Zmień fonty Zmień rozmiar
Strona główna Teksty PASTE Sznurki Galeria Forum Informacje Chat: Discord Kalendarz Mapa Szukaj / użytkownika Rejestracja
  
Opowiadania: SilverPaw: Opowieści z Endrenu : Cienie Przeszłości Rozdział 3 Part III  
Autor: SilverPaw
Opublikowano: 2017/9/3
Przeczytano: 159 raz(y)
Rozmiar 41.16 KB
0

(+0|-0)
 
Z tego powodu, że mam za dużo gier i jestem leniem, to nic nie powstawało. Teraz czas to nadrobić. :-Dk
Tym razem będzie... Tak więcej gadania. Przecież każdy to uwielbia.

Do zamku dotarły po dwunastej, jak zwykle o tej godzinie odbywały się ćwiczenia strzeleckie, snajperzy dyskwalifikowali wszystkich, pozostałe formacje radziły sobie dobrze ale nic ponad to. Doborowy snajper potrafi trafić cel wielkości główki szpilki z pięciuset metrów, przeciętny żołnierz trafiał w ten sam cel z odległości dwudziestu metrów. Głównym powodem była konstrukcja broni, zwykłe karabiny nie miały być aż tak celne, wystarczyło jednak dodać dwa katalizatory, a celność wzrosłaby i to znacznie. Sara od razu skierowała udała się do swojego pokoju, Kenra udała się do gabinetu Amandy, chciała z nią porozmawiać, oraz zobaczyć co z nią. Weszła do gabinetu, od razu zauważyła brak ściany za biurkiem Amandy, równo wycięta dziura, wyglądająca jak przejście, nie wiele myśląc podeszła tam, wsunęła tam tylko głowę, nie chciała dać się zobaczyć. Ukryte pomieszczenie było czymś w rodzaju magazynu, znajdowało się tu mnóstwo półek z dokumentami, szaf było co najmniej tuzin, gabloty z rozmaitymi rodzajami broni białej, czy też statywy z pancerzami. Oświetlenie stanowiły zielone kryształy umocowane na lichtarzach, małe kryształki wielkością przypominały świeczki, dawały jednak znacznie więcej światła. Weszła do środka, szafy i gabloty tworzyły tu coś w rodzaju alejek, Amanda schowana była zapewne w jednej z tych właśnie alejek, trzeba było się rozejrzeć. Znalezienie jej nie było trudne, nuciła ponurą melodię, czasem przerywaną śpiewem.
-Zniszczone marzenia, pogruchotane kości, to tylko początek moich złości.- Zaśpiewała wysoko, powoli podkradła się do matki, Amanda zachowywała się głośno więc nie powinna jej usłyszeć, myliła się. Gdy tylko wyszła zza rogu Amanda zobaczyła ją, Królowa odskoczyła do tyłu, zasłoniła swe nagie ciało skrzydłami, zbeształa córkę paskudnym spojrzeniem i fuknięciem.
-Kenra! Miałaś się nie podkradać do mnie!- Jej głos znowu przybrał nieprzyjemny wydźwięk, Kenra zawstydzona tym co widziała, a widziała całkiem sporo, położyła po sobie uszy i przepraszająco się uśmiechnęła. Cieszyła się widząc jak Amanda szybko wracała do zdrowia, rano ledwie potrafiła się poruszać, teraz wróciły jej siły.
-Odwróć się, chce coś na siebie założyć.- Kenra posłusznie się odwróciła, ciekawość jednak wygrała nad rozsądkiem i rzuciła jeszcze okiem na Amandę, zobaczyła plecy i nogi, na plecach były tatuaże, podobnie jak na nogach. Plecy ozdobione były wizerunkiem kruka i wilka, wilk był biały jak śnieg, był w pozycji jakby wył do księżyca, kruk "siedział" na ostatnim żebrze, ustawiony był profilem Pomiędzy skrzydłami i nad nimi znajdował się tatuaż zwany "rozllin", w języku smoków oznaczało to krwisto czerwoną różę o sierpowatych płatkach. Tatuaż był krwistoczerwony, składał się z dużego trójkąta o łukowatych bokach, na jego górnym boku znajdował się mniejszy trójkąt o wklęsłych bokach, od boków obu trójkątów wychodziły linie tworzące fantastyczne wzory, niemożliwe do opisania, linie kręciły się oplatały wokół siebie i trójkątów. Na prawej znajdowała się błyskawica, składała się z siedmiu barw, barw jej włosów, błyskawica zaczynała się na udzie i kończyła się na kostce. Wokół błyskawicy okręcały się burzowe chmury, czarne ciężkie chmury. Na lewej był tatuaż rodem z Varrnatu, plemienny tatuaż stanowiący zespolenie sztuk wszystkich khatonów. Widziała tam smoka, khatoni wielbili te stworzenia, piękne wzory oplatały całą nogę, od stopy do biodra. Dziwne zestawienie tatuaży, każdy zapewne coś oznaczał, jakieś ważne wydarzenie w życiu królowej. Zastanawiała się jakim cudem wcześniej ich nie zobaczyła, przecież nie raz widziała jak pływała, czy podnosiła ciężary, a tego nie robi się w kompletnym odzieniu. Dziwił ją natomiast fakt szybkiego odzyskania muskulatury, jej figura i tężyzna fizyczna były wręcz boskie, nie wykluczały się wzajemnie, przeciwnie, podkreślały się wzajemnie. Spojrzała na lewą ścianę, znajdowało się tam zdjęcie, duże oprawione zdjęcie dziesięciu osób, powiedzenie że to ludzie byłoby nadużyciem, dziewięć z dziesięciu osób było nieludźmi, ta dziesiąta też nie wyglądała na człowieka, nie w pełni. Przyjrzała się osobą na zdjęciu, była tam Amanda, Sara i Zack, obok nich stała niebianka z purpurowymi włosami, za nią stał Dracon w mundurze Gwardii Królewskiej. Stała tam blond włosa kobieta, miała na sobie prochowiec a pod nim bluzę z kapturem, oczy zasłaniały lustrzanki, dalej stała niska kobieta, całe jej ciało pokryte było czarną