Zmień fonty Zmień rozmiar
Strona główna Teksty PASTE Sznurki Galeria Forum Informacje Chat: Discord Kalendarz Mapa Szukaj / użytkownika Rejestracja
  
Opowiadania: Yeehim "X:Spotkanie" (1/2)  
Autor: Szhival
Opublikowano: 2005/3/8
Przeczytano: 1265 raz(y)
Rozmiar 9.24 KB
0

(+0|-0)
 
Rozdział I. Spotkanie.




Słońce powoli wschodziło nad lasem, rozświetlając dotychczas czarne miejsca. Do życia budziły się ptaki i nieliczna leśna zwierzyna. Selene, rozłożyła się na konarze drzewa, na tyle na ile pozwalało jej miejsce i potrzeba pozostania niezauważonym. Z irytacją machała końcówką ogona, patrząc jak jeden z ludzi kryjących się po drzewem ziewa. Była mocno zdenerwowana faktem iż musiała w środku nocy podnieść się z łóżka i gnać by przygotować zasadzkę. Wszystko przez to że wskrzeszone przez najemnego nekromantę szkielety nie dały sobie rady z jakimś podróżnikiem. Ich zadaniem było zabijać podróżujących nocą przez las, by można było zrabować ich dobytek. Nekromanta dał znać Trelgowi, przywódcy bandytów, że stracił kontakt ze swoimi podwładnymi. Szybko doszli do wniosku, że 20 nieumarłych mógł pokonać tylko wyszkolony mag, a na myśl, że za takich można dostać ogromy okup, zdecydowali złapać go żywcem. I tak połowa bandy pod dowództwem Trelga znalazła się w ukryciu po jednej stronie drogi, a druga przysypiała pod nogami Selene czekając na znak do ataku.
Nagle zza zakrętu wąskiej ścieżki wyłonił się sprawca zamieszania. Szedło spokojnie, nawet lekko rozbawiony środkiem ścieżki, pod prawym ramieniem trzymając torbę podróżną, w lewej miał dwu metrowy drewniany kij. Czarny płaszcz do kolan z czerwonym kołnierzem dopełniał obrazu. Brakowało tylko szpiczastego kapelusza. Nie wyglądał na zmęczonego całonocną podróżą przez gęstwinę i walką którą w niej stoczył.
Nagle uwagę Selene zwrócił na siebie siedzący koło niej na drzewie Ferro. Był to gad o zielonych łuskach. Należał do rasy świetnych wojowników, a prócz tego potrafił się komunikować na duże odległości za pomocą prawie niesłyszalnych gwizdów i syknięć. Przekazał jej, że Trelg daje sygnał do ataku. Uśmiechnęła się i kazała łuczkowi wystrzelić przygotowaną wcześniej przez nekromantę strzałę, która miała oślepić podróżnika i rozproszyć ewentualne zaklęcia które mogłyby go chronić. Stojący niżej wilk szybko napiął cięciwę długiego łuku i wystrzelił magiczny pocisk z lekkim sykiem.



