jednak szybszy niż przewidziała, odskoczył w bok, poza jej zasięg. Reszta szybko zdała sobie sprawę z tego, że ich bronie są bezużyteczne, kiedy tylko pociągnęli za spusty, usłyszeli ciche kliknięcia. Magiczna blokada działała jak marzenie.
-Dobra Pomazańcu, pokaż swą naturę, albo zdechniesz w męczarniach.- Przeciągnęła hakiem po szabli krzesząc snopy iskier, ochroniarz westchnął i rzucił broń na bok, rozłożył ręce. Przemiana była błyskawiczna, w mgnieniu oka przybrał swą prawdziwą postać, demoniczna postać.
-Pomazańcy to ogólne określenie. Ja jestem Serafinem... Nazywam się Niko.- Ukłonił się teatralnie niemal dotykając nosem podłogi. Mianem Serafinów określano osoby, które były wynikiem związku demona z wampirem, demoniczna hybryda. Niko bardziej wdał się w demonicznego przodka. Metr osiemdziesiąt z drobnymi, postura raczej niezbyt imponująca, szczupły. Z głowy wyrastały dwa rogi, miały po dwadzieścia centymetrów długości, ich ostry czerwony kolor dawał kontrast do czarnych włosów, spływały na ramiona, były rozpuszczone. Oczy miał czerwone, żółte białka, wąska srebrna źrenica, same oczy były całkiem spore. Ciężko określić czy był to spadek po wampirzym, czy demonicznym rodzicu, ale posiadał nieproporcjonalnie wielkie skrzydła, były błoniaste, niemalże cale czarne, z czerwonymi akcentami na końcu błon. Ogon był, jak na demona przystało, bardzo długi, choć wciąż zachowywał proporcje względem ciała, cały porośnięty był czerwonym futrem, miało ono twa tony, ciemne niemalże bordowe, było na wierzchu, jasne było na dole. Reszta jego futra miała podobne ubarwienie, ciemne okrywało klatkę piersiową, ręce od strony wierzchniej i całe plecy, reszta była jasnego koloru. Miał duże sterczące uszy, na ich końcu miał sterczące futro które upodabniało go nieco do rysia. Długi pysk zwieńczony był czarnym nosem, z ust wystawały dwa śnieżnobiałe kły. Pod lewym okiem miał czarny pentagram, wyglądał jakby był wymalowany na futrze, w istocie był on tam naturalnie. Ubrany był raczej niecodziennie, ciemna skórzana kamizelka z pokaźnym kołnierzem, była rozpięta, długie spodnie, srebrne bransolety na kostkach, oraz skórzane bransoletki z ćwiekami, dłonie osłaniały skórzane rękawice bez palców. Na łapach miał onuce, większość demonów nie stosowała obuwia. Na zakończeniu palców widniały czarne pazury, nie wyglądały na ozdoby, raczej na w pełni użytkowe narzędzia zagłady. Sara doskoczyła i szybko cięła od dołu, serafin ledwie uniknął tego ciosu, Inkwizytorka jednak nie miała zamiaru przestać, wciąż napierała na serafina chcąc go zabić. Niko w końcu wykorzystał jeden ze swoich talentów, rozpłynął się w kłębie czarnego dymu, pojawił się po drugiej stronie pomieszczenia, podniósł ręce.
-Spokojnie... Ja nie jestem w to zamieszany, mam tylko wam dostarczyć wiadomości.- Wciąż była zła, nosiło ją, chciała komuś rozbić łeb, wyszarpać wnętrzności, musiała jednak jakoś nad sobą zapanować. Ochroniarze byli całą tą sytuacją nieco wstrząśnięci, pierwszy raz w życiu widzieli demona i wampira, a to wszystko w jednej osobie. Serafinowie byli rzadko spotykani, jeszcze rzadziej niż demony czy wampiry. Pierwszym powodem był fakt, że ich liczebność była niezwykle niska, drugim powodem była ich zdolność do maskowania, to akurat była cecha wampirów. Ostatnim powodem były polowania, łowcy demonów, potworów, czy inne maści najemnych zabójców, dostawali wysokie nagrody za głowy wampirów, demonów i wilkołaków. Serafinowie też znajdowali się na tej liście, oprócz nich znajdywały się wampołaki, Lykomony, istoty mroku, hybrydy demoniczne, smoki, draconi, relini, karhani, oraz istoty mroku. Więc mieli sporo możliwości uszczuplenia populacji tego świata. Głowa serafina była warta tyle, że niektórzy zaprzedaliby swoje dusze, można było prowadzić iście królewskie życie do końca swych dni, a i tak zostałoby mnóstwo w spadku.