matową łuską, włosy miała w odcieniu morskiego lazurytu z odcieniem szmaragdu. Obok blondynki stał mężczyzna pokryty łuskami, gruby chitynowy pancerz porastał całe jego ciało, z wyjątkiem stawów, nad jego głową unosił się ogon, zakończony delikatnie zakrzywionym ostrzem, reszta ogona pokryta była pancerzem przypominającym ostrze piły. Za Amandą stał niebianin, bardzo dziwny niebianin, miał krótki zwierzęcy pyszczek, cały był porośnięty szarym futrem, nie widać było zarysu ust, futro je ukrywało, do tego miał mały czarny nosek, podobny do tego który miała khatonka. Wyglądał trochę jak postać z komiksu przeniesiona do rzeczywistości. Na samym tyle stał smok, najprawdziwszy żywy smok, uśmiech na jego gadzim pysku wyglądał dziwnie, kolor łusek także, czarno-seledynowe, jego gadzie oblicze było nawet sympatycznie. Ciekawostką było to że wszyscy oprócz szarego niebianina, byli uśmiechnięci. Zadźwięczały podkute buty, Kenra wychyliła się zza rogu przyglądając się, Amanda, już ubrana, niosła jedną skórzaną torbę i dwie skrzynie na broń. Torba przypominała przerośniętą torbę aptekarską, coś szklanego w niej pobrzękiwało. Skrzynki były matowo czarne, wykonane z bardzo twardego i żaroodpornego tworzywa, pierwsza była długa na ponad dwa metry, nie była zbyt szeroka, grubością podobna była do trzystu stronicowej książki, druga skrzynia była grubsza, ale znacznie krótsza i węższa. Postanowiła pójść naokoło, nie chciała dać się zobaczyć ponownie, nie miała zamiaru denerwować matki, może wczoraj wróciła do świata żywych, ale była na tyle silna żeby kogoś zabić. Minęła jedną z szaf zawierającą ubrania Amandy, czarne bojówki, niebieskie męskie koszule z długimi rękawami, oraz pomarańczowy kombinezon, zdziwiła się bardzo widząc ten kombinezon, kolor był iście żarówiasty, bolał w oczy. Sprawdziła co to za kombinezon, pożałowała szybko, był to kombinezon więzienny, dokładnie z niesławnej "mordowni", czyli więzienia o tak zaostrzonym rygorze, że za zbyt głośne oddychanie można było dostać się na krzesło elektryczne. Wokół pasa, kostek i nadgarstków, znajdowały się skórzane pasy z przytwierdzonymi do nich łańcuchami, na plechach znajdowały się skórzane pasy do spinania skrzydeł, był przeznaczony dla niebianina wysokiego ale szczupłego, był dla Amandy. Cofnęła się. Jej brwi podniosły się wręcz absurdalnie wysoko, to nie mógł być przypadek, czyżby Amanda była w wiezieniu? Za co mogła tam trafić?
-Kenra, chodź tu.- Amanda ją wołała, zebrała się w sobie, poszła do niej, zobaczyła że Amanda się uśmiechała, czarny kombinezon pod ubraniami dawał mocny kontrast względem jej białej skóry, królowa wskazała jej fotel, Kenra posłusznie usiadła.
-Wiem że przez ostatnie parę dni sporo przeszłaś, jeżeli Sara lub Zack jakoś się ci naprzykrzali, to Cię za nich przepraszam. Są nieco... Zbyt sztywni. Cieszę się, że nic ci nie jest, chyba bym nie wytrzymała, gdyby coś ci się stało. Powinnam cię też przeprosić, przeze mnie prawie zginęłaś. Zestarzałam się...-
-Dlaczego nie powiedziałaś mi że siedziałaś w więzieniu?- Kenra spojrzała Amandzie prosto w oczy, Królowa była zaskoczona tym pytaniem, otwarła usta by coś powiedzieć, zrezygnowała z tego.
-Skąd ten pomysł?- Skrzyżowała ręce, zrobiła nieco bardziej zawziętą minę, oczy wciąż pozostawały spokojne.
-Kombinezon więzienny w twojej szafie.- Zwiesiła głowę, przeciągnęła dłonią po twarzy, rozpięła koszulę i zdjęła ją. Przesunęła otwartą dłonią po kombinezonie, kombinezon zaczął falować, rozpływać się, odsłonił skórę białą jak śnieg, Amanda pomacała tatuaż, pogładziła głowy żmii. Na prawym ramieniu znajdował się tatuaż składający się z dwóch żmii, szczerzyły kły na czaszkę z otwartą szczęką, nad nią znajdowało się pięć gałęzi cierniowych.
-Gałęzie cierniowe oznaczają straszliwość zbrodni, normalnie było tylko cztery, czwarta dawana za ludobójstwo, piąta została dodana aby nas mocniej oczernić, czaszka z otwartą szczęką oznacza śmierć przez powieszenie, a żmijowe głowy zdradę stanu.- Gdy kończyła głos się jej łamał, było to dla Amandy ciężkie, obudziła w niej bardzo ponure wspomnienia, pociagnęła nosem.
-Mam wiele powodów by to ukrywać, jak ktoś żyje czterysta trzydzieści dwa lata, to ma sporo gówna na sumieniu, gdybym o tym wciąż sobie przypominała, to pewnie utopiłabym się w szaleństwie. Nie mam zamiaru skończyć jak Sara, niemyślenie o tym pozwala mi zachować zdrowy rozsądek.- Kombinezon załatał się na ramieniu, odwróciła się gwałtownie na krześle, ustawiła się plecami do córki, wbiła spojrzenie gdzieś za horyzont.
-Wylądowałam tam bo byłam zagrożeniem dla Kasandry. Nie mogła mnie otwarcie załatwić, miałam za dobre znajomości w wysokich kręgach społecznych, to tylko by jej zaszkodziło. Więc posunęła się do intrygi. Nie przewidziała, że nie damy robić z siebie kozłów ofiarnych.-
-"Damy"?- Skinęła głową, wciąż ukrywała swoją twarz, Kenra słyszała jej ciężki oddech, był powolny, głośny, miała problem z swobodnym oddychaniem.
