Zmień fonty Zmień rozmiar
Strona główna Teksty PASTE Sznurki Galeria Forum Informacje Chat: Discord Kalendarz Mapa Szukaj / użytkownika Rejestracja
  
Opowiadania: Pełna Diagnoza - M/M - NSFW  
Autor: Zaharashi
Opublikowano: 2020/5/27
Przeczytano: 71 raz(y)
Rozmiar 17.16 KB
0

(+0|-0)
Url Link: https://www.furaffinity.net/view/36536278/
Pełna Diagnoza

“W wichrze obrazów widzi ewolucję maszynowej inteligencji: kamienne kręgi, zegary, parowe krosna, tykający mosiężny las zapadek i dźwigni, próżnia schwytana w dmuchanym szkle, elektroniczny poblask w cienkich jak włos włóknach, wielkie układy lamp i przełączników, dekodujące wiadomości zaszyfrowane przez inne maszyny…”
Wiliam Gibson

Rozdział 1

Łagodny dźwięk pianina, ustawiony jako budzik w jego smartfonie, wybudził go o 7 rano. Była sobota. W soboty Aron, młody chłopak na pierwszym roku studiów robotyki, realizował staż w firmie Zamagetsi, największej klinice droidów. Korporacja Zamagetsi zajmowała się produkcją oraz naprawą doskonałych replik zwierząt. Owe cuda techniki pierwotnie konstruowane były ze stelaży, mechanizmów i różnorodnych przekładni, które wprawiły zwierzęta w ruch. Przez długi czas spełniało to swoje zadanie i wydawało się, że technologia stanęła w miejscu, jednak po wielu latach żmudnej pracy nastała wielce oczekiwana rewolucja. Zespół naukowców z Indii opracował nano materiał z którego drukowano kości, mięśnie, tkanki i narządy. Pseudozwierzęta stały się niemal nierozróżnialne z prawdziwymi. Procedura ta, porównywana z wytworami myśli fantastycznej, nie była jednak doskonała. Tak zaawansowana technologia z wieloma zmiennymi, niejednokrotnie prowadziła to usterek.
Firmy takie jak Zamagetsi zajmowały się diagnostyką i naprawą sztucznych zwierzaków. Popyt na ich usługi był ogromny. Każdy chciał mieć małego droida u siebie. Nie trzeba było po nich sprzątać, były posłuchane, nie rozrabiały (chyba, że zastosowano odpowiedni program). Bateria z mikroreaktora antymaterii wystarczała na wiele lat użytkowania. Zlecano projekty specjalne, kreowane na wzór zmarłych zwierzaków domowych. Koniec z płaczem po stracie czworonożnego przyjaciela czy ukochanego chomika.
Aron stuknął w taflę szkła na swoim telefonie wyłączając symulację holograficzną przed jego oczami. Jakby od niechcenia przejrzał wiadomości z gejowskich portali randkowych.
