Zmień fonty Zmień rozmiar
Strona główna Teksty PASTE Sznurki Galeria Forum Informacje Chat: Discord Kalendarz Mapa Szukaj / użytkownika Rejestracja
  
Opowiadania: TribalSilence "Taka Praca" cz.1  
Autor: Trybek
Opublikowano: 2007/6/7
Przeczytano: 1126 raz(y)
Rozmiar 12.53 KB
0

(+0|-0)
 
Znów szedłem tym korytarzem. Zapchlony kompleks. Wszystko się błyszczy, wszystko jak opakowane folią, wszystko jakby odmalowywane co noc przez jakieś mega-kosmiczne mikrusy. Nienawidziłem tego miejsca, no ale cóż, robota to robota.
Dochodziłem do drzwi prowadzących do Sali Obrad. Czemu te zasrane spotkania musiały odbywać się w niedziele? Co komu przeszkadzało żeby zrobić je w jakikolwiek inny dzień tygodnia? Czasem nie rozumiem tej bandy patafianów którą musimy nazywać szefostwem. Ogon majtał mi się na lewo i prawo, chlastając powietrze jak bicz tresera cyrkowych lwów. Byłem wściekły, co zresztą było widać. Wczoraj wieczorem bawiłem się chyba jak nigdy, było dużo muzyki, tańców, trunków i wyżerki, noc była gwieździsta a dziewczyny zachęcały swoimi półnagimi ciałami do harców chłopaków na imprezie. W rezultacie położyłem się cztery godziny temu, czyli o trzeciej nad ranem, zapominając o dzisiejszej Obradzie. Kurrr...
Stanąłem przed mechanicznymi drzwiami obłożonymi dziwnymi kaflami i kawałkami lustra. Przejrzałem się w jednym - jednak umiałem wyglądać na raz profesjonalnie i niechlujnie. Dodając do tego kaca i prawie w ogóle snu, musiałem znać się na fachu. Czasem lubiłem połaskotać się w ego, dawało mi to szczyptę motywacji. A ostatnio u mnie trudno o motywację jako-taką.
Westchnąłem, poprawiłem kołnierz koszuli i nacisnąłem szarą płytkę w obudowie drzwi. Te rozsunęły się i ujrzałem Salę Obrad. Mimo, że to już pięć lat, każdej niedzieli dziwiłem się monumentalności tego pomieszczenia. Wcale nie było duże - tylko zostało zaprojektowane tak, żeby sprawiać wrażenie wielkiego. Oczywiście projekt wspomożono hologramami - ufoludy i Drakkai byli niesamowicie pochłonięci 'technologią multiwizualną'. Wszedłem do środka i pomaszerowałem w kierunku mojej grupy. Większość już siedziała na miejscach.
MOOR - Maesa Om'Oi Ragno, czyli w zapchlonym Drakkańskim języku Instytucja Bezpieczeństwa Międzynarodowego.
Gdy tylko Drakkai, Kotołaki, Lisołaki, Wilkołaki, Niedźwiedzołaki, Canisti, Mechanidy, Sappazaury, Bestie Białego Kontynentu (czyli, jakby to ludzie powiedzieli - Yeti) oraz Nashemasi (ufole - wiem, jako Ziemianin powinienem mówić Kosmici, ale
oni serio byli dziwni. Cholerne bezpłciowe kutafony...) podpisali Pakt Słońca, MOOR zostało stworzone żeby chronić słabsze rasy na Ziemi, Temisto oraz Plutonie. czyli Ludzi, Tortoisy, Spaggazan i parę innych ufoludowych odmian. MOOR dzielił się na trzy części - Władzę Parlamentarną, czyli dupków którzy ustanawiali zasady działania, Żandarmerię Międzynarodową, czyli chłopaków od szturmów i aresztowań na podstawie złamanych praw MOORu, oraz na Inspekcję - czyli kontrolerów oraz grupę jednostek incognito które poruszały się w społeczeństwie, a w razie czego mogły szybko interweniować. I właśnie co niedzielę w Sali Obrad zbierała się Inspekcja.