-Tak. Ja, Zack, Aldreon, i Ewe... Lina.- Głos się jej załamał, pociągnęła nosem, otarła łzy rękawem, zadrżała jej ręka, khatonce opadło jej lewe ucho, chyba trafiła w nieodpowiednie wspomnienie.
-Jak wspominałam, mam swoje za uszami, żałuję że niektóre z tych rzeczy się wydarzyły, ale powtórzyłabym je. Gdyby nie one... Nie wiem jakby się to potoczyło. Może nawet nie zostałabym istotą Mroku?- Podniosła do ust kubek, wypiła całą jego zawartość, lewa ręka znów nerwowo dygnęła, widocznie jednak nie doszła do siebie.
-Jak zostałaś istotą Mroku?- Amanda odwróciła się przodem do Kenry, oczy miała zeszklone, w kącikach kręciły się szkarłatne łzy. Wstała i podeszła do Amandy, uściskała ją, poczuła jej słaby uścisk, była bardzo osłabiona, kiedyś potrafiła podnieść ją dwoma palcami, a teraz ledwie potrafiła ją uściskać.
-Nie wiem. Kiedy zorientowałam się, że jestem istotą Mroku, to poczułam się jakby cały świat mnie znienawidził. Bałam się tego. Zastanawiałam się dlaczego ja? Jakim cudem? To było trzysta dwadzieścia siedem lat temu, w Farrandell.- Farrandell było jednym z największych miast Varrnatu, niegdysiejsza stolica, swój status straciło w tysiąc siedemdziesiątym piątym. Wtedy królestwo rozpadło się na kilkanaście autonomicznych państewek, podział przebiegał głównie przez to jacy khatonie zamieszkiwali dany teren. Farrandell było na terytorium zamieszkanym w większości przez gepardzich khatonów. Spojrzała na biurko, w dużej skórzanej torbie znajdował się niemały zbiór szklanych fiolek.
-Co to jest?- Kenra przyjrzała się torbie, było tam mnóstwo fiolek, jedne pękate inne obłe, jeszcze inne poskręcane, każda była opisana stosowną etykietką. Odsunęła się, z bliska przyjrzała się zawartości pancernych skrzynek. W podłużnej znajdowała się brzytwa. Niebiański zakrzywiony miecz, broń niezwykle niebezpieczna, ale wymagająca dużo doświadczenia. Rękojeść przeznaczona była do dwuręcznego użytku, pozbawiona była jelca, a kolor metalu sugerował, że nie jest to ani stal, ani żelazo. To była stal księżycowa. Ten sam metal z którego był wykonany pancerz Sary. Broń posiadała proste i niezbyt wyszukanie zdobienia. Na ostrzu znajdowały się faliste linie, mające upodobnić broń do faktury pióra. Najciekawsza była sama rękojeść, pokryta została skórą ze żmija, na jej powierzchni znajdowały się drobne zadziory, dzięki czemu broń nie ślizgała się w dłoni. Pochwa nie wyróżniała się niczym, zwykły kawał skóry z paskiem, tylko ta była noszona na plecach. W drugiej skrzynce był nóż, niewątpliwie krasnoludzkiego pochodzenia. Choć w sumie nóż to za mało powiedziane, był to krótki miecz, bądź długi sztylet, zależy jak na to się patrzało. Krasnloudy miały bardzo specyficzne podejście do kucia broni, podobnie zresztą jak niebianie. Tylko o ile niebianie robią świetne bronie wymagające finezji, i robią je lekkie, piękne i proste. To krasnoludy specjalizują się w tworzeniu broni wymagającej siły, wielkich mieczy, młotów, cepów bojowych, kusz, czy też lanc bojowych. Zdobienia niebian były proste, eleganckie, i nie krzywdzące zmysłu estetyki, subtelne, brodaci mieli wręcz przeciwne nastawienie do tej kwestii. Dla nich broń nie tylko miała zabijać, ale też i wybitnie wyglądać, tak by inni zzielenieli z zazdrości. Broń była ciężka od zdobień, ten miecz/nóż i tak był ubogi. Kolor krasnoludzkiego metalu podchodził do złota, był co prawda bledszy, jednak i tak raził w oczy. Ten przerośnięty nóż do listów był obusieczny, z jednej strony prosta i ostra klinga, z drugiej strony falowana zębatka, ostra i rozdzierająca ciało. Długość głowni oceniała na niecałe trzydzieści centymetrów, jelec utworzony był z trzech rombów oraz dwóch półkoli, rękojeść przeznaczona do jednoręcznego użytku, owinięta jaskrawo czerwoną skórą żmija. Głowica też była zdobiona, ciężko określić co siedziało w umyśle twórcy, ale na pewno nie był trzeźwy. Przedstawiał grom rażący pole bitwy, niby nic nadzwyczajnego, ale grom miał barwy tęczy. Ciekawe było to, że cała głownia pokryta była drobnymi znakami, zapewne magicznymi runami. Pochwa też była zdobiona, głównym zdobieniem była inskrypcja na jednym z jej boków, była po krasnoludzku więc ni w ząb nie ogarniała o co chodzi. Ułożenie paska sugerowało, że broń była równolegle do niego ustawiona, klamra była z drugiej strony, któż by się tego spodziewał, też była niezwykle ozdobna. Dotknęła brzytwy, szybko cofnęła czując jak ją parzy, zacisnęła zęby i warknęła. Amanda cicho się zaśmiała.
-Właśnie na własnej skórze przetestowałaś stal księżycową. Dotknąć ją może tylko ten, dla którego ta broń powstała. innych czeka ból, cierpienie, a może i śmierć.- Zrobiła wielki krok wstecz, z strachem spojrzała na dłoń, nic na niej nie było, Królowa znów się zaśmiała.