- Ech, znowu nic ciekawego - wymamrotał do siebie. Uniósł kołdrę i spojrzał na swoje nagie ciało. Był szczupłym nastolatkiem o średnim wzroście i przeciętnej urodzie. Posiadał raczej skromne owłosienie, jędrne pośladki i małe kształtne sutki. Gładką klatkę zdobiła skromna aczkolwiek wyraźna linia oddzielająca mięśnie piersiowe. Między nogami jego schludnie przystrzyżony kształtny członek, porannym wzwodem sygnalizował swoją gotowość do akcji. Trzeba będzie coś z tym zrobić - pomyślał. Wstał z łóżka, otworzył okno w celu przewietrzenia pokoju po czym udał się do łazienki.
*beep* - Proszę wybrać program porannego prysznica - zakomunikowała SI sterująca mieszkaniem. *beep* *beep* - Wybrano program numer sześć, “orzeźwiające wybudzenie”. Ustawiam temperaturę wody. Wszystko będzie gotowe za... dwie minuty - przeliczył komputer. Wziął ręcznik, czystą bieliznę, przejrzał posty na Facebooku przy lustrze i wskoczył do kabiny. Laserowy skaner wychwycił sylwetkę Arona i fala delikatnej mgiełki otuliła jego zwiotczałe ciało. Program się gwałtownie zmienił, smagając ciało gorącą i chłodną wodą naprzemiennie. Spojrzał na swój gładki, bezwłosy tors. Krople wody tańczyły na jego sutkach wesoło zachęcając do zabawy. Złapał w końcu za swojego sterczącego członka i zaczął pieścić go posuwistymi ruchami, jednocześnie bujając się rytmicznie symulując stosunek. W jego myślach przebiegały obrazy nagich męskich torsów, bicepsów i kształtnych soczystych penisów. Lewa ręka zawędrowała w okolice pośladków stymulując jego strefy analne. W konwulsyjnym dreszczu docisnął swoje wilgotne ciało do ściany kabiny i wystrzelił salwą ciepłego, lepkiego płynu. Ciężko dysząc, zmył resztki spermy z własnego członka i zakończył poranny prysznic.
Wyszedł wybudzony, zrelaksowany i gotowy na nowe wyzwania jakie z całą pewnością spotkają go w klinice. Rytmicznym ruchem ręki nastawił ekspres do kawy i wybrał poranne śniadanie z listy menu na tablecie wbudowanym w stół kuchenny. *beep* - Wybrano konfigurację numer 6, “płatki owsiane na mleku migdałowym z owocami leśnymi”. Czas oczekiwania to… 6 minut - zakomunikował asystent. W czasie kiedy SI przygotowywała jedzenie, założył trochę za obcisłe białe bokserki, skarpetki w tym samym kolorze i luźne dresy. Po skończonym posiłku syntetyzowany głos poinformował go, że do końca dnia zostało mu jeszcze 1464 kcal do konsumpcji. Ubrał się w jeansy, niebieski t-shirt i wyszedł z mieszkania.