Adam wiedział o pułapce jeszcze przed wyjściem zza drzew i wejściem na niewielką polanę. Łańcuch wychwycił i przetłumaczył niesłyszalną dla niego rozmowę w języku gadów. Co prawda mógł ominąć czekające na niego osoby, ale chciał trochę rozruszać kości. Walka ze szkieletami była dla niego banalna. Kiedy tylko przez łańcuch przebiegła wibracja oznaczająca zagrożenie, zasłonił płaszczem oczy i rzucił się w bok. Nawet przez zaciśnięte powieki zobaczył eksplozję światła. Równocześnie wyczuł prawie fizyczny ból ciosu, który nagle otrzymała magiczna część łańcucha. „Zaklęcie rozpraszające magię!” pomyślał „Głupcy, nie wiedzą na co się porywają”. Szybko pozbywając się oszołomienia, odrzucił kij podróżny i wysłał pół-mentalny sygnał do jego broni. Owinięty wokół prawego ramienia łańcuch przewędrował do jego ręki, gdzie wyprostował się i usztywnił tworząc broń o działaniu podobnym do miecza. Stojący najbliżej niego bandyta, zaskoczony dziwnym mieczem który nagle pojawił się w ręku niepozornego maga umarł z przebitym sercem. Kolejny próbował zablokować cios drewnianą pałką. Przeżył tylko dlatego że pałka była obita metalem, ale nie uratowało go to od skręcenia karku, kiedy jego głowa zderzyła się z jednym z drzew. Następna para przeciwników, koń i człowiek, również uzbrojeni w obite metalem pałki i drewniane tarcze blokowali prawie synchronicznymi atakami jego ruchy. Od drugiej strony drogi nadbiegali kolejni napastnicy, zauważył też dwóch łuczników. W lewej ręce usztywnił się drugi koniec łańcucha, wykorzystywany jako maczuga. Przeciwnicy nie dali się zaskoczyć drugiej broni, mimo że rozbił nią tarczę człowieka i prawdopodobnie strzaskał kości jego ręki. Zaskoczeniem był fakt, że sztywne do tej pory łańcuchy, nagle opadły i zanim którykolwiek zdążył wykonać unik, zaplotły się dookoła ich nóg, wywracając obydwu. Adam pozbawił ich przytomności szybkimi kopnięciami w głowę. Kolejny przeciwnik, który miał zamiar rzucić w niego swoją maczugą umarł ,kiedy ostro zakończony łańcuch z prawej ręki Adama pokonał w jednym momencie dzielące ich dziesięć metrów i przebił się przez jego żołądek. Szybko zareagował na brzdęk cięciwy, rozbijając strzałę tępym końcem lewego łańcucha. Wyrwał prawy łańcuch z brzucha niedoszłego miotacza, i skierował go w biegnącą ku niemu czarną kocicę z dwoma paskudnie zakrzywionymi sztyletami.



Selene wręcz rozbawiona patrzyła na to, jak wydawałoby się bezbronny mag walczy. W jego ruchach była jednak zwinność wojownika, a jego, bez wątpliwości magiczna broń siała spustoszenie. Postanowiła sprawdzić jak dobry jest naprawdę. Miała gdzieś że Trelg zabronił go zabijać. Wybrała moment kiedy był zajęty wyciąganiem końcówki łańcucha z ciała, sądząc że przed ponownym użyciem będzie musiał go przyciągnąć do siebie. Myliła się - ostra końcówka łańcucha wystrzeliła jak żmija w jej kierunku. Siarczyście klnąc odskoczyła z drogi zmierzającego ku niej pocisku, ale on także zmienił swój kierunek, celując prosto w jej twarz. Zanim zacisnęła powieki czekając na najgorsze, zobaczyła jeszcze że kolejni dwaj bandyci leżeli bez ruchu na ziemi. Poczuła tylko lekki powiew powietrza koło twarzy, a potem głośny odgłos metalu wbijającego się w drewno. Zdziwiona otworzyła oczy. Łańcuch minął jej twarz o kilka centymetrów i ścinając jej kila włosów wbił się w drzewo za nią. Wykorzystując okazję rzuciła w przeciwnika brązowym pociskiem celując w twarz. Zauważył on go dopiero w ostatniej chwili, i spróbował zbić go tępym końcem łańcucha. Zaśmiała się widząc jak worek wypełniony silnym środkiem usypiającym eksploduje mu przed twarzą. Chwiejąc się, przeszedł jeszcze kilka kroków i zablokował atak pałką a potem padł omdlony na ziemię.