-Nie masz się czego obawiać. To tak gwałtownie nie działa. Gdybyś to chwyciła i trzymała przez dłuższą chwilę to owszem, mogłabyś zaliczyć zgona. Ale tak... To niewinne wyładowanie, bateria więcej ci zrobi.- Podniosła brzytwę i wykręciła nią młyńca, przerzuciła ją z dłoni do dłoni, przesunęła dłonią po ostrzu, jej wzrok utkwiony był w broni.
-Najdoskonalsze ostrze jakim było dane mi się posługiwać. Lekkie, ostre, wyważone, zabójcze. Tnie stal jak papier, a ciało nie stawia nawet oporu. Szkoda, że tak się marnuje, ta klinga zasługuje na ponowne napojenie krwią.- Wsunęła broń do pochwy, chwyciła krótki mieczyk, żonglowała nim między palcami, z smutkiem przyglądała się inskrypcji, ta broń została stworzona specjalnie dla niej? Położyła broń na biurku, skrzynie zamknęła i położyła na podłodze, usiadła na fotelu i wyciągnęła kolejna fiolkę.
-Skąd ty masz tą broń?- Nie odpowiedziała, wbiła wzrok w ostrze brzytwy, podniosła ją i spojrzała na rękojeść, pogładziła ostrze, położyła brzytwę na udach. Jej wzrok na chwilę się zamglił, wpatrywała się w broń, szepnęła coś do siebie, jednak tak cicho, że nawet Kenra ze swym ostrym słuchem tego nie słyszała.
-Odpowiadając na pytanie, to są eliksiry. Pozwolą mi wrócić do pełni sił. Składają się z glukozy, rozmaitych ziół, porostów, grzybów, mchów i masy innego zielska, oraz z niewielkiej ilości alkoholu.- Wyciągnęła fiolkę, pękatą z długą szyjką, wnioskując z jej miny smakowały ohydnie, ale skoro miały pomóc. Do gabinetu wmaszerowała Sara, teraz miała na sobie mundur polowy, prosty, wytrzymały i ciężki do zabrudzenia. Tak jak każdy jej mundur ten też był oliwkowy. Na lewym ramieniu miała torbę, w niej narzędzia służące do torturowania, specyfiki chemiczne, oraz dużo innych przedmiotów związanych z jej profesją.
-Jak tam? Działo się coś interesującego?- Amanda odchyliła się na fotelu, otarła łzy które wypłynęły jej z oczu, czuła jak jej wnętrzności się skręcają od eliksirów. Sara położyła na biurku kopertę od Niko, pieczęć była złamana, zapoznała się już z jej zawartością. Królowa podniosła kopertę, spojrzała na nią z podniesioną brwią.
-Był ciekawiej niż się spodziewałam. Spotkałam starą znajomą, a właściwie jej potomka. Polało się trochę krwi. Jednak nie to było atrakcją. Demon, a właściwie demon-wampir, serafin. Zwał się Niko.- Amanda otarła krew spływającą z nosa, skrzywiła się i zatkała krwotok chusteczką, jej wzrok powędrował na Sarę.
-Serafin? Tutaj? W Endrenie? Ciekawe.- Pogładziła podbródek oczekując dalszej relacji Sary, zastanawiała się czego ten serafin mógł chcieć, hybrydy spotykało się niezwykle rzadko, a dopiero demoniczną hybrydę.
-Ktoś go posłał jako posłańca, przekazał mnie i młodej listy, w moim było mnóstwo informacji, głównie dotyczące tych co próbowali cię usunąć, oraz ich towarzyszy. Miał też pełnić rolę obserwatora, choć sam się do tego nie przyznał. Bardziej od niego ciekawi mnie jego zwierzchnik. Ktoś doskonale wiedział gdzie będziemy, kiedy tam będziemy, w jakim celu i składzie. Ten ktoś doskonale znał każdy nasz ruch zanim go wykonaliśmy. Nie znam się na demonach, ale wiem jedno, ten ktoś musi być potężny.- Amanda wyciągnęła z biurka szkicownik, podała go Sarze, Inkwizytorka usiadła na fotelu i w mgnieniu oka naszkicowała Niko, z każdym nawet najdrobniejszym szczegółem. Jedni jednak trzeba było jej przyznać, potrafiła tworzyć portrety jak żywe, wyglądały dokładniej niż zdjęcia. Amanda podziękowała skinieniem głosy i dokładnie przyjrzała się serafinowi, na boku znajdowały się jego parametry, wzrost, przybliżona waga, rozpiętość skrzydeł, przybliżony obwód klatki piersiowej. Amanda z uwagą przyglądała się każdemu szczegółowi. Ubranie, fryzura, cokolwiek co mogło jej podpowiedzieć na temat tego młodzieńca. Pokiwała głową, a na usta wypełznął uśmiech, z biurka zgarnęła folder otwarła go i przez chwilę czegoś szukała, wyciągnęła stamtąd kartę. Podała ją Sarze. Inkwizytorka dokładnie się jej przyjrzała, to były dane niejakiego Niko Von-Calavis, młodzieniec niedawno sprowadził się do Endrenu pod pretekstem kontynuowania nauki. Na karcie wypisane były wszystkie dane osobowe, większość z nich pewnie była fałszywa, jednak adres na pewno był prawdziwy.
-Nowe miasto, osiedle mieszkaniowe"Sokół" mieszkanie numer dwieście piętnaście. Przynajmniej mamy na jego temat jakieś informacje. Na razie jednak bardziej interesuje mnie ten zamach, któryś z nich przeżył?- Amanda wciąż przyglądała się szkicowi demona, starała się rozpoznać jakieś cechy charakterystyczne, coś co pozwoliłoby jej na identyfikację rodziców.
-Tak, potomek Silvera, siedzi w lochach, chyba jeszcze żyje, jak chcesz, możesz mu dotrzymać towarzystwa.- Sara skrzyżowała ręce i zrobiła dumną minę, gdyby pomalować ją na szaro, to wyglądałaby jak pomnik jakiegoś znamienitego filozofa.
