Zmień fonty Zmień rozmiar
Strona główna Teksty PASTE Sznurki Galeria Forum Informacje Chat: Discord Kalendarz Mapa Szukaj / użytkownika Rejestracja
  
Opowiadania: Yeehim "X:Demon" (1/2)  
Autor: Szhival
Opublikowano: 2005/3/8
Przeczytano: 1207 raz(y)
Rozmiar 7.82 KB
0

(+0|-0)
 
Rozdział II. Demon



Większy księżyc, Lune świecił wysoko na niebie, jasnym niebieskim blaskiem. Mniejszy, czerwony Ares, którego dzień dzielił od pełni, dopiero wschodził. Adam rozejrzał się po pustym trakcie. Był już blisko Orone, niewielkiego miasteczka rolniczego. Po chwili zobaczył Selene siedzącą na kamieniu w pobliżu drogi.


- Wolno uciekasz jak na wojownika – powiedziała, śmiejąc się lekko

- Nie musielibyśmy uciekać z tamtego miasta, gdybyś nie próbowała okraść tego pobory podatkowego –

- Nie musielibyśmy z uciekać, gdybyś nie dał w pysk temu szlachcicowi, który upadając zahaczył o mnie. W ogóle czemu to zrobiłeś? –

- Nazwał mnie ścierwem... No cóż, powiedzmy że mam wyjątkowo negatywny stosunek do wszelkiego rodzaju klasowych podziałów społecznych i klas rządzących –

- A ja mam negatywny stosunek do spania na gołej ziemi –

Westchnął. Cały ich dobytek, oprócz tego co mieli przy sobie, został w karczmie miasta z którego uciekli. Mieli jedynie kilka monet, swoje ubrania i swoją broń. Powoli weszli na ulice miasteczka.


- Mam pomysł... tu jest gdzieś karczma „Szary wilk”, znam trochę właściciela –

- I...? –

- Powinno mi się udać załatwić pokój –

Po kilku minutach poszukiwań znaleźli „Szarego wilka” – trzypiętrowy, w połowie murowany budynek z aspiracjami bardziej na burdel niż na karczmę. Adam wszedł do środka. Usłyszał jeszcze jak Selene woła za nim:

- Jak się nie pośpieszysz, to znowu czeka nas uciekanie –

Adam wszedł do ciemnej sali, krzywiąc się na zapach taniego piwa które popijało kilku klientów. Nigdy nie przepadał za alkoholem. Podszedł do karczmarza, którego mimo tego co powiedział, widział pierwszy raz w życiu. Szybko za resztę pieniędzy jakie mu zostały dokonał transakcji wynajmu jednoosobowego pokoju, na trzecim piętrze. Wszedł na górę, cicho otworzył okno i wypuścił w dół łańcuch. Po chwili Selene stała w pokoju.

- Nieźle, ale łóżko nadal mamy jedno –

Jednak Adam już leżał na podłodze, w przeciwnym kącie pokoju, naciągając kaptur płaszcza na głowę


- Dobranoc –



Kolejny już raz przewróciła się w łóżku. Nie mogła zasnąć. W ciągu zaledwie kilku dni zmieniło się całe jej życie. Selene spojrzała na sprawcę tego, który leżał na ziemi. Po krótkim czasie zauważyła że Adam też nie śpi.

- Problemy ze snem? – zapytała

- Rzadko kiedy sypiam... –

- Tak sobie myślałam... – zamyśliła się na chwile – Powiedz, naprawdę jestem jakąś mityczną bohaterką? –


Usłyszała jak westchnął. Lekko uniósł się na łokciach by spojrzeć jej w oczy i pokręcił głową

- Wybacz że cię okłamałem. Nie, nie jesteś. Łańcuch nie skrzywdzi też osób prawdziwie dobrych –

- Właśnie... ten łańcuch i ta cała legenda.... możesz mi o niej opowiedzieć? –

- Raczej tak.... Wszystko jak wiesz zaczęło się od pokonania Thera, boga zła ponad pół wieku temu, przez pięciu herosów. Jak zwykle bywa, bóg nie uznał się za pokonanego i powstała przepowiednia, że odrodzi się by siać zniszczenie i grozę. No i jak bywa w przepowiedniach, pokonać go mogą tylko potomkowie tychże herosów oraz osoby „nienarodzone w tym świecie”. I tu do akcji wkroczył Alabaster -

- Alabaster? -

- Alabaster, arcymag. Sprowadził nas z innego świata, uzbroił i szkolił przez pięć lat. Niestety, dwa lata temu Ther zaatakował nasze miejsce szkolenia. Mieliśmy właśnie wyruszyć by znaleźć potomków bohaterów sprzed półwiecza, kiedy zaklęcie teleportacji zostało zakłócone przez magię sługusów Thera... Alabaster dokończył jednak jego rzucenie, w wyniku czego rozrzuciło naszą piątkę po całym świecie... -


- Piątkę? -

- Tak. Oprócz mnie, Alabaster szkolił jeszcze Crama – czarodzieja, Sylphie – kapłankę, Olivie – bardkę i Anne – panią technolog. Każdy miał zdolności w innych dziedzinach, chociaż czasami ćwiczyliśmy razem. Można powiedzieć że byliśmy dobrymi przyjaciółmi – uśmiechnął się smutno.