Cała skomplikowana struktura Inspekcji to Oko - szefa oraz jego doradców, Kaptury - szpiegów, Tarcze - strażników, Skautów - wysłanników oraz jednostki przekazujące wiadomości. No i jeszcze Tułacze - obserwatorzy, którzy mogli egzekwować na własną ręke podstawowe naruszenia kodeksu prawnego MOOR. Osobiście... jestem Tułaczem.
Na takie też sektory podzielona była Sala - wszyscy na dole, tylko Oko na lekkim podwyższeniu. Szedłem teraz koło Tarczy i patrzyłem się na dumnie wyglądających kretynów, większość Canisti, psowate kupy mięśni które uważają (nie, nie użyję słowa 'myślą'), że są rycerzami w świecących zbrojach i strzegą porządku na świecie. Chyba oprócz Dowódcy Mufo nie było wśród nich nikogo szczerze rozumnego, kto pojmował jakim wielkim gównem z wisienką i bitą śmietaną jest całe MOOR.
Wszedłem na schodek i uwaliłem się w naszym sektorze. Od Tułaczy byłem Ja, Septus i Qoo2. Septus - mój dobry kumpel, Lisołak, wysoki i smukły, zawsze w skórzanych i wojskowych ciuchach, z bandaną na głowie, zajmował się głównie sprawami w Kamingoami i Czechistanie. Raz na jakiś czas była okazja spotakć się pogadać, gdy miałem sprawę przy granicy Polmerii.
Qoo2 była Sappazaurem, tylko że implantowanym - czyli 200 lat temu zginęła w wypadku i teraz jest czymś w rodzaju połączenia cyborga i Robocopa. Miała uczucia, myśli, ale wszystkie czynności życiowe wykonywała wmontowana w nią technologia i cyber-biomechanika. W sumie z wierzchu nic nie było widać, więc często gdy szliśmy w Drakfest w parę osób do pubu jedną z atrakcji było obserwowanie, jak Qoo2 upija jakiegoś zainteresowanego samca, nieświadomego jej zupełnie odmiennego systemu metabolicznego. Brakowało tylko Meshu, Gorgoni, Fasdsaffa, Binwo88, Crosashaxa i paru innych Tułaczy zajmujących się Kontynetem Wygnanych.
W innych podgrupach wszyscy byli już zwarci i gotowi do debaty. Zawsze to Tułacze spóźniali się trochę, albo nawet trochę więcej. Ja zawsze przychodziłem punktualnie, czym punktowałem u Szefa, i w sumie głównie o to mi chodziło.
Zagadałem do Septusa;
- Poszanowanko, kolego.
- Cześć Tribal, co tam?
- Znowu zapomniałem, że dzisiaj zebranko. Zadzwoniła do mnie Ishra, krzyknęła tylko 'żebym nie zapomniał' i finito.
- Ta, skądś to znam... W sumie to dobrze jest mieć znajomości w Sekretariacie, nie?
- Nie inaczej. Możesz mi powiedzieć o czym będą dzisiaj nawijał Szefuńcio?
- Sam nie wiem... - Przeciągnął się - chyba znowu coś z Ufolami. Mają problemy z przenikającymi przez bramy podpoziomowe monstrami, wczoraj był o tym szum na kanale, więc pewnie poruszą ten temat.
Oparłem się wygodniej. Z Ufolami ciągle były jakieś problemy. Taka rasa. Nagle Qoo2 odezwała się, nawet nie odwracając do nas głowy;
- Sprawa jest poważniejsza. U Nashemasi się to zaczęło, a ma się pojawić także u nas. Co więcej, to nie tylko zwyczajne mutanty paradoksów poziomowych i wyrzutki post-atomowe, to znowu Armia z Pustkowi.
Septus zrobił skwaszoną minę. Moja też nie była najradośniejsza. Pustkowia to złe, nawet jak na moje kryteria, miejsce. Zwyczajny człowiek nazwał by to makabrą, piekłem, dla mnie było to uniwersum, które nie powinno nigdy istnieć.
Reszta Tułaczy powoli schodziła się do loży. Szef siedział już gotowy by zacząć. Jego nadęta, misia twarz wydawała się dziś wyjątkowo niesympatyczna. A prywatnie to dobry człowiek, tylko kawał pesymisty.