-Oj dotrzymię, będę bliżej niego, niż mógłby sobie tego życzyć. Będzie żałował, że matka wydała go na świat.- Jej złowrogi uśmiech i ten błysk w oku, Amanda doskonale wiedziała co to oznacza, oraz jak długo Silver będzie konać, o ile w ogóle mu na to pozwoli. Kenra wciąż stała i z całkowitym skupieniem przysłuchiwała się tej rozmowie, doskonale rozumiała o co tu chodzi. Sara wkrótce miała w praktyce zastosować swoją profesję, będzie torturować tego zamachowca, z pewnością zrobi to z największą przyjemnością. Szybko odwróciła się i wyszła z gabinetu, Kenra przez chwilę słyszała jeszcze dźwięczne stukanie podkutych butów, przeniosła wzrok na Amandę.
-Możesz mnie zostawić samą? Muszę coś jeszcze zrobić. Pewnie masz ciekawsze rzeczy do roboty, niż patrzenie jak przez trzy godziny przeglądam papiery i gadam do siebie.- Skinęła głową, podeszła do niej i jeszcze raz przytuliła Amandę, poczuła jak Królowa drapie ją za uchem, zamruczała i odruchowo machnęła lewą łapą. Wyszła z gabinetu zostawiając Amandę sam na sam z jej rozmyśleniami. Zastanawiała się co można robić przez resztę dnia? Jedynym sensownym rozwiązaniem dla niej było szpiegowanie Sary, oczywiście mogłaby iść do kina, jednak szpiegowanie inkwizytora brzmiało lepiej. Zjechała windą na czwarty kilometr, potem przeszła przez garnizon, z garnizonu zeszła do lochów, obecnie pełniły funkcję graciarni, kiedyś tu trzymano i torturowano setki osób, teraz siedziała tu jedna osoba, Szary, jedyny zamachowiec który nie został rozszarpany na kawałki przez Amandę. Lochy składały się z pięciu poziomów, im niżej tym gorszych zakapiorów tam trzymano, Kenra od razu skierowała się na piąty poziom, wiedziała że go tam umieszczono. Zobaczyła ją gdy przechodziła przez korytarz, Sara na haku trzymała torbę, z niedoszłym królobójcą obchodziła się dość brutalnie, związała go i ciągnęła po podłodze. Nie ruszał się zbytnio, pewnie go ogłuszyła, nawet takie więzy nie powstrzymały by przed wierzganiem na wszystkie strony, drugą wskazówką była wielka plama krwi na lewej skroni, solidnie mu przywaliła. Wedle opowieści był szósty poziom lochów, prywatny "plac zabaw" inkwizytorów, trzymano tam najbardziej zwyrodniałe narzędzia tortur, oczywiście były to tylko opowieści, a bynajmniej tak sądziła. Na skrzyżowaniu dwóch korytarzy Sara zatrzymała się, zrzuciła najemnika na ziemię, jeden z kluczy wprowadziła do wąskiej szczeliny w podłożu, podłoga usunęła się ukazując ukryte przejście, opowieści okazały się prawdą. Sara podniosła najemnika i gwiżdżąc hymn królewski zeszła na dół, Kenra wiedziona swym zakrzywionym instynktem samozachowawczym ruszyła za inkwizytorką, było to szalone i głupie. Podkradła się do otworu najciszej jak potrafiła, znajdowały się tam długie spiralne schody, nie myśląc wiele zaczęła powoli schodzić, w dole słyszała gwizd Sary, oraz trzaski spadającego z każdego stopnia Szarego. Ruszyła wolno w dół, starała się nie robić hałasu. Gdyby Sara ją tu dorwała byłaby trupem, oczywiście to ta najbardziej optymistyczna wersja, najpewniej Sara poddałaby ją torturom, najbardziej okrutnym i nieludzkim jakie wymyślono. Zmotywowana do cichego działania, powoli schodziła w dół, stawiała ostrożnie kroki, jeden fałszywy ruch i po niej, gdy dotarła na dół, chwaliła swoją kocią zręczność, rozejrzała się ciekawsko. Długi tunel wyłożony był białymi kafelkami do połowy wysokości ścian, powyżej znajdowała się goła skała, z sufitu zwisały proste lampy dające niewiele światła, po obu stronach znajdowały się grube i solidne drzwi, prowadzące do sal tortur. Coś było tu za cicho, nie podobało się to jej. Jedne drzwi były czystsze od innych, nad nimi migotała czerwona lampka, czyli tu Sara się zatrzymała. Obok drzwi znajdowała się tabliczka, napis na niej głosił "Sala nr 34, rząd 6". Wślizgnęła się do sali obok, ciężko było się tu ukryć, sala była niewielka i kompletnie zacieniona, cieszyła się że doskonale widzi w ciemnościach. Na suficie, dokładnie pośrodku sali, znajdowała się machina tortur, wygięta w łuk blacha najeżona kolcami, długość ich sięgała od ośmiu do nawet trzydziestu centymetrów. Blacha przymocowana była do czegoś w rodzaju skrzyni, z boków zwisały łańcuchy z kajdanami, domyślała się przeznaczenia tego urządzenia. Ze ścian zwisały łańcuchy, do nich przymocowywano zapewne więźniów przed głównymi torturami. W prawym rogu od wejścia stał mały stolik, obok niego stołek bez oparcia, na stoliku stała opasła księga, bez namysłu otwarła ją, pierwsza strona zapisana była drobnym czarnym pismem. "Eksperymentalne zapisywanie toku śledztwa z pomocą czarnej magii, zapisanie myśli śledczego i przesłuchiwanego. Bezwzględny zakaz otwierania zapisu przesłuchania , grozi za to kara śmierci. Sara Black królewski inkwizytor." Kenra poczuła chęć natychmiastowego przeczytania przesłuchania, wyjrzała przez uchylone drzwi, Sara ciągle tam siedzi więc jest względnie bezpiecznie. Dziki krzyk odbił się rezonując od ścian, Sara zaczęła zabawę, żarty się skończyły, Kenra ignorując ciągłe krzyki i wrzaski otwarła księgę. Zapisano ją czerwonym atramentem, pismo przypominało fale morskie, jak się w nie wpatrywało zdawać się mogło, że się poruszają, czerwień jaśniała i błyszczała, falowało coraz to mocniej i szybciej, Kena poczuła ból głowy, zatoki paliły. Zamknęła szybko księgę i odłożyła ją na miejsce, podniosła wzrok i zobaczyła Sarę, stała nie dalej jak metr przed nią, wszystko było niewyraźne, jakby patrzyło się przez gęstą mgłę, zabrzęczały łańcuchy, pod lewą ścianą przykuty był khaton. Od razu widać było że go torturowano, brakowało mu lewego ucha, czterech palców w prawej dłoni i trzech w lewej, obdarto go ze skóry w wielu miejscach, w ruch poszedł batog. Cały był we krwi, oddech miał ciężki i zarazem płytki, Sara zmierzyła go lodowato, nachyliła się nad nim, chwyciła za resztki włosów i ciągnąc je zmusiła go do podniesienia głowy. Wyglądał okropnie, zapadłe policzki, brak paru zębów, pysk wyglądał jakby się spotkał czołowo ze rozpędzonym młotem. Szlochał, zresztą nic dziwnego, przy takich obrażeniach przeważnie leży się w trumnie dwa metry pod ziemią, łzy wyżłobiły głębokie bruzdy w zaschłej krwi.