- Rozumiem... – cisza trwała ciut za długo – Masz jakiś plan na jutro? - zapytała

- Nieco więcej niż dzień drogi stąd, w starej wieży osiedlił się jeden ze starych herosów. Jeżeli wyjdziemy rano, powinniśmy być tam pod wieczór... -

- A co wtedy? -

- Zobaczymy... -


Dziesięć minut później obydwoje jakoś zasnęli. Tym razem nie śniło jej się nic.



Czerwony księżyc właśnie wchodził przed tarczę niebieskiego. Nocny wiatr szeleścił w trawie. Para czerwonych oczu utkwiła spojrzenie w karawanie która rozbiła obóz u podnóża niewielkiego pagórka. Pod oczami pojawił się szatański uśmiech. Powietrze wypełniło się bezgłośną, złowrogą inkantacją. Z momentem kiedy się zakończyła, jedyny stojący na straży strażnik nagle upadł, kiedy wszystkie jego kości zmieniły się w płyn. Kolejna, nieco głośniejsza inkantacja wypełniła ciszę. Najbliższy namiot zniknął zalany falą czystego kwasu. Po chwili obozowisko zamieniło się w piekło eksplodujących kul ognia, nieumarłych zabijających bez litości i mnóstwa istot ginący szybko, boleśnie i krwawo. Ranek zastał dogasające szczątki obozu. Sprawca, nasyciwszy swój głód przemocy, dawno już odszedł. Pozostała tylko niezmącona cisza poranka.

W innym miejscu, ciszę naruszyły odgłosy wolno idących po marmurowej posadzce kopyt. Ich czerwonooki właściciel spojrzał przez okno na szybko zbliżający się poranek. Wraz z pierwszym promieniem słońca czerwień przygasła, ustępując miejsca szarości. Kolejnym dźwiękiem, jaki rozległ się w wieży był odgłos bezwładnie upadającego ciała.



Wyruszyli z samego ranka. Okolica powoli przechodziła z pól uprawnych w dzikie pastwiska i polany. Podróżników na szlaku było niewielu. Słońce grzało wesoło, mimo iż była już późna jesień. Około południa Adam uznał że pora zejść ze szlaku, który ostro skręcał w prawo. Zatrzymali się koło kilku młodych drzew by odpocząć, napełniając manierki z pobliskiego strumienia. Po jakimś czasie na ogniu piekł się świeżo upolowany zając i kilka naprędce złowionych ryb. Zgodnie postanowili przeczekać w cieniu najgorętszy fragment dnia. Rozłożyli się w cieniu wielkiego dębu.
Chłodny wiatr wyrwał Adama z drzemki. Rozejrzał się. Słońce już powoli zachodziło, spowijając niebo szkarłatnym blaskiem. Zrobiło się wyraźnie zimniej. Obudził leżącą obok Selene

- Musimy iść... myślałem że zdążymy przed zmrokiem, ale przyjdzie nam chyba niepokoić ich w nocy -


- Na szczęście dziś jest podwójna pełnia. Nie przyjdzie nam podróżować w ciemnościach –

Adama spojrzał na niebo. Rzeczywiście, niebieska Lune dopiero wschodziła. Czerwony Ares powinien do niej dołączyć tuż po zachodzie słońca. Dogasili resztki ogniska i ruszyli w dalszą drogę. Późny wieczór powoli przechodził w noc. Nienaturalnie cichą noc. Nagle na horyzoncie pojawiła się wysoka, szara budowla. Wieża bohatera. W niej powinni znaleźć schronienie i pomoc. Ten widok uspokoił nieco Adama. Zaniepokoiła go dopiero mroczna sylwetka, czekająca na nich na szycie jednego z pagórków. A całkowicie rozproszyło go to, iż posłała w ich stronę kule ognia.
 Strona: 1 2 
Powrót do kategorii | Powrót do strony głównej artykułów
Komentarze są własnością ich autorów. Twórcy niniejszego serwisu nie ponoszą odpowiedzialności za ich treść.