Sala była pełna, drzwi zablokowano. Oko włączyło aparaturę i Obrada się zaczęła.
- Witam cały oddział Inspekcji - powiedział stanowczym, niskim, iście profesjonalnym głosem Szef - w ten piękny, szary,
niedzielny poranek. Większość z was wie, że temat dzisiejszej obrady nie należy do najprzyjemniejszych. Mamy - tutaj zaczął mówić wolno i wyraźnie, jakby chciał żeby karki z Tarczy rzeczywiście coś zrozumiały - B A R D Z O poważny problem. Reth - tu odwrócił się do swojego pomocnika - wyłóż szczegóły.
I tutaj mogłem sobie na chwilę odpuścić. Reth wprost nie umiał przemawiać, typ mózgowca, a zarazem ciamajdy, wykładał wszystko jakby cała Inspekcja miała wiedzę większą od niego, czyli plątał jak tylko mógł. Szef wolałby pewnie kogoś innego, ale Reth został przysłany z 'wyższej półki', czyli jakiś układ był na rzeczy. Zamknąłem oczy i nie słuchałem naukowego bełkotu lisiego mądrali. Obijały mi się o uszy słowa takie jak 'interplanetarny', 'brama', 'cała planeta', 'pustkowie', 'armia', miałem szczęście ominąć tłumaczenie w 'jaknajnaukowszy' sposób działania bram oraz statystycznie wyliczonych konsekwencji niepowstrzymania przybłęd wyłażących z bram.
Po wykładzie Retha Szef najczęściej podsumowywał sytuację, i tylko tego warto było słuchać. Wszyscy wiedzieli, że robił to dla Tarcz, ale ja na tym również korzystałem - lubiłem konkrety. Trzeba rozpierdzielić od środka jakiś kult? Okej. Trzeba zabić jakieś monstrum? Nie ma problemu. Trzeba wspiąć się na wielką drabinę i zebrać parę gwiazdek z nieba dla pana Szefa? Cholera, jakbym nie chiał to i tak muszę. Konkrety.
Nie myliłem się, bo szef skwitował wywody Retha;
- Po krótce - Armia z Pustkowi znowu znalazła sposób aby przedostać się na inne planety. Jeśli nie pozamykamy bram, najadą na Ziemię i możemy pomarzyć o wolności i spokoju. Nie możemy zwlekać, drużyny mieszane (do jasnej anielki, trzeba będzie współpracować z Tarczami -pomyślałem) zajmą się zamknięciem bram. My zajmujemy się tylko Ziemią, Unia Drakeńska postanowiła wykorzystać zdobycze technologiczne i rozpracować Bramy na Jowiszu i Temisto w bardziej masowy sposób. Dobrze więc, roboty rozdadzą wam płytki z przydziałami, do akcji wkraczacie od zaraz. Koniec Obrady. I nie, nie ma pytań, nie ma na to czasu, trzeba pomóc w organizacji obrony.
W tym momencie zaśmiałem się do samego siebie. Skoro nie ma pytań, to co poczną biedne psiaki?
Robot pojawił się koło mnie niespodziewanie. Wyciągnąłem łapę, a z lufciku wysunęła się płytka. Złapałem ją, a robot kontynuował rozdawanie. Wyjąłem swój palmtop i włożyłem synoidową płytkę do czytnika.
Grupa? Z Kapturów... Masay - o jak dobrze... Popatrzyłem się na ponętną smoczycę. Tak, jak na ogół wolałem 'kudłate' panny, tak Masay działała na mnie niesamowicie skutecznie. Zdarzyło mi się pracować z nią parę razy, a ze trzy razy to nawet nawiązaliśmy 'bliższą współpracę'... Widać też odczytała przydział, bo spojrzała się w moją stronę i mrugnęła swoim smoczym okiem. Uśmiechnąłem się do niej i popatrzałem dalej na listę. Z Tarcz... Bikko. Uff... na tą akcję miałem wyjątkowego fuksa - trafił mi się jeden z trzech kotołaków-strażników, i to jeszcze ten całkiem w porządku. A Skaut? Parę sekund gapiłem się na TO imię. Przekląłem w duchu...