-Pomazaniec kurier? Kto się wysłał!?- Wsunęła szablę do pochwy, serafin wciąż wyglądał na przestraszonego zawziętością Inkwizytorki, z kamizelki wyciągnął dwie koperty, obie zapieczętowane były laką.
-To dla ciebie.- Podał jej kopertę, Sara odebrała ja robiąc groźny grymas, wsunęła kopertę do kamizelki, skrzyżowała ręce czekając na wyjaśnienia mieszańca.
-A druga jest dla Kenry.- Sara wyciągnęła dłoń po wiadomość, serafin jednak nie pozwolił jej wziąć koperty, cofnął się.
-Mam dostarczyć to do rąk własnych. Wybacz ale wolę postępować wedle wytycznych, to moja największa okazja by się wykazać, i tak mam szczęście, że mi to dali, jestem za młody.- Podniosła brwi, teraz mogła połączyć ze sobą fakty, wygląd serafina, wciąż się uśmiechał, młodzieńczy błysk w oku, jego ubrania.
-Za młody? Ile ty masz lat?- Kenra wyszła spod ławki, Zack puścił ochroniarza i udał się za khatonką, chciał mieć serafina na wyciągnięcie ręki, tak na wszelki wypadek.
-Mam siedemnaście lat. I jak wspominałem, chcę się wykazać, pewnie i tak oberwę za ujawnienie się.- Uśmiech na chwilę znikł, a uszy powędrowały na dół, po chwili jednak znów uśmiech powrócił na swoje miejsce, a uszy znów się podniosły. Ukłonił się przed Kenrą i podła jej kopertę, odebrała kopertę nieśmiało, serafin wciąż budził w niej lęk, tyle się nasłuchała o demonach, nic z tego nie było dobre. Szybko odsunęła się od demona, schowała kopertę do kieszeni, demon nie wyglądał na zaskoczonego jej reakcją.
-A gdzie ten pod którego się podszyłeś?- Demon zaśmiał się i podrapał po głowie, wyglądał na nieco zażenowanego. Widać, że był młody, starsze demony panowały nad ujawnianiem emocji, niektórzy z nich nawet się ich wyzbywali. Ten był zbyt radosny, wkrótce to się zmieni, spotka łowców, zabije parę osób, pożre ich dusze.
-Eeee... Ten, w składziku na szczotki. Jest ogłuszony i związany, nie miałem pomysłu gdzie go schować. Tak po prawdzie, to teraz brzmi to jeszcze gorzej. Mieli rację mówiąc, że się do tego nie nadaję.- Po głowie Sary wciąż błąkała się jedna myśl, kto był jego zwierzchnikiem, serafin mógł być młody, ale nawet młode demony nie pozwalały sobie rozkazywać. Wspominał, że chciał się wykazać, więc ktoś zlecił mu to, wnioskowała, że to jakiś wyżej postawiony demon, nikt inny nie przychodził jej do głowy.
-Przepraszam, ale mógłbym się jednym z nich pożywić? Jestem na głodzie.- Pytanie spowodowało, że ochroniarze znów się zdenerwowali, Sara tylko wskazała na khatona.