-Bądź tak miły i zacznij odpowiadać na moje pytania, to czego doświadczyłeś jest początkiem, mamy dużo czasu, bardzo dużo, mnie się nie śpieszy, a tobie nie pozwolę przejść na tamten świat.- Głos miała niezwykle lodowaty, wyzuty z uczuć i emocji, ale równocześnie był twardy i stanowczy. Gładziła hak wierzchem prawej dłoni, khaton nie odpowiadał, nie przeszkadzało to Sarze, wręcz przeciwnie, mogła dalej się nad nim znęcać.
-Tak cię pocieszę, ładną masz żonę, szkoda byłoby ją pociąć.- Khaton na wspomnienie swojej żony szarpnął się, zawarczał, trafiła w czuły punkt, zawsze trafiała. Podsunęła sobie stołeczek, usiadła wprost przed khatonem, wyglądało na to, że się świetnie bawi.
-A może jej nie zabiję, a może zrobię sobie z niej moją osobistą...- Khaton wydał wykrzyknął coś całkowicie nie zrozumiałego, na twarzy Sary wymalował się paskudny uśmiech. Kolejny czuły punkt, khaton ponownie zaczął się szarpać, wyglądało to tak jakby chciał na nią wyskoczyć, a raczej chciał na nią wyskoczyć, tylko łańcuchy i zgruchotane nogi mu to uniemożliwiały.
-To jak będzie, powiesz mi to co chcę wiedzieć.- Khaton przez chwilę się zastanowił, miał prawdziwy dylemat do rozgryzienia, ciężka decyzja. W końcu podniósł głową, wiedział co powiedzieć.
-Spiełdalaj.- Seplenił, skutek wybicia zębów i wielu ran w okolicy ust, Sara spodziewała się tej odpowiedzi, bez słowa wstała i odstawiła stołek na miejsce, podeszła do khatona z rekinim uśmiechem, zadała pierwszy cios. Kopnęła go w ramię, kość zatrzeszczała, łańcuchy zadzwoniły, Sara ponowiła cios trzykrotnie, już przy drugim kopniaku kość pękła, ale jej to nie wystarczało, kolejnymi kopniakami zdruzgotała kość. Rozstrzępiła się na kawałki, pękała w niekontrolowany sposób, niczym suchy patyk, odłamki kości poprzebijały się na zewnątrz, khaton zwijał się, krzyczał i wył. Krew spływała ze świeżych ran, sierść, niegdyś płowa, zabarwiła się na szkarłatno. Sara uczyniła to samo z drugą ręką, tym razem kopnęła sześć razy, ból był okropny, Kenra patrząc na to miała ochotę jak najszybciej stąd uciec. Jednak to co widziała to była iluzja, wydarzenia sprzed trzystu lat, one nie mogły jej skrzywdzić, Sara będąca w przeciwnej sali, mogła ją skrzywdzić. Opanowała się, nie mogła zachowywać się jak przestraszony bachor, iluzja Sary w międzyczasie połamała khatonowi obie nogi, kość udowa może jest wytrzymała, ale wszystko ma granice wytrzymałości. Z satysfakcją stwierdziła że wygląda to dobrze, oczywiście dobrze dla niej, khaton zwijał się z bólu, gdyby miał coś w żołądku to pewnie by się zrzygał. Wbiła hak w lewe przedramię, przeciągnęła go rozcinając ciało, chwyciła kość promieniową, a następnie szybkim, wytrenowanym i opanowanym do perfekcji ruchem wyrwała ją z ciała. Poprzednie wrzaski były niczym w porównaniu do tego, Sara z uśmiechem złamała kość na pół, włożyła wciąż ociekające krwią połówki kości do ust i wyssała z nich cały szpik. Kenrze żołądek podszedł do gardło, ona miała się czym zrzygać i chyba zaraz to zrobi. Odpięła kajdany, khaton bezwładnie upadł na podłogę, chwyciła go pod szczękę i zaciągnęła na środek pomieszczenie, zapięła mu kajdany zwisające z sufitu, na kostki i nadgarstki. Już chciała rozpocząć tortury, lecz powstrzymała ją jedna rzecz, wbiła mu obcas między łopatki, owinęła sobie ogon wokół dłoni i nadgarstka, pojedynczym szarpnięciem wyrwała mu ogon. A już myślała, że nie da się krzyczeć bardziej żałośnie. Sara pozbawiła go ogona, krzyczał jak opętany, wił się, prychał, przeklinał i płakał. Kenra zwinęła się w koncie, gładziła swój ogon, nie mogła uwierzyć że ktoś mógł być tak bestialski, spodziewała się po Sarze wielu okropieństw, jedyne co mogło być gorsze to rozskrzydlenie niebianina. Wywindowała go do góry, zatrzymał się tuż pod kolcami, krzyczał jak najgłośniej potrafił, zwisanie na połamanych kończynach boli jak sto diabłów, płyta zaczęła się rozgrzewać, nabrała najpierw głębokiego wiśniowego koloru, potem przeszedł na krwistą czerwień, pomarańcz, żółć, a na sam koniec stała się biała. Kolce także się nagrzały, teraz było jasne po co ta skrzynia na górze, to ona nagrzewała metal, Sara powoli podciągnęła khatona w górę, pierwsze rozgrzane do białości kolce zatopiły się w ciele. Torturowany zawył głośno, zaczął się rzucać na boki, machał zmasakrowanymi kończynami, w powietrzu unosił się ohydny zapach palonej sierści i nadpalonego mięsa. Krwawienie było obfite, czerwona ciecz lała się strumyczkami z setek drobnych ran, cierpiał nieopisane katusze. Czyżby Sara była pozbawiona duszy, czy po prostu jest aż tak zła? Łańcuchy się poluzowały, Khaton przez chwilę wisiał na kolcach, w końcu grawitacja wzięła górę, zaczął spadać, tuż przed ziemią napięły się ponownie, zatrzymując zmaltretowanego więźnia. Na kolcach zostało mięso ze skórą i resztkami sierści, jak się okazało były wyposażone w drobne zadziory i haczyki. Sara wolno podeszła