Pod wieczór tego samego dnia Selene zmierzała do miejsca gdzie przetrzymywany był jeniec. Nie zwracała uwagi na pożądliwe spojrzenia reszty znajdujących się w obozie bandytów. Byłe kobietą szefa, a Trelg wiedział że jeżeli spróbuje czegoś na co ona mu nie pozwala, to obudzi się ze sztyletem między żebrami, niezależnie od tego gdzie i jak mocno ja zwiąże. Spoglądała na kopulujące publicznie gdzieniegdzie pary, i to nie tylko damsko-męskie. Gardziła tymi szumowinami, ale było to jedyna rodzina jaką miała. Jako partnerka głowy bandy, była nietykalna. Nie była brzydka - czarne aksamitne futro, białe poniżej łokci, kolan i na końcówce ogona. Na jej szczęście Trelg był dość nieśmiały w kontaktach z płcią przeciwną. Może był gejem, tym lepiej dla niej. Szanował ją jednak za zdolności i prawdopodobnie obawiał się jej trochę. Uśmiechając się szeroko zeszła do podziemi. Wisiał tam ten wojownik/mag. Przestała się śmiać kiedy zobaczyła że on się uśmiecha, spoglądając na nią prawie szafirowymi oczami. Widać nie przeszkadzało mu że wisiał w dość niewygodnej pozycji na ścianie, mając na sobie jedynie przepaskę zrobioną naprędce z jakiejś szmaty. Upadając rozciął sobie lewą skroń, ale rana już się wygoiła. Kilka świeżych nada krwawiło na jego piersi, oprócz tego miał kilkanaście siniaków. Widać że próbowali go już przesłuchiwać - lub ktoś mścił się za rany odniesione w walce.

- Co ci tak wesoło śmieciu? - zapytała z pogardą

- A ja jestem Adam, miło poznać - odpowiedział nadal śmiejąc się


Szybko doskoczyła do niego, i za pomocą pazurów zostawiła trzy długie szramy na jego piersi, które szybko zaczęły krwawić. Nawet się nie skrzywił, za to odezwał się

- Chętnie bym się odwdzięczył, ale jestem trochę nieruchawy aktualnie -

Spostrzegła że miał wiele blizn, część dość starych, choć on sam był dość młody. Oglądając dokładnie niektóre z nich zauważyła że rany które je zostawiły, musiały być śmiertelne. Jednak mimo to on nadal żył, chodził i spoglądał na nią tymi samymi niebiesko-szafirowymi oczami. Starając się ukryć zakłopotanie zapytała ostrym tonem:

- Komu służysz? -

- Nikomu... tylko podróżuje -

- A kto dał ci ten... ten łańcuch. I jak go kontrolujesz? O mało nie zabił Sardeka -


- Sardeka? -

- Nekromantę - zdzieliła go po twarzy - ja tu zadaję pytania! -

- Od przyjaciela - powiedział, tak jakby nic się nie stało - i nie kontroluję go... to bardziej jak mentalne przyjaźń -

Była już szczerze zaciekawiona tym... tym Adamem. Był najdziwniejsza osoba jaka dotychczas poznała. Nie mówiąc nic wyszła z jaskini. Dogonił ją jego ciepły głos
- Do zobaczenia -

Tego dnia, odsypiając wypad, nerwowo przewracała się na posłaniu. Śnił się jej niebieskooki wojownik, łańcuch mijający jej twarz o centymetry i dziesięcioramienna gwiazda.
 Strona: 1 2 
Powrót do kategorii | Powrót do strony głównej artykułów
Komentarze są własnością ich autorów. Twórcy niniejszego serwisu nie ponoszą odpowiedzialności za ich treść.
0
(+0|-0)
Do roboty ;) Fajne, tylko czemu nie skończone...?
Wysłano: 11.06.2007 12:34
Kuciak najprawdziwszy!
Zmiennokształtny
Hmm... czekam i czekam i doczekać się nie mogę na dalszą część, a wciągnęło mnie barrrdzo... Heh. No nic... Poczekam jeszcze trochę ;-)k tylko błagam - nie za długo ;-)k