-Gryź go, elfka jest niezdatna do spożycia, za dużo krwi straciła, oraz podałam jej środek na krzepliwość. Nie mam pojęcia jak zadziała na kogoś takiego jak ty.- Podszedł do khatona i podniósł go jedną ręka, wypadkowa cecha obojga rodziców, demony i wampiry mogą pochwalić się dużą siłą. Wbił się mu w szyję, trwał w tej pozycji dłuższą chwilę, na tyle długą by całkowicie zaspokoić łaknienie krwi. Nie wszystkie wampiry potrzebowały krwi do przeżycia, zależało to od dynastii z której się wywodziły, Niko widocznie wywodził się z dynastii gdzie krew była im niezbędna. Kiedy zaspokoił głód odłożył khatona na ziemię, oblizał się i pomachał im.
-Ja będę się żegnał, mam jeszcze coś do zrobienia. Mam nadzieję, że się kiedyś jeszcze spotkamy.- Ukłonił się przed nimi, podniósł wysoko dłoń, z niej błysnęło mocne czerwone światło, błysnęło i serafin zniknął. Użył jakiegoś rodzaju teleportacji, Kenra zemdlała, niebianin ledwie ją złapał, Sara miała jednak poważniejsze zmartwienie, zastanawiała się kto go posłał.
-Możemy mieć problem, ktoś doskonale wiedział gdzie będziemy, kiedy tam będziemy, oraz wiedział jak się to zakończy. Ciekawią mnie jego intencje, po czyjej stronie jest, oraz czy go spotkamy. Najbardziej ciekawi mnie kim jest, demony, nawet półkrwi nie maja w zwyczaju być posłuszne, ten ktoś musi mieć wśród nich olbrzymi posłuch.- Zackowi udało się ją ocucić, pomógł jej wstać i wyprowadził ją z sali, Inkwizytorka spojrzała po ochroniarzach, oni też byli nieźle przestraszeni całą tą sytuacją.
-Ten wasz kolega maczał w tym palce. Oddajcie go w ręce policji, albo ja te ręce wam odetnę. Jasne!?- Zgodnie pokiwali głowami, nie mieli zamiaru wchodzić jej w drogę, nie komuś kto bez namysłu atakował pół demona, bądź masakrował kogoś do tego stopnia, że jego krew jest na suficie, a głowa wbita jest w podłogę, a nogi leżą parę metrów od reszty. Sara spojrzała do tyłu, na swój stary mundur, wzruszyła ramionami, nie miała zamiaru go tu zostawić, zanim jednak wzięła mundur, musiała zrobić jeszcze jedna rzecz. Zmiażdżyła rzutnik, te zdjęcia które były w nim zachowane musiały zostać zniszczone, na poprawkę walnęła w niego jeszcze dwa razy, a następnie przecięła szablą. Wyczyściła dłoń i twarz z krwi, będzie wyglądać mniej podejrzanie. Zrzuciła elektroniczny złom na podłogę, zgarnęła swój mundur i udała się do wyjścia.
-Kenra, jak się czujesz?- Zack posadził Kenrę na ławce i przyglądał się jej bacznie, zaczynał obawiać się o nią, zbyt dużo się dzieje w zbyt krótkim czasie, biedaczka doznała szoku.
-Spokojnie, nie nerwowo, wdech, policz do czterech, wydech, policz do czterech wdech.- Sara podała swój stary mundur Zackowi, ten włożył go do torby, jedynie co się tam nie zmieściło to kapelusz, był zbyt duży.
-Nie możemy wyjść w grupie, rozdzielmy się, ty Zack od razu leć do zamku, ja wrócę z młodą.- Niebianin pokiwał głową, podał Sarze kapelusz, szybko udał się do awaryjnego wyjścia, musiał wyminąć policję.
-Jak się trzymasz?- Usiadła obok khatonki, Kenra wciąż drżała, była całą tą sytuacją przytłoczona, powoli ją podniosła, poklepała po plecach.
-Proszę, uspokój się, już po wszystkim. Teraz musimy wrócić do zamku.- Otarła łzy, pokiwała głową, udało się jej jakoś opanować, wciąż była nerwowa, jednak mogła stąd wyjść.