do swej ofiary, w prawej dłoni trzymała metalową strzykawkę, w zbiorniczku znajdował się brunatny płyn. Inkwizytorka wbiła strzykawkę w podstawę czaszki, w rdzeń kręgowy, przesunęła tłoczek do końca, torturowany wył jak zwierz, było to wycie okropniejsze od poprzednich. Włosy się jeżyły od słuchania tych krzyków, a to była tylko iluzja, co prawda bardzo dobra, ale dalej tylko iluzja. Kenra spojrzała na Sarę, spostrzegła że była ubrana w nietypowy mundur, jasno oliwkowy, zapinany był suwakiem z prawej strony, tworząc charakterystyczną "klapę", wszystkie metalowe elementy były srebrzyste. Pagon także był dziwny, znajdował się na lewym ramieniu, widniały na nim czaszki z szeroko otwartymi szczękami, za nimi znajdowały się skrzyżowane piszczele, znajdowały się tam też znaki wyglądające jak dwie litery "X", położone jedna na drugiej. Zakończony był srebrzystymi frędzlami, i głową gryfa. Ponownie khaton został wywindowany, kolce wbiły się gładko, przypiekane mięso zasyczało, młodzieniec ponownie zawył zdzierając sobie gardło. Sara stała tuż przy konsoli obsługującą maszynę, stała ze skrzyżowanymi rękoma, na prawej dłoni miała ćwiekowaną rękawicę, domyślała się po co są te ćwieki.
-Dlacego ja nie umiełam?- Spytał sam siebie, dyndał pod sufitem krwawiąc obficie, z ran spływały małe strumyczki krwi, na podłodze powstała już niemała kałuża. Sara ciągle milczała wpatrzona w khatona, łzy spływały i mieszały się z krwią przez co wyglądał jak żywy trup.
-Dlaczego? Nekromancja, oto dlaczego. Będę tak długo cię torturować aż mi wszystko wyśpiewasz. Może potem się zlituję i cię zabiję?- Khaton zaszlochał, potem zawył i zagulgotał, jeden z kolców przebił płuco, wyszedł on klatką piersiową znacząc przypaloną sierścią swą pozycję, woń tlącej się sierści, spalonego ciała i krwi był duszący i odrzucający. Coraz to więcej kolców przebijało khatona na wylot, darł się coraz słabiej, podziurawione płuca pełne krwi nie ułatwiały krzyków.
-Pofiem! Fszystko pofiem! Tylko pszestan mnie torturofac!- Wykrzyczał te słowa na ostatnim dechu, zwiesił głowę pozwalając krwi swobodnie spływać. Sara powoli obniżyła khatona, podsunęła sobie stołeczek i ponagliła go gestem, skatowany młodzieniec łapał oddech w rozdarte płuca, widząc zniecierpliwienie na twarzy swego kata zaczął mówić.
-Za dfa dni psybendzje karafana z tofarem, zatsymiom sie w Arkanie... Bendzie tam Jafif, bendom chcieli psesucic tofar do EIF... F... W... Do EIW... To fsystko co fiem.- Zwiesił głowę, Sara złamało go fizycznie i psychicznie. Wygrała. Bez słowa odstawiła stołek, podeszła do khatona, spojrzała mu prosto w oczy, po czym szybkim ruchem poderżnęła mu gardło. Krew trysnęła obficie, Sara zamiast się odsunąć, weszła w ten krwawy prysznic, jucha khatona ściekała jej po głowie, wpływała za kołnierz, powoli zaczęła rozpinać mundur. Zsunęła buty, zdjęła spodnie, podkoszulek, kabaretki, zaczesała włosy do tyłu, wykręciła je z krwi, zrzuciła z siebie bieliznę i zaczęła się obmywać krwią zabitego. Położyła się w kałuży, obmywając się dokładnie, nacierając twarz, piersi i uda, bawiła się doskonale. Kenra natomiast patrzyła z narastającym obrzydzeniem, przypomniało się jej śniadanie, tosty z bekonem i sadzone jajko z szczypiorkiem, oraz sok pomarańczowy. W końcu żołądek odmówił posłuszeństwa, odwróciła się i w akompaniamencie jęków zwróciła cały posiłek, wraz z połową kwasu żołądkowego. Otarła futro z okolic ust rękawem. Iluzja zaczęła się rozwiewać, stała się mglista i przeźroczysta, po chwili znikła bez śladu. Obok księgi leżała stara kartka, wyglądała jakby ją wyciągnięto psu z gardła, było to wyjaśnienie w jaki sposób działa iluzja i jak się ją tworzy. "Połączenie czarnej magii z umysłem i krwią śledczego oraz ofiary, tworzą plugawą, według moralistów, pętlę czasową powtarzającą przesłuchanie. Zamknięta w postaci poręcznej księgi potrafi stworzyć iluzję tych wydarzeń w umyśle osoby która otworzy i spojrzy na znaki na kartach, postronni nic nie będą widzieć i słyszeć. Osoba wchodząca do iluzji nie może ingerować w jej wydarzenia, gdyż jest tylko obserwatorem, rozpoczętej pętli nie można zatrzymać, trzeba ją przeczekać i podziwiać." Na samym końcu znajdował się nieczytelny podpis oraz data, a sama kartka wyglądała tak jakby się sama miała rozpaść w proch. Na zewnątrz trzasły zasuwy otwieranych drzwi, Sara skończyła przesłuchanie, Kenra przez szczelinę spojrzała na inkwizytorkę, całą prawą rękę miała we krwi, hak błyszczał się szkarłatnym blaskiem, nie wyglądała jakby właśnie się kąpała we krwi, czyli najprawdopodobniej Szary wciąż żył. Poczekała aż Sara opuści poziom szósty, gdy usłyszała trzask zamykanego wyjścia dopiero ruszyła, poszła prosto od razu w stronę wyjścia, nie uszła daleko. Kiedy tylko znalazła się przy wyjściu, otrzymała tak potężne uderzenie w głowę, że natychmiastowo padła na podłogę, to uderzenie dosłownie ją wyłączyło.