Rozdział 2

W oczy uderzyła go feeria barw bijąca z wszędobylskich hologramów zachęcających do kupna niekoniecznie potrzebnych przedmiotów. Było słonecznie i czuć było wiosenny wiatr muskający przyjemnie po twarzy. Miejsce praktyk Arona znajdowało się niedaleko jego miejsca zamieszkania. Wystarczyło przespacerować się przez Park Obrońców Marsa i przy południowym wyjściu po prawej stronie ukazywał się ogromny gmach kliniki.
Aron zeskanował swój identyfikator i wszedł do budynku. Powitała go miła, młoda recepcjonistka.
- Cześć Aron. Jak leci? - powiedziała uśmiechając się szeroko.
- Cześć Carole. W porządku. Ładna pogoda, prawda?
- Jasne. Może uda mi się wyjść wcześniej i wyskoczymy na rowery po pracy?
- Bardzo chętnie. Kończę o 16:00.
- No to jesteśmy wstępnie umówieni. Trzymaj się. Miłego dnia.
- Wzajemnie.
Wdusił przycisk w windzie na 23 piętro. Ciekawe czy wie, że jestem gejem? - pomyślał - Muszę jej o tym powiedzieć. Może się zrobić niezręcznie. Winda donośnym dźwiękiem zasygnalizowała pojawienie się na żądanym piętrze. Student wyszedł i rozejrzał się po korytarzu. W soboty na jego piętrze zawsze było pusto. Cały wydział odpowiedzialny za diagnostykę androidów miał wolne weekendy. Specjalnie mu to nie przeszkadzało. Lubił pracować w samotności.
Wszedł do swojego pokoju. Wykonał obrotowy gest ręki przy panelu sterowania. Zimne, mocne światło wypełniło całe pomieszczenie. Pomalowana na biało pracownia była całkiem przestronna. W prawym rogu umiejscowione było centrum sterowania z dużymi holograficznymi wyświetlaczami. Po bokach stały regały z narzędziami, kablami i innym specjalistycznym sprzętem potrzebnym do pracy. Serce pomieszczenia stanowił ogromny stół z wysoko umieszczoną lampą. Rozejrzał się i zerwał notatkę z tablicy korkowej od doktora Jones’a. Kto jeszcze dziś używa tak archaicznych rzeczy - pomyślał. Na kartce widniała lista zwierząt wymagających kontroli w ciągu dnia. Hm… Kot bengalski, labrador… - przeleciał listę wzrokiem. - Projekt 24TH. Co to za nowość? - pomyślał. No nic, poczekamy do końca dnia i wszystko się wyjaśni.
Kiedy skończył szykować swoje narzędzia pracy do pokoju weszło dwóch chłopaków pchających stół z zamontowanymi kółkami. Pierwszym był George. Znajomy Arona z uczelni. Był wysokim przystojnym młodzieńcem o bujnej blond czuprynie. Z jego oczu bił blask radości i stale wylewającej się energii. Miał na sobie standardowy strój pracownika kliniki. Biały kitel z kieszenią na smartfona. Drugą osobą był puszysty, nieśmiały chłopak o piegowatej cerze i przetłuszczonych krótkich włosach. Pączek, jak zwykle do niego mówiono, na imię tak naprawdę miał Jack. Wiecznie onieśmielony i ukrywający się za parą swoich okularów, które nosił z wiadomej tylko dla siebie przyczyny, gdyż wszczepy rogówkowe korygujące wzrok były rzeczą zarówno tanią jak i powszechną.
- Cześć Aron. - powiedział ten wyższy błyskając bielą swoich zębów.
- Cześć chłopaki. Co tam dla mnie macie?
- Jakiś kot. Uszkodzony chyba obwód od reaktora. Dasz sobie radę?
- Bez problemu. - Uszkodzenie obwodu reaktora było dość częstą usterką i Aron nauczył się już naprawiać ją z doskonałą skutecznością.
- Zostawcie ją na środku pokoju.
- Jasne, odpowiedział George.
Koledzy wprowadzili zwierzę do środka pokoju. Przerzucili robota na stół operacyjny ustawiony pod mocnym snopem światła sufitowego po czym wyszli z pomieszczenia udając się w stronę windy. Zjechali na 13 piętro budynku, gdzie znajdował się oddział przygotowywania zwierząt do diagnozy i naprawy.
Aron czym prędzej zabrał się do pracy. Miał nadzieję wyrobić się do 16:00, aby zdążyć na przejażdżkę rowerem z Carole. Czas leciał powoli. George i Jack przywozili pacjentów w regularnych odstępach czasu. W końcu nastała godzina 15:00 i Aron zaczął sprzątać swoje utensylia, szykując się powoli do wyjścia. Już miał sięgnąć ręką aby wyłączyć plazmowy regenerator nanocząstek, kiedy do sali weszli jego znajomi prowadząc na stole coś... humanoidalnego.