-Kenra, musisz sama wyjść, poczekaj na mnie przed budynkiem, ja muszę wyminąć policję.- Khatonka pokiwała głową, ona też chciała się stąd wydostać, rozdzieliły się od razu, Sara kierowała się do góry, na dach, Kenra chciała opuścić ten budynek głównym wyjściem. Policji było pełno, sprowadzili chyba wszystkich z Tallus, musiała wyślizgnąć się tak, żeby nikt jej nie zobaczył. Oprócz policji było tu wielu ratowników medycznych, kilku funkcjonariuszy kierowao się w stronę sali, zaraz bardzo się zdziwią. Prześlizgnęła się przez tłum, drzwi oczywiście były zamknięte, to jednak nie był dla niej problem, wsunęła pazur do zamka, wykorzystała go w roli wytrychu. Podważyła zapadkę, powoli i ostrożnie poruszała pazurem podważając wszystkie zapadki, po kilku chwilach przekręciła pazurem i drzwi stanęły otworem. Wyszła tak, że nikt jej nie zobaczył, zamknęła drzwi i szybko ruszyła w kierunku parkingu, miała nadzieję, że długo na Sarę nie będzie czekać.
-Pozdrowienia od Catariny.- Odwróciła, za nią stało siedmiu ludzi, nie wyglądali zbyt przyjaźnie, ortalionowe ubrania, twarze które widziały nie jedną uliczna bitwę, w dłoniach pałki, drewniane i teleskopowe. Zaczęła się powoli cofać, jeszcze tego dzisiaj jej brakowało, zastanawiała się, czy uda się jej uciec, czy też dopadną ją. Usłyszała dziki okrzyk bojowy, z dachu zeskoczyła Sara i wylądowała na jednym z oprychów, szabla szybko przecięła powietrze. Jednemu z nich odcięła ucho, kiedy jeden z nich próbował ją zaatakować, to przecięła mu ścięgna w kolanie, nim walka się tak naprawdę zaczęła, to już było po niej. Ci co mogli natychmiast uciekli zostawiając rannych.
-Odważni... Kim jest ta Catarina?- Kopnęła w twarz tego z odciętym uchem, wsunęła szablę do pochwy, zostawiły ich a same udały się na parking.
-Catarina... Pewna suka która bardzo mnie nie lubi, ostatnio nerwy mi puściły i trochę ją pobiłam. Teraz się mści.- Sara poprawiła kapelusz na głowie, teraz wyglądała na bardziej oderwaną od rzeczywistości niż poprzednio.
-Gdzie ona może być? Chetnie wymienię z nią parę słów.- Wzruszyła ramionami, nie miała zielonego pojęcia gdzie ona mogła przebywać, ale wiedziała kto mógł jej to powiedzieć, chłopak Catariny, Rast.
-Mam pomysł, wsiadaj na motor.- Kenra odpaliła motor, silnik zamruczał zachęcająco, założyła kask i wrzuciła bieg, czas ruszyć. Rast był kompletnym zaprzeczeniem Catariny, był spokojny, opanowany i najważniejsze, wszystko miał w głębokim poważaniu, żeby nie powiedzieć miał na to wyjebane. Znalezienie go nie było trudne, o tej godzinie grał w koszykówkę, a nawet jeśli go tam nie będzie, to wiedziała gdzie mieszka. Dotarły na miejsce po siedemnastu minutach, hala sportowa była wielka, znajdowały się tu korty do tenisa, boiska, lodowiska, i tory rolkarskie, niebianie tu nie ćwiczyli, mieli własne sporty i własne hale, oraz amfiteatr. Znalezienie go nie było trudne, odcinał się na tle pozostałych, kasztanowe włosy miał równo przycięte i zaczesane do tyłu, był wysoki i postawny, mocna opalenizna mogła zmylić co do jego pochodzenia. Opaleni tak byli ludzie z Varrnatu i paru innych krajach, jednak tu w Endrenie, na styku klimatu północnego z umiarkowanym, ludzie zwykle byli znacznie jaśniejsi. Podeszły do niego, dopiero zamierzał się przebrać, ciągle nosił swą znoszoną skórzaną kurtkę, pod nią koszulkę z drużyny koszykarskiej do której należał, jeansy i buty nieokreślonego typu, coś jak trampki, tyle że sięgały za kostki i były z miękkiej skóry. Na ramieniu ciągle trzymał torbę, w niej miał strój do grania, deskorolkę, oraz zapewne piłkę do koszykówki, nie ufał tym z hali. Na ich widok zdziwił się, widok Sary trochę go zdenerwował, nie znał jej i nie podobał mu się ten hak, kapelusz został przy motorze, jednak khatonkę znał, no i może ją nawet lubił, na przekór swojej dziewczynie. Kenra uniosła dłoń w geście powitana, Rast odpowiedział tym samym, zmniejszyli odległość do metra, teraz powitali się uściskiem dłoni.