Kiedy się ocknęła, od razu zrozumiała, że jest w fatalnym położeniu, leżała w jednej z sal tortur. Znajdowała się na wielkim drewnianym blacie, była do niego przykuta, kostki, kolana, łokcie, nadgarstki, pas i szyja. Do tego miała założony kaganiec, głowa była całkowicie unieruchomiona, jedyne czym mogła ruszać, to oczyma. Usłyszała znajome stukanie podkutych butów, Sara, właśnie tu zmierzała, i to nie w celach towarzyskich. Drzwi zamknęły się z hukiem, Inkwizytorka przeszła obok niej i położyła torbę tuż przy jej głowie, wysiliła się i spojrzała w tamtym kierunku. Sara pokryta była krwią, cała twarz, mundur, ręce, wyglądała jak po wizycie w rzeźni. Jej oczy były puste, całkowicie skupiona na swym zadaniu, utkwione były w narzędzie kaźni ukryte w torbie. Szarpnęła się, kajdany były zamocowane na sztywno, wykonane z utwardzanej stali, nie miała szans na uwolnienie się, nie mogła też nic powiedzieć. Kaganiec utrudniał jej już oddychanie, o mówieniu nie wspominając, posiadała sprężynowy zatrzask, oraz mocowania z solidnego materiału. Serce biło niczym młot, widziała jak Inkwizytroka wyciąga z torby podłużny nóż o płaskim nieco zakrzywionym ostrzu. Zniknęła z pola widzenia, panika ją ogarniała, chciała uwolnić, wyrwać z uwięzi, wtedy poczuła nóż na brzuchu. Przeszedł przez całą koszulę i stanik, przecinając materiał bez oporów, potem czuła lodowaty dotyk w okolicach mostka. Z oczu lały się łzy, spojrzała na słabe światło nad nią, lampa niewiele dawała, miała utrudniać spostrzeżenie czegokolwiek. Wydała z siebie stłumiony pisk, poczuła jak ostrze zatapia się w jej ciele, dokładnie nad lewym obojczykiem. Nóż przeciął ciało bez większych problemów, zatrzymała się idealnie pośrodku mostka, następnie wykonała cięcie z prawej strony, ostatnim cięciem było cięcie w dół. Ostrze zatrzymało się dopiero przy pępku, z jednej strony była przerażona i otumaniona bólem, a z drugiej, zastanawiała się po co zadaje sobie tyle trudu? Nóż wbił się tuż obok jej prawego ucha, na tyle blisko głowy, że była w stanie je zobaczyć, ściekała po nim jej krew. Poczuła lodowate palce Sary, wsunęła je w linię cięcia i pociągnęła odchylając prawą cześć piersi, więc to była wiwisekcja. Następnie uczyniła to bo drugiej stronie, jej ruchy były powolne i dokładne, nie spieszyła się, nie miała po co. Czuła jak chłód ogarnia jej ciało, zacisnęła zęby i pięści, znów się szarpnęła, znów nic się nie stało, spojrzała kątem oka na Inkwiytorkę. Stała po jej prawej stronie, zdjęła górę od munduru, i zawiesiła go na haku wystającym ze ściany. Pod górą miała podkoszulek, oliwkowy i zabrudzony krwią w okolicy szyi, Inkwizytroka odgarnęła włosy i oczyściła hak wycierając go do spodni. Dotknęła blizny, wyraz twarzy na chwilę się zmienił, stał się smutny, po chwili wróciła zwyczajowa obojętność. Na ramionach miała wytatuowane gryfie łby, po jednym na każde ramię, otoczone były laurem, na lewym ramieniu dodatkowo była jeszcze insygnia inkwizytora. Pięć pionowych linii wyglądające jak ślad po pazurach, a na szczycie korona z pięcioma szpicami. Podeszła do khatonki i nachyliła się nad rozwartym torsem, powoli i dokładnie wsunęła dłoń w wnętrzności. Czuła jak dłoń Sary prześlizguje się obok żołądka i ociera się o wątrobę, następnie wbija się w osierdzie i zanurza pomiędzy płuca. Czuła jak dłoń zaciska się na jej sercu, Sara przez chwilę delektowała się tą chwilą, a następnie jednym, szybkim, zdecydowaniem pociągnięciem wytargała serca z jego miejsca. Nachyliła się nad nią, miała jeszcze chwilę nim Kenra osunie się do krainy zmarłych, serce wciąż pulsowało. Podniosła je i ścisnęła, krew która wciąż tam była, wylała się wprost do jej ust, oblizała się a następnie pożarła serce. Wzrok stał się mglisty, widziała tylko niewyraźną sylwetkę Sary, która zabrała się do dalszej konsumpcji, teraz zabrała się do wyrywania kości. Po chwili nie miała już sił walczyć, poddała się.
 
Powrót do kategorii | Powrót do strony głównej artykułów
Komentarze są własnością ich autorów. Twórcy niniejszego serwisu nie ponoszą odpowiedzialności za ich treść.