Rozdział 3

Aron odskoczył jak poparzony uderzając się w biodro o krawędź blatu.
- Zaraz, zaraz chłopaki co to jest?
- Jeszcze jedno zlecenie.
- Ale jest już lekko po 15:00, a poza tym co wyście mi tu przyprowadzili? Z daleka widać, że to nie jest zwierzę.
- To jest to zamówienie specjalne. Nie czytałeś listy od Jones’a?
- Czytałem ale tam jest tylko symbol.
- Jakiś bogacz zamówił sobie specjalnie zaprojektowanego androida. Też się dopiero dzisiaj o tym dowiedzieliśmy. Będziesz chyba musiał zostać nieco dłużej. Wymagana jest pełna diagnoza, zanim dostarczymy go do klienta. Tutaj masz panel sterowania. - George wyjął z kieszeni niewielki tablet i wręczył go Aronowi. - Rozgryziesz to w mgnieniu oka. Łebski z ciebie chłopak.
- Taaa… No dobra. Przy wyjściu dacie znać Carole, że nie dam rady iść na rowery?
- Nie ma sprawy. To co? Zerkniemy co to jest?
- Dawaj - wycedził entuzjastycznie. George jednym szybkim ruchem zrzucił białe prześcieradło ze stołu i ich oczom ukazał się… Tygrys? Ale nie, to nie był tygrys. Postać posiadała jak najbardziej ludzkie kształty. Dwie nogi, ręce, tułów ale głowa… Głowa była tygrysia. Jednak miała w sobie coś niezwykłego. Coś jakby rysy twarzy.
- Ale czad! - wykrzyknął George. - To jest antropomorf. Widziałem takie w grach komputerowych i anime. Wiesz taki pół człowiek, pół zwierzę.
- Tak, wiem. - odpowiedział Aron. - Trochę jak wilkołak.
- Tygrysołak. - palnął George szczerząc zęby.
- Ha ha. No tak. Połóżcie go na stole. Zaraz się nim zajmę.
Pączek złapał za nogi, George za tułów i przerzucili androida na stół operacyjny.
- Dobra, to my się będziemy zbierać. Potrzebujesz jeszcze czegoś?
- Nie, dzięki. Poradzę sobie. Do jutra.
- Cześć. - Pomachali i wyszli.
Tygrys leżał na stole i prezentował swe wdzięki. Aron stał nad nim i dokładnie mu się przyglądał. Jest bardzo przystojny - przeszło mu przez myśl. Ciało robota zdobiły idealnie wyrzeźbione pagórki mięśni. Dotknął jego uda i przeszył go dreszcz. Jejku, jak prawdziwy. Poczuł sprężystą sierść pod palcami i ciepło bijące ze skóry zwierzęcia. Między nogami znajdował się idealnie proporcjonalny członek z owłosioną moszną. Wyglądał prawie jak u człowieka, jednak uważne oko mogło dostrzec pewne różnice. Nie było włosów łonowych jako takich, gdyż podstawa penisa przechodziła od razu w szarobiałą sierść na brzuchu. Kształtny żołądź pokryty był warstwą skóry napletka. Miał lekko pomarańczowy odcień. Aronowi serce zabiło szybciej na ten widok. Mimowolnie zsunął rękę i objął prącie swoja dłonią. Było przyjemne w dotyku. Nierozróżnialne z prawdziwym organem. Wykonał parę ruchów jak przy masturbacji i ze smutkiem dostrzegł, że nie przynoszą one spodziewanego efektu. Tygrysi członek pozostał w stanie spoczynku.
Zafrasował się nieco i spojrzał w tablet z panelem sterowania, który trzymał w lewej dłoni. Omiótł wzrokiem spis treści. Informacje podstawowe - przeczytał w myślach. Humanoidalny android na bazie tygrysa bengalskiego, zaprojektowany i wykonany na specjalne zamówienie. Zerknął na dział specyfikacji. Sztuczna inteligencja opracowana na bazie zachowań drapieżników. Może zachowywać się agresywnie, jednak odpowiednie algorytmy zabezpieczają przed zrobieniem człowiekowi krzywdy. Większośc funkcji użytkowych była niedostępna w trypie uśpienia. Spojrzał na wielki czerwony przycisk na dole ekranu z wypisanym słowem “Wybudzenie”. Dłonie mu zadrżały, przełknął ślinę po czym dotknął palcem na wyświetlaczu.
Klatka piersiowa uniosła się lekko w symulacji zaciągania powietrza, po czym powieki bestii lekko się rozwarły. Błyskawicznym ruchem strącił metalową tacę z narzędziami leżącą nieopodal stołu i niczym konik polny wystrzelił w róg pomieszczenia. Na pysku malowała się mieszanina strachu i dezorientacji. Aron spojrzał na niego spokojnie. Wreszcie dostrzegł go w całej swej okazałości. Jego umięśnione ciało falowało delikatnie w rytmie oddechu. Miał piękny pomarańczowo-czarny ogon, falujący subtelnie jakby znajdował się na tafli rwącej wody. Czarne, niczym namalowane przez artystę cętki zdobiły jego szerokie plecy i krzepkie ramiona. Cichy odgłos dzwonka, wydobywający się z panelu sterowania wybił go z głębokiej zadumy. Spojrzał na wyświetlacz. Wykryto wysokie stężenie oksytocyny i endorfin. Analiza… Wysokie podniecenie użytkownika. Sugerowane działanie… Stosunek płciowy. Czy zatwierdzasz? Aronowi zrobiło się gorąco. Nie mógł się już wycofać. Raz kozie śmierć. - pomyślał i wdusił niebieski przycisk.