-Witaj Kenra. Co tam u ciebie?- Głos miał niski, co prawda to nie był głęboki bas, jednak jak na tak młodą osobę głos miał donośny, mógłby wygłaszać przemówienia. Oczy zawsze budziły sensację, prawe miał brązowo-zielone, lewe niebiesko-lawendowe, ubarwiało to tylko jego sympatyczną osobowość.
-Wszystko po staremu, a u ciebie?- Miała nadzieję sprowadzić rozmowę na temat Catariny, musiała dowiedzieć się gdzie jest. Czuła do Rasta sympatię, ograniczoną, bo jego dziewczyna była jej nemezis, jednak Rast zawsze był w porządku względem niej, więc i ona nie miała powodów by go nie lubić. Zeszli na bok, by nie rzucać się w oczy, Sara podążała za nimi niczym cień. Rast obrócił się na pięcie przyglądając się obydwóm kobietom, wiedział że Kenra coś chciała, domyślał się nawet czego, jednak chciał poczekać na jej ruch.
-Wiesz gdzie jest Catarina? Jak wiesz to powiedz, proszę, to ważne.- Jego przypuszczenie okazały się prawdziwe, znał na tyle dobrze Kenrę że był w stanie przewidzieć co powie, zaprzeczył kręcąc głową.
-Nie wiem gdzie jest, ostatni raz widziałem w szpitalu jak składali jej szczękę, by było jakoś przed południem. Wczoraj do mnie dzwoniła, chciała Cię dorwać, nie wiem o co tym razem wam poszło, nie interesuje mnie to, wiem że Catarina nie odpuści dopóki Cię nie dopadnie.- Podrapał się po brodzie, gładząc niedawno ogolony podbródek, z plecaka wydobył piłkę, odbił ją od ziemi sprawdzając czy jest dostatecznie napompowana, lepiej być nie mogło.
-Przepraszam, ale chciałbym się przebrać, jutro mamy ważny mecz i chciałbym poćwiczyć.- Wyciągnął strój, jasno czerwony bezrękawnik z numerem 9, krótkie spodenki tego samego koloru, oraz specjalne buty z sprężynującą podeszwą ułatwiającą wybicie, Sara z Kenrą opuściły halę, nie uzyskały potrzebnych informacji. Może jednak było tak lepiej? Gdyby dowiedziały się gdzie jest Catarina, z pewnością wywiązałaby się walka, krwawa, pełna dzikości i agresji, oraz biorąc pod uwagę styl walki Sary, byłoby też pełno wnętrzności na wierzchu. Opuściły halę sportową, na chwilę zatrzymały się na parkingu, Sara znów założyła swój kapelusz, wyglądała w nim jeszcze mroczniej niż normalnie.
-Wracamy?- Sara chciała być już w zamku, musiała coś jeszcze zrobić, więc przystała na propozycję khatonki, wskoczyły na motor i ruszyły z piskiem opon.
 
Powrót do kategorii | Powrót do strony głównej artykułów
Komentarze są własnością ich autorów. Twórcy niniejszego serwisu nie ponoszą odpowiedzialności za ich treść.