'Nie chwal dnia przed zachodem słońca'. Kurwa mać, Najjaśniejsze Nieba, czemu? Thalaga. Krzyżówka człowieka z Sappazaurem. Nieprzeciętnie inteligentny, ponury, 'gładki', zawsze ogolony i porządnie ubrany... Srał go pies, Emisariusz jeden. Powiedzieć o nim 'ciężki koleś' to jak powiedzieć o Adolphie Manticore Hittlerze 'lekko nieopanowany'. Wozak i mądrala, James Bond wśród Skautów. Dobrze, że nie będzie go w polu, chyba bym podciął sobie żyły.
Nasza grupa miała wkraść się na teren Wolnej Republiki Śląskiej, małego niezależnego państwa wydzielonego z Polmerii. Brama otwiera się tam w Zamku Czarnej Baszty, siedzibie niejakiego Barona Zawiszy, powszechnie posranego burżuja który założył własną 'religię' i skupuje ciała umarłych w Sławostanie i urządza orgie, na których razem z bandą oszołomów w szatach robią dużą niepoprawnych rzeczy. Ja miałem zdobyć zaufanie pomniejszego opata kultu, żebyśmy mogli się zapisać, Masay musiała wykryć, gdzie jest brama, Bikko był tam nam potrzebny jako swego rodzaju zabezpieczenie - czyli jakby przyszło walczyć. Thalaga miał siedzieć w bazie operacyjnej w Małoskoczkach, wiosce nieopodal granicy z Wolną Republiką Śląską, aby zapewnić stały kontakt z dowódzctwem Inspekcji, oraz aby mieć pewność, że będziemy mieli osprzęt, broń akcesoria, dostęp do informacji. Jak znam życie ciężko będzie sie o cokolwiek doprosić, ale lepiej tak niż miałby tam iść z nami.
Szedłem korytarzem do kwater Tułaczy, tuż obok Septusa.
- Podekscytowany misją? - zapytał się, bardziej zgrywając się niż pytając w potwierdzeniu swoich odczuć.
- Ja? Nigdy... pełna apatia. - Rzeczywiście tak było, nigdy mnie nie obchodziło.
Septus pomachał głową i, jakby po zastanowieniu się, spytał.
- Czemu nigdy ci nie zależy? Nie czujesz że robimy coś dobrego?
Pomyślałem chwilę. - Nie - odrzekłem.
- I właśnie czemu? Nie chcesz uratować świata? Nie nakręca cie to?
- W zupełności nie.
- Jakiś konkretny powód?
Byliśmy na schodach. Już czułem zapach kawy z ekspresu z holu. Przystanąłem i popatrzyłem Septusowi w oczy.
- Jakby to powiedzieć... - wahałem się chwilę - Widzisz, jakby się nie potoczyło to ja nie będę miał problemu.
Poszedłem dalej, a Septus stał na pierwszym schodku jeszcze trochę, jakby nie był pewien co przed chwilą usłyszał.
 
Powrót do kategorii | Powrót do strony głównej artykułów
Komentarze są własnością ich autorów. Twórcy niniejszego serwisu nie ponoszą odpowiedzialności za ich treść.
0
(+0|-0)
:-Dk
Wysłano: 8.06.2007 19:56
Tygrys perski
Anthro
Interesujące... tylko dlaczego nieskończone?! Ja to chociaż te moje opowiadania kończyłem :-Dk (co najwyżej dawałem sequele) Ale i tak fajne, chociaż ja jestem przewrażliwiony na przekleństwa... ale na całkiem znośnym poziomie.

0
(+0|-0)
Re: :-Dk
Wysłano: 9.06.2007 9:24
Itty Bitty CYCLOPS MUTANT Kitty!
Zwierzę
sorka za przekleństwa, ale taki styl nadałem bohaterowi. Ogólnie w jako takim opowiadaniu nie chcę używać ich zbyt wielu, ale tutaj oddały wredny humor niewyspanego 'buraka'. Nie skończone, bo jakoś dzisiaj dodam następną część, a planuję w sumie trzy ;-)k