Bestia rzuciła się w jego stronę. W ułamku sekundy znaleźli się twarzą w twarz. Aron spojrzał tygrysowi w jego wielkie, szare i niebezpieczne oczy. Czuł na sobie jego ciepły oddech. Momentalnie przyrodzenie zaczęło mu rosnąć w spodniach niczym ciasto w piecu. Zwierzę nie zwarzając na zakłopotanie chłopaka rozwarło paszczę i zatopiło swój wilgotny, długi język w ustach siejąc spustoszenie na jego zębach i migdałkach. Stali tak w namiętnym pocałunku przez krótki czas kiedy Aron poczuł masywną dłoń na swoim kroczu. Bestia dynamicznym ruchem ściągnęła z nastolatka spodnie oraz bokserki po czym ujęła nabrzmiałego członka w swoją masywną łapę. Aron stęknął z rozkoszy wyginając się jak pałąk. Po chwili głowa tygrysa znalazła się między nogami studenta, zlizując ejakulat językiem z mięsistego penisa niczym żywicę ze zranionego drzewa. To było jak spełnienie wszystkich marzeń. Czuł się cudownie kiedy bestia ssała jego żołądź, głaszcząc mosznę jednocześnie. Dotykał jego miękkich uszu i głaskał go po głowie. Był piękny. Doskonały. Czuł, że lada moment może wystrzelić, jednak android wyczuwając to swoimi czujnikami raptownie przestał.
Dopadł go w swoje ramiona i agresywnie rzucił na stół operacyjny. Podszedł powolnym krokiem a jego ogromny członek obijał się o silnie zbudowane uda. Napletek zsunął się całkowicie ukazując dorodny, pulsujący żołądź. Prącie zdobiły wyraźne, grube żyły doprowadzające substancje chemiczne. Drapieżnik złapał Arona za ramię i odwrócił go plecami. Stał tak delikatnie pochylony, z wypiętym i lekko wilgotnym tyłeczkiem. Najwyraźniej robot został zaprojektowany jako zabawka dla jakiejś bogatej kobiety. Ale dla niego to chyba nie ma różnicy. - przeszło mu przez myśl, kiedy poczuł mięsisty język świdrujący jego odbyt. Kiedy dziurka była już odpowiednio nawilżona, bestia się wyprostowała, stuknęła kilkukrotnie członkiem o pośladki chłopaka po czym włożyła go z pełną siłą. Aron jęknął z rozkoszy. Nigdy jeszcze nie czuł czegoś tak przyjemnego. Rytmiczne, posuwiste ruchy tygrysa stymulowały jego odbyt i męski punkt G. Spojrzał na swoje prącie, które naprężyło się niczym struna i wystrzelił lepką spermą na blat stołu. Czuł się spełniony. Tygrys wysunął swój nadal sterczący członek i wepchnął go Aronowi do buzi trzymając go oburącz za głowę. Był gruby i soczysty. Chłopak zaczął ssać go niczym lody śmietankowe latem, zanurzając swój język pod śliskim napletkiem masywnej pałki. Stymulował go tak przez jakiś czas bawiąc się jego jądrami kiedy poczuł gorącą lepką falę nasienia, która wezbrała się w jego ustach. Była lekko słona w smaku. Zlizał resztki z penisa i uśmiechnął się w stronę antropomorficznego zwierzaka.
Następnego dnia z samego rana do pomieszczenie weszli koledzy Arona prowadząc elektronicznego psa na noszach.
- To ty jeszcze tu jesteś?! - wykrzyknął George na widok Arona siedzącego za biurkiem.
- Zeszło się z tym nowym modelem. Faktycznie potrzebna była “pełna” diagnoza wszystkich funkcji - odpowiedział przyjmując zagadkowy wyraz twarzy.
- Lepiej zacznij się przyzwyczajać bo najwyraźniej te modele będą coraz popularniejsze. Mamy w harmonogramie dziś kolejnego antropomorfa. Tym razem pół wilka. Myślisz, że dasz radę?
- O mnie się nie martw. Mam już w tym pewne doświadczenie - odpowiedział uśmiechając się tajemniczo.
 
Powrót do kategorii | Powrót do strony głównej artykułów
Komentarze są własnością ich autorów. Twórcy niniejszego serwisu nie ponoszą odpowiedzialności